Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Recenzje
Poprzedni Następny

Jak pokonano Twierdzenie Fermata

O Wielkim Twierdzeniu Fermata słyszeli często nawet ci, którzy starają się na wszelkie sposoby stronić od matematyki. Znacie? Słuchajcie więc. W pierwszej połowie XVII wieku Pierre de Fermat zanotował na marginesie czytanej książki uwagę: Dla n większych niż 2 nie ma liczb całkowitych dodatnich x, y, z, spełniających równanie xn + yn = zn. Znalazłem naprawdę zadziwiający dowód tego twierdzenia, ale margines książki jest za wąski, by go zmieścić. Notatkę tę znaleziono po śmierci Fermata i... przez trzy i pół wieku matematycy i liczni hobbyści próbowali to stwierdzenie (nazwane Wielkim Twierdzeniem Fermata) udowodnić. Bezskutecznie. Do jesieni 1994. Parę lat temu problem w końcu został rozwiązany. Dokonał tego, wykorzystując niezwykle zaawansowane rezultaty z wielu działów matematyki, Andrew Wiles. Precyzyjniej: Wiles podał dowód pewnego przypadku hipotezy Shimury-Taniyamy, z którego wnioskiem jest Twierdzenie Fermata. Opublikowany dowód liczy ponad 100 stron. Wkrótce potem Amir Aczel napisał o tym książkę popularnonaukową.

Aczel, oczywiście, nie wchodzi w głębsze szczegóły trudnego dowodu, ale pisze wystarczająco wiele, by czytelnik zorientował się, że zagadnienie wychodzi bardzo daleko poza rachunki na liczbach całkowitych. Wbrew pozorom, książka nie jest poświęcona wyłącznie twierdzeniu Fermata, choć wszystko w ładny sposób z nim wiąże. Pokazany jest rozwój matematyki na przestrzeni tysiącleci i dojście do sformułowania problemu (można się wiele dowiedzieć o historii matematyki!), potem liczne perypetie związane z próbami rozwiązania problemu Fermata i w końcu, w miarę dokładnie, omówione teorie i fakty matematyczne, które znalazły zastosowanie przy dowodzie Wilesa. Ponadto znajdujemy liczne, ubarwiające książkę opowieści o zdarzeniach "z życia", towarzyszących badaniom czy ogłaszaniu wyników. Pewne fragmenty czyta się jak pasjonującą powieść. Jest tak, jak autor pisze we wstępie: książka opowiada całą historię, także tę zakulisową, rozgrywającą się z dala od świateł sceny i gazetowego zgiełku. Co prawda, można znaleźć komentarze zbytnio zabarwione emocjonalnie przez autora, ale czytelnik jest w stanie sam bez trudu wyrobić sobie własne zdanie.

Nasuwa się pytanie: Czy książka nie jest za trudna dla laika? Moim zdaniem, nie. Fragmenty wymagające pewnej wiedzy matematycznej lub większego skupienia przy lekturze (jest takich kilka) można, bez istotnej szkody dla całości lektury, opuścić. Książkę gorąco polecam nie tylko miłośnikom matematyki. Niewielkie usterki, które się w paru miejscach pojawiają, to drobiazgi. Wydaje się, że autor zapłacił cenę za pośpiech: chcąc napisać książkę szybko, nie wszystko sprawdził dokładnie w źródłach.

Osobne, ciepłe słowa należą się tłumaczowi. W zalewie rozmaitych książek pojawiających się na polskim rynku, coraz częściej można napotkać takie, w których jakość przekładu jest poniżej wszelkiej krytyki. Tłumaczenie to sztuka trudna. Tym większa zasługa Pawła Strzeleckiego, który zachował styl i klimat oryginału, nie popełnił chyba żadnego błędu, za to niektóre usterki Aczela poprawił, opatrując książkę w przypisy - czasem prostujące nieścisłości, a czasem w świetny sposób uzupełniające tekst.

