Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Podstawowa potrzeba
Poprzedni Następny

Każdy zdrowy psychicznie człowiek szuka informacji.
Nie chodzi tu o wiedzę, bo wielu nie przywiązuje do niej wagi.
Chodzi o informację w sensie cybernetyczno-fizykalnym. W człowieku
głód bodźców zmysłowych jest zarazem głodem sygnałów informacyjnych.

Piotr Skórzyński

 Fot. Stefan CiechanNiewielu jest dziś psychologów, którzy na pytanie, jaka jest najgłębsza ludzka potrzeba nie odpowiedzieliby: potrzeba bezpieczeństwa. Analiza logiczna i materiał obserwacyjny przekonują nas, że jeśli potrzebę tę ujmiemy jako głód bezpieczeństwa psychicznego, czyli ochrony i stałości, to można jako jej wyraz potraktować większość dorobku kultury homo sapiens. Każdy system ideologiczny czy filozoficzny, każda teoria religijna czy naukowa, właśnie przez element ładu, jaki wnosi w nasze życie, zaspokaja po części potrzebę porządku i harmonii, które sprawiają, że czujemy się w świecie u siebie, bezpiecznie.

Jeszcze wyraźniej potrzeba ta przejawia się w swojej postaci społecznej i międzyludzkiej. Jak pamiętamy, Abraham Maslow (klasyk amerykańskiej psychologii) uczynił ją podstawą swojego schematu psychiki. Z niej to rozwija się potrzeba przynależności, która przybiera postać potrzeby miłości, a ta - potrzeby uznania, by wreszcie roztopić się w ogólnej, egzystencjalnej potrzebie samorealizacji.

Nawet najmniej doświadczony terapeuta wie jednak, jak zawodne jest owo bezpieczeństwo, jak kruche są mury, którymi odgradzamy się od ciągle nas zaskakującej rzeczywistości, jak sztuczne jest to poczucie "naturalności" i "normalności", które zbudowaliśmy sobie wokół naszej pozycji zawodowej, rodzinnej czy społecznej. Fromm określił te formy bezpieczeństwa jako fiksacje i podkreślił, że zbudowane jest na nich nasze społeczeństwo. Freud wypracował wyrafinowaną i bardzo literacką koncepcję Superego, które socjalizuje naszą psychikę. Zaś George Thomson antycypował antypsychiatrię lat 70., postulując w 1940 r. "psychiatrię rewolucyjną": Terapia tych psychiatrów musiałaby być oparta na znajomości praw rządzących środowiskiem społecznym w celu adaptacji tegoż środowiska do pacjentów. Psychoanalityk stałby się wtedy rewolucjonistą.

UBÓSTWIENIE ZMIANY

Bez wątpienia najbardziej rozpowszechnioną i najmocniejszą (w sensie matematycznym tego słowa) ideą zapewniającą mentalne poczucie bezpieczeństwa jest idea Opatrzności. Jednak zdecydowana większość psychoanalityków, psychologów i psychoterapeutów to - przynajmniej do wczoraj - agnostycy i ateiści. Dla Freuda religia to, jak wiadomo, zbiorowa "nerwica natręctw", dla Fromma - najstarsza fiksacja. Należy wątpić, czy niezwykły rozwój psychologii ostatnich stu lat byłby możliwy w społeczeństwach rzeczywiście religijnych; nie przypadkiem nie istnieje ona w krajach muzułmańskich. Większość terapeutów na Zachodzie była też przekonań umiarkowanie lub skrajnie lewicowych. Marksizm uznawało wielu za dobry opis społeczeństw przemysłowych.

Otóż Marks uważał, że natura ludzka jest zmienna i można ją kształtować za pomocą narzędzi politycznych. Ktoś, kto w to wierzy, będzie miał trudności w ofiarowaniu poczucia bezpieczeństwa pacjentowi, który czuje, że zagraża mu chaos: skoro nie może oprzeć się on na swojej naturze, to na czym? Na najnowszej teorii psychologicznej? Za pół roku pojawi się nowa!

