Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Polskie żaby i szal Celiny
Poprzedni Następny

Największe zainteresowanie wzbudzają autentyczne pamiątki, rzeczy osobiste.
Szklanka, karafka, pióro...

Rozmowa z Januszem Odrowąż-Pieniążkiem,
dyrektorem Muzeum Literatury
im. Adama Mickiewicza w Warszawie

Fot. Grzegorz Filip
Janusz Odrowąż-Pieniążek (ur. 1931) ukończył polonistykę w UW. W latach 1954-55 był sekretarzem komitetu redakcyjnego wydania jubileuszowego Dzieł Adama Mickiewicza. W latach 1956-72 pracował w Instytucie Badań Literackich PAN. 1967-91 był sekretarzem komitetu redakcyjnego wydania krytycznego Dzieł wszystkich Mickiewicza. Od 1972 jest dyrektorem Muzeum Literatury. Wydał tom listów Mickiewicza oraz wiele artykułów dotyczących poety i jego epoki. Jest autorem kilku tomów prozy i kilku powieści. Ostatnio opublikował książkę Mickiewicziana zbierane po świecie. Od 1996 jest wiceprezesem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i przewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Muzeów Literackich (ICLM) Światowej Rady Muzeów (ICOM) przy UNESCO. Przewodniczy komitetowi obchodów 200. rocznicy urodzin Adama Mickiewicza.

Przewodniczy Pan komitetowi obchodów dwusetnej rocznicy urodzin Adama Mickiewicza. Z jakimi zadaniami wiąże się ta funkcja?

- Komitet Obchodów 200. Rocznicy Urodzin Adama Mickiewicza powstał w roku 1993 przy Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie i skupia wszystkich najwybitniejszych znawców twórczości i biografii Mickiewicza, a także pisarzy i inne osoby ze świata kultury. Pierwszym jego przewodniczącym był nieżyjący dziś prof. Czesław Zgorzelski. Zadaniem Komitetu było przygotowanie obchodów rocznicy mickiewiczowskiej i nadzór merytoryczny nad tymi obchodami. Komitet starał się koordynować i inspirować różne działania. Każdy uniwersytet miał przecież jedną albo dwie sesje. Każda wyższa szkoła pedagogiczna też. Niemal każdy wojewódzki dom kultury także. Byliśmy organizatorami centralnej sesji mickiewiczowskiej, która odbyła się w październiku w Warszawie i w Poznaniu. Wszystkich imprez odbyło się i odbywa bardzo dużo, w Polsce i za granicą. W dniach 17-20 grudnia odbędzie się najbardziej prestiżowa trzydniowa sesja w College de France, z udziałem polskich i zagranicznych uczonych oraz wystawa Mickiewicz. La France. L’Europe.

- Od ponad ćwierci wieku kieruje Pan Muzeum Literatury w Warszawie. Jaki jest Pański największy sukces jako muzealnika?
- Największe sukcesy, jakie mi się przydarzyły, związane są ze sprowadzeniem do muzeum archiwów po naszych pisarzach. Muzeum Literatury posiada archiwa wielu pisarzy. Jeżeli chodzi o Mickiewicza, to największym sukcesem było przejęcie zbiorów Goreckich: córki poety Marii z Mickiewiczów Goreckiej i jej męża Tadeusza. Sukcesem było ściągnięcie archiwaliów po najmłodszym synu poety Józefie - albumów fotograficznych, szkatułki Celiny, bardzo ważnego listu Władysława Mickiewicza do brata oraz części archiwum sekretarza Adama Mickiewicza Armanda Levy’ego. Sprowadziliśmy bogate archiwum po towiańczykach od pani prof. Mariny Bersano-Begey z Turynu. Są to zdobycze, które stawiają nasze muzeum w gronie najważniejszych: obok Biblioteki Polskiej w Paryżu. Poza tym mamy wiele archiwów emigracyjnych: np. Stanisława Balińskiego, półtora roku temu udało nam się uzyskać z Paryża archiwum Konstantego Jeleńskiego, wraz z jego gabinetem. Mamy archiwum Marii Dąbrowskiej, Jerzego Andrzejewskiego. Można by długo wymieniać. O to wszystko trzeba było zabiegać, przekonać przyszłych ofiarodawców, że zbiory będą tu najlepiej zabezpieczone i wykorzystywane. W bibliotece będą leżeć a tu pokaże się je na wystawach.

