Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 1/2001

Konflikt pokolen w nauce
Poprzedni Następny

Życie akademickie

Profesorów inwestujących w swoich uczniów jest niewielu. 
Kto ma ochotę dostarczać narzędzi do ojcobójstwa?

Jan Kozłowski

Fot. Stefan Ciechan

Młodość i starość w nauce mają nie tylko swój sens dosłowny, biologiczny, dotyczący wieku badaczy, lecz także nie mniej ważny sens przenośny, dotyczący „systemowego” wieku pól i dyscyplin naukowych. Przecięcie problematyki „wieku biologicznego” z „wiekiem rozwoju dyscypliny” otwiera pewien ważny problem.

PRZEŻYCIE POKOLENIOWE

Młodzi ludzie mają do spełnienia w rozwoju nauki bardzo ważną funkcję i od sposobu, w jaki ją pełnią, zależy w znacznej mierze jakość i postęp w badaniach. Zadaniem ich jest otwieranie nowych ścieżek, wprowadzanie innowacji, a nawet zmienianie trajektorii rozwoju pól badawczych. Chociaż i starsi nie są wykluczeni z odmładzania nauki i często – zwłaszcza w naukach społecznych, w których okres naukowego dojrzewania trwa długo – tę funkcję z powodzeniem wypełniają, pozostaje ona jednak szczególnym zadaniem młodszego pokolenia. Istnieją ku temu dwa powody, poznawczy i pragmatyczny.

Powód poznawczy jest następujący. Młodym inaczej „gra w duszy”, inne mają „przeżycie pokoleniowe”. W innym wzrastają środowisku kulturalnym, inne czytają książki, innej słuchają muzyki. W powietrzu krążą inne problemy, pytania, koncepcje. Z inną mają do czynienia techniką, a technika (np. komputer) otwiera nowe pytania, których nie stawiano wcześniej, gdyż odpowiedź na nie była zbyt trudna lub niemożliwa do uzyskania. Inne idee są dla nich naturalne i same przez się zrozumiałe. Myślą według innego algorytmu niż ojcowie.

Ale istnieje i powód pragmatyczny. Uczniowie wchodzą nieraz do pola badań na innym etapie rozwoju niż mistrzowie. Pozycję jednostki, pisał Georg Kubler w Kształcie czasu, określa nie tylko talent i wykształcenie. Istnieje ponadto swoisty moment wejścia na scenę; biologicznie określony moment włączenia się jednostki do tradycji w jej wczesnej, środkowej lub późnej fazie. (...) Brak dobrego wejścia grozi jej niebezpieczeństwem strwonienia całego życia w roli kopisty, niezależnie od jej talentu i wyszkolenia.

OJCOWIE-ZAŁOŻYCIELE

Mistrzowie byli nieraz u narodzin jego pola i wywarli wpływ na jego rozwój. Po latach owocność pola wygasła. Metody i koncepcje badawcze napotkały na granice wzrostu. Z biegiem czasu straciły początkową płodność. Każda z nich była owocna tylko w pewnych granicach czasowych. Weszła w okres schyłku, gdy okazało się, że ujawniła wszystkie nieznane cechy zjawisk, do których ujawnienia tylko ona była zdolna (patrz: Jan Białostocki, Refleksje i syntezy ze świata sztuki). Ojcowie – założyciele [s]tworzyli nowe zasady gry a ich następcy tylko się do nich stosowali, wprowadzając ewentualnie drobne zmiany. Źródła nowatorskich pomysłów stopniowo wyczerpały się, tematy przeobraziły się w skamieliny (Stanisław Lem, Autobiografia). U swych źródeł pole było inspirowane przez impulsy pochodzące ze świata zewnętrznego. Później jednak stawało się ono coraz czystszą „sztuką dla sztuki”, szukającą inspiracji w sobie samej. Coraz dalej od empirycznych źródeł dzieliło się na niezliczoną liczbę mało znaczących subdyscyplin, coraz bardziej formalnych i abstrakcyjnych.

Ale nie tylko złoża intelektualne pola wyczerpały się. Także wzrosła liczba poszukiwaczy. Ojcowie-założyciele pola byli twórczy i oryginalni. Odkryli oni nieznane zasoby i zwabili roje mniej samodzielnych pracowników naukowych. Ci musieli się do siebie upodabniać, ponieważ zaczęło robić się tłoczno. Przeobrazili się w mrówki w mrowisku, w pracowite pszczoły, z których każda wprawdzie buduje odrębną komórkę plastra miodu, jednak bliźniaczo podobną do sąsiedniej. (...) Odległość dzieląca poszczególne dzieła (...) skurczyła [się].

