Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 4/1999

Recenzje
Poprzedni Następny

Czucie, wiara, szkiełko i oko...

W czasach, gdy scjentyzm odebrał nauce sakralny charakter, kwestie wiary, nieprzekładalne na język współczesnych nauk przyrodniczych, stają się raczej wewnętrzną potrzebą ludzi, którzy się tymi naukami zajmują. Czasami, oczywiście, rzutują one na sposób, w jaki nauka jest uprawiana – by przypomnieć tylko niechlubny casus marksistowskiej filozofii oraz równie mało zachwycający przypadek tzw. kreacjonistów. Są, rzecz jasna, także scjentyści, którzy uprawianym przez siebie dyscyplinom nadają religijny charakter, wynosząc na ołtarze statystyczny bełkot bądź pseudosocjologiczne obserwacje. Podobnie jak przedstawione powyżej przypadki, jest to tylko niewiele znacząca, aczkolwiek hałaśliwa ekstrema.

O tym, że można całkiem inaczej godzić wiarę z dokonywanymi przez siebie odkryciami przekonują nas wypowiedzi znakomitych zachodnioeuropejskich naukowych autorytetów, zebrane w książce Uczony i wiara. Wyznania ludzi nauki, zredagowanej przez Jeana Delumeau. Jest to pozycja jedyna w swoim rodzaju. Zawiera dziewiętnaście wypowiedzi uczonych, którzy mówią, dlaczego są chrześcijanami oraz w jaki sposób godzą swoją wiarę z pracą badawczą. Katolicy zgodnie sąsiadują tutaj z protestantami i wyznawcą prawosławia, Francuzi z uczonymi ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Włoch. Jeden z tekstów jest z kolei efektem współpracy około dwudziestki badaczy pracujących we francuskiej „Dolinie Krzemowej”. Fizycy wypowiadają się zgodnie z medykami, chemicy z informatykami, biolodzy z matematykami. Wyraźny brak reprezentacji humanistów wychodzi książce jedynie na dobre.

Wszyscy przedstawieni tutaj autorzy w pewnym punkcie naukowej kariery przemyśleli swoje religijne przekonania. Odrzucając bezwzględne posłuszeństwo dogmatowi, uwzględniając liczne nieporozumienia pomiędzy nauką a wiarą, podejmują podstawowe pytania: czy chrześcijanie są bojaźliwi i zacofani, czy człowiek wierzący jest zapatrzony w przeszłość, czy naukowiec może być człowiekiem wierzącym nie wypierając się samego siebie? Niemalże jednogłośnie dochodzą do wniosku, że nauka i wiara nie wykluczają się wzajemnie i sobie nie przeczą, nie znajdują się bowiem na tej samej płaszczyźnie. Nauka bada to, co powtarzalne i ogólne, religia dotyczy niepowtarzalnego i indywidualnego, nawet wtedy, gdy mamy do czynienia z doświadczeniem zbiorowym. Obraz Rembrandta widziany szkiełkiem i okiem przyrodnika sprowadza się do sumy pociągnięć pędzla i składników chemicznych. Czy jednak w taki sposób należy patrzeć na ten obraz? Geniusz malarza należy do sfery wolności, wolność zaś nieuchronnie prowadzi do Boga – w taki sposób, pełni pokory wobec problemu, dowodzą swoich racji współcześni geniusze, których wypowiedzi zebrał Delumeau.

Mamy tutaj do czynienia z niebanalnymi świadectwami. Wyznaniami ludzi, którzy rozdzielając w swojej codziennej działalności przysłowiowy „włos na czworo” dostrzegają Sens świata. Jego złożoność a zarazem celowość, hierarchię w przechodzeniu od atomów po ekosystemy, pewien ład teleologiczny, którego nie da się wytłumaczyć przypadkowością. Budowa świata nie daje się pojąć bez wcześniejszego planu, który nie może pozostawić nas obojętnymi. Istnieje harmonia świata, która rozciąga się od cząsteczek po galaktyki. Niezwykłe słowa, niezwykli ludzie, niezwykła książka.

