Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 4/1999

Wszystkie płaszczyzny historii
Poprzedni Następny

Po pierwszym ożywieniu zainteresowań wynikami nowych badań,
nastąpiła niekorzystna zmiana – i wciąż jesteśmy pytani:
dlaczego kiedyś pisaliście tak, a dziś piszecie inaczej?

Rozmowa z prof. Wojciechem Wrzesińskim,
prezesem Polskiego Towarzystwa Historycznego.

 Fot. Piotr Kieraciński
Prof. Wojciech Wrzesiński (ur. 1934) jest historykiem dziejów najnowszych. Opublikował wiele prac dotyczących dziejów myśli politycznej, stosunków polsko-niemieckich, stereotypów Niemców w Polsce, problemów wychodźstwa polskiego, dziejów Prus Wschodnich. Wypromował 44 doktorów. Pełni funkcję dyrektora Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Jest prezesem Polskiego Towarzystwa Historycznego. Przez dwie kadencje pełnił funkcje rektora UWr.

Od 10 lat nie obowiązuje cenzura w Polsce. W jaki sposób fakt ten zmienił oblicze nauk historycznych?

– Przede wszystkim umożliwił zajęcie się problemami, które określano mianem białych plam, a były to w gruncie rzeczy brudne plamy. Jednak równocześnie spowodowało to bardzo niedobre konsekwencje w powszechnej recepcji historii. Początkowo nastąpił duży wzrost zainteresowania naszymi pracami. Ponieważ tezy i treści w nich zawarte niejednokrotnie zmieniały charakter, czytelnicy zaczęli oceniać, że historycy zmieniają poglądy w sposób koniunkturalny, a nie w oparciu o wyniki badań. Cała krytyka została skierowana nie na warunki ograniczające ongiś wolność wypowiedzi, ale już na samych historyków. Po pierwszym ożywieniu zainteresowań wynikami nowych badań, nastąpiła niekorzystna zmiana – i wciąż jesteśmy pytani: dlaczego kiedyś pisaliście tak, a dziś piszecie inaczej? Ten proces okazał się bardzo niekorzystny dla autorytetu nauki historycznej. Wprawdzie obserwujemy wzrost liczby publikowanych książek i artykułów historycznych, ale recepcja nowych ustaleń nie jest dostateczna. Mnożą się zarzuty zmienności poglądów historyków, nie zawsze uzasadnione wynikami badań.

– Czytelnictwo książek historycznych jest jednak duże.
– Zainteresowaniem cieszą się wybrane zagadnienia, niekoniecznie najważniejsze z punktu widzenia historii i najnowszych osiągnięć nauk historycznych. Panuje moda na dzieje pogranicza wschodniego, które po 1945 znalazły się w granicach Związku Radzieckiego.

– Ależ, to jest naturalne po tylu latach milczenia.
– Zgadza się. Jednak ma też niekorzystne skutki. Ludzie, którzy przez całe lata zajmowali się zupełnie innymi zagadnieniami, nagle zaczynają interesować się dziejami tamtych regionów. Porzucają swoje tradycyjne zainteresowania, odstępują od swojego wypracowanego warsztatu. Tymczasem historia musi być badana we wszystkich płaszczyznach.

– Czy 10 lat wolności otworzyło przed historykami nowe perspektywy badawcze?
– Otworzyły się niektóre archiwa, ale wciąż jesteśmy niezadowoleni, gdyż bardzo dużo materiałów archiwalnych nadal pozostaje niedostępnych, zgodnie z obowiązującymi przepisami o archiwaliach. Dostępność do archiwów nie jest równa. I tak np. w UOP we Wrocławiu nie można uzyskać dostępu do materiałów – chodzi o dokumenty dotyczące WIN – a w innych miastach, w tej samej klasie archiwów, nie było problemów. Inna rzecz, że obecnie objęte badaniami historycznymi są lata 80. Dotarcie do tych materiałów jest niesłychanie trudne.

– Jakie archiwa są najtrudniej dostępne, a powinny być udostępnione do pracy naukowej?
– Z jednej strony są to archiwa UOP, które zawierają także materiały operacyjne. A z drugiej strony – archiwa kościelne. Stoją one otworem przed Hindusem Peterem Rainą czy też pojedynczymi historykami polskimi – trudno powiedzieć, na jakiej podstawie. Są jednak zamknięte przed innymi historykami.

– A co z archiwami naszych zachodnich, południowych i wschodnich sąsiadów?
– Nie ma problemu z dostępem do archiwów niemieckich. Natomiast po stronie wschodniej rządzi przypadek i często układ towarzyski.

