Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 1/2001

Czym sie roznia bliznieta?
Poprzedni Następny

Badania naukowe

Często powtarzam, że te same cechy temperamentu może mieć 
sprzedawca pomidorów, uczony, akrobata i przestępca, 
i to stwierdzenie różni moją teorię od wielu innych.

Rozmowa z prof. Janem Strelauem, psychologiem, 
laureatem Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej za rok 2000

Fot. Stefan Ciechan

Prof. dr hab. Jan Strelau, psycholog. Zajmuje się psychologią różnic indywidualnych. Studiował filozofię w KUL i psychologię w UW. Doktorat w 1963, habilitacja w 1968, tytuł profesora w 1982. Pracuje w UW – 1978-81 dyrektor Instytutu Psychologii na Wydziale Psychologii i Pedagogiki. Od 1999 twórca i kierownik Centrum Genetyki Zachowania UW. Pracował m.in. w USA, Niemczech i Japonii. Członek m.in. PAN, Europejskiej Akademii Nauk, Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, International Society for the Study of Individual Differences (1993-95 przewodniczący), European Association of Personality Psychology (przewodniczący 1984-88). Jest autorem, wpsółautorem lub redaktorem ok. 200 publikacji, w tym 31 książek. Wypromował 23 doktorów.

Jaka jest geneza Pańskich zainteresowań?.
– Można ją określić jako wydarzenie losowe. Na przełomie lat 40. i 50. wydalono mnie ze szkoły z „wilczym biletem”.

– Za co?
– Nie chciałem być donosicielem, do czego zmuszali mnie funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Działałem bardzo aktywnie w harcerstwie (tym dawnym) i wtedy mój proboszcz, również związany z harcerstwem, umożliwił mi kontynuowanie nauki w tzw. małym seminarium duchownym. Zdałem tam maturę, ale to nie dawało wstępu na państwowe uczelnie. Przyjęto mnie na KUL, pod warunkiem, że zdam państwową maturę. Studiowałem tam dwa lata, robiąc „po drodze” maturę państwową w trybie eksternistycznym. Następnie, po wielkich staraniach udało mi się przenieść na Uniwersytet Warszawski, ale... z trzeciego roku na pierwszy. Zaczynałem więc od początku. Chyba na drugim roku prof. Mieczysław Kreutz, wybitny przedstawiciel filozoficznej szkoły lwowskiej, dał mi do przetłumaczenia tekst Borisa M. Tiepłowa, reprezentanta szkoły neopawłowowskiej, na temat temperamentu. Nie znałem rosyjskiego, wobec czego dostałem trzy miesiące na tę pracę. Zmobilizowałem się, przetłumaczyłem artykuł i tak oto zaczęło się moje zainteresowanie problematyką temperamentu.

– Czy radziecka psychologia miała w tej problematyce istotne osiągnięcia?
– Odkrycia Pawłowa były istotnym krokiem naprzód, ale kiedy przyszedłem na uniwersytet – na początku lat 50. – „ewangelią” był Pawłow interpretowany wulgarnie, w uproszczeniu, podyktowanym względami ideologicznymi. Odrzucało to studentów, a także ich nauczycieli. Zafascynowała mnie idea wyjaśniania zachowań zwierząt (psów) poprzez odwołanie się do cech układu nerwowego, biologiczne podłoże zjawisk psychicznych. Pierwsza moja publikacja, z pracy magisterskiej, w 1958 roku, oparta była na badaniach eksperymentalnych, pozornie dalekich od psychologii. Dotyczyła, mówiąc najprościej i najogólniej, pawłowowskiej typologii układu nerwowego, pretendującej do wyjaśnienia różnic indywidualnych w odruchach warunkowych. Magisterium robiłem u prof. Tadeusza Tomaszewskiego, który pozostał do końca swego życia moim mentorem, a recenzował pracę prof. Kreutz. I prof. Kreutz zauważył: – Dlaczego pan Strelau zdaje magisterium z psychologii, przecież to czysta biologia? Losy tak się potoczyły, że niebawem przyjął mnie na asystenta i już u niego pisałem doktorat – również, a nawet bardziej „biologiczny”.

