Zabawki umysłowe |
Poczta elektronicznaStosunkowo kosztowny osobisty asystent cyfrowy okazał się bardziej Paweł Misiak Wpadł mi niedawno w ręce preprint pracy z dziedziny oddziaływań między komputerami a ludźmi, autorstwa P. Prekopa z Australijskiego Departamentu Obrony, relacjonującej badania dotyczące używania przez pracowników umysłowych wyższego szczebla urządzeń PDA, czyli osobistych asystentów cyfrowych. Badania zostały wykonane niejako „przy okazji”. Oto dziesięciu przedstawicieli zawodów „umysłowych” (menedżerów, programistów i in.) zostało na 20 tygodni obdarowanych takimi przenośnymi komputerkami naręcznymi. Choć nie jest to nigdzie jawnie napisane, można się domyślać, że w ramach jakiejś akcji promocyjnej producenta. Użytkownicy nie mieli uprzednich doświadczeń z tego rodzaju urządzeniami, choć poza tym byli dobrze obeznani z komputerami i korzystali z nich intensywnie w codziennej pracy. Urządzenia zaś nie były wyposażone w możliwości łączności bezprzewodowej, więc obserwacja dotyczyła zastosowań nie związanych z działaniami w Sieci. Co parę tygodni użytkownicy byli ankietowani na okoliczność korzystania z otrzymanego sprzętu, używanych funkcji i aplikacji, sposobu posługiwania się nimi itp. Praca zawiera parę tabelek z danymi, podsumowanie i uwagi ogólniejszej natury. Autor zaznacza, że liczba użytkowników była zbyt mała, by wyciągać szczegółowe wnioski poparte statystyką, ale i te, które można było sformułować, stanowią asumpt do pewnej refleksji. Istotę problemu można przedstawić w formie pytania: czy takie przenośne komputerki wraz z dostępnym na nich oprogramowaniem to tylko gadżety, zabawki dużych chłopców, czy też pomocne narzędzie codziennej pracy ludzi zajmujących się szeroko pojętym przetwarzaniem informacji i podejmowaniem decyzji? Z zamieszczonych w pracy omówień przeprowadzonych ankiet wynika, że po kilku pierwszych tygodniach względnie częstego używania owych osobistych asystentów cyfrowych zainteresowanie nimi respondentów wyraźnie słabło. Po około 10 tygodniach od rozpoczęcia „eksperymentu”, użytkownicy uznali, iż poznali otrzymane urządzenia dostatecznie, by nie poświęcać już czasu na konfigurowanie, uczenie się dostępnych funkcji i możliwości, instalowanie dodatkowego oprogramowania itp. Po tym okresie kilka osób zaczęło też, jak pisze autor, krytycznie analizować przydatność urządzeń w codziennej pracy. POŻYTKI Z GADZETUW jakim stopniu urządzenie PDA może być pożyteczne, zależy od jego możliwości. Takie małe komputerki naręczne wyposażone są zazwyczaj w okrojone wersje wielu programów używanych do prac biurowych na zwykłych pecetach, co umożliwia m.in. przenoszenie danych i wykonywanie podobnych czynności raz na jednym, raz na drugim komputerze. Zaletą tych małych jest ich rzeczywista przenośność – mieszczą się bez większego trudu w kieszeni nie obrywając jej, bo nie są ciężkie, a wbudowane akumulatorki pozwalają na dłuższą pracę bez dostępu do źródeł zasilania. Małe rozmiary stwarzają też jednak niewątpliwe ograniczenia. Wprowadzanie danych odbywa się za pomocą dotykowego wyświetlacza, chyba że dokupiono specjalną zewnętrzną klawiaturę, niezbyt zresztą wygodną, a i ekranik jest niewielki, więc niezbyt wiele na nim widać. W trakcie przeprowadzonych badań ankietowych okazało się, że najczęściej wykorzystywaną przez użytkowników aplikacją był terminarz i spis spraw do załatwienia. O tyle mnie to nie dziwi, że istotnie, mały cyfrowy kalendarzyk, „umiejący” przypominać terminy, kojarzyć związane z nimi dane i oferujący inne tego rodzaju funkcje, bywa bardzo przydatny. Wiem o tym z własnego doświadczenia – choć nie mam PDA, jakiś czas temu zainstalowałem sobie w komputerze elektroniczny „organizer” i intensywnie a z pożytkiem z niego korzystam. W takiej aplikacji widać niewątpliwe zalety techniki cyfrowej i jej przewagę nad papierem. Mając kalendarzyk elektroniczny w kieszeni, można nawet nie pamiętać, że należy do niego zaglądać. Potrafi sam o sobie przypomnieć. Drugą w kolejności najczęściej wykorzystywanych funkcji okazała się książka adresowa. To też dość oczywiste. Dla ludzi, których praca wymaga licznych kontaktów z innymi, dobra, czytelna, zawsze dostępna lista kontaktów jest nieocenioną pomocą. Dla tych na najwyższych szczeblach zarządzania nie stanowi to kłopotu – zwykle mają do pomocy sekretarkę z prawdziwego zdarzenia. Niższy szczebel musi się zadowolić martwymi narzędziami, na przykład cyfrowym asystentem osobistym. NOTOWANIE NA EKRANIECiekawe okazały się wyniki dotyczące korzystania z trzeciej funkcji urządzeń PDA, dość często uwypuklanej w reklamach – funkcji cyfrowego notatnika. Nowoczesny menedżer, uczestniczący w wielu ważnych spotkaniach czy naradach biznesowych, robi w ich trakcie notatki – nie długopisem na staromodnym papierze, lecz