Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Europejskie eksperyment
Poprzedni Następny

Namysł nad reformą edukacji utrudniony jest z powodu braku
jednolitego projektu tej reformy, co czyni koniecznym rozpatrzenie
pojedynczych wypowiedzi i uwag animatorów tych przekształceń.

Marcin Karas

Rys. Piotr KanarekW trzecim tegorocznym numerze dwumiesięcznika "Arcana" (maj-czerwiec ‘98) znalazły się artykuły poświęcone dyskutowanej obecnie reformie polskiej oświaty, a także, w szerszym sensie, zagadnieniom edukacji i wychowania młodego pokolenia. Autorzy tych rozważań koncentrują swoją uwagę na brakach i trudnościach, jakie dostrzec można w tej niezmiernie istotnej dziedzinie, zaś ranga dostrzeganych mankamentów skłania do podjęcia wnikliwej refleksji nad przedstawionymi faktami, gdyż problemy edukacji i kondycji młodego pokolenia w naszym kraju należą do najpoważniejszych tematów rozważanych w środowisku nie tylko uniwersyteckim.

Piotr Jaworski podejmuje w swym artykule ideowy charakter planowanej reformy oświaty (Jaka młodzież? Jaka Rzeczpospolita? Natura zagrożeń ideologicznych w projektowanej reformie oświaty). Punktem wyjścia staje się istniejąca sytuacja i proces przemian, jakich doznaje polski system wychowania. Upadek realnego socjalizmu i proces przemian ustrojowych postawił Polskę przed koniecznością dokonania w tej dziedzinie głębokiej reformy, a planowana integracja z systemem politycznym i społecznym zjednoczonej Europy wskazuje na kierunek mających się dokonać zmian. Jednak na drodze tej kryją się liczne zagrożenia, których analizę podejmuje autor artykułu. Przygotowany już projekt reformy opublikowany został w bieżącym roku przez Ministerstwo Edukacji Narodowej jako koncepcja wstępna. Takie sformułowanie zagadnienia skłania tym bardziej do podjęcia generalnej refleksji nad proponowanym kierunkiem przygotowanych zmian. Namysł nad reformą edukacji utrudniony jest jednakże z racji braku jednolitego projektu tej reformy, co czyni koniecznym rozpatrzenie pojedynczych wypowiedzi i uwag animatorów tych przekształceń. Nie bez znaczenia są tutaj także głosy krytyczne, do których należy również zaliczyć artykuł Piotra Jaworskiego, nauczyciela znającego z własnego doświadczenia problem wychowania i praktyczne realizowanie podejmowanych planów oraz założeń metodycznych.

ASERTYWNOŚĆ I MYŚLENIE POZYTYWNE

Najsilniejszym wrażeniem, jakiego doznał Piotr Jaworski w kontakcie z młodzieżą, było odczucie ogromnego wzrostu postaw negatywnych i agresywnych. Gwałtowny wzrost zachowań obfitujących w cynizm i lenistwo skłania do postawienia pytania o przyczyny takiego stanu rzeczy. Z łatwością można wskazać na nacisk liberalnej albo raczej libertyńskiej w wielu przejawach kultury, lansowanej przez telewizję i prasę, ale warto także zapytać, czy aby zniechęcenie uczniów do nauki nie wypływa jakoś z samego sposobu edukowania młodego pokolenia, proponowanego odgórnie, w założeniach władz oświatowych. Poważny problem trudności finansowych szkoły, który redukuje jej możliwości, nie jest tu najważniejszy, to raczej nowinki oświatowe, jak np. głoszenie tak zwanych postaw "asertywnych", przeszczepione do nas z Zachodu, przyczyniają się do utwierdzenia niebezpiecznych tendencji w polskiej szkole. Okazuje się jednak, że nie jesteśmy mądrzejsi o doświadczenia amerykańskie bądź zachodnioeuropejskie i dlatego musimy popełniać te same błędy. Przecież głoszenie nieokreślonej asertywności, czyli w praktyce kreowanie nieuzasadnionego zaufania młodego człowieka do swych możliwości i przekonania o swej nieomylności, musi prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji. Innym "słowem-kluczem", który wręczany jest wychowankom naszych szkół, stało się myślenie pozytywne, pojmowane jako sposób samorealizacji. Jeżeli skojarzymy te hasła z obrazem norm i zachowań lansowanych chociażby w popularnych programach telewizyjnych dla młodzieży, to stanie się jasne, że młodzi ludzie będą realizować wszystko inne tylko nie siebie. Piotr Jaworski wskazuje jak poważne są wynikające z tych zasad spustoszenia wiodące do relatywizmu moralnego i cynicznych zachowań.