– W tamtym czasie pogranicze psychologii i biologii nie było uprawiane tak intensywnie jak dzisiaj.
– Nie umiem precyzyjnie powiedzieć, dlaczego na nie wszedłem, ale wszedłem zdecydowanie. Być może zaważyło tu moje nigdy nie zrealizowane marzenie, żeby zostać lekarzem? Od wielu też lat interesowało mnie, dlaczego różni ludzie w tej samej sytuacji zachowują się różnie, ale ten sam człowiek w różnych sytuacjach zachowuje się podobnie. W człowieku jest coś, co dzisiaj nazywam cechą, a można to określić jako pewną tendencję do stałych zachowań, niezależnie od sytuacji. Rozpoznawszy taką cechę potrafimy przewidywać prawdopodobieństwo ludzkich zachowań.

– Wydaje się, że w życiu osobniczym cechy się zmieniają. Ktoś, kto w młodości był pracowity, może na starość stać się leniwy?
– Owszem, cechy temperamentalne zmieniają się w ciągu życia. po pierwsze jednak, mówimy o prawdopodobieństwie, poza tym, jeśli operować klasycznymi czterema temperamentami, to prawdopodobieństwo, że ktoś, kto w młodości był cholerykiem, na starość też nim będzie, jest bardzo duże. Może się to inaczej przejawiać. Psychologia operuje wyłącznie statystyką, wszystkie jej prawa oparte są na teorii prawdopodobieństwa, co odróżnia ją od fizyki, chemii czy biologii.

– Nie istnieją powtarzalne zachowania ludzkie?
– Może się nam wydawać, że obserwujemy identyczne zachowania, ale jeśli dokładniej zbadać cały kontekst, ujawni się sporo różnic. W populacji ludzkiej nie ma dwóch takich samych osób.

– Bardzo krzepiące.
– Oczywiście. Mówi się, że bliźnięta jednojajowe są identyczne. Rzeczywiście, mają taki sam program genetyczny, jakkolwiek występują mutacje, ale wpływ środowiska powoduje powstanie znacznych różnic psychicznych.

– Rozumiem, że owe związki biologicznego podłoża z tym, co zależy od środowiska, szczególnie Pana interesują?
– O tak. Muszę powiedzieć, że przez pierwszych 15 lat byłem właściwie psychofizjologiem i pozostawałem pod dużym wpływem neopawłowizmu, co po części tłumaczą okoliczności biograficzne. Otóż, na trzecim roku studiów znów znalazłem się w konflikcie ze służbą bezpieczeństwa. Oskarżono mnie (tylko częściowo słusznie) o współpracę z tajną organizacją i aresztowano podczas pobytu u rodziców w Bytowie. Stamtąd pojechałem w kajdankach do Koszalina, a następnie na Rakowiecką w Warszawie. Przesiedziałem trzy miesiące – do amnestii. Wskutek tego dopiero w 1971 roku mogłem po raz pierwszy wyjechać na Zachód. Wcześniej, w 1966 roku, wygrałem konkurs na stypendium Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, polegające na tym, że towarzystwo opłacało jednej osobie z każdego kraju socjalistycznego podróż na światowy kongres w Ameryce i trzymiesięczny pobyt w jakimś ośrodku USA albo Kanady. Miałem w kieszeni bilet do Waszyngtonu i z powrotem, ale nie dostałem paszportu. Wszystko to z pewnością pomogło mi uodpornić się psychicznie na przeciwności losu.

– Pewne cechy można jednak wykształcić?
– Ale nie są to cechy temperamentu, tylko osobowości. Żeby się komuś lub czemuś przeciwstawić, potrzeba czegoś więcej niż temperamentu, który może w tym pomagać. Potrzeba właśnie cech osobowości. Skoro mówimy o moich badaniach, to w tymże roku 1966