Filozofia XIX wieku starała się dowartościować pojęcie zmiany. Na początku XX w. Henri Bergson wezwał do traktowania całej rzeczywistości jako procesu, czegoś z natury niestabilnego. Rewolucjoniści nie chcieli być tylko przedmiotem historii - wezwali do zburzenia starego świata. Reakcją był faszyzm, ale odniósł sukces wśród młodzieży tylko dlatego, że sam był właśnie ruchem i na swój sposób zamierzał obalić "kapitalistyczny świat krwiopijców z Wall Street".

WYŚCIG SZCZURÓW

Doświadczenia te nie nastrajały zdobywczo przeciętnego człowieka Zachodu, gdy w latach 40. zaczęła się wielka kariera psychoterapii. Tu leży przyczyna oszałamiającego powodzenia poetyckiego i ze wszech miar niejasnego konceptu "archetypów" Junga. Dziś ten ezoteryczny symbol wszedł niemal do języka potocznego i można go spotkać w co drugiej książce psychologicznej jako termin używany na równi z takimi, nie wymagającymi tłumaczenia słowami, jak świadomość, psychika czy kompleks. Co więcej - posiłkując się tym niewyraźnym pojęciem zbudowano całe ideowe uniwersum New Age w jego wersji psychologicznej, czyli świeckiej. Otóż warto to sobie uprzytomnić: nikt nie udowodnił istnienia zbiorowej nieświadomości, która owe archetypy ma produkować. Ich istnienie zostało zatwierdzone i usankcjonowane dlatego, że Zachód odwrócił się od instytucjonalnej religii, jako organizatora prywatnego i po części społecznego życia. Potrzebowano jakiegoś filozoficznego fundamentu dla owych zlaicyzowanych mas studentów i inteligencji, którym jednak nie wystarczał czysty, beznamiętny (i beznadziejny) materializm.

Na początku lat 60. Hans Seyle ogłosił stres największym wrogiem ludzkości i pogląd ten z miejsca zyskał powszechną akceptację. Nie minęło wiele czasu, gdy dołączono do niego modną tezę o tym, jak fatalna dla zdrowia jest wolna konkurencja z jej wymogami ciągłych starań o klienta. W Ameryce psycholodzy zbliżeni do Nowej Lewicy wymyślili nawet wyrażenie "wyścig szczurów", co miało dotyczyć systemu kapitalistycznego (o systemie socjalistycznym nie myślano zbyt wiele, jeśli w ogóle). Wszelkie niedomagania typu bezsenności czy nieżytu żołądka tłumaczono "szaleńczym tempem życia" i "napięciem, w jakim wszyscy żyjemy w nowoczesnym świecie wielkiego miasta".

Jakież jednak było na to remedium? Życie jak dawniej, mierzone narodzinami, chrzcinami i świętami kościelnymi? Ale trzymanie się tradycji to przecież dla Freuda przejaw "neurotycznego zawężenia". Jeśli miała nadal obowiązywać reguła o dostosowaniu się do społeczeństwa jako oznaki zdrowia społecznego - a niewielu terapeutów miało ochotę podjąć wyzwanie Thomsona - to napięcie związane z systemem wolnej konkurencji jawiło się jako klątwa, którą trzeba z pokorą znosić.

POTRZEBA BODŹCÓW

Tymczasem jednak zaczęły napływać informacje od uczonych, którzy poddawali coraz wymyślniejszym doświadczeniom - pod pewnym względem podobną do ludzi - populację szczurów. Między innymi okazało się, że szczury wciągnięte w różnego rodzaju gry i doświadczenia "na inteligencję" - bardzo je sobie cenią i angażują się tak dalece, że zapominają o głodzie. Pobudzone tą aktywnością "umysłową" były - choć nie karmione - w lepszej formie od grupy kontrolnej.