SZKOŁA PRZYJAZNA

Autor artykułu dostrzega konieczność zwrócenia uwagi na przyczyny a nie tylko na skutki negatywnych zmian. Promowana ostatnio walka z przemocą w rodzinie okazuje się bowiem raczej środkiem do dalszego uniezależnienia dzieci od rodziców w imię uwolnienia od "restrykcji" opiekunów niż rzeczywistym narzędziem do ukrócenia marginalnych w gruncie rzeczy nadużyć.

Hasło szkoły przyjaznej uczniowi literalnie przypomina dostatecznie już chyba skompromitowane wzorce amerykańskie, gdzie nikt rozsądny nie stara się dowodzić drastycznego spadku wymagań, a co za tym idzie - poziomu. Nie wiadomo, w jaki sposób uczniowie traktujący nauczycieli "po kumpelsku" i siedzący wraz z nimi na podłodze (a niedługo może wspólnie chodzący "na piwo") mieliby cenić ich autorytet oraz nauczane przez nich treści, a dążenie do eliminacji prostej konsekwencji słabych wyników w nauce, jakim jest powtarzanie klasy, prowadzić musi do kolejnego utwierdzenia uczniów w optymistycznym, "bezstresowym" stanie samorealizacji.

Obok niekorzystnych zmian w formie, wprowadzane są także zmiany nauczanych treści. Wypieranie historii Polski przez nauczanie postaw "europejskich" nie może pozostać bez wpływu na widzenie świata przez młode pokolenie. W miejsce tradycyjnie rozumianego patriotyzmu wprowadza się tożsamość regionalną. W nauczaniu historii celem staje się wykonanie przez uczniów samodzielnych interpretacji materiału źródłowego, a prócz tego pojawiają się głosy na rzecz tak zwanej historii alternatywnej. Skoro jednak rzekomo nie ma prawdy historycznej, to po co w ogóle nauczać tego trudnego przedmiotu? Cytowane przez Jaworskiego wypowiedzi zachodnich ekspertów od edukacji wskazują na znaczenie relatywizmu i sceptycyzmu, które są nicią przewodnią tych zmian, wiodących w przekonaniu tych ludzi do przewartościowania postaw w kierunku tolerancji i pluralizmu. Szkoda tylko, że brakuje w tym wszystkim tolerancji dla prawdy i solidnej pracy.

KOMPROMITUJĄCE ZAŁOŻENIA

Kuriozalnym przykładem, zakrawającym wręcz na żart, jest przedstawiony w oficjalnym dokumencie Rady Europy o nauczaniu historii, przykład zalecenia, jak uczyć najmłodsze dzieci szkolne relatywizmu, pojmowanego jako słuszna postawa intelektualna. Oto bowiem bajkę o Czerwonym Kapturku można opowiadać z perspektywy wilka, aby ukazać w ten sposób odmienny od przyjętego punkt widzenia. Trudno o bardziej dosadny przykład zamętu, który zrodzi się w świadomości najmłodszych. Piotr Jaworski przytacza również wypowiedź dyrektora jednej ze szkół w Stanach Zjednoczonych, który jest zdania, że nie należy wcale wymagać od uczniów pamiętania o jakichkolwiek faktach historycznych, gdyż sam wybór tych faktów przez nauczyciela musi być apodyktyczny, a więc należy go odrzucić jako nieuprawniony. Wydaje się, że w ten sposób zostały po prostu wyciągnięte konsekwencje z przyjętych w tamtejszym szkolnictwie założeń i należałoby życzyć sobie więcej takich wypowiedzi, bo są przynajmniej uczciwe, logiczne i pozwolą skompromitować niekiedy niedostrzegalne, ukryte założenia.

Amerykanie mogą na szczęście korzystać z rozwiniętej sieci szkół prywatnych i tak w praktyce robią. W Polsce na przeszkodzie stoi fakt, że szkolnictwo prywatne dopiero się rodzi oraz, co może najważniejsze, że istnieją poważne bariery finansowe stojące przed wieloma rodzicami. Z tego powodu musimy szczególnie zadbać o to, aby nasi dyrektorzy szkół, a zwłaszcza nauczyciele, nie mieli podstaw do wyrażania podobnych poglądów.