Krzysztof Ciesielski

Amir D. Aczel, Wielkie twierdzenie Fermata. Rozwiązanie zagadki starego problemu matematycznego, tłum. Paweł Strzelecki, Wydawnictwo PRÓSZYŃSKI I S-KA, Warszawa 1998, seria: Na Ścieżkach Nauki.

Spoko, spoko

Kiedy Richard G. Seed obwieścił, że - bez względu na jakiekolwiek skrupuły szacownych gremiów od etyki w nauce - sklonuje człowieka, powiało grozą. Natchnieni rewelacjami brukowej prasy zobaczyliśmy natenczas oczami duszy galerię powielonych elegancko dawnych i nowszych samodzierżców, spragnionych nieśmiertelności posiadaczy, idoli pop-kultury czy tzw. autorytetów moralnych. Z kolei enuncjacje uczonych dotyczące klonowania jako szansy nieuleczalnie chorych, pozwoliły roztoczyć wizję hodowli ludzkich tuczników - dostarczycieli organów wewnętrznych dla oczekujących na przeszczepy. To wystarczyło, by rozpętać nieomal histerię przeciwko nieludzkim, nienaturalnym metodom inżynierii genetycznej.

Książka Wydawnictwa ZNAK próbuje uspokoić nieco nastroje wywołane kampanią medialną. Jak się dowiadujemy, klonowanie nie jest niczym nienaturalnym, gdyż spotykamy się z nim np. w przypadku poczęcia bliźniąt jednojajowych. Więc w drodze klonowania może powstać normalny człowiek. Poza tym klonowanie jest sposobem rozmnażania się bardzo wielu organizmów, np. glonów, bakterii i pierwotniaków - ogółu organizmów rozmnażających się systemem wegetatywnym (w wyniku którego następuje rozszczepienie na kawałki, rozdzielenie itp).

Klonowanie nie jest też pierwszą metodą ingerencji uczonych w cykl rozrodczy. Zapłodnienie in vitro (pozaustrojowe) znane jest bowiem już od dość dawna i stosowane rutynowo nie tylko w hodowli zwierząt transgenicznych, lecz również u ludzi, np. w przypadku bezpłodności któregoś ze współmałżonków. Zresztą odkrycie tej metody też, jeżeli dobrze pamiętamy, wywołało skandal i opory przed pierwszymi dziećmi "z probówki". Dziś nikt już nie wie dokładnie, ile takich dzieci urodziło się na całym świecie.

Klonowanie nie jest nawet najważniejszym odkryciem w zakresie rozmnażania drogą manipulacji genetycznej. Rozgłos zawdzięcza stale pojawiającym się modom w nauce, rozpowszechnianym przez media. Zamrażanie nasienia zwierząt w ciekłym azocie, dokonane po raz pierwszy przez Christophera Polge’a w 1949 roku, ma znacznie donioślejsze znaczenie dla nauki. Przechowywany w ten sposób materiał genetyczny nie traci swych właściwości nawet po kilkudziesięciu latach. Wśród rozmaitych możliwości badawczych, jaki daje zamrażanie nasienia zwierząt (a potem także i zarodków, dokonane przez Iana Wilmuta w 1972 r.), jest również szansa na uratowanie tych gatunków zwierząt, którym grozi wyginięcie.

Jak się okazuje, klonowanie nie jest dziś również najgroźniejszą techniką laboratoryjną, stwarzającą zagrożenie największych nadużyć. Według uczonych jest nią raczej metoda regulacji płci, dzięki której można selekcjonować ludzkie gamety, by uzyskać zwiększony przyrost noworodków pożądanej płci. Technika ta wiąże się bowiem z niszczeniem gamet niosących niepożądaną sekwencję chromosomów. Tego typu zabiegi stają się już faktem w Indiach! Seksuje się zarodki i morduje dziewczęta. Do tego nie jest konieczne stosowanie wyszukanej techniki, wystarczy odpowiednia organizacja - czytamy.

