Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Achmatowicze
Poprzedni Następny

Świadomość rodowodu wzbogaca jednostki, zapewnia ciągłość warstwie,
obiecuje pożytki społeczeństwu.

Magdalena Bajer

image036.jpg (5701 bytes)
Osman Achmatowicz

Bergaliszki i Teniukowszczyzna leżą na tej ziemi, gdzie, jak pisał ks. Walerian Meysztowicz, wszyscy byliśmy Litwinami - w pałacach, chatach i dworach, a nikomu to nie przeszkadzało być Polakiem. Na tej ziemi żyły także od wieków rodziny tatarskie, które bardzo rychło obfitować zaczęły w polskich patriotów.

GRUNWALD, MIECZE, KRÓL JAGIEŁŁO

Pod księciem Witołdem służyli w pułku jazdy tatarskiej przodkowie moich bohaterów - Achmatowiczów, po drugiej wojnie światowej osiadłych w Warszawie. Najstarsze dokumenty, mówiące o osadzeniu zbiegłych z Kazańskiego Kraju Tatarów w oszmiańskim powiecie, pochodzą z przełomu wieków XIV i XV. Achmatowicze zapisani są w herbarzu rodzin tatarskich Stanisława Dziadulewicza. Za Sasów byli żołnierzami, za króla Stanisława walczyli po stronie Konfederatów Barskich, by jednak powrócić na służbę ostatniego monarchy, który wynagrodził ich za to nadaniem ziemi na własność. Od XVIII wieku gniazdem rodowym Achmatowiczów stały się Bergaliszki, gdzie przyszli na świat Osman i Selim. Trzeci mój gość, Aleksander Achmatowicz, ich brat stryjeczny, urodził się w innym majątku, w Teniukowszczyźnie, również położonym na ziemi oszmiańskiej. Droga stamtąd do Instytutu Materiałów Elektronicznych, gdzie pracuje dr Selim Achmatowicz oraz na uniwersyteckie studia historyczne, które ukończył Aleksander, jest długa, spleciona z narodową historią i... typowa dla rodowodów polskiej inteligencji. Dużo na niej świadectw waleczności, bowiem w dawniejszych zwłaszcza czasach Achmatowicze byli najczęściej żołnierzami, podczas pokoju uprawiającymi ziemię w swoich majątkach.
Kiedy zanosiło się już na wojnę polsko-bolszewicką, dziadek Osmana i Selima pojechał do Warszawy, sforsował straże belwederskie... wizytówką i, dostawszy się do Naczelnika, kolegi z klasy szkolnej, uzyskał zgodę na sformowanie tatarskiego pułku jazdy. Znajomość młodzieńcza z Józefem Piłsudskim odegrała istotną rolę jeszcze i później, w biografii jednego z synów.

PROFESJE ZACNE I GORSZE

Poza wojowaniem, do czego nie trzeba było wykształcenia, szlachcic, jak mówi prof. Osman Achmatowicz, mógł być prawnikiem, żeby lepiej pyskować na sejmikach albo studiować rolnictwo, żeby lepiej gospodarować w swoich włościach. Zawody "do wynajęcia" nie cieszyły się uznaniem. Wspomniany dziadek moich rozmówców był właśnie prawnikiem. Dwaj spośród czterech jego synów wyłamali się z tradycji, zostając: Leon - lekarzem, Osman (senior) - chemikiem. Dr Selim formułuje stanowczo: Zawód lekarza został zaakceptowany, bo był wolnym zawodem. Chemik to był nikt. I nasz ojciec był nawet sekowany przez dziadka z tego powodu. Starszy brat zachował nieco inne wspomnienia - obaj pamiętają, że kiedy ich ojciec otrzymał nagrodę na osiągnięcia naukowe, wyjechał do Oxfordu, tam ponowił doktorat uzyskany wcześniej w Wilnie, wtedy dziadek zaakceptował życiowy wybór najmłodszego syna i zapragnął zamieszkać z nim razem w Osmanówce, małej części rodzinnego majątku. Do końca życia łączyła ich wielka przyjaźń.

BLISKO NAUKI

Leon Achmatowicz, stryj moich gości, ukończył Akademię Fizyko-Chirurgiczną w Petersburgu i był znanym później chirurgiem. Wolno, jak sądzę, od niego rozpoczynać dzieje "rodu uczonego", dlatego że opublikował wiele prac naukowych w czasopismach krajowych i zagranicznych. Trzeba używając tego określenia pamiętać, że dzieje te - z wyroków historii, ale i z powodu upodobań oraz temperamentów - nigdy się w samej "uczoności" nie zamykały.