ANTYPEDAGOGIKA

Skompromitowanie i odrzucenie tak zwanej wiedzy encyklopedycznej, jakie dokonuje się na Zachodzie, musi skłaniać do obawy, że również u nas coraz mocniej będzie lansowane podejście wycinkowe, fragmentaryczne, gdy młodzież uczy się dość przypadkowych rzeczy, bez logicznego uporządkowania i bez świadomości istniejących powiązań i hierarchii różnych zagadnień. W ten sposób następuje zerwanie ciągłości w nauczaniu kultury, która nie jest już przedstawiona jako pewien proces historyczny, ubogacona o osiągnięcia poprzednich pokoleń od starożytnej Grecji, poprzez chrześcijańskie dziedzictwo łacińskiej Europy Zachodniej, aż do współczesności, ale niepodzielnie króluje widzenie teraźniejszości jako jedynej wartości opartej na hasłach tolerancji, postępu i dobrobytu zrodzonego nie wiadomo skąd.

Pewne cenne doświadczenia szkolnictwa np. w Szwajcarii nie znajdują swego odzwierciedlenia w proponowanych założeniach zmian edukacji. Widać zatem jasno, że znajdujemy się na drodze obniżenia poziomu kształcenia. Rodzi się pytanie o założenia, jakie przyświecają podejmowanym w ten sposób reformom. Istotne miejsce ma tutaj, niestety teoria tak zwanej "antypedagogiki", która głosi szkodliwość wychowania. Jaworski wskazuje tutaj na otwarte powoływanie się reformatorów na osobę i naturalistyczną teorię Jana Jakuba Rousseau. Postulowany więc często brak ideologii okazuje się być bardzo konkretną ideologią i to szczególnie niebezpieczną dla takiej instytucji, jaką jest szkoła. Tymczasem MEN przejmuje te idee wedle wzorca amerykańskiego. W dziele tym wsparcia finansowego udziela Unia Europejska w ramach programu PHARE, wywierając również wpływ merytoryczny nawet wbrew swym własnym zasadom, które opierają się na respektowaniu odpowiedzialności poszczególnych państw za treść nauczania. W tej sytuacji pojedyncze głosy i uwagi krytyczne, takie jak artykuł Piotra Jaworskiego, wydają się być skazane na porażkę, bowiem kierunek zmian został już dawno wytyczony.

Na tej drodze znajduje się jednak jeszcze opinia znacznej większości nauczycieli, nieprzywykłych do europejskich eksperymentów. Środkiem zaradczym w rękach zwolenników reformy jest jednak program przygotowania kadry kierowniczej dla szkół, zwany TERM, a liczne kursy mają za zadanie przygotować wyszkolonych specjalistów-reformatorów. Piotr Jaworski stawia bardzo posępną diagnozę proponowanej i podjętej już polskiej reformy oświatowej. Wydaje się jednak, że jego przemyślane argumenty w pełni ten pesymizm usprawiedliwiają i skłaniają do gruntowej refleksji nad omawianymi problemami.

DUŻO TOLERANCJI

Drugi artykuł (Edukacja inaczej), pióra Józefa Miśka, jest szczegółową analizą Zarządzenia ministra edukacji narodowej z 15 maja 1997 roku, w którym zawarte zostały szczegółowe wytyczne dotyczące podstaw programowych polskich szkół podstawowych i średnich. Dokument ten nie jest propozycją ani wytyczeniem drogi dla planowanej reformy. Zarządzenie zawiera konkretne normy, które winny zostać wprowadzone, począwszy od roku szkolnego 1999-2000, w imię integracji z Unią Europejską. Sam pośpiech wskazuje już na poważne niedomaganie proponowanego systemu. Analiza konkretnych przepisów obawę tę potwierdza. U podstaw systemu znajduje się zasada przedkładania umiejętności nad wiedzę encyklopedyczną. Warto jednak stwierdzić, jak ta deklaracja realizuje się w praktycznych przepisach.

Okazuje się, że stawiane postulaty są często nierealne, a zamiast umiejętności myślenia nauczane będą zagadnienia praktyczne, bez zrozumienia istoty problemu. Jednocześnie proste zastosowania komputera nazywane są informatyką, a proste obliczenia matematyką, co rodzi pozory uczoności i maskuje obniżenie poziomu i nieadekwatność użytego w Zarządzeniu języka do realizowanych za jego pośrednictwem zasad. Obok nieadekwatnych do możliwości szkoły zamierzeń "zdobywania kompetencji" w całych działach nauki, w dokumencie tym pojawiają się nawet określenia w rodzaju "wiedza alternatywna" czy "transformacja", przy czym nie mówi się, o jaką transformację chodzi. Uczeń miałby zdobyć zrozumienie nauki, kultury i sztuki oraz posiąść metodologię nauk historycznych.