(kpuch)

Jean Delumeau (red.), Uczony i wiara. Wyznania ludzi nauki, tłum. Jan Grosfeld, Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, Warszawa 1998.

Dostosowanie

Rozumiem intencję powstania tej książki. Oto, kiedy dookoła mówi się i pisze wiele o Europie i jej zjednoczeniu w duchu liberalizmu, demokracji, praw człowieka, multikulturalizmu, tolerancji, postmodernizmu, politycznej poprawności i innych postępowych idei czy ideologii, grupa autorów ze środowiska opolskiego i gliwickiego próbuje przypomnieć duchowe korzenie Europy. Pokazują więc Europę świętych, Europę katedr, uniwersytetów, Europę szlaków pielgrzymich, wpływy islamskie i żydowskie w Europie, by uzmysłowić chrześcijański charakter tradycji europejskiej i stworzyć alternatywę dla ciasnego, biurokratycznego, mechaniczno-instytucjonalnego pojmowania integracji europejskiej, jakie panuje w mediach, urzędach i głowach wielu przeciętnych Europejczyków.

Symbolem tego ciasnego, dogmatycznego niekiedy myślenia jest kategoria dostosowania. Takim językiem mówi się, prawie bez wyjątku, w Polsce. Mamy oto dostosować nasze prawo, rolnictwo, system bankowy itd. do „struktur europejskich”. Mniej mówi się o dostosowaniu kultury, zatrzymajmy się więc nad tekstem Doroty Simonides Złożone korzenie Europy. Autorka przyjmuje, iż można zunifikować gospodarkę, walutę, politykę, prawo wielu państw pozostawiając odrębności kulturowe. Pomysł ten wydaje się utopijny, zwłaszcza gdyby integracja odbywać się miała na zasadzie dostosowania. W takiej sytuacji silniejszy zawsze narzuci swą kulturę słabszemu, jak to się wielokrotnie zdarzało w historii. Ale nie wydaje się to być jedynym efektem kulturowym europejskiej fuzji. Wszyscy uczestnicy tej kompilacji stracą wiele cennych elementów kulturowych obecnych w tradycji.

Weźmy choćby monetę. Marka, frank, korona – to historia, obyczaj, kultura, tradycja. Zastąpi ją wymyślone przez urzędników euro. Za tradycyjnym pieniądzem stoją wieki cywilizacji europejskiej, za nowym – brukselska biurokracja. Weźmy system polityczny. Tradycja europejska to wielkie monarchie, rozpadające się i jednoczące, to chrześcijaństwo, to walka cesarstwa z papiestwem. Gdzie jest w dzisiejszej doktrynie integracyjnej miejsce dla tej tradycji? Dziś mowa tylko o demokracji, która pod koniec XX wieku stała się systemem niewydolnym, podatnym na wszelkie manipulacje. Weźmy wreszcie system prawny. Jest on wytworem określonej kultury i zarazem współtworzy ją. Europejski system prawny nie będzie miał już w sobie takiej siły.

Dorota Simonides cieszy się, że wszystkich Europejczyków integruje wspólny świat wyobrażeń, ufundowany na Biblii i mitologii grecko-rzymskiej. Nie wiem, czy Europejczyków łączy puszka Pandory, miecz Damoklesa i koszula Dejaniry. Wykształconą elitę na pewno tak. Wiem natomiast, że łączy ich identyczna w całej Europie telewizja, kolorowa prasa, kultura supermarketów, wyborów miss, telewizyjnych reklam i muzyki pop, państwowa edukacja, ideologia, praktyka państwa opiekuńczego itp. To są elementy, z których powstanie kultura zjednoczonej Europy. Wszystkie ponadnarodowe instytucje kulturalne i korporacje finansujące kulturę, obejmując szeroki teren działania, będą się musiały odwołać do tego, co wszystkim wspólne. A tym czymś nie będą raczej loci communes tradycji śródziemnomorskiej, lecz stereotypy kultury masowej podlane polityczną poprawnością.

