Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 12/1999

Europa uformowana
Poprzedni Następny

Warto zastanowić się, czy upływający czas 
zmienił coś w znaczeniu wartości, 
jakie uznawano za święte w X wieku 
i które dziś wyznajemy.

Artur Wolski


Roma, Gallia, Germania i Sclavinia
– Ewangeliarz Ottona III, Reinchenau,
ok. 1000 r.

Nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, powiedział kiedyś Heraklit i jak dotąd nikomu nie udało się tej prawdy podważyć. Chociaż przedmiot naszego badania czy opisu będzie ten sam, to jednak zawsze znajdą się jakieś nowe elementy, które zaburzą lub zmienią obraz istoty, zdawałoby się, poznanej. I to wcale nie jest fantazja filozofów, to prawda, którą tworzy rzeczywistość. Ale truizmem byłoby mówić, że naukowcy o tym nie wiedzą. Pytanie raczej powinno dotyczyć innej materii – czy zechcą ten kawałek antycznej wiedzy włączyć do swoich badań? Jak wzbogacić np. historię, archeologię czy antropologię o teorię porównań? Może warto do tego rodzaju prób włączyć nauki ścisłe, choćby matematykę czy statystykę.

JEDNOCZENIE EUROPY

Myślę, że przykładem takiego nowego modelu pojmowania wiedzy było spotkanie dużej grupy badaczy w Kaliszu. Motorem tej inicjatywy o charakterze ogólnopolskim była Fundacja na rzecz Nauki Polskiej. Między 21 a 23 października historycy i archeolodzy starali się pokazać ziemie polskie w X wieku i ich znaczenie w kształtowaniu się nowej mapy Europy.

– To właśnie wtedy, w X wieku, kończył się proces stawania się Europy – powiedział prof. Jerzy Strzelczyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Porównując mapę polityczną Starego Kontynentu z tą, jaką mamy dziś, można zauważyć ogromne podobieństwo. Różnice są natomiast niewielkie. Skoro tak, to chociaż upłynęło przeszło dziesięć wieków, może dzisiejsze problemy natury politycznej, strategicznej czy społecznej są także podobne do tych, jakie miała Europa w X wieku? Mogły się zmienić narzędzia i metody, ale cele, pomimo upływu lat, zostały przecież podobne. Nadal trwa walka o wpływy w ramach tzw. zintegrowanej Europy, nie wygasły lokalne konflikty narodowościowe i niepodległościowe, bez przerwy silniejszy walczy z jeszcze silniejszym lub grupą słabszych, nie zaprzestano starań o zachowanie hegemonii chrześcijaństwa. Czy da się porównać starą i nową Europę? Czy można mówić o początkach procesów integracyjnych właśnie wtedy, a nie dopiero w połowie XX wieku? Jak patrzeć na Europę „tamtą” i „dzisiejszą” pozostając w zgodzie z Heraklitem? To są tylko przykłady pytań jakie naukowcy zadawali sobie w Kaliszu.

STABILNOŚĆ ŚREDNIOWIECZNA

Ale powróćmy do Europy X wieku. Co właściwie upoważnia nas do twierdzenia, że był to, jak na owe czasy, twór uformowany? Na pewno fakt, iż Europa kulturowa stała się tożsama z geograficzną. Innym ważnym argumentem jest zakończenie procesu chrystianizacyjnego. Właśnie wtedy Europa podwaja swoje obszary i do kręgu chrześcijańskiego wkraczają: Czechy, Dania, Polska, Węgry, Ruś Kijowska, Norwegia i Szwecja. O Europie mówi się, że nabrała cech jedności chrześcijańskiej. Oczywiście, poza małym klinem pogańskim, który oparł się temu procesowi. Była to w wieku X już „zintegrowana Europa”, w której wyraźnie zaznacza się i polskie miejsce.

Pomimo jedności, powstają jednak dwa ośrodki wpływów, które rządzą tą całością: Cesarstwo Wschodnie, zwane też Bizantyjskim, ze stolicą w Konstantynopolu, a na zachodzie Cesarstwo Rzymskie od 962 roku. Obok tych politycznych kolosów formują się i mniejsze jednostki. To głównie Francja i Skandynawia. Na wschodzie coraz silniejsze zaczyna być państwo Ruskie a w Europie Środkowej prym wiodą Czechy, Węgry i Polska. Rodzi się coś, co dziś politologia określa mianem stabilności.

Ciekawe jest jednak, jak wtedy ją wypracowywano i utrzymywano. Otóż, centra władzy (dziś powiedzielibyśmy: samorządowej) skupione były w grodach, a te rywalizowały ze sobą o wpływy. Trudno wtedy doszukiwać się współpracy czy umów partnerskich. Była to raczej walka o przetrwanie. Podstawowy problem stanowiła gospodarka, a konkretnie brak nadwyżek. Gród nie miał swojego ministra finansów, który nie bacząc na nic zadbałby o środki dla samego grodu i utrzymanie elity politycznej. To w każdych warunkach i w każdym czasie sporo kosztowało. Jedynym wyjściem było łupienie innych, słabszych grodów. Wojny te jednak nie miały charakteru totalnego, niszczącego ludzi i dobytek, co do perfekcji opanował wiek XX. Można powiedzieć, że w X wieku prowadzono wojny elitarne. Znano wtedy wartość ludzi mieszkających w grodach i w ich okolicach. To była siła dostarczająca nadwyżek, a więc bogactwo dla elit. Nikt zatem nie mordował swoich „niewolników”. Cały atak skupiał się na centrum grodu, a więc na elitach. To one biły się między sobą. Czasami w takich rozgrywkach spłonął i gród, ale to głównie dla przykładu, który miał pokazać, kto jest panem na danym terenie. Ludzi zazwyczaj oszczędzano. Na terenie Polski wiek X rysuje wyraźny podział na krainy: Małopolskę, Śląsk, Wielkopolskę, Pomorze i Mazowsze. Jednak to Wielkopolska odegra najważniejszą rolę w procesie państwotwórczym. Tu bowiem ród Piastów rozpoczął budowę zrębów naszego państwa. O takim wyborze zadecydowała geopolityka. W Wielkopolsce było po prostu najbezpieczniej.