Należy zapytać, czy uczeń zdobędzie wiedzę i rozumienie, czy może pozna co najwyżej pewną ideologię. Na pytanie zaś, jaka to ideologia, można odpowiedzieć w kontekście określeń "tolerancja" czy "wrażliwość". W dokumencie ministerstwa znalazło się nawet sformułowanie mówiące o rozumieniu procesów globalnych zachodzących w niektórych regionach, ale to tylko drobny mankament "dialektyczny" w świetle całego prezentowanego materiału.

WRAŻLIWOŚĆ WOBEC ROŚLIN

Ambicje reformatorów oświaty stają się jasne w momencie, gdy autor artykułu przystępuje do prezentacji poszczególnych zagadnień. Okazuje się, że nauczanie fizyki ma za zadanie kształtować postawę "tolerancji", obok gruntownego poznania szeregu dziedzin tej niezwykle przecież obszernej nauki. Na pytanie, jak jest możliwe, aby uczniowie szkoły, nawet średniej, poznali dynamikę cieczy i gazów, fizyczne podstawy urządzeń elektronicznych i ogólną teorię względności, można odpowiedzieć chyba tylko z uwzględnieniem wyuczonej już wcześniej postawy tolerancji. Po prostu uczniowie będą tolerancyjni wobec swej niewiedzy i uznają, że dokładnie zrozumieli wymienione wyżej dziedziny.

W dalszej części artykułu Józef Misiek omawia problemy edukacji geograficznej i biologicznej. Nic nie zastąpi cytatów z ministerialnego dokumentu, ale aby nie zajmować miejsca, może wystarczy jeden. Oto bowiem nauczanie biologii w klasach od IV do VI ma na celu m.in. kształtowanie wrażliwości wobec roślin i zwierząt. Należy przypuszczać, że w ramach zajęć praktycznych pedagodzy przystąpią wraz z uczniami tych klas do rozpowszechnienia akcji przenoszenia żab przez ruchliwe drogi, a skoro nie będą w stanie wyjaśnić sensu i znaczenia deratyzacji, to trudno. Niejako naturalnym zwieńczeniem tych starań będzie edukacja ekologiczna, która wskaże na zagrożenia i umożliwi zdobycie kompetencji w działaniach mających na celu poprawę stanu środowiska w skali lokalnej i regionalnej już w toku szkoły średniej. Pomocnym środkiem w realizacji tych kompetencji będzie efekt edukacji "ogólnotechnicznej" z wykorzystaniem dorobku szeregu wymienionych w dokumencie nauk, od technologii i materiałoznawstwa przez energetykę aż do ekonomiki. W ten sposób licealiści mają wykonywać pożyteczne "projekty techniczne".

SPŁYCENIE WIEDZY

Edukacja filozoficzna, zapoznając z licznymi kierunkami myśli współczesnej ma pokazać, na czym polega natura człowieka. Edukacja językowa ma natomiast wyrobić u ucznia poczucie własnej wartości oraz wiary we własne możliwości językowe i to już w ramach tzw. edukacji wczesnoszkolnej. Długo można by jeszcze wymieniać zalety proponowanej reformy oświatowej, ale samo już wyliczenie przekracza ramy odporności czytelnika na nadmiar szczegółów proponowanych w ministerstwie. Za każdym z nich kryje się z reguły odrębna dziedzina wiedzy. W jaki więc sposób można będzie pogodzić ten nierealny program z dążeniem do uniknięcia rzekomo zbędnej wiedzy encyklopedycznej - dokument milczy.

Podsumowując rozważane Zarządzenie autor artykułu wskazuje na kardynalne błędy tego dokumentu. Jednym słowem, cała reforma ma doprowadzić do ukształtowania u uczniów podstawy permanentnej tolerancji, spłycenia wiedzy pomimo pozornie ambitnych deklaracji, a nawet zastąpienia treści poznawczych treściami praktycznymi, bez większego znaczenia. Obok tego, wychowawczy wpływ rodziców na dzieci zostaje mocno ograniczony. Ostra krytyka przedstawionego projektu ministerialnego okazuje się, niestety, w pełni uzasadniona, a ryzyko dołączenia Polski do krajów przodujących w dziedzinie zatrważająco chorej edukacji szkolnej staje się całkiem realne.

Wydaje się, że lektura omówionych artykułów skłania do poważnego namysłu nad problemami edukacji oraz wskazuje, że starania podejmowane dziś pod hasłem reformy wiodą dokładnie w kierunku przeciwnym do tego, jakiego można by sobie życzyć. Oby w porę udało się zmienić tę tendencję, gdyż stawka jest zbyt poważna, aby móc pozwolić sobie na ryzyko popełnienia pomyłki.

Mgr Marcin Karas, absolwent historii i filozofii, doktorant w Instytucie Filozofii UJ.

Uwagi.