Nie dziwmy się więc eurosceptykom. Wielu z nich patrzy dalej i przenikliwiej niż zadowoleni z siebie specjaliści od dostosowania.

(fig)

Duchowe dziedzictwo Europy, red. ks. Stanisław Rabiej, Wydział Teologiczny Uniwersytetu Opolskiego, Opole 1998, seria: Sympozja, t. 25.

Chór najlepiej brzmi

Nowa książka Umberto Eco jest dowodem na to, że autor o znanym nazwisku może wydać właściwie wszystko. Tytułowe pięć utworów powstało przy rozmaitych doraźnych okazjach: a to jako odczyt dla studentów, a to mowa do włoskich parlamentarzystów, a to list otwarty itp. Literat ze słonecznej Italii stwierdził widocznie, że myśli w nich zawarte godne są szerszego upowszechnienia, skoro postanowił opublikować je w postaci druku zwartego. Jednak dla zwykłego czytelnika publicystyka „moralna” Eco jest daniem raczej ciężkostrawnym. Pokrętność rozumowania, intelektualne dzielenie włosa na czworo i wyraźnie wyczuwalny ton wyższości zdumiewają wiernych admiratorów powieści Imię róży, rekrutujących się przecież nie tylko spośród przedstawicieli elit umysłowych. Właściwie ma się ochotę już po kilku stronach odłożyć książkę i nigdy więcej do niej nie wracać.

Skoro więc Pięć pism moralnych nie jest przeznaczone dla masowego odbiorcy, to może ich adresatem są pokrewni autorowi umysłowo intelektualiści? Wątpię, ponieważ z ich punktu widzenia artykuły są zastraszająco mało oryginalne. Z uporem godnym lepszej sprawy Eco wywnętrza się pacyfistycznie przeciwko wojnie jako takiej, piętnuje odradzający się jakoby na świecie faszyzm, biada nad infantylnieniem włoskiej prasy, załamuje dłonie nad tkwiącą głęboko w ludzkiej naturze skłonnością do nietolerancji dla wszystkiego, co inne. Wszystko to już było. Eco ustawia się grzecznie w długim ogonku kolegów po piórze ze wszystkich stron świata, którzy od lat pochylają się z obywatelską troską nad wspomnianymi kwestiami i ochoczo zabierają głos na ich temat.

Lamenty Eco układają się przy tym w specyficzny wzór. Artykuł o wojnie, choć głównym jego elementem jest nawoływanie do ustanowienia nowego tabu, kieruje swe oskarżycielskie ostrze przeciwko niedobrej Ameryce, która właśnie w tym czasie niszczy w Kuwejcie wojska Saddama. Wywody na temat istoty faszyzmu – niemal wszystkie punkty odnoszą się idealnie do praktyki państw komunistycznych – odzwierciedlają niepokój wobec skrajnie prawicowych organizacji powstających w USA. W kraju cierpiącym na z gruntu lewicową chorobę politycznej poprawności, rozprawianie o zagrożeniu faszyzacją jest zwyczajnie śmieszne. Analiza włoskiej prasy też ma swoje odniesienia do amerykańskiego rynku mediów: to stamtąd, według Eco, nadciąga całe zło „odmóżdżenia”. I tak dalej. W tym narzekaniu na Stany Zjednoczone jako krzewiciela wszelkiego grzechu, głos włoskiego intelektualisty dziwnie współbrzmi z chórem epigonów przodującego ongiś ustroju.