– Czy Polskie Towarzystwo Historyczne stara się pomagać historykom w dotarciu do archiwaliów?
– Popieramy starania o instytucjonalne uregulowanie tej sprawy, o obronę przed decyzjami przypadkowymi. Opowiadamy się za tym, żeby znajdujące się za granicą zbiory dotyczące historii Polski były zewidencjonowane, a może nawet skopiowane. Nie popieramy natomiast stanowiska domagającego się przewiezienia do Polski zbiorów polskich instytucji naukowych funkcjonujących za granicą. Te instytucje – w Nowym Jorku, Londynie, Rzymie, Paryżu – spełniają ogromną rolę na forum międzynarodowym, promując wiedzę o Polsce.

– A co z polskimi archiwami, które pozostały na Wschodzie?
– Uważam, że należałoby wypracować model współpracy oparty na zasadzie wspólnoty kręgu kulturowego. Materiały dotyczące spraw polskich powinny być koncentrowane na terenach polskich. Jeżeli nie dałoby się odzyskać oryginałów, to przynajmniej należy te archiwalia kopiować i kopie gromadzić w Polsce. W Wilnie znajduje się np. 20 tys. tomów akt dotyczących Uniwersytetu Wileńskiego. Czy one powinny wracać do nas, czy raczej pozostać na miejscu? Jako PTH popieramy zdecydowanie starania Zakładu Ossolińskich o scalenie zbiorów Ossolineum. Te zbiory we Lwowie niszczeją i są trudno dostępne dla wielu badaczy.

– Czy ukazujące się ostatnio książki przynoszą reinterpretację naszych dziejów?
– Na rynku ukazuje się dużo książek o charakterze materiałowym. Tego rodzaju studia nie prowadzą jeszcze do opracowań syntetycznych. Nowe źródła stają się podstawą nowych interpretacji. Reinterpretacja naszych dziejów dokonuje się, fragmentarycznie, na naszych oczach. Pełne wnioski pojawią się dopiero za kilka lat. Mamy w tej chwili urodzaj prób wielotomowych opracowań dziejów Polski. W Poznaniu się mówi o 10-tomowej, w Krakowie o 15-tomowej historii. W Warszawie też pojawiają się takie inicjatywy. Mam wrażenie, że czasami chyba zbyt pochopnie podejmuje się decyzje o wydawaniu opracowań wielotomowych, które nie mają charakteru syntez. Takie pozycje powinny przecież zawierać próby reinterpretacji naszych dziejów.

– Które z ostatnio wydanych książek uznałby Pan za szczególnie ważne?
– Można wymienić książki dotyczące okresu dwudziestolecia międzywojennego oraz okresu wojny. Roman Wapiński opublikował książki o pokoleniach II RP i o małych ojczyznach. Mają one duże znaczenie dla problematyki dwudziestolecia międzywojennego. Ukazał się szereg książek dotyczących okresu II wojny światowej. Ważne są zwłaszcza protokoły z posiedzeń Rządu II RP na obczyźnie – to są wydawnictwa PAU. Ich publikacja daje pole dla zainteresowania sprawami polskimi na wychodźstwie. Jest cały szereg książek dotyczących wydarzeń 1918-1921, łącznie z Bitwą Warszawską. Jest próba przedstawienia nowej biografistyki – ukazały się nowe biografie m.in. Piłsudskiego i Dmowskiego. Za ważne uznałbym też prace Krystyny Kerstenowej dotyczące przełomu wojny i okresu budowania rzeczywistości powojennej. Łatwiej mi mówić właśnie o historii najnowszej, bo sam się nią zajmuję, chociaż niemało jest nowych ustaleń dotyczących wieków średnich czy czasów nowożytnych.

– Do niedawna panowała opinia, że warsztatem historyka jest archiwum, kartka papieru i długopis.
– To już przeszłość. Dziś w archiwach robi się kopie kserograficzne, notatki robi się wprost na laptopach. Komputeryzacja otworzyła przed historykami zupełnie nowe możliwości. Stosuje się programy, które dają możliwość bardzo interesujących analiz komputerowych, np. w zakresie historii gospodarczej czy demograficznej. Przeżywamy ważny okres – włączenie Internetu do badań historycznych.