WSPÓLNOTA WARTOŚCI

Jeszcze jedna decyzja była ważna dla nas i naszego państwa: przyjęcie chrztu przez Mieszka I, ojca Bolesława Chrobrego. Dziś, po upływie X wieków, można ją określić jako wyjątkowo starannie przemyślany manewr polityczny. Wszystkie inne próby przyłączenia się do Europy spełzły na niczym. Tylko przyjęcie modelu rzymsko-chrześcijańskiego dawało legitymację europejską, a poza tym, oprócz walorów politycznych, spełniało wymogi duchowe. Religia chrześcijańska, podobnie jak wierzenia pogańskie, ofiarowywała poczucie pomyślności w życiu doczesnym, ale dawała coś więcej – wiarę w życie. To były wartości skrojone na miarę formującej się ówczesnej Europy. Ludziom potrzebna była nadzieja z wiarą, miłość i miłosierdzie, a także poczucie konieczności składania ofiary z siebie, własnej myśli czy bogactwa. Był to fundament ideologiczny tamtego świata.

Warto zastanowić się, czy upływający czas zmienił coś w znaczeniu wartości, jakie uznawano za święte w X wieku i które dziś wyznajemy. Prof. Henryk Samsonowicz uważa, że przetrwały dwie rzeczy: jedność w wielości i wielorakość w jedności. One, zarówno wtedy, jak i dziś, w realiach Zjednoczonej Europy, są ważne. Te wartości zostały wypracowane przez wieki w Europie i stały się obecnie produktem eksportowym Starego Kontynentu – np. zasady praw człowieka czy Organizacja Narodów Zjednoczonych. Rodzi się pytanie, dlaczego Europie się udało? Może dlatego, że przez długi czas była bardzo biednym kontynentem, a może dlatego, że zawsze dopuszczała wielość, chociaż realizacja tego zadania bywała trudna i pochłaniała ofiary? Ta wielość europejska, pielęgnowana przez stulecia, została uwieczniona przez artystę przed wiekami. Głowa świata chrześcijańskiego, cesarz Otto, przyjmuje hołd czterech żeńskich postaci: Rzymu, Galii, Germanii i Sklawinii (symbolizującej państwo Bolesława Chrobrego, a więc Słowian). Ten hołd jednak nie odbiera samodzielności poszczególnym częściom składowym starego świata. Wspólna jest tylko idea i siła wynikająca z jedności. Czy tak będzie w dzisiejszej Europie, o tym przekonają się dopiero następne pokolenia.

PO CO NARÓD?

Kolejna kwestia, bardzo ważna w kontekście integracyjnym. Naród, jego rola i znaczenie kiedyś i obecnie. W czasie konferencji prof. Przemysław Urbańczyk z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN mówił, że w X wieku w ogóle nie było narodów. Były tylko państwa dynastyczne, stworzone z prywatnych potrzeb elit dynastycznych. Narody pojawiają się dopiero w wieku XVIII i XIX. Wtedy państwo warunkuje powstanie narodu i naród tworzy to państwo. Od połowy XX wieku sceptycy idei Zjednoczonej Europy twierdzą, że jeżeli Zjednoczona Europa połknie nam to „wypracowane” często wojną i krwią państwo, to i naród zniknie. A może to właśnie bardzo dobrze? Po co dziś narody uwikłane w struktury polityczne i siłą wykreowane przez czas i polityków? Może to właśnie pora, jak w Weselu Wyspiańskiego, na zryw wolnościowy i przetworzenie narodów z bytów politycznych w byty kulturowe? Czy jest to herezja lub utopia – czas sam rozsądzi.

Muszę przyznać, że od dawna nie uczestniczyłem w konferencji, w której oprócz odrobienia lekcji z zadanego tematu podjęto by próbę skrystalizowania poglądów na temat XXI-wiecznej Europy. Gdyby tylko zechcieli skorzystać z tej wiedzy politycy kreujący współczesną historię. Ilu błędów i upokorzeń narodowych, które zapisała już historia na swoich kartach, dałoby się uniknąć. Może też decydenci uwierzyliby, że nauka naprawdę potrafi pomóc w rządzeniu, a wówczas nakłady na tę sferę w Polsce nie byłyby, jak dotąd, kompromitujące.

Artur Wolski, dziennikarz Programu I Polskiego Radia, autor sponsorowanej przez KBN audycji z cyklu Mapa Nauki Polskiej.

Uwagi.