Po cóż więc ta książka? Byłażby przejawem – też przecież nie nowej, bo zeszłowiecznej – sztuki dla sztuki? Chyba raczej próbą wyciągnięcia paru dodatkowych groszy za coś, co wynagrodzono już przy innej okazji. Widać chudy literat znalazł się w potrzebie. Szlachetność i społeczna wrażliwość polskich wydawców kazała im dorzucić coś od siebie do szczupłej kasy włoskiego autorytetu. Dzięki nim możemy „cieszyć się” głębią przemyśleń Umberta Eco wraz z naszymi zachodnioeuropejskimi przyjaciółmi.

(mer)

Umberto Eco, Pięć pism moralnych, tłum. Ireneusz Kania, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1999.

20:80

Zapowiada się gospodarcze i społeczne trzęsienie ziemi na skalę globalną. W nadchodzącym stuleciu obowiązywać będzie formuła 20:80. Co ona oznacza? To mianowicie, że 20 proc. społeczeństwa będzie w stanie wytworzyć dobra i usługi potrzebne dla zaspokojenia potrzeb całej populacji. Te 20 proc. będzie mieć pracę i będzie prowadzić aktywne życie. Co z pozostałymi 80 proc.? Ano, trochę nie wiadomo.

Symptomy tego zjawiska pojawiły się już wyraźnie na horyzoncie. Fabryki obsługiwane przez dosłownie kilku inżynierów i informatyków, nadprodukcja żywności i opłaty za ugorujące pola, a także coraz większe problemy z bezrobociem, nawet w krajach, które uchodziły za oazy dostatku, to najwyraźniejsze z nich. Nasze, ale i innych krajów kłopoty z kilkunastoprocentowym czy nawet wyższym bezrobociem wydają się dziś poważne. Ale ta ocena może ulec zmianie. Niewykluczone, że za chwilę społeczeństwa będą musiały poradzić sobie z utrzymaniem kilkudziesięciu procent niepracujących w populacji. To dopiero zacznie być problem.

Efekt formuły 20:80 powoduje inny jeszcze skutek. Być może dobrobyt osiągnięty w najbogatszych krajach nie tylko nie będzie się powiększał, ale na dłuższą metę jest nie do utrzymania. W Niemczech na przykład od kilku już lat zarobki pracowników spadają, pomimo że firmy osiągają coraz większe zyski. A wszystkiemu winna jest globalizacja. Łatwy, niemal bezproblemowy przepływ kapitału, towarów, siły roboczej sprawia, że produkcja lokowana jest tam, gdzie może być tańsza. Dają tu o sobie znać prawa konkurencji. By im sprostać, firmy obniżają koszty. Na dodatek różne kraje próbują przyciągnąć kapitał minimalizując obciążenia podatkowe. W ramach jednego państwa można myśleć np. o skróceniu czasu pracy, ale w gospodarce globalnej takie rozwiązanie nie bardzo jest możliwe. Pracodawca, który musiałby zatrudniać większą liczbę pracowników i ponosić w związku z tym większe koszty, nie zaakceptuje takiego rozwiązania i przeniesie produkcję do innego kraju, gdzie te koszty będą niższe. Następuje przy tym zjawisko zmniejszania dystansu pomiędzy najbogatszymi a najbiedniejszymi. Na to, jako nacja, możemy trochę liczyć, ale działa też inna prawidłowość: kraje, które w światowym podziale pracy zajmują najwyższe miejsca, utrzymują tę pozycję na przestrzeni lat głównie dzięki przewadze technologicznej i know how.

Jeszcze niedawno formułowano tezę, że połowa, a nawet jedna trzecia zatrudnionych jest w stanie zaspokoić potrzeby pozostałych. Co zatem może okazać się za jakiś czas? Dwaj niemieccy autorzy, śledząc losy procesów społecznych i zjawisk ekonomicznych końca naszego wieku, starają się przewidzieć ich efekt w dłuższej perspektywie. Posługują się konkretnymi danymi ekonomicznymi, ale i bazują na opiniach różnych guru menedżmentu i finansów, a te, choć ciekawe, mogą być chybione. Tu przypomina się przewidywanie z połowy ubiegłego wieku, że przy tak intensywnie rosnącej liczbie powozów w Londynie zabraknie niedługo obroku dla koni, więc może i tym razem okaże się, że przewidzieć wszystkiego nie sposób, bo to, co wydaje się prawdopodobne dziś, jutro może się okazać zabawne. Tendencja jednak na pewno została zarysowana, a problem przed nami.