Owca Dolly, sklonowana na początku 1997 roku przez Iana Wilmuta znacznie przyspiesza wzrost pogłowia zwierząt transgenicznych, będących nosicielami pożądanych, z punktu widzenia potrzeb człowieka, cech, uzyskanych na drodze eksperymentów laboratoryjnych. To wielkie wyzwanie dla przyszłej medycyny. Jej terapeutyczne perspektywy rozwiewają mrok ponurych proroctw Seeda.

(mer)

Klonowanie, na podst. rozmów z Haliną Krzanowską i Marianem Tischnerem, oprac. red. Damian Strączek, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1998, seria: Krótko i Węzłowato.

Ograniczenia "religii wolności"

Książka Crocego ukazała się we Włoszech w roku 1932. Polski przekład prezentuje nam więc już dzieło historyczne, nie tylko w sensie tematu, ale i zawartości. Nie jest to wykład historii faktograficznej, lecz esej, który pokazuje, w jaki sposób w Europie, pomiędzy rokiem 1815 a 1914, liberalizowały się w poszczególnych krajach ustroje polityczne. Przy czym najwięcej uwagi poświęca Croce takim krajom, jak Francja, Niemcy i, oczywiście, Włochy.

Włoski filozof uważany był za klasycznego liberała, choć nie zaprzątał go liberalizm gospodarczy spod znaku leseferyzmu. Nie interesowały go też nauki przyrodnicze, których nie rozumiał, a ich roli cywilizacyjnej nie doceniał. Był humanistą, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Zajmowała go wolność jako idea, nawet gdy głosili ją socjaliści czy komuniści. Jak dziwnymi drogami potrafią chodzić idee i wyznający je ludzie świadczy fakt, że Croce, uważany dziś za antyfaszystę, bywał na mityngach Mussoliniego, a dla komunisty Gramsciego stał się mistrzem intelektualnym.

Podstawowym pojęciem używanym przez Crocego jest "religia wolności". Chodzi mu o wolność jako emancypację spod władzy autorytetu (rodziny patriarchalnej, monarchii, arystokracji, tradycyjnej wspólnoty lokalnej, wreszcie - kościoła). Za głównych oponentów wolności uważa absolutyzm i katolicyzm. W XIX wieku wiele państw europejskich usiłowało wyswobodzić się spod jarzma monarchii absolutnych, stworzyć własne parlamenty i własne prawa. Tendencje te uważa Croce za najistotniejsze dla historii tego stulecia. Absolutyzm - zgoda. Dlaczego jednak katolicyzm w szeregu gnębicieli wolności? Croce uznaje katolicyzm za religię wrogą "religii wolności", zaprzeczenie ideału liberalnego. Autorytet i metafizyka są tym, czego nie akceptuje. Kościół ograniczył się już jedynie do obrony przestarzałych i martwych form barbarzyństwa, ignorancji, przesądów, duchowego uciemiężenia... - pisze, zbyt pochopnie przy tym, jak się okazało, przesądzając o upadku religii.

Z drugiej strony z sympatią wyraża się o rewolucji francuskiej, której destrukcyjne dzieło położyło się cieniem na historii XIX wieku. Croce, jak przystało na heglistę, dialektycznie oddziela rewolucyjne barbarzyństwo od głoszonych przez rewolucjonistów ideałów wolności i traktuje rewolucję francuską jako kontekst dla europejskich dążeń wolnościowych. Właśnie ją, a nie np. walkę o demokrację amerykańską, pisma ojców założycieli i poglądy de Tocqueville’a. Europocentryzm Crocego jest tu aż nadto widoczny.

Książka pokazuje, jak wiele zmieniło się przez te 60 lat: liberalizm oznacza dziś coś całkiem innego, opozycja między liberalizmem i konserwatyzmem nie jest już tak ostra, choćby za sprawą konserwatywnego liberalizmu, próbującego, wprawdzie nie bez sprzeczności, łączyć oba nurty. Natomiast demokracja, której apoteozą jest esej włoskiego filozofa, w latach 90. weszła w schyłkową fazę manieryzmu. Brak przy tym przekonujących intelektualnych analiz, z których wynikałoby, ku czemu ten proces zmierza.