Leonowi los nie szczędził zaskakujących sytuacji, jak też różnorakich opresji. W latach międzywojennych był ordynatorem kliniki uniwersyteckiej w Wilnie; dwa ostatnie z tych lat przepracował w szpitalu w Baranowiczach. Stamtąd cudem, jak to wspominają potomkowie, uciekł do Generalnej Guberni, spodziewając się aresztowania przez bolszewików, do których niechęci nigdy nie ukrywał. Groziło mu to i później, kiedy pod koniec wojny był dyrektorem szpitala w Częstochowie. 17 stycznia 1945 roku do drzwi zadzwonił dawny znajomy, uważany dotąd za białogwardzistę Rosjanin Demianow i na progu powiedział: Dziś w nocy pana aresztuję. Trzeba było uciekać zmieniając nazwisko na Majewski i przez jakiś czas ukrywać zawód. Kiedy Leon Achmatowicz vel Majewski odbudowywał zniszczony szpital gdzieś w gdańskiem, znalazła go informacja wojskowa i aresztowała. Spotkał wtedy za prokuratorskim biurkiem innego bolszewika, który miał wobec znakomitego chirurga dług wdzięczności za uratowanie życia po ciężkich postrzałach podczas procesu politycznego przed wojną. Ten wypuścił go z więzienia, dał trochę pieniędzy i polecił jechać "w Trizoniu", tj. do okupowanych przez trzy zwycięskie mocarstwa Niemiec. Leon rozstał się z Polską na zawsze, zamieszkawszy potem w Kanadzie, gdzie zmarł. Jego syn Maciej był przez pewien czas dyrektorem General Motors, co nader rzadko zdarza się cudzoziemcom.

SYN NAJMŁODSZY - UCZONY

Dziadek moich bohaterów, dyrektor Departamentu Sprawiedliwości Litwy Środkowej, senator Rzeczypospolitej, jak już wiemy nie zachwycał się wyborem studiów chemicznych przez najmłodszego syna. Osman jeszcze na studiach został stypendystą Funduszu Józefa Piłsudskiego. Był wychowankiem i szczególnie cenionym uczniem prof. Kazimierza Słowińskiego, który "pchnął go na drogę naukową", przebywaną - po studiach w Uniwersytecie Stefana Batorego - w Oxfordzie, pod kierunkiem bardzo wybitnego chemika, sir Roberta Robinsona, późniejszego laureata Nagrody Nobla. Osman junior zwraca uwagę na atmosferę rozbudzającą aspiracje naukowe i zainteresowania naukami ścisłymi, jaka panowała w Wilnie, gdy jego ojciec tam studiował. Wywodzi się z tego miejsca i czasu wielu wybitnych chemików, fizyków, astronomów, pracujących po wojnie głównie w Toruniu, ale i w innych uczelniach. Selim przypomina sobie, że to prof. Sławiński powiedział jego ojcu: Osman, przyszedł już czas, żebyś Wilno opuścił. Musisz pójść gdzie indziej i więcej się nauczyć. Osman spłacał dług wdzięczności zaciągnięty u mistrza... swoim uczniom, dla których starał się skutecznie o wyjazdy zagraniczne, co np. w latach czterdziestych wymagało zgoła heroicznych wysiłków. Prof. Osman Achmatowicz zwraca dziś uwagę na szczególną intuicję swego ojca, pozwalającą mu bezbłędnie rozpoznawać moment, kiedy ucznia należy "wypuścić z terminu", by zaczął samodzielną pracę badawczą, a moment ten u różnych osób przypada po różnym okresie terminowania.

Prof. Achmatowicz zmarł w roku 1988. W kilku ośrodkach istnieją mocne grupy chemików, jego bezpośrednich uczniów albo już intelektualnych wnuków.

Osman Achmatowicz junior: Z przykrością muszę powiedzieć, że ojciec miał niezbyt szczęśliwe okoliczności do własnych badań naukowych. Samodzielność uzyskał niedługo przed wojną - był bardzo młodym, 37-letnim profesorem. Przeniósł się z Wilna do Warszawy obejmując Katedrę Chemii Organicznej na Wydziale Farmaceutycznym UW i zdążył uruchomić doktoraty kilku swoim wychowankom. Podczas wojny brał udział w tajnym nauczaniu, ale naukowo nie pracował. Stworzenie nowego warsztatu wymaga wielu lat pracy, zanim ze sporej grupy zostaje mniejsza grupa, która się do pracy badawczej naprawdę nadaje. Prof. Achmatowicz wychował takie grupy w Warszawie - w uniwersytecie i w Instytucie Chemii Organicznej PAN, a także w Łodzi, gdzie jego uczniowie stali się zalążkiem Centrum Badań Molekularnych, które rozrosło się w wielki instytut.

TO NATURALNE

Osman, syn Osmana jest dzisiaj, jak ojciec, profesorem chemii. Interesował się filozofią, ale o studiach filozoficznych nie myślał nigdy. Naturalne wydawało mu się wybranie spośród nauk przyrodniczych tej, którą uprawiał ojciec. Mając, jak sam to określa, "zawsze poczucie odpowiedzialności", starał się wszystko robić dobrze. W 1975 r. został profesorem. Pracował w Instytucie Chemii Organicznej PAN, w SGGW, AR, wykładał za granicą, uczestniczył w działalności kilku towarzystw naukowych, opublikował kilkadziesiąt prac. Żona Barbara jest adiunktem w Instytucie Chemii Organicznej PAN. Młodszy brat Selim nie poszedł drogą ściśle naukową, ale również jest chemikiem.