(as)

Hans-Peter Martin, Harald Schumann, Pułapka globalizacji. Atak na demokrację i dobrobyt, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1999, seria: Poza Horyzont.

Nie taki wilk straszny

Kto z Państwa widział z bliska wilka na wolności? Zapewne bardzo niewiele osób, bo to płochliwe zwierzę unika kontaktu z ludźmi. Dwa razy zdarzyły mi się takie spotkania w Bieszczadach, raz spotkałem nawet całą watahę, siedem wilków, i była to przygoda. Gdyby postulaty Bereszyńskiego odnośnie introdukcji wilka w zachodniej Polsce stały się faktem, taka przygoda przestałaby należeć do rzadkości.

Wilk jest ostatnio pod ostrzałem, dosłownie i w przenośni. Myśliwi usiłują uzyskać możliwość strzelania do tych pięknych drapieżników przez cały czas, przynajmniej w niektórych rejonach. Akurat tych, które stanowią naturalne miejsca rozwoju wilczych stad w Polsce. Argumenty za odstrzałem wilków są zupełnie nie myśliwskiej natury. Główny z nich to szkody poczynione przez wilki wśród owiec. Pierwsze numery „Łowca Polskiego” z tego roku nie zostawiają na wilku suchej nitki. Nie ma dyskusji o strzelaniu do watah bezpańskich psów, wałęsających się po lasach, zagrażających zarówno innym zwierzętom, jak i ludziom. Cóż to bowiem za trofeum, skóra parszywego, dzikiego psa? Co innego skóra wilka!

Wilkiem zajmują się od dawna naukowcy. Andrzej Bereszyński z poznańskiej Akademii Rolniczej jest może mniej znany od cytowanych często w prasie Okarmy i Śmietany, jednak na jego książkę warto zwrócić uwagę. Ta niewielka pozycja w sposób dość wyczerpujący przedstawia sytuację drapieżnika w naszym kraju oraz jasne stanowisko autora: wilka należy chronić. Argumenty zwolenników bezlitosnego strzelania do wilków zbijane są, moim zdaniem, skutecznie. Bereszyński nie jest skrajnym ekologiem. Nie proponuje zupełnego zakazu strzelania do wilka. Widzi jednak w polskich lasach miejsce dla tego drapieżnika oraz jego pozytywną rolę w różnych ekosystemach. Rozumie także bezsens wytępienia wilków bieszczadzkich. Niewielka książeczka – nawiasem mówiąc wyróżniona na V Wrocławskich Targach Książki Naukowej za szatę graficzną – omawia wszelkie problemy – w tym prawne – związane z ochroną wilka w Polsce i Europie. Polskie przepisy dotyczące ochrony wilka przytoczone są w dosłownym brzmieniu. Omówione są też konwencje i programy międzynarodowe chroniące to zwierzę. Okazuje się, że sposób ochrony przyrody w naszym kraju – oj, byłyby pod jego adresem także inne zarzuty – nie pozwala chronić dużych drapieżników. Nasze rezerwaty i parki narodowe, z nielicznymi wyjątkami, są mniejsze niż terytorium zajmowane przez wilczą rodzinę. A gdzie miejsce dla innych drapieżników?