Książka pokazuje też, jak bardzo miejsce, z którego się patrzy wpływa na optykę. Croce pisał swą pracę w chwili, gdy wierzył w przyszłość nurtów lewicowych. Nie przypuszczał, jak prędko skompromitują się zarówno w swej wersji komunistycznej, jak i narodowo-socjalistycznej. Sam był lewicowym intelektualistą i jego książka posiada wyraźne ograniczenia wynikające z laickiej, antypozytywistycznej i antyklerykalnej postawy.

(fig)

Benedetto Croce, Historia Europy w XIX wieku, tłum. Joanna Ugniewska, wstęp Bronisław Geremek, posł. Gustaw Herling-Grudziński, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1998, seria: Nowy Sympozjon.

Całe bogactwo epoki

Marzenia o jedności Europy, o prawie stanowionym, zakorzenionym jednak w prawie naturalnym, władcach (dziś - politykach) podlegających prawu w takim samym stopniu jak inni obywatele - to pomysły średniowiecznych myślicieli, pod którymi bez obaw podpisaliby się współcześni. I nie tylko dlatego, że wydają się nam oczywiste. Drugim powodem jest to, że mimo upływu czasu idee te wciąż są dalekie do spełnienia w praktyce politycznej, prawniczej i społecznej.

Prof. Jan Baszkiewicz patrzy na średniowiecze inaczej niż autorzy podręczników szkolnych. Widzi całe bogactwo epoki, nie tylko walkę papiestwa z cesarstwem. Średniowiecze to nie tylko inkwizycja, która swoje największe tryumfy święciła przecież w okresie odrodzenia. To epoka bogata w idee, odkrywająca myśl starożytną i łącząca ją z doktryną chrześcijańską. To wieki, w których ludzie mozolnie odtwarzali tradycję antyku, by po kilku stuleciach starań dotrzeć do jego klasycznej postaci. W książce Baszkiewicza przedstawione są najważniejsze elementy składające się na wizję średniowiecznej myśli politycznej: teoria państwa i władzy oraz teoria prawa stanowionego i naturalnego. Oprócz tego różne idee, które często traktujemy jak najnowsze wymysły: idea życia we wspólnocie - uniwersytety i wspólnoty miejskie w północnych Włoszech (współcześnie komuny "dzieci kwiatów" oraz różne ruchy religijne), idea zjednoczonej Europy (pod berłem cesarzy rzymskich narodu niemieckiego) oraz idea państwa suwerennego - ale średniowiecze nie wprowadziło jeszcze kontroli granic ani paszportów - którą autor traktuje jako jedno z największych osiągnięć tej epoki w dziedzinie myśli politycznej.

Jan Baszkiewicz omawia dorobek myśli polityczej epoki tak przez pryzmat praktyki życia politycznego - np. zdobywanie uprawnień do stanowienia prawa pozytywnego przez królów - jak przez teoretyczny dorobek średniowiecznych myślicieli. Pokazuje postać Tomasza z Akwinu od innej niż zazwyczaj strony. Okazuje się - po raz kolejny - że także w dziedzinie myśli politycznej i prawnej był on nie tyle filozofem typowym dla średniowiecza, ile uczonym, który przełamał wiele stereotypów intelektualnych tej epoki. Słusznie zauważa autor - wbrew panującej opinii, że średniowiecze nic nie wniosło do nowoczesnej myśli politycznej, a jeżeli nawet coś wymyśliło, to nie przekazało dalej - że myśliciele tacy jak Tomasz, Marsyliusz z Padwy, Jan z Salisbury czy Wilhelm Ockham byli prekursorami nowocesnej myśli politycznej i prawnej.

Nie jest to książka o wartkiej narracji, mimo, że czyta się ją dość dobrze. Zamiast typowych przypisów, autor umieścił na końcu wskazówki bibliograficzne do najważniejszych zagadnień. Indeksy, których wydawnictwo lub autor nie zamieścili, przydałyby się, gdyż książka ma nieco podręcznikowy charakter i właściwie mogłaby służyć co najmniej jako lektura uzupełniająca dla studentów i uczniów szkół średnich.

