Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2004

Spis treści numeru 1/2004

Filologia

Poprzedni Następny

Na marginesach nauki

Leszek Szaruga

Fot. Stefan Ciechan

  Bardzo mnie rozbawiły wypowiedzi pomieszczone w ostatnim ubiegłorocznym numerze „FA” pod wspólnym tytułem „Przyszłość filologii”. Także i z tego względu, że jako – mimo wszystko i ponad wątpliwość – formalny filolog i nieformalny poeta liryczny (wierszy wszak do nauk nie liczymy nawet wtedy, gdy są one, jak poemat Lukrecjusza, wypowiedziami metanaukowymi) pobierałem był wcześniej (czas zaprzeszły jest tu jak najbardziej na miejscu, choć nadal w tej dziedzinie staram się być w miarę możności na bieżąco) nauki z zakresu logiki matematycznej u ówczesnej mgr Barbary Stanosz i prof. Jerzego Suszki, co sprawiło, iż mój stosunek do języka nie jest tylko i wyłącznie „humanistyczny”, lecz także i „techniczny”, a nawet „ścisły”, co zapewne budzić może wśród koleżanek moich i kolegów pewne podejrzenia o nie dość profesjonalne stanowisko w kwestii wagi filologii w życiu nie tylko naukowym, ale także społecznym. Chciałbym – zabierając nieproszony głos w debacie na łamach „FA” prezentowanej – zwrócić uwagę na fakt, może nie do końca przez uczestników tejże dostrzegany, że owe „językowe” czy „językoznawcze” specjalności właśnie ze względu na swój przedmiot, którym jest język, dotyczą rzeczy w nauce fundamentalnej. Owym zagadnieniem jest mianowicie prawda, o której, jak na razie, poza językiem orzekać nie sposób. Prawda – czy to w rozumieniu Arystotelesa, czy w parędziesiąt stuleci późniejszym rozumieniu Tarskiego – orzekana bywa w odniesieniu do zdania, zaś o tym, co zdaniem jest, a co nim nie jest, decydują wszak na ogół filologowie, choć tym wszystkim, którzy zajmują się językami formalnymi, wydawać by się mogło, że nie tylko oni. Więcej nawet: to filologowie, z natury swej dziedziny, zajmują się samym językiem, nawet jeśli to język nie naturalny, a formalny; język zaś, nawet formalny, jest z natury swej sferą tajemniczą i niepoznawalną do końca, o czym zaświadcza choćby mimochodem skreślona uwaga Tarskiego, który (w nawiasie) zapisał był słowa następujące: „Z drugiej strony, można sobie wyobrazić konstrukcje języków, które mają określoną strukturę, ale nie są sformalizowane. W takich językach uznawanie zdań może np. nie zawsze zależeć od ich formy, ale czasem od innych, pozajęzykowych czynników. Skonstruowanie języka tego typu – a zwłaszcza języka, który by się okazał wystarczający dla szerokiej dziedziny nauk empirycznych – byłoby naprawdę rzeczą ciekawą i ważną. Uzasadniałoby bowiem nadzieję, że w dyskursie naukowym języki o określonej strukturze mogą w końcu zastąpić język potoczny”. Nie ma tu mowy o żadnym „języku regionalnym”.

O tym, że Adolf Tarski uczonym mężem był, wątpić trudno, choć pewnie można by znaleźć i takich, którzy by chcieli mu owego miana odmówić. Zastanawiać by się natomiast należało nad tym, czy badania języka przezeń podejmowane należą do nauk „regionalnych” czy „uniwersalnych”. Jego Magnificencja Rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. dr hab. Piotr Węgleński ma zapewne i w tej kwestii pogląd wyrobiony i byłoby rzeczą godną, by zechciał publicznie się na ten temat wypowiedzieć. W ostateczności – zakładam po amatorsku – byłby chyba zmuszony do wypowiedzenia się w kwestii orzekania prawdy w nauce, co jako żywo nie jest sprawą tyczącą wyłącznie filologii, lecz z pewnością kwestią ze studiów filologicznych właśnie wyrastającą. Filologia albowiem jest taką specyficzną dziedziną, która – m.in. za sprawą badań tyczących języków literackich tworzonych przez dociekających prawdy o świecie (ale nie „prawdy” pojmowanej jako wartość użytkowa jedynie) autorów – pozwala nam na ciągłe przedefiniowywanie pojęć, jakimi się posługujemy. Nie ograniczałbym się zatem, jak prof. Edward Balcerzan, do obrony filologii poprzez wskazywanie umiejętności, jakie może posiąść jej student – jako to zdolność zrecenzowania nowego tomu wierszy czy odróżnienia arcydzieła od tandety – ale, za głosem niezłego skądinąd poety Osipa Mandelsztama, skłonny byłbym do wykazania, iż filologia królową nauk być by mogła. Klasyczne studia filologiczne, z natury rzeczy swojej – a naturą tą są językowe zachowania człowieka – dotyczą nie tylko języka samego, lecz także tego, co w nim jest wyrażane, a zatem wszystkiego.

Filologia klasyczna zajmuje się albowiem nie tylko jakimś konkretnym językiem, lecz wszelkimi językami – także tymi, które istniały przed tym, zanim mogły po sobie pozostawić materialne świadectwa, ale także i tymi, które wciąż powstają, nawet jeśli, póki co, objawiają się w formach młodzieżowych slangów. Filologia – że posłużę się wykorzystanym do matematyki porównaniem Stanisława Lema z jego książki „Summa technologiae” – jest niczym krawiec szyjący ubrania na wszelkie możliwe i niemożliwe kształty. A w dodatku zajmowanie się językami to przecież zajmowanie się sposobem współistnienia ludzi, dialogiem mianowicie. Uczony skądinąd i wiele mający o świecie do powiedzenia mąż, jakim jest Richard Rorty, ogłosił był opinię, iż „wiek XXI albo będzie wiekiem tłumaczy, albo go nie będzie”. Można się zasadnie obawiać, iż stanowisko Jego Magnificencji Rektora UW oznaczać może wybór drugiego członu tej alternatywy, co ludzkości w ogóle, a ludziom w szczególności, niczego dobrego nie wróży. Jeżeli bowiem nie będziemy umieli ze sobą rozmawiać, jeśli zatem nie będziemy potrafili znaleźć „wspólnego języka” – a jakie to trudne, zaświadcza choćby trwająca obecnie debata tycząca konstytucji Unii Europejskiej – wówczas staniemy wobec wprost niewyobrażalnych trudności w globalizującej się na naszych oczach wiosce. Aż nie do wiary, że uczeni mężowie i równie uczone białogłowy po dzień dzisiejszy nie chcą zrozumieć tego, czym była lekcja Wieży Babel, zapisana wszak w Księdze. Obawiać się należy, sądzę, że białogłowy one, a i mężowie także, Księgi nie raczyli byli przeczytać. A jeśli już o prawdę chodzi, to warto wciąż przypominać starodawną uniwersytecką formułę, powiadającą, iż studiowanie to wspólne i bezinteresowne owej poszukiwanie. Rynek to, zapewniam Jego Magnificencję, z pożytkiem dla siebie – ale czy dla nas także? – i tak wykorzysta.

Komentarze