Bereszyński w bardzo wielu przypadkach, pisząc o miejscach zamieszkiwania wilka, używa określenia „prawdopodobnie”. Świadczy to o tym, jak słabo znane jest życie wilka. Dotyczy to także innych zwierząt. Przypomnę, że przeszacowanie liczebności jeleni na Pomorzu o mało nie doprowadziło kilka lat temu do wyznaczenia limitu odstrzału przekraczającego liczbę zwierząt. Podobnie bywa w przypadku wilka. Jeszcze jedna sprawa związana z ochroną wilka, którą porusza Bereszyński: migracja wilków na zachód. Wskazanie perspektyw zajmowania przez tego pięknego drapieżnika nowych terenów to ważny element książki. Wilki chcą zajmować nowe tereny łowieckie. Zdaniem autora, trzeba im w tym pomagać. A właściwie tylko nie przeszkadzać.

(pik)

Andrzej Bereszyński, Wilk w Polsce i jego ochrona, Wydawnictwo Akademii Rolniczej im. Augusta Cieszkowskiego w Poznaniu, Poznań 1998.

Książki nadesłane

Stanisław Kółkowski, Opole, Wyd. TEKST, Bydgoszcz 1998.
Śląskie zamki i pałace. Opolszczyzna, Wyd. ADAN, Opole 1998.
Stanisław Sławomir Nicieja, Łyczaków, dzielnica za Styksem, Wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław. Warszawa. Kraków 1998.
Duchowe dziedzictwo Europy, red. S. Rabiej, Wyd. Wydział Teologiczny Uniwersytetu Opolskiego, Opole 1998, seria: Sympozja, t. 25.
Bogdan Szlachta, Konserwatyzm. Z dziejów tradycji myślenia o polityce, Wyd. DANTE-ARARAT, Kraków – Warszawa 1998.
„Kwartalnik Konserwatywny”, jesień/zima 1998, Wyd. DANTE-ARARAT.
Emerging Capital Markets. Wschodzące rynki kapitałowe, red. S. R. Domański, Wyd. ELIPSA, Warszawa 1999.
„Zeszyty Naukowe”, zeszyt 11: Dostosowanie polskiego prawa do wymogów Unii Europejskiej, Wyd. kolegium Nauk Społecznych i Administracji Politechniki Warszawskiej, Warszawa 1998.
Józef Krukowski, Konkordat polski. Znaczenie i realizacja, Wyd. VERBA, Lublin 1999.
Wit Jaworski, Z dziejów filozofii w Polsce. 1804–1817. M. W. Voigt, F. Jaroński, J. Sołtykowicz, F. Wigura, Wyd. ABRYS, Kraków 1997, seria: Biblioteka Końca Wieku.
Wit Jaworski, Wyobraźnia. Rozsądek. Organizm zbiorowy, Wyd. ABRYS, Kraków 1998, seria: Biblioteka Końca Wieku.
Andrzej Palczewski, Równania różniczkowe zwyczajne. Teoria i metody numeryczne z wykorzystaniem komputerowego systemu obliczeń symbolicznych, Wyd. Naukowo-Techniczne, Warszawa 1999.
Mercedes Lackey, Larry Dixon, Biały Gryf, tłum. J. Wołyńska, Wyd. ZYSK i S-ka, Poznań 1998.
P. Carey Reid, Gwiezdna rzeka, tłum. P. Kruk, Wyd. ZYSK i S-ka, Poznań 1998, seria: Kameleon.
Lee Smolin, Życie Wszechświata. Nowe spojrzenie na kosmologię, tłum. D. Czyżewska, Wyd. AMBER, Warszawa 1998, seria: Tajemnice Nauki.
T.A. Heppenheimer, Podbój Kosmosu. Historia programów kosmicznych, tłum. K. Bednarek, Wyd. AMBER, Warszawa 1997, seria: Tajemnice Nauki.
John Gribbin, Encyklopedia Kosmosu, tłum. J. Błęcki, Wyd. AMBER, Warszawa 1998.
Władysław Kopaliński, Słownik wydarzeń, pojęć i legend XX wieku, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1999.
Lech Różański, Przemiany pestycydów w organizmach żywych i środowisku, Wyd. AGRA-ENVIRO LAB, Poznań 1998.
Czesław Sobkowiak, Postać w bieli, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999.