Seria Czas i Myśl to nowa incjatywa Wydawnictwa Poznańskiego. Zapoczątkowała ją książka Jerzego Topolskiego Świat bez historii, kolejną jest Kultura szlachecka w Polsce. Rozkwit - upadek - relikty Janusza Tazbira. Świetne nazwiska, znakomite pióra i problematyka interesująca każdego.

(rat)

Jan Baszkiewicz, Myśl polityczna wieków średnich, Poznań 1998, Wydawnictwo Poznańskie, seria: Czas i Myśl.

Weź życie w swoje ręce

Zaprogramowane biologicznie instynkty posłużą się naszym życiem do replikacji materiału genetycznego, którego jesteśmy nośnikami; kultura zmusi nas do tego, abyśmy wykorzystali je do krzewienia jej wartości i umacniania jej instytucji; inni ludzie będą usiłowali, na ile tylko im się uda, wykorzystać naszą energię dla własnych celów, zwykle nie oglądając się na skutki, jakie to może mieć dla nas - twierdzi Mihaly Csikszentmihalyi. A wszystko to może się nam przytrafić, jeśli nie dokonamy wyboru pomiędzy śmiercią a życiem, w którym nie ma miejsca na marnotrawienie czasu i energii.

Na czym więc polega to "dobre życie"? Co czyni je pogodnym, pożytecznym i wartym przeżycia? Autor, wybitny profesor psychologii Uniwersytetu w Chicago, swą koncepcję "dobrego życia" oparł na trzech zasadach, z których najważniejszą wydaje się być ta tycząca religijnej spuścizny narodów i kultur. Nagromadzone przez ich proroków czy filozofów prawdy, nie koniecznie absolutne, by na coś się przydać potomnym, muszą zostać na nowo odkryte i zinterpretowane. Drugie założenie mówi z kolei, że najważniejszym dawcą rzetelnej i istotnej wiedzy jest nauka. Trzecie stawia sprawę jasno: nie zrozumie, czym jest prawdziwe życie ten, kto nie wsłucha się w głosy przeszłości i nie zintegruje ich przesłania z wiedzą.

Ale czy to wystarczy, by stworzyć sobie "dobre życie"? Niezupełnie. Trzeba przede wszystkim gruntownie poznać swą codzienną rzeczywistość i nauczyć się mądrze dysponować własnym czasem. A sztuka to nie lada, bo jak wykazały badania, przeciętnie tylko przez jedną trzecią dnia robimy to, co nam się podoba. Tyle samo stanowią nasze zadania obowiązkowe i tyleż zajęcia, które wykonujemy z braku innych zajęć. Właśnie te ostatnie najbardziej nam nie służą. Skutkują wzmożeniem entropii psychicznej, która ogranicza efektywną koncentrację na czymkolwiek. Jej motorem działania są negatywne emocje: smutek, strach, niepokój lub nuda. W przeciwwadze do takiego stanu pozostaje wywoływana przez poczucie szczęścia, siły i czujności negentropia psychiczna. To, iż tak wiele zależy od nas samych, stanowi nie tylko źródło nadużyć. To wyśmienita i jedyna okazja do wytyczenia dalekosiężnych, konsekwentnie i z uporem realizowanych celów i zamierzeń. Jak jednak wybrać te najlepsze, skoro zbyt nisko ustawiona poprzeczka oznacza z reguły bezpowrotne zaprzepaszczenie możliwości, a zawieszona zbyt wysoko - absolutne fiasko?

Z określeniem celu wiąże się nierozerwalnie zjawisko emocjonalnego przepływu, czyli stanu absolutnego skupienia na wykonywanej czynności. Pojawia się w konfrontacji z jasno sformułowanymi celami, które wymagają ściśle określonych zachowań. Nietrudno go znaleźć podczas gry w szachy czy na instrumencie muzycznym lub przy odprawianiu rytuałów religijnych. Są wszędzie tam, gdzie reguły gry nie podlegają jakiejkolwiek dyskusji. Podobne uczucia wywołują zajęcia, które autor nazywa działaniem w przepływie. Za jego sprawą można nie tylko "obrać jakiś kurs", ale i otrzymać na jego temat natychmiastową informację zwrotną.

