Czytelnia czasopism
Żyjemy w czasach deficytu autorytetów. Wydawać by się mogło, że wraz z autorytetami zanika też umiejętność ich identyfikowania. Otóż, jak się okazuje, niekoniecznie.
ZE ŚWIECĄ
„Konspekt”, pismo krakowskiej Akademii Pedagogicznej (nr 3/2000) przynosi artykuł Mariana Śnieżyńskiego O autorytecie nauczyciela akademickiego, w którym czytamy m.in.: (...) autorytet spełnia zawsze i wszędzie (...) funkcję ośrodka miarodajności, który ludziom jest nieodzowny dla zaspokojenia potrzeby ładu. Tak jak nie ma szkoły bez nauczycieli, cechu bez mistrzów, tak nie może być nauki bez autorytetów. Rozumiem więc, że skoro nauka trwa, to muszą istnieć w niej autorytety. Autor tropi ich ślady posługując się opiniami pracowników nauki oraz ankietami studenckimi.
Na powstałej w ten sposób liście wyznaczników autorytetu, obok gruntownej wiedzy, szerokich horyzontów i zainteresowań, znaczącego dorobku naukowego, umiejętności „warsztatowych” i organizacyjnych oraz uczciwości naukowej, znalazły się również właściwości osobowościowe, szczególnie mocno podkreślane przez studentów, m.in.: prawość charakteru, a więc odwaga w prezentowaniu swojego zdania niezależnie od okoliczności, zgodność głoszonych poglądów z osobistą praktyką życiową, poszanowanie poglądów innych osób, współpartnerstwo, które powinno uwzględniać kontakt pracownika ze studentem, życzliwy stosunek do studentów i poczucie humoru oraz umiejętność przełamania bariery własnego stanowiska, stopnia i tytułu naukowego, a także sprawiedliwość, obiektywizm oceniania.
Z artykułu wynika, że młodzież ma dość jasno sprecyzowane poglądy na temat autorytetu naukowego i dydaktycznego i takich cech poszukuje wśród pracowników uczelni. Jednak konkluzja artykułu nie jest budująca: Niestety, niełatwo znaleźć, nawet wśród kilkudziesięciu osób, nauczycieli cieszących się wysokim autorytetem.
Umiemy rozpoznać sytuację, ale czy i w jaki sposób wyciągniemy z niej wnioski...
TOWARZYSTWO WZAJEMNYCH USŁUG
Kwestia uczciwości naukowej dotyczy m.in. również recenzowania prac doktorskich. Problemem zajął się Henryk Sugier w miesięczniku Politechniki Łódzkiej „Życie Uczelni” (nr 64/2000). Tak jak nie wolno fałszować uzyskanych wyników, tak i nie można upiększać i zniekształcać opinii o pracy kierując się względami pozamerytorycznymi – pisze autor. Jednak w praktyce promotor ma duży wpływ na wybór recenzenta. Będzie więc z reguły proponował takiego, od którego oczekuje korzystnej opinii, z uwagi na dobre znajomości, koneksje, wzajemne świadczenie sobie usług itp. W interesie recenzenta jest nie zawieść tych oczekiwań, (...) by liczyć na rewanż z jego strony.
Usłużność posuwa się czasem tak daleko, że recenzenci godzą się oceniać pracę z dziedziny, w której nie są specjalistami, bądź nawet takie, których w ogóle nie widzieli. Przykład w tekście. Polecam.
Reasumując: (...) obecny system recenzowania prac doktorskich, nie uwzględniając niedoskonałości natury ludzkiej, nie sprzyja obiektywności i rzetelności ich wykonywania i, w konsekwencji, dbałości o wysoki poziom naukowy. A przecież w społeczności akademickiej powinno być większe wyczulenie, by dobrych zasad nie przekraczać. Ot, co.
REORIENTACJA NIEUNIKNIONA
Zmieńmy temat. Na łamach „Aktualności”, kwartalnika Akademii Rolniczej w Lublinie (nr 3/2000), Janusz Haman pisze o reformie programów kształcenia w zakresie inżynierii rolniczej. Punktem wyjścia dyskusji (...) musi być ocena jakości tego kształcenia. I to nie ocena subiektywna i grzecznościowa, jak to na ogół ma miejsce dotychczas, lecz przeprowadzona w sposób obiektywny, wg standaryzowanej metodyki.
Inżynieria rolnicza zmienia się wraz z rozwojem samego rolnictwa i technologii w nim stosowanych. Prof. Haman przedstawia najważniejsze tendencje rozwojowe, które obejmą nasz kraj – o ile już tu nie zagościły – gdy tylko znajdziemy się w Unii Europejskiej.
Inżynieria rolnicza stanie się w najbliższym czasie służebna w stosunku (...) np. do biotechnologii. Będzie musiała nie tylko tworzyć urządzenia do produkcji opartej o procesy biotechnologiczne, lecz także maszyny, dla których obiektem działania będą produkty powstałe w wyniku stosowania tych procesów. (...) Taka reorientacja nie będzie procesem łatwym i szybkim, ale jest nieunikniona w świetle transformacji rolnictwa i całej gospodarki światowej. (...) Zmienia się bowiem całkowicie mechanizm inspiracji postępu w rolnictwie. Ciężar postępu w naukach i technologiach rolniczych przejmują dziś wielkie korporacje, które jako jedyne są zdolne udźwignąć koszta badań laboratoryjnych. Aby uczelnie mogły utrzymać się „na rynku”, muszą się wewnętrznie reformować. Największe przeszkody widzi autor w sztywnych strukturach wydziałowych szkół rolniczych, późnych awansach profesorskich, systemie finansowania badań przez
KBN.
Nie jest łatwo, zwłaszcza że, jak pisze prof. Haman, proste przejmowanie wzorów sprawdzonych na Zachodzie też nie jest dobrą receptą.
(fig) |