– Coraz częściej historia korzysta z metod innych nauk. Oczywistością wydaje się korzystanie z badań archeologicznych. Ale są też próby włączenia metod psychologicznych do historiografii.
– Stąd np. dzięki wynikom uzyskanym przy współpracy archeologów z historykami niemal zupełnie zostało zmienione nasze pojęcie o stratyfikacji społecznej późnośredniowiecznego Wrocławia. Połączenie warsztatu historycznego i archeologicznego pozwoliło na przesunięcie daleko wstecz wyobrażeń o początkach miasta.

– A co z metodami psychologii?
– Wychodzi się z założenia, że każda epoka posiada własne uwarunkowania psychologiczne. Interpretacje psychologiczne w ocenie wydarzeń historycznych należy stosować bardzo ostrożnie. Interesuję się też problemami stereotypów, np. Niemca w Polsce. Tu, bez próby ukazania uwarunkowań psychologicznych, nie jestem w stanie rozwikłać tych zagadnień.

– Co uwarunkowało nasze spojrzenie na Niemców?
– Okazuje się, że nie tylko polityka, ale także obyczajowość. Często z zazdrością podpatrywaliśmy Niemców. W końcu XVII stulecia funkcjonowały dwa rysunki. Pierwszy przedstawiał chudego, jadącego na wschód Niemca, siedzącego na wózku ciągniętym przez psa. Drugi rysunek przedstawiał bardzo wypasionego Niemca, siedzącego na wozie ciągniętym przez dużego konia – wracał ze wschodu. Tych spraw, bez analizy procesu rodzenia się niektórych postaw, nie jesteśmy w stanie wyjaśnić.

– Polska historia, jako jedna z nielicznych dziedzin humanistycznych, ma dość wysokie notowania w rankingach światowych. Skąd to się bierze, skoro większość prac pisana jest zapewne po polsku?
– Historię uprawiamy nie tylko w języku polskim. Bierzemy udział w międzynarodowych stowarzyszeniach, konferencjach. Historiografia we wszystkich krajach obozu socjalistycznego podlegała daleko idącej indoktrynacji ideologicznej i politycznej, jak oceniano. Natomiast opór historyków przeciwko tej indoktrynacji najsilniejszy był w Polsce. W 1978 r. odbyło się we Freiburgu spotkanie historyków polskich i zachodnioniemieckich. W prasie określano je jako pionierskie. Przewodnią myślą były słowa historyków niemieckich, że polscy historycy są w krajach socjalistycznych tymi, z którymi można nawiązać jakiś rzeczowy dyskurs. Historia w Polsce nie stała się do końca dyscypliną ideologiczną. Być może to spowodowało, że notowania polskiej historii były tak wysokie. Z pewnością duże zasługi miała tu mediewistyka i badania, które przeprowadzono przy okazji tysiąclecia chrztu polski.

– Polskie Towarzystwo Historyczne należy do grupy otwartych towarzystw naukowych. Obejmuje nie tylko profesjonalistów, ale także amatorów.
– Tych amatorów jest szczególnie dużo, zwłaszcza poza ośrodkami uniwersyteckimi. Łączenie na jednej płaszczyźnie organizacyjnej profesjonalistów i amatorów ma głęboki sens. Na prowincji prowadzi się bardzo interesujące badania regionalne i często robią je amatorzy. To są bardzo cenne badania. Spełniają ogromną, trudną do przecenienia rolę w stosunku do tradycji, przeszłości. Wiążą ludzi ze swoimi regionami.

– Jakie jest obecnie najważniejsze zadanie PTH?
– Zadaniem nie tylko ważnym, ale i pilnym jest praca nad nowymi programami szkolnymi. Wprowadzają one niebezpieczne zmniejszenie liczby godzin historii. Założenie blokowego nauczania przedmiotów humanistycznych jest bardzo dobre, ale obawiamy się o jego realizację. Mamy zastrzeżenia do korelacji między przedmiotami. W czasie najbliższego Zjazdu Powszechnego PTH chcemy doprowadzić do spotkania z nauczycielami, aby mogli przedstawić swoje uwagi i spostrzeżenia na ten temat. Dyskusje o metodyce nauczania historii są podczas zjazdów historyków najbardziej burzliwe.

– Wobec powszechnej komercjalizacji życia akademickiego, studia historyczne zapewne cieszą się mniejszym zainteresowaniem?
– Okazuje się, że nie. W tej chwili kształcimy na studiach historycznych ponad 15 tys. osób w ponad 30 uczelniach. Mamy ok. 1,5 tys. samodzielnych pracowników naukowych w dziedzinie historii. Absolwenci studiów historycznych są zatrudniani w innych zawodach, często dalekich od zawodu historyka.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Uwagi.