- Poświęcił Pan Mickiewiczowi całe życie...
- No, nie całe. Zajmowałem się przecież innymi tematami, na przykład sybirakami. Moja praca magisterska dotyczyła poety-zesłańca Gustawa Zielińskiego. Piszę także rzeczy zupełnie niemickiewiczowskie. Z Mickiewiczem nie ma nic wspólnego moja twórczość literacka: opowiadania, powieści.

- W katalogu wystawy jubileuszowej napisał Pan: "Mój Mickiewicz kończy pół wieku".
- W roku 1948, w moim gimnazjum we Włocławku, byłem mistrzem ceremonii obchodów sto pięćdziesiątej rocznicy urodzin wieszcza. Na warszawskiej polonistyce miałem szczęście trafić na proseminarium Wacława Borowego i słuchać mickiewiczowskich wykładów Juliana Krzyżanowskiego. Potem pracowałem w jego zespole nad wydaniem jubileuszowym Dzieł Adama Mickiewicza. Poznałem wtedy dobrze teksty Mickiewiczowskie a już szczególnie listy. Najbardziej "mickiewiczowskim" okresem w moim życiu było jednak półtora roku 1958-59, które przesiedziałem w Bibliotece Polskiej w Paryżu nad rejestrem listów skierowanych do Mickiewicza. Odnajdywałem w Paryżu domy, w których mieszkał Mickiewicz i odbywałem liczne dyskusje mickiewiczowskie ze stypendystami z Polski: Marią Dernałowicz, Jerzym Parvim i innymi.

- Na świecie istnieje wiele muzeów Mickiewicza: w Wilnie, Nowogródku, Zaosiu, Kownie, Stambule, Śmiełowie. Obok Warszawy, paryskie jest przecież najważniejsze?
- Paryż to jest muzeum małe, ale bardzo bogate. Zajmuje jedno piętro Biblioteki Polskiej, ale Mickiewiczowskich pamiątek mają więcej niż u nas. Powstało ono z archiwaliów, które odziedziczył najstarszy syn poety Władysław. Jest tam więcej niż w Warszawie autografów poety, listów i innych Mickiewiczowskich papierów. W naszym muzeum najcenniejszym autografem jest rękopis Grażyny.
Warszawskie muzeum dało początek innym placówkom. Muzeum w Stambule urządziliśmy my, z naszych zbiorów, podobnie jak stałą ekspozycję w domu Muzeum Adama Mickiewicza w Nowogródku. Braliśmy także udział w tworzeniu nowego muzeum mickiewiczowskiego w domu rodzinnym poety w Zaosiu. Trzeba dodać, że interesujące zbiory mickiewiczianów znajdują się także w rękach prywatnych kolekcjonerów. Myślę tu np. o kolekcji Tomasza Niewodniczańskiego z Bitburga, który posiada listy Mickiewicza do Odyńca czy listy Celiny do męża i - przede wszystkim - tzw. Album Moszyńskiego, autografy wierszy z okresu rosyjskiego.

- Czy dla współczesnych badaczy literatury ważne są takie przedmioty jak podarowane Mickiewiczowi pióro Goethego, złota szpilka do krawata - prezent od Puszkina albo też stolik, przy którym Mickiewicz grywał w szachy z Chopinem?
- Dla badacza literatury może nie, natomiast dla każdego zwiedzającego muzeum - tak. Największe zainteresowanie wzbudzają autentyczne pamiątki, rzeczy osobiste. To ludzi bardzo interesuje. Szklanka, karafka, pióro... Jeśli widział pan naszą wystawę o literaturze XX wieku, to jest tam pióro Gombrowicza czy jego krawaty, które ściągnąłem z różnych źródeł, od jego żony Rity, od Wojciecha Karpińskiego. Pióro, które ofiarował Mickiewiczowi Goethe, to dla nas pamiątka dużej wagi.