W życiu codziennym doświadczanie uczucia przepływu towarzyszy nam najczęściej przy wykonywaniu ulubionego zajęcia. Wbrew pozorom, często nawiedza nas w pracy. Niezwykle rzadko natomiast pojawia się podczas biernego odpoczynku, choćby oglądaniu nawet najbardziej ulubionego programu telewizyjnego.

(ami)

Mihaly Csikszentmihalyi, Urok codzienności. Psychologia emocjonalnego przepływu, tłum. Barbara Odymała, Wydawnictwo CiS & Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 1998, seria: Masterminds.

Igraszki leksykograficzne,
czyli historia zmagań recenzenta z recenzją

Nieduży objętościowo, chociaż dosyć obszerny tekstowo. Całkiem estetyczna granatowa obwoluta. W środku 8,5 tys. haseł, zestawionych w piętnastu blokach tematycznych. Hmm, nawet niczego sobie słowniczek. Tylko jak ja mam to zrecenzować? Taka była moja pierwsza reakcja po zetknięciu się z Małym słownikiem tematycznym angielsko-polskim, który dziwnym zrządzeniem losu i decyzją wewnątrzredakcyjną przypadł mi w udziale w celu gruntownego zapoznania się z treścią i zanotowania spostrzeżeń w niniejszej recenzji. Nie będąc anglistą ani też nie czując się na siłach, aby oceniać wysiłek - niewątpliwie - specjalistów, którzy owo dzieło stworzyli, z lekką dozą sceptycyzmu począłem wolumin kartkować. Słowa, słowa, słowa... Jedne wytłuszczone, inne wydrukowane zwykłą czcionką. Jest nawet kilka kolorowych obrazków, niestety, w rozdziale Traffic Signs - Znaki drogowe...

Na pierwszy rzut oka - jest wszystko to, co w słowniku tego typu być powinno. Chyba. Ze względu na zestawienie tematyczne trochę przypomina pamiętne Rozmówki. Prawdopodobnie. Nic to. Przeglądam uważniej. Na początek - Human Body. Są części ciała i organy wewnętrzne. O, proszę - podrozdział Wyrażenia potoczne i slangowe. I od razu - anus (nie będę tłumaczył, proszę sięgnąć po słownik) wraz z dwudziestoma wulgarnymi synonimami. Wobec innych części ciała tychże expressions which are vulgar jest nawet jeszcze więcej. Osobiście ubawiłem się nawet przy, za przeproszeniem PT Czytelników, Irish root i Dead End Street. Dlaczego Irish...? O.K., przeglądam dalej. Mnóstwo pożytecznych wyrażeń idiomatycznych. I następny blok - Health, a później przemiłe Food & Drinks. Ach, jak smakowicie brzmi scampi i soup bisque. W ramach pub-crawl można wychylając kolejne Navy zakrzyknąć Down the hatch!, byle tylko nie skończyć na etapie plastered. Cool as a cucumber przechodzę do kolejnych rozdziałów: mieszkanie, wakacje i podróże, praca, odzież, sklepy i zakupy, banki i pieniądze, w końcu przyjaciele, znajomi, rodzina, krewni oraz czas. Time is up toteż odkładam na bok słownik, biorę do ręki pióro i... sam nie wiem, o czym by tu napisać. Klasyczne banana skin. Chwalić czy ganić? Powymądrzać się troszeczkę, a może nie warto? W końcu słownik, jak słownik, każdy widzi. Na pewno pożyteczny, na pewno mało oryginalny, na pewno przeznaczony wyłącznie dla tych, którzy koniecznie chcą pogłębić angielskie słownictwo. Praktyczny, gdyż łatwo zmieścić w kieszeni, do ozdobienia półki z książkami nie nadaje się zupełnie. To mnie wrobiły redachtory... Po kilku kawach, paczce papierosów i bezmyślnej obserwacji plamy na suficie, postanowiłem napisać, jak ta recenzja właściwie się ukształtowała. Aż do tego miejsca... I to by było na tyle.