plastikowym rysikiem na ekraniku swego cyfrowego asystenta. Po powrocie do biura może notatki te przerzucić do komputera, opracować jakoś lub tylko zachować w archiwum czy bazie danych. Taki mniej więcej obraz usiłują sprzedać reklamy owych urządzeń. Trzeba powiedzieć, że wielu menedżerów daje się na ten promocyjny haczyk złapać. Miałem nieraz okazję widzieć młodych dynamicznych biznesmenów albo ważnych pracowników sporych firm, którzy przez większość czasu różnych ważnych zebrań bawili się swoimi elektronicznymi gadżetami. Niektórzy z nich, wiedząc, że interesuję się nowinkami technicznymi, z dumą pokazywali mi te swoje mikrokomputerki czy „inteligentne tabliczki” i opowiadali, jak to wspaniale mogą im one ułatwić pracę. Powtarzali przy tym zwykle własnymi słowami treści ulotek reklamowych. Rzeczywiście, ciekawe było obejrzeć, czy sprawnie działa rozpoznawanie pisma odręcznego, jak łatwa jest obsługa całego urządzenia itp. Jednak po kilku czy kilkunastu tygodniach ich entuzjazm jakby przygasał. Na zebraniach coraz rzadziej widziałem „notowanie na ekranie”. Te moje amatorskie obserwacje sprzed paru lat pokrywają się z wynikami przedstawionymi w omawianej pracy. Wśród badanej grupy użytkowników okres entuzjazmu i częstego korzystania z możliwości robienia notatek trwał kilka tygodni. Pod koniec wspomnianego 20-tygodniowego okresu badania współczynnik korzystania z tej funkcji spadł niemal do zera. Okazało się, jak pisze autor, że notowanie za pomocą PDA wymaga większego skupienia uwagi na samej tej czynności niż metody tradycyjne. Indagowani na tę okoliczność użytkownicy twierdzili wręcz, że znacznie więcej uwagi zajmowało im posługiwanie się urządzeniem niż aktywny udział w zebraniu. TECHNIKA MYŚLENIAWarto tu zauważyć – powiada autor pracy – że sama czynność robienia notatek jest często ważniejsza od jej wyniku, to znaczy zanotowanych treści. Sprzyja bowiem bieżącemu organizowaniu i przetwarzaniu uzyskiwanych informacji, ułatwia i zarazem wymaga koncentracji na najważniejszych ideach i ciągach logicznych. Oczywiście, nie jest to żadne odkrycie, bo takie uwagi, tyle że dotyczące na przykład notowania wykładów, można znaleźć w niemal każdym poradniku typu „Jak efektywnie studiować” albo „Technologia pracy umysłowej”. Gdy sama technika notowania absorbuje za bardzo, notowanie (aktywne, nie stenograficzne) staje się trudne lub niemożliwe. Dobrze więc, myślę sobie, że wśród moich studentów nie zauważyłem jeszcze żadnego, który by notował elektronicznie, choć zdarzali mi się już tacy, co nagrywali wykład na magnetofon. Jednocześnie jednak czynili jakieś notatki, bo w naukach ścisłych i tak bez zapisywania, na przykład wzorów, ani rusz. Podejrzewam, że może się to zmienić, gdy stanieją kamery cyfrowe. Wróćmy jednak do naszych urządzeń PDA. W omawianej pracy autor pisze, że osobisty asystent cyfrowy okazał się też przydatny w charakterze elektronicznej „teczki z papierami”. Po przerzuceniu doń z komputera odpowiednich fragmentów dokumentów, listów elektronicznych itp. danych potrzebnych do załatwienia określonej sprawy, nie trzeba było nosić ze sobą plików kartek. Jednak już w funkcji elektronicznej książki do dłuższego czytania raczej się nie sprawdzał, głównie zapewne z powodu niewygody małego ekraniku. Podsumowując, stosunkowo kosztowny osobisty asystent cyfrowy okazał się jednak bardziej gadżetem niż pożytecznym narzędziem pracy. Najbardziej użyteczne, to znaczy najczęściej wykorzystywane funkcje – terminarzyk, książkę adresową czy przenoszenie danych – można znaleźć w urządzeniach znacznie mniej zaawansowanych technicznie i tańszych. Wbrew nadziejom producentów PDA, okazują się więc raczej ciekawymi zabawkami niż niezastąpionymi narzędziami pracy menedżerów. Przy okazji czytania pracy P. Prekopa zacząłem się zastanawiać, czy w naszych warunkach dałoby się zrobić podobne badania, na przykład wśród studentów. Gotów jestem się założyć, że potrafiliby się oni wykazać o wiele większą pomysłowością i umiejętnością skorzystania z wielu funkcji zawartych w takich urządzeniach. Zarazem jednak obawiam się, że większość tych pomysłów dotyczyłaby nie wspomagania studiowania – zdobywania wiedzy i umiejętności, lecz doskonalenia technik unikania wysiłku – ściągania, plagiatowania itp. Nie od dziś zresztą wiadomo, że do takich m.in. celów służą na przykład telefony komórkowe w rękach uczniów i studentów. Wynalazcy i producenci „komórek” chyba o takich zastosowaniach nie myśleli. Może dobrze, że wysokie ceny urządzeń PDA czynią z naszego kraju rynek mało interesujący dla ich producentów, a więc mało prawdopodobne, żeby zaczęli rozdawać je w celach badawczych czy specjalnie promować wśród studentów. Tych zaś i tak prędzej czy później należy przekonać, że to myślenie ma przyszłość, nie kombinowanie. |
|
|