OBLĘŻONA TWIERDZA

W taki oto sposób ekscytujące i płodne koncepcje straciły swą siłę, przechodząc w rutynę codziennych badań. Jak pisze Michael J. Moravcsik, gdy pole rozwija się, naukowcy ostro krytykują wzajemnie swe własne idee i prace, gdyż wiedzą, że krytyka naukowa opiera się na metodzie naukowej, która jest obiektywna, zdaje egzamin i jest powszechnie akceptowana. Gdy pole znajduje się w fazie stagnacji, krytyka wywołuje natychmiast kontrkrytykę, prowadząc do wzajemnego wyniszczania obu stron. W efekcie, komunikacja pomiędzy różnymi badaczami staje się słaba, a wzajemne stosunki są zdominowane przez czynniki pozanaukowe. W okresie rozwoju naukowcy czerpią satysfakcję z osiągania głębszego wglądu w naturę. Gdy pole przeżywa zastój, a badania tracą siłę i piękno okresu ekspansji, naukowcy nie czerpią z badań estetycznych przeżyć, znajdując pocieszenie w bardziej zewnętrznych i formalnych rodzajach nagród, takich jak długie listy publikacji. Wreszcie, w okresie rozwoju morale badaczy jest wysokie, a zaufanie we własne siły – widoczne. Są oni dumni, gdy informują opinię publiczną o swych osiągnięciach i spokojni w obliczu zewnętrznej krytyki. Gdy nadchodzi okres zastoju, badacze rozwijają w sobie postawę „oblężonej twierdzy”, stają się niepewni siebie i defensywni (The contemporaneous assessment of a big science discipline [w:] The Evaluation of Scientific Research, John Wiley & Sons, 1989).

Nadchodzi czas, gdy wokół mistrza przedkłada się rzeczy wtórne nad oryginalne, konwencjonalne, rozcieńczone i łatwe do powielania nad nowe i wyraziste, suchą poprawność, ograniczenie tematu i metody nad nowość i piękno (Norbert Wiener, cyt. za: Józef Kozielecki, Strategie mniejszych uczonych, „Przegląd Psychologiczny” 27: 1984 nr 4, s. 813). Konieczna jest wtedy migracja do dziedziny otwierającej nowe możliwości lub też – ta droga dostępna jest tylko tym kilku najwybitniejszym z pokolenia – stworzenie nowego podejścia badawczego lub oryginalnej idei, która przesuwa granice poznania.

Mobilność dyscyplinowa jest łatwiejsza dla ludzi młodych. Nie są oni jeszcze niewolnikami raz obranej trajektorii kariery. Jeszcze nie zainwestowali. Mają większą swobodę wyboru. Poszukują własnej niszy, która pozwoliłaby na uwolnienie spod dominacji mistrza, a jednocześnie otworzyłaby na wiele lat perspektywy naukowe.

KONFLIKT INTERESÓW

Ale wyczerpanie źródeł inwencji i wygaśnięcie owocności pola nie jest jedyną sytuacją, jaką zastają młodsi badacze, gdy dojrzewają do samodzielności. Inną sytuacją jest narastanie kryzysu w dyscyplinie, który młodzi ludzie – patrzący na nią świeżym wzrokiem – szybciej dostrzegają. I tak, w połowie lat 60. młodzi socjologowie amerykańscy Barney G. Glaser i Anselm L. Strauss pierwsi zdefiniowali kryzysową sytuację w teorii socjologii. Źródłem jej był zbytni nacisk, jaki kładziono na weryfikację teorii, kosztem ustalania zasad ich tworzenia. Z powodu niedostatku metod, teorie socjologiczne były często słabo ugruntowane w faktach empirycznych. Propozycją zmiany była tzw. teoria ugruntowana.