Hans-Peter Martin, Harald Schumann, Pułapka globalizacji. Atak na demokrację i dobrobyt, tłum. Marek Zybura, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999, seria: Poza Horyzont.
Lester C. Thurow, Przyszłość kapitalizmu. Jak dzisiejsze siły ekonomiczne kształtują świat jutra, tłum. Lech Czyżewski, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999, seria: Poza Horyzont.
Andrzej Paczkowski, Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski. Szkice do portretu PRL, Wyd. Literackie, Kraków 1999, seria: Obrazy Współczesności.
Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, Wyd eFKa, Kraków 1999.
Sławomir Siekierski, Chemia pierwiastków, Wyd. Szkoła Nauk Ścisłych, Warszawa 1998, seria: Biblioteka Szkoły Nauk Ścisłych.
Tertulian, opr. W. Turek, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1999, seria: Ojcowie Żywi XV.
Theodor Herr, Wprowadzenie do katolickiej nauki społecznej, tłum. A. Mosurek, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1999, seria: Wokół Współczesności.
Wojciech Chudy, Śniadanie u Sokratesa,czyli trzy, cztery rzeczy najważniejsze, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1999.
Anna Paner, Jan Iluk, W czasach dawnych i najdawniejszych. Historia dla klasy V, Wyd. WAM. Księża Jezuici, Kraków 1999.
Stefan Gaber, Polacy na dworze Stanisława Leszczyńskiego w Luneville w latach 1737-1766, Wyd. WSP, Częstochowa 1998.
Jerzy Starnawski, Kongresy, sympozja, sesje naukowe, Wyd. WSP, Częstochowa 1999.
Zygmunt M. Zimny, Zarys metodologii badań społecznych (Z wykładów dla studentów pedagogiki), Wyd. WSP, Częstochowa 1999.
Leonid Dobyczin, Miasto En. Opowiadania, tłum. H. Chłystowski, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1999.
Ernst Junger, Awanturnicze serce. Figury i capriccia, tłum. W. Kunicki, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1999.
Herman Broch, Kilka uwag o kiczu i inne eseje, tłum. D. Borkowska, J. Garewicz i R. Turczyn, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1998.
David Gelernter, Mechaniczne piękno. Kryterium estetyczne w informatyce, tłum. A. Radomski, Wyd. W.A.B., Warszawa 1999, seria: Masterminds.
Stanisław Esden-Tempski, Kundel, Wyd. W.A.B., Warszawa 1999, seria: Archipelagi.
Tony Warner, Umiejętności w komunikowaniu się, tłum. N. Skałecka, Wyd. ASTRUM, Wrocław 1999, seria: Kreatywność.
C.N. Macrae, Ch. Stangor, M. Hewstone, Stereotypy i uprzedzenia, tłum. M. Majchrzak, A. i M. Kacmajor, A. Nowak, Gdańskie Wyd. Psychologiczne, Gdańsk 1999, Seria Psychologii Społecznej.
Tadeusz Tyszka, Psychologiczne pułapki oceniania i podejmowania decyzji, Gdańskie Wyd. Psychologiczne, Gdańsk 1999, Seria Psychologii Społecznej.
Zarządzanie marketingowe. Studia przypadków, red. J. Dietl, Wyższa Szkoła Biznesu, Nowy Sącz 1998.
Zarządzanie zasobami ludzkimi. Studia przypadków, red. A. Pocztowski, Wyższa Szkoła Biznesu, Nowy Sącz 1998.
Zarządzanie finansami. Studia przypadków, red. M. Capiński, Wyższa Szkoła Biznesu, Nowy Sącz 1998.
Zarządzanie zmianami i rozwojem firmy. Studia przypadków, red. A. Kozina, Wyższa Szkoła Biznesu, Nowy Sącz 1998.
Zarządzanie strategiczne i operacyjne. Studia przypadków, red. M. Lisiński, Wyższa Szkoła Biznesu, Nowy Sącz 1998.
 

Uwagi.