Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Nauka z Mickiewicza
Poprzedni Następny

Leszek Szaruga

Fot. Stefan Ciechan
Szkło powiększające Adama Mickiewicza
(Muzeum Literatury w Warszawie)

Myślałem, że uda mi się suchą nogą przejść przez Rok Mickiewiczowski, ale niestety - powinności wypełniać trzeba. A każdy piszący w Polsce wiersze jakieś powinności wobec Mickiewicza mieć powinien, gdyż "my wszyscy z niego". Z pewnością też wielu zeń korzysta nie tylko tak, jak sztubacy u Żeromskiego, którzy piją zdrowie Mickiewicza, co im słodkich chwil użycza. Bez Mickiewicza nikt się w Polsce uchować nie da. I gdy się rozważa wszelkie możliwe aspekty jego życia i twórczości, gdy się nicuje dzieło i bada recepcję, warto przypomnieć wreszcie i to spostrzeżenie, które w uczonym zamęcie może ujść naszej uwagi. Chodzi o to, co zauważył współtwórca programu politycznego "Kultury" paryskiej, Juliusz Mieroszewski. Otóż zauważył on mianowicie, iż każdy Polak musi być nasycony szlachectwem, gdyż każdy musi "przerobić" utwór zatytułowany "Pan Tadeusz", który jest esencją kultury szlacheckiej. Każdy zatem, niezależnie od warstwy, z jakiej się wywodzi, poprzez lekturę i wałkowanie owego dzieła musi sobie elementy tej kultury przyswoić. Tak długo zatem, jak długo będziemy się na "Panu Tadeuszu" chować, pozostaniemy "narodem szlacheckim". Ma to swoje konsekwencje, gdyż, jak to podkreśla w książeczce o kulturze szlacheckiej prof. Janusz Tazbir, z tradycji szlacheckości wyrastają antytotalitarne postawy Polaków.

Te ostatnie uwagi, to już moje wnioski wysnute z Mieroszewskiego. Sądząc jednak po wrzawie, jaka towarzyszyła wyborowi aktorki mającej grać Zosię w filmie Andrzeja Wajdy, sprawa wierności słowu Poety jest jedną z poruszających spraw naszego życia publicznego. Tu zresztą zgłaszam żal naukowy: bardzo szkoda, że z okazji Roku Mickiewiczowskiego nie powołano grupy czy raczej ekipy socjologów i psychologów społecznych, która by ukazała wpływ lektury dzieł Wieszcza na tożsamość narodową Polaków. O tym, że wpływ ten jest ogromny, przekonany jest prof. Jarosław Marek Rymkiewicz, który w swych poetyckich rozprawach, właśnie za sprawą analizy rzeczonego dzieła Poety, umiejscawia centrum ojczyzny Polaków w powiecie nowogródzkim, protestując w innym miejscu przeciw próbom przypisywania tej roli jakiemuś tam Czarnolasowi i powiadając, że to jakaś "inna Polska". Co na to Litwini, jeszcze nie wiadomo - zdaje się, że mickiewiczowski cykl Rymkiewicza nie został jeszcze na litewski przełożony; gdy zostanie, dopiero się zacznie!

U mnie zaczęło się od "Bitwy", księgi arcypoematu, którą podsunął mi ojciec jeszcze przed rozpoczęciem "przerabiania" w szkole "Pana Tadeusza", słusznie przewidując, iż szkoła od dzieła mnie odrzuci. Dzięki temu do dziś wygłaszam z pamięci całe fragmenty tej części utworu, która posiada niebywałą wprost dynamikę, zaś plastyczność obrazów toczonej z Moskalami walki nie znajduje równych w całej znanej mi literaturze. Nauczyłem się dzięki temu - na długo nim mnie męczono w szkołach przyjaźnią Mickiewicza i Puszkina, która miała być, jak wiadomo, wstępem do przyjaźni polsko-sowieckiej - nauczyłem się więc, że Moskala tępić należy, gdyż ta nienawistna Polakom nacja stworzona została po to, by ich krzywdzić i poniżać. W szczególności zaś nauczyłem się, że należy pogardzać sprzedawczykami, takimi jak major Płut ("Ten major, Polak rodem z miasteczka Dzierowicz,/ Nazywał się (jak słychać) po polsku Płutowicz,/ Lecz przechrzcił się; łotr wielki, jak się zwykle dzieje/ Z Polakiem, który w carskiej służbie zmoskwicieje"). Zresztą słusznie na Płucie skupiają się w zakończeniu księgi skutki, gdyż, jak powiada Ryków, Rosjanin szlachetny: "Och, major Płut, on dzisiaj bardzo poswawolił!/ On odpowie przed carem, bo on miał komendę./ Ja, Panie Podkomorzy, wasz przyjaciel będę./ Ruskie przysłowie mówi: kto się mocno lubi,/ Ten, Panie Podkomorzy, i mocno się czubi". No, myślałem wówczas, dziecięciem wszak będąc jeszcze, nie przesądzajmy z tym lubieniem: gdy graliśmy z chłopakami w wojnę nikt nie chciał być ani Niemcem, ani Ruskim. Tymczasem: "Długo szukano Płuta; on w krzaku pokrzywy/ Zarywszy się głęboko leżał jak nieżywy;/ Wyszedł wreszcie ujrzawszy, że było po bitwie". Cóż, nie tylko zdrajca polskości, lecz na dokładkę i tchórz śmierdzący. Pytanie dla botaników: co to jest "krzak pokrzywy"? Pytanie o tyle ważne, że miejskim dzieciom ten kawałek poematu może zrobić wodę z mózgu.

O ile sobie dobrze przypominam, ta akurat księga "Pana Tadeusza" nie była w szkole "przerabiana" zbyt intensywnie i dokładnie. Dlaczego, wiadomo. Tępienie Moskali nie było w programie nauczania - odwrotnie niż to się dziś dzieje - zbyt popularne. Niemniej, wyszkolony na owej lekturze w domu - teraz dopiero rozumiem chytrość oraz przebiegłość mego rodzica! - na "przyjaźń polsko-radziecką" nabrać się nie dałem i jako jeden z nielicznych w klasie nie przystąpiłem do Towarzystwa owąż przyjaźń propagującego, za co żadne represje na mnie nie spadły. Represje w związku z Mickiewiczem pojawiły się później, w pamiętnym dla mojej generacji roku 1968, gdy to zdjęto z afisza "Dziady". Należę do szczęśliwców, którym dane było się wedrzeć na ostatnie przedstawienie Dejmka (który później wypierał się polityczności swego spektaklu, ale to już jego sprawa). Potem dostałem za swoje, ale to już moja sprawa. Mickiewicz wszakże stał się poetą, który pobudzał nie tylko moją moralną, historyczną a wreszcie i polityczną wrażliwość. Jak bowiem pisał Ryszard Krynicki w wierszu zatytułowanym "I naprawdę nie wiedzieliśmy": "i naprawdę nie wiedzieliśmy, czego więcej chcemy,/ prócz poszanowania ludzkich praw i prawd,/ kiedy zebrani na niewielkim placu/ przed pomnikiem wielkiego poety,/ który młodość przeżył w zniewolonym kraju/ a resztę życia na wygnaniu,// paliliśmy papierosy i kłamliwe gazety". Dziwne to zaprawdę były czasy. Dziwne i dla wielu straszne. Nauka z Mickiewicza zaś taka: lepiej pod jego pomnikiem organizować, jak to bywało w Krakowie, "noce poetów" niż zbierać się, Boże uchowaj, do kolejnej insurekcji.

Uwagi.