Są zatem dwa różne pokolenia i jest pomiędzy nimi pewien naturalny konflikt poglądów i interesów. Ze strony starszych – oczekiwanie kontynuacji, a u tych młodszych – potrzeba zerwania ciągłości, polegająca czy to na pokazaniu nowych perspektyw rozwojowych dyscypliny poprzez przezwyciężenie jej wewnętrznego kryzysu, czy też na podjęciu nowej problematyki lub zastosowaniu nowego podejścia badawczego. Ucieczka młodych z pola z zawężającym się horyzontem oznacza dla starszych, których było dziełem, rodzaj umniejszenia dorobku ich życia. Jednak dla tych młodszych ucieczka otwiera nieraz życiową szansę. Od sposobu, w jaki społeczność naukowa rozwiązuje ten konflikt, zależy w dużej mierze jej dynamizm.

Od początku lat 90. polskie środowisko naukowe rozrywane jest przez dwie przeciwstawne tendencje. Pierwsza to naturalne parcie do wzmocnienia establishmentu, jego otorbienia i zwiększenia dystansu w stosunku do niższych klas w nauce. Spadek funduszy na badania dodał tylko impetu temu parciu. Druga tendencja to ssanie rynku i quasi – rynku (krajowych i międzynarodowych konkursów grantów), które co rusz porywa w swoje wiry co zdolniejszych badaczy oraz zmienia kryteria prestiżu zawodowego. Rynek narusza hierarchię, ale hierarchia mimo to trzyma się krzepko. Spójrzmy tylko na strukturę wieku i stopni naukowych wielu prestiżowych stowarzyszeń oraz rządowych rad konsultacyjnych: czy naprawdę Bóg tak niesprawiedliwie całą pulę inteligencji i kompetencji przekazał tylko starszym i utytułowanym?

NARZEDZIA OJCOBÓJSTWA

Konflikt pokoleń jest trudny do rozwiązania, gdyż przez starszych rozpatrywany jest w kategoriach „gry zero-jedynkowej”. Najwięksi uczeni powtarzają nieraz, że ich największym marzeniem jest sytuacja, gdy „uczeń przerośnie mistrza”. Ale w praktyce nawet i oni rzadko się cieszą, gdy uczeń swoim odkryciem zmienia skalę ocen tak, że maleje wartość dokonań ich samych, lub gdy swoimi pracami wytycza nowe szlaki, które omijają ich najcenniejszy dorobek. Popularne przed laty powiedzenie, że profesor pozwoli wskoczyć swojemu asystentowi na stołek, nigdy jednak na stół, dobrze oddaje omawianą kwestię.

Problem jednak tkwi w tym, że strategia, która leży w interesie osobistym, stoi w sprzeczności z interesem społecznym. Bo pomoc naukowa, wsparcie, otucha i zachęta mistrza są niezbędne, aby uczeń dojrzał i spełnił tę ważną funkcję w rozwoju nauki, do której został powołany – odnowienia nauki. Niejeden laureat nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w prywatnej rozmowie powiedział, że nie stałby się tym kim jest, gdyby przed laty jego profesor nie zainwestował w niego. Jednak takich profesorów, inwestujących w swoich uczniów, jest niewielu. Kto ma ochotę dostarczać narzędzi do ojcobójstwa?

Czy fakt, że poziom polskiej nauki nie jest tak wysoki, jak byśmy tego chcieli, nie płynie w jakiejś mierze z tego, że stosunki profesor-uczeń odbiegają często od „najlepszych praktyk” w krajach zachodnich?

W Szwecji Krajowy Zarząd Rozwoju Technologicznego oparł badania prognostyczne o nowych, obiecujących, międzydyscyplinarnych polach badawczych, na ankiecie rozesłanej nie do komitetów naukowych, tylko do młodych doktorów. Uczynił tak w przekonaniu, że komitety, obsadzone przez starszych uczonych, wskazałyby na dziedziny tradycyjne.

Wszyscy – młodsi, w średnim wieku, starsi – jesteśmy sobie nawzajem potrzebni właśnie dlatego, że myślimy wg różnych algorytmów. Różnorodność i wymiana idei – źródła postępu w nauce – wymagają, aby ci młodsi otrzymywali wcześniej niż dotąd, w miarę swojego dojrzewania, szersze pole do działania. Każde „przegięcie” – również w stronę ludzi młodych – jest dla rozwoju nauki szkodliwe.

Dr Jan Kozłowski jest naczelnikiem Wydziału Statystyki i Informacji w Departamencie Studiów i Polityki Naukowej KBN. Artykuł jest głosem w dyskusji na konferencji Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w Serocku, 13-14.10.2000 r. Tekst ukaże się w książce FNP z serii Fundacji Dyskusje o Nauce.

Komentarze