Przypomniano też sobie badania Pawłowa, który wśród odruchów bezwarunkowych wyodrębnił "odruch wolności". Wynikało bowiem z jego eksperymentów, że zwierzę silniej zareagowało na ograniczenia wolności, czyli deprywację sensoryczną, niż na głód, a nawet ból. Wydawać się mogło, że ów odkryty prymat potrzeby bodźców dobrze wyjaśnia zachowanie przynajmniej niektórych aktywnych ludzi, zwłaszcza że pasował do nieco wyblakłej już tezy Freuda o dominacji libido w ludzkiej psychice; przy czym to wolicjonalne pojęcie rozszerzono tak, by obejmowało pragnienie wszelkich zmysłowych doznań. Ważnym momentem w rozwoju teorii "głodu sensorycznego" była publikacja w grudniowym numerze "Psychology Today" z 1980 r. artykułu Psychological Hardiness (The Role of Challenge in Health). Maya Pines omówiła w nim wyniki ostatnich badań, które wskazywały, że najlepszym sposobem na stres nie jest unikanie wszelkiego typu napięć, ale postawa zaangażowania w życie zawodowe, społeczne czy polityczne, otwartość na możliwe zmiany, gotowość do konfrontacji z wszelkimi możliwymi przeszkodami - słowem: tradycyjny wizerunek przedsiębiorcy i zaradnego menedżera. Kolejne lata przyniosły potwierdzenie tych wyników i obecnie powszechnie uważa się taką postawę za najlepszą ochronę przed psychicznymi kryzysami.

NIE WSZYSCY SĄ FILOZOFAMI

Należało jednak odpowiedzieć na pytanie, skąd się bierze taki stosunek do życia. Freud ze swoim fantastycznym "instynktem śmierci" nie miał tu nic do roboty - cała tradycyjna psychoanaliza była bezradna wobec fenomenu młodych Żydów, którzy, wycieńczeni po niemieckich kacetach, przybywali do USA i już po roku okazywali się rzutkimi, pełnymi energii biznesmenami. Abraham Maslow w swoich wieloletnich badaniach napotka ogromną liczbę ludzi z wszelkich środowisk, którzy najwyraźniej żyli pełnią życia prowadząc bardzo umiarkowane życie seksualne lub w ogóle nie zaprzątając sobie nim głowy, tzn. używając seksu tylko okazyjnie. Źródło ich niewątpliwego zadowolenia z życia najwyraźniej nic nie miało wspólnego z "libido".

Cóż to więc było? Maslow, jak wiadomo, udzielił na to pytanie odpowiedzi filozoficznej, która otarła się o mistycyzm. Ta ostateczna postać jego koncepcji nie rezygnuje z wyjściowej idei potrzeby bezpieczeństwa, jaka leży u podstaw wszelkich innych potrzeb, jednak sublimuje ją tak bardzo, że w zasadzie zupełnie traci ona swój pierwotny sens, przemieniając się w znaną filozofom i poetom od początku ludzkiej kultury potrzebę harmonii. Nie wszyscy jednak są filozofami, podobnie zresztą jak kiplingowskimi "kapitanami przemysłu". Czyżby więc psychologia miała poprzestać na słusznym bez wątpienia, lecz jakże banalnym stwierdzeniu, że ludzie są różni?