(kpuch)

Andrzej Kuropatnicki, Mały słownik tematyczny angielsko-polski, wyd. poszerzone, Wydawnictwo WIEDZA POWSZECHNA, Warszawa 1998.

Książki nadesłane

Mariusz Biedrzycki, Genetyka kultury, Wyd. PRÓSZYŃSKI i S-ka, Warszawa 1998, seria: Na Ścieżkach Nauki.
Edward Biłos, Słownictwo szkolnego języka dydaktycznego, Wyd. WSP, Częstochowa 1998.
Człowiek i jego świat na przełomie XX/XXI wieku. Materiały pokonferencyjne z Sesji w Instytucie Filologii Obcych WSP w Częstochowie, red. I. M. Świtała, Wyd. WSP, Częstochowa 1998.
Częstochowy drogi ku niepodległości, red. R. Szwed, W. Palus, Wyd. WSP, Częstochowa 1998.
Jubileuszowe "Żniwo u Prusa". Materiały z międzynarodowej sesji prusowskiej w 1997 r., red. Z. Przybyła, Wyd. WSP, Częstochowa 1998.
Henryk Dominiczak, Wstęp do badań historycznych, Wyd. WSP, Częstochowa 1998.
B.S. Chalk, Organizacja i architektura komputerów, tłum. P. Bolek, A. Dawidziuk, Wyd. Naukowo-Techniczne, Warszawa 1998.
Andrzej Oleś, Metody doświadczalne fizyki ciała stałego, Wyd. NAUKOWO-TECHNICZNE, Warszawa 1998.
Aleksander Wojciech Mikołajczak, Łacina w kulturze polskiej, Wyd. DOLNOŚLĄSKIE, Wrocław 1998, seria: A to Polska właśnie.
Ryszard Kapuściński, Heban, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1998.
Ksawery Pruszyński, Opowieść o Mickiewiczu, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1998.
Richard Klein, Papierosy są boskie, tłum. J. Spólny, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1998.
Jean-Francois Lyotard, Postmodernizm dla dzieci. Korespondencja 1982-1985, tłum. J. Migasiński, Wyd. Fundacja ALETHEIA, Warszawa 1998.
Willard Van Orman Quine, Od bodźca do nauki, tłum. B. Stanosz, Wyd. Fundacja ALETHEIA, Warszawa 1998.
Stanley Rosen, Hermeneutyka jako polityka, tłum. P. Maciejko, Wyd. Fundacja ALETHEIA, Warszawa 1998, seria: Biblioteka Aletheia.
Słownik geograficzno-krajoznawczy Polski, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1998.
Anna Dąbrowska, Słownik eufemizmów polskich, czyli w rzeczy mocno, w sposobie łagodnie, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1998.
Almut Bues, Historia Niemiec XVI-XVIII wieku, tłum. I. Kąkolewski, Wyd. TRIO, Warszawa 1998.
Maria Bogucka, Białogłowa w dawnej Polsce. Kobieta w społeczeństwie polskim XVI-XVIII wieku na tle porównawczym, Wyd. TRIO, Warszawa 1998.
Maria Bogucka, Dawna Polska. Narodziny, rozkwit, upadek, Wyd. TRIO, Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku, Warszawa 1998.
Kenneth McLeish, Arystoteles. Poetyka Arystotelesa, tłum. J. Hołówka, Wyd. AMBER, Warszawa 1998, seria: Wielcy Filozofowie. Miniatury Filozoficzne.
John Cottingham, Descartes. Kartezjańska filozofia umysłu, tłum. J. Hołówka, Wyd. AMBER, Warszawa 1998, seria: Wielcy Filozofowie. Miniatury Filozoficzne.
Ralph Walker, Kant. Prawo moralne, tłum. J. Hołówka, Wyd. AMBER, Warszawa 1998, seria: Wielcy Filozofowie. Miniatury Filozoficzne.
 

Uwagi.