Kariera naukowa wydawała się potomkom Achmatowiczów z Bergaliszek i Teniukowszczyzny naturalna także za sprawą innych w rodzinie uczonych osób, jak teść obu braci, Leona i Osmana, wybitny matematyk prof. Wiktor Staniewicz, który wykładał w petersburskiej Wyższej Szkole Artyleryjskiej, gdzie matematyka miała bardzo wysoki poziom, później zaś w Uniwersytecie Stefana Batorego, którego był także rektorem. Śluby ojca i stryja moich rozmówców z dwiema córkami profesora, odbyły się poza Wilnem, gdyż panny były katoliczkami, zaś narzeczeni wyznawcami islamu. W intercyzie zapisano, że potomkowie płci męskiej będą chowani w wierze tatarskich przodków i dzisiaj synowie prof. Osmana Achmatowicza wspominają, iż cała ich (niezbyt bogata) wiedza o islamie pochodzi od matki... katoliczki, która zadanie potraktowała serio. Wśród Staniewiczów byli też w następnym pokoleniu ludzie parający się nauką. Profesorem biologii w Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie był cioteczny brat, Bogdan Rotkiewicz. Stryjeczna siostra, dr Teresa Achmatowicz-Szmajke wiele lat pracowała w Instytucie Badań Jądrowych, który w stanie wojennym musiała opuścić z powodu zaangażowania w "Solidarności".

Trzeci mój gość, Aleksander, który jako historyk i miłośnik rodowych dziejów najwięcej o nich wie, zaczynał wyższą edukację od włókiennictwa czy raczej związanej z włókiennictwem chemii w Politechnice Łódzkiej, gdzie pracował jego stryj, prof. Osman senior. Chciał studiować w Szkole Filmowej, ale trudno było się dostać, myślał o prawie, czemu sprzeciwiła się matka, mając uraz po stracie męża-sędziego, którego pojmało w Wilnie NKWD i nigdy nie wrócił. Aleksandrowi odkrył studia historyczne kolega. Ukończywszy je parał się dziennikarstwem, tłumaczeniami, ciągle uprawiał historię, nie będąc związany z żadną instytucją. Jestem wciąż czynnym historykiem, bo mnie nic innego nie obchodzi.

INTELIGENCI POLSCY

Dr Selim Achmatowicz: Jeżeli mnie ktoś pyta, kim jestem, to ja, trawestując powiedzenie ojca, że jest spolonizowanym Tatarem Litewskim, mówię, że jestem schrystianizowanym ateistą muzułmańskim.. Tatarzy, którzy na ziemiach polskich szybko zatracili swój język, może dlatego nie byli uważani za tak obcych, jak inne mniejszości. Fakt, że rodzina jest muzułmańska - powiada prof. Osman junior - był w tradycji mocno podkreślany.
Kiedy pytam o inne ważne rysy rodzinnej tradycji słyszę: Patriotyzm. Polski patriotyzm. Selim, najmłodszy, na początku wojny mały chłopiec, nieraz zasypiał podczas głośnej lektury Ogniem i mieczem w Osmanówce przy świecy. Zapamiętał jednak, że wtedy właśnie przenikał nas duch patriotyzmu, chęć powrotu do tych wspaniałych czasów walki o Rzeczpospolitą. Ojciec zresztą z dalekiej Osmanówki pojechał we wrześniu 1939 roku do Warszawy, żeby się zgłosić do wojska, mimo że miał kategorię D i już czterdzieści lat. Synowie wiedzieli, że "tak trzeba zrobić".

Aleksander Achmatowicz z dokładnością historyka wylicza osoby z rodziny, które zginęły z rąk bolszewików albo w aresztach NKWD. Podkreśla, że gorący patriotyzm kształtował także osobowość, był fundamentem etosu "Polaków różnych narodowości" na Kresach, przeniesionego w nową, powojenną rzeczywistość.

Dzieje Achmatowiczów, bardzo skrótowo tu przedstawione, doskonale pokazują wyłanianie się z warstwy szlacheckiej czy ziemiańskiej, rodów inteligenckich. Dziadek, właściciel ziemski, zaangażowany w życie publiczne jako prawnik, więcej czasu spędzał w Petersburgu i Warszawie niż w Bergaliszkach. Ojciec i stryjowie byli już inteligentami zawodowymi. Od Osmana Achmatowicza seniora zaczął się w tradycji wątek naukowy i trwa, a zapewne będzie się nadal pojawiał w następnych pokoleniach. Świadomość rodowodu - tatarskiego, muzułmańskiego, kresowego, patriotycznego, od księcia Witołda; choć pojęcie Ojczyzny co innego wtedy znaczyło - ta świadomość wzbogaca jednostki, zapewnia ciągłość warstwie, obiecuje pożytki społeczeństwu.

Tekst powstał na podstawie audycji "Rody uczone", nadawanej cyklicznie w Programie I Polskiego Radia S.A., sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Uwagi.