Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Czytelnia czasopism
Poprzedni Następny

Aby odetchnąć od poważnych periodyków adresowanych do pracowników uczelni, rzućmy tym razem okiem na pisma studenckie. Po wielu latach od upadku centralnego, oficjalnego tygodnika studenckiego, jakim było "itd", i wspomagających go: "Studenta", "Politechnika" oraz "Nowego Medyka", zaczynają powstawać inicjatywy zmierzające do zapełnienia pustego miejsca. Przy czym wydaje się, że środowiskowe pisma redagowane przez studentów są żywsze, mądrzejsze i lepsze od czasopism tworzonych przez profesjonalne redakcje dla studentów.

GUMA DO ŻUCIA

W Szczecinie ukazuje się ogólnopolski miesięcznik studencki "Dlaczego". Niedawno w radiu można było usłyszeć reklamę, w której zdziwiony głos pytał: Dlaczego mam pytać o miesięcznik "Dlaczego"? Po przejrzeniu numeru 3/1998 nie potrafię dać odpowiedzi na to pytanie.

"Dlaczego" jest właściwie poradniczkiem: artykuł o tym, jak powinien wyglądać list motywacyjny, reportaż o autostopie, będący zestawem rad dla autostopowiczów, instrukcja podrabiania indeksów i zwolnień lekarskich, artykuł o wspinaczce, który jest rodzajem instruktażu i zachęty do wspinaczki, poradnik jak obłaskawić prowadzącego zajęcia, artykuł będący instrukcją, jak zostać dziennikarzem radiowym, poradniczek o kredytach studenckich, instrukcja jak się ubezpieczyć, jakie wybrać biuro maklerskie itd, itd. Wywiad z człowiekiem sukcesu, będący przy okazji reklamą firmy IBM, mieści się w stylu masowej kolorowej makulatury. Seks po studencku - to chwytliwe hasło na okładkę. Artykuł pod tym tytułem jest jednak nieciekawy. Poza tym sporo reklam i nic więcej. Pustka. Brak koncepcji. Brak wyczucia odbiorcy. Wywiad z aktorką Agnieszką Krukówną przeprowadzony jest tak, że mógłby się z powodzeniem ukazać w każdym kolorowym piśmie kobiecym. Czy periodyk adresowany do studentów powinien traktować w ten sposób swego odbiorcę? Czy tworzący go zespół musi wychodzić z założenia, że skoro nastolatki czytają wyłącznie "Bravo", to studentom trzeba spreparować analogiczną gumę do żucia, czyli takie studenckie "Bravo-Bis"?

JEST CO POCZYTAĆ

Ciekawszy i mądrzejszy jest ukazujący się w Poznaniu "OMS", Ogólnopolski Magazyn Studencki. Bliższy jest życia i mniej robi czytelnikowi wody z mózgu. Więcej ma też materiałów dotyczących bezpośrednio studentów.

Podobnie jak "Dlaczego", "OMS" składa się w sporej części z poradnictwa. Pierwszy numer miesięcznika (?), pozbawiony roku i daty wydania (autorzy zapomnieli, że czasopisma się numeruje i datuje), zawiera przewodnik po Wrocławiu, przeznaczony dla studentów spoza miasta. Poza tym: reportaż o tegorocznej powodzi w Kotlinie Kłodzkiej i drugi - o międzyrzeckich bunkrach poniemieckich oraz ich mieszkańcach i eksploratorach. Znajdziemy też w tym numerze trochę historii, choćby w postaci tekstu o historii naklejki samoprzylepnej. Są także recenzje książek i płyt. Ciekawy podział materiału na działy: umysł, ciało i duch, wydaje się nie do końca wykorzystany.

KONKRET

Konkretem życia akademickiego operuje wrocławski "Semestr". Jako jedyny w gronie pism ogólnopolskich próbuje uchwycić to, co się dzieje w środowiskach studenckich. Numer 9-10/98 informuje o dużych imprezach kulturalnych w Polsce, ogłasza konkurs Sylwetka wykładowcy, publikuje listy czytelników, porusza problematykę społeczną, drukuje materiał dotyczący reformy państwa i odcinkową powieść kryminalną Morderstwo w akademiku. Numer zawiera dużą dawkę tematyki turystycznej i, oczywiście, poradnik o kredytach studenckich, o których piszą teraz wszyscy. "Semestr" to najbogatsze i najbardziej studenckie wśród studenckich pism ogólnopolskich, zarazem najżywsze, choć najuboższe formalnie.

Tematem numeru 9-10/98 są porady dla studentów I roku. Na ich użytek redakcja przeprowadza ankietę: Jak dobrze przeżyć studia? Jak nie zmarnować tych paru lat? Tomasz Dołęgowski z SGH zachęca do zawierania przyjaźni, rozwijania się w różnych dziedzinach, wykorzystywania okazji do studiowania za granicą. Stefania Ochmann z UWr. namawia do zadawania pytań, gdy się czegoś nie rozumie, radzi samemu opracowywać tematy i układać materiał według własnych hierarchii oraz wykorzystywać możliwości, jakie daje miasto akademickie. Zdzisław Pogoda z UJ radzi maksymalnie wykorzystać wiedzę prowadzących zajęcia i nie zapominać o wypoczynku.

WIEŚCI Z "MAGLA"

Październikowy (8/1998) numer "Magla", niezależnego miesięcznika studentów SGH, przynosi całą masę drobnego materiału informacyjno-publicystycznego. W artykule Joanny Antczak W poszukiwaniu zaginionego wykładu odnajdujemy krytykę istniejącego od lat w SGH i, jak nam się dotąd wydawało, niezwykle pożytecznego oraz atrakcyjnego systemu wyboru przedmiotów przez studentów. Okazuje się, że nie jest tak różowo. Studentom trudno dopasować godziny zajęć, gdyż wszystko ze sobą koliduje, co samo w sobie nie jest może niespodzianką, nikt wszak nie obiecywał, że będzie nam na tym świecie łatwo. Autorka podaje, że wybrane wcześniej przez studentów wykłady są potem odwoływane, przez co trzeba się w ostatniej chwili zapisywać do kogoś innego, wykładowcy nie chcą zaś (nie mogą?) przyjmować ponad limit. Dochodzi więc do nonsensu: W rezultacie nic do siebie nie pasuje. Aby jednak na coś uczęszczać, nie pozostaje nic innego, jak "zapychać" plan różnymi przedmiotami, które tak naprawdę zupełnie nas nie interesują. Idea była zdaje się nieco inna?

(fig)

Uwagi.