- Głośna była swego czasu sprawa pamiątek po Mickiewiczu zapisanych państwu polskiemu przez jego wnuczkę Marię, zwaną Mariotką. Nie wszystkie one trafiły wówczas do Polski. Część rozprzedał jej rzekomo przybrany syn Jean Goss. Zdaje się, że ten zbiór nadal nie jest kompletny?
- Po śmierci Marii w roku 1952 duża część tego, co odziedziczyła, została przewieziona do naszego Muzeum. Z kolei sporą część archiwaliów, które skradł wykonawca testamentu Marii Jean Goss, zakupiła przed paru laty Biblioteka im. Ossolińskich we Wrocławiu. Podejrzewam, że coś się jeszcze odnajdzie. Czasem jakaś pojedyncza rzecz wypływa i staram się ją odzyskać. Dostałem na przykład w Paryżu w latach 70. szal Celiny Mickiewiczowej, sprzedany przez Gossa. To jest na pewno ten szal, bo ona była w nim fotografowana. Kupił go mój wuj Andrzej Wyssogota-Zakrzewski i potem ofiarował Muzeum, mówiąc, że Goss proponował mu różne inne rzeczy, jakieś portrety, np. portret Kraszewskiego. Co się z tym stało, nie wiem. Opowiadał mi Jerzy Ficowski, że poznał kiedyś Gossa w Paryżu. Ten pokazał mu list Szymanowskiej, podarł go, potem sklejał... Była to dziwna postać. Teraz Goss zniknął z horyzontu. Najpewniej nie żyje, bo musiałby mieć dzisiaj sto lat. Niektóre sprzedane przez niego rzeczy wypływają na aukcjach.

- Czy wśród wielu publikacji, jakie zostały wydane w Roku Mickiewiczowskim, są takie, które szczególnie posuwają do przodu naszą wiedzę o poecie?
- Tak, oczywiście. Jesteśmy w końcowej fazie redagowania jubileuszowego numeru naszego wydawnictwa "Blok-Notes Muzeum Literatury", gdzie będzie pięć nieznanych listów Mickiewicza, a więc nowe teksty. Natomiast nowych interpretacji pojawia się wiele. Wyszła na przykład książka pracowników UAM w Poznaniu. Jest tam szkic Janusza Ruszkowskiego, który zupełnie inaczej przedstawia pobyt Mickiewicza w Wielkopolsce: nie jako zanurzenie w polszczyznę, lecz jako cierpienie, że tyle tam niemczyzny. Jest to rodzaj polemiki z pracą Jarosława Maciejewskiego. Ciekawą i dobrą, mimo kilku usterek, książkę napisał Tomasz Łubieński. W przeddzień rocznicy wyszła dobra, świetnie napisana książka Jacka Łukasiewicza w serii A to Polska właśnie. Ukazuje się też wiele pozycji przyczynkarskich, które w jakiś sposób precyzują tematy wcześniej zasygnalizowane. Poza tym czekamy na księgi zbiorowe - pokłosie wielu sesji mickiewiczowskich. Referaty z sesji grodzieńskiej, która odbyła się jeszcze w 1997 roku wyjdą w trzech czy czterech tomach. Pokłosie tych wszystkich konferencji będzie niezwykle obszerne. Trzeba z tego wyłowić rzeczy cenne. Nie można też zapominać o wielu wznowieniach.

- Czy można mówić o Mickiewiczu jako o uczonym, badaczu? Wiemy, że orientował się w postępach nauki, filozofii... Jako wykładowca College de France był uczonym, badaczem czy nadal poetą?
- Był uczonym na miarę tamtych czasów. Miał solidne studia literatur klasycznych, mógł więc swobodnie wykładać w Lozannie. Literatura słowiańska to było wówczas coś nowego. On był właściwie pierwszym, który zaczął o niej mówić. Francuzi pytali, czy jest w ogóle jakaś literatura słowiańska. Ma tu więc pionierską zasługę. Wykłady w College de France były na pewno wykładami poety. Potem przerodziły się w spektakle, które nie podobały się już Francuzom. Mickiewicz szlochał, rozdawał portrety Napoleona w welonie. Niewiele to miało wspólnego z przekazywaniem rzeczowej wiedzy.

- Co z twórczości Mickiewicza jest Panu najbliższe?
- Dla mnie chyba jednak Pan Tadeusz.

- Nie Dziady?
- Pewne fragmenty Dziadów tak. I oczywiście utwory, z którymi jesteśmy zżyci od dzieciństwa, na przykład Powrót taty, Pan Tadeusz ze względu na dyskretny humor i dystans, znakomitą polszczyznę, szczerość i obrazowość. Jestem wielbicielem Pana Tadeusza i czytając wciąż coś nowego w nim znajduję. Kiedy teraz byłem w Radiu BIS w czasie czytania poematu, słuchałem jakbym go nigdy nie czytał. Szczycę się tym, że w Muzeum mamy dwie karty z Pana Tadeusza, jedną nawet z odmianką tekstu: Żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie - Żadne żaby tak pięknie nie grają jak polskie.

Rozmawiał GRZEGORZ FILIP

Uwagi.