SZUKAMY INFORMACJI

Jeśli nie chcemy jednak zrezygnować z opracowania teorii obejmującej cały gatunek homo sapiens, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, co, poza fizjologią i instynktem samozachowawczym, jest wspólne wszystkim jego przedstawicielom. Dążenie do przyjemności okazało się bowiem pojęciem tak pojemnym, że nic nie znaczącym. Także rośliny dążą do przyjemności, zwracając się ku słońcu i wydłużając korzenie, by znaleźć składniki, jakie są im potrzebne. Otóż wydaje się, że specyficznie człowiecza jest tylko jedna fundamentalna i powszechna cecha, ale żeby ją nazwać, musimy porzucić na chwilę nauki społeczne i zapożyczyć się u tej płodnej i specyficznej quasinauki, jaką jest cybernetyka. Otóż każdy zdrowy psychicznie człowiek szuka informacji. Nie chodzi tu o wiedzę, bo - jak aż za dobrze wiemy - wielu młodocianych nie przywiązuje do niej wagi, podobnie jak niektóre tradycyjnie chowane kobiety w społeczeństwach patriarchalnych. Chodzi właśnie o informację w sensie cybernetyczno-fizykalnym: o sygnały, które nie są po prostu energią, lecz czymś więcej. Mogłaby tu nam pomóc semiotyka, gdyby wygrzebała się wreszcie z powijaków - na razie jednak musimy poprzestać na wskazówce, jaką dają nam języki angielski i francuski, tzn. na podobieństwie słów sensuality i sensitivity - zmysłowość i czułość. To drugie wyrażenie stosuje się też do instrumentów badawczych i to właśnie jest właściwy trop: w człowieku głód bodźców zmysłowych jest zarazem głodem sygnałów informacyjnych. Dobrze jest to uchwytne u małych dzieci, które lubią pieszczoty matki dlatego, że odbierają je jako sygnał, iż są kochane (a przynajmniej akceptowane). Także dla dorosłego dobry obiad jest przyjemnością dla ciała, lecz także sygnałem, iż jako konsument wciąż daje sobie jakoś radę. Te dwie funkcje mogą też zlać się w jedną na wyższym poziomie: miłość erotyczna czy słuchanie muzyki to czynności, w których pierwiastki cielesny i duchowy stapiają się w jedno.

POSZUKUJEMY UNIWERSALNEGO WZORU

Wzór Botlzmanna poucza nas, że rozpatrywana fizykalnie - jako odwrotność entropii - informacja jest odwrotnie proporcjonalna do ujemnego logarytmu prawdopodobieństwa (danego zdarzenia). Brzmi to odstraszająco, ale znaczy po prostu tyle - i aż tyle - że tym więcej informacji przynosi nam dana sytuacja, im bardziej jest nieoczekiwana, tj. im bardziej jest dla nas nowa. Wynika z tego wiele konsekwencji. Ta przede wszystkim, że wszelka zmiana jest czymś cennym dla kogoś, kto łaknie bodźców. To proste, wiemy co to nuda. Czy jednak prawo to nie ma ograniczeń? Czy, mówiąc matematycznie, istnieją dla niego warunki brzegowe? Ciągłe zmiany w końcu męczą. Czy teoria to przewiduje?

Psychologiczna - tak, matematyczna - nie. Ale my poszukujemy wzoru uniwersalnego i taka odpowiedź jest świadectwem porażki. A skoro matematyka się nie myli... Czyżby myliła się powszechna wiedza? Czyżby myliło nas doświadczenie? Przecież bezustanne zmiany muszą nas w końcu doprowadzić do wyczerpania, ono zaś, jeśli potrwa dostatecznie długo - do śmierci. A zatem...

A zatem matematyka wyprowadza nas do mistyki: końcowa informacja, ta ostateczna i najważniejsza, dociera do nas tylko poprzez śmierć.

Cóż nam może dać taki wzór? Chcemy przecież żyć a nie umierać. To najwyraźniej ślepy zaułek. Dajmy sobie spokój. Jeśli jednak prawdą jest to, co stwierdziliśmy wcześniej, że to potrzeba ładu i harmonii jest podstawową potrzebą człowieka - wygląda na to, że nasz wzór mówi prawdę. Albowiem jest przecież oczywiste, że potrzeba jedności, potrzeba wiedzy, która tłumaczy wszystko, nie może być zaspokojona, że przeznaczeniem człowieka jest szukanie i wspinanie się, a nie wszechwiedza i odpoczynek.

150 lat temu Artur Schopenhauer przepowiedział, że nadejdzie czas gdy filozofia w naturalny sposób przemieni się w psychologię. Okazuje się jednak, że jest właśnie na odwrót: psychologia, która pretenduje do zrozumienia człowieka jako takiego, musi otwarcie podjąć i objaśnić główne problemy filozoficznej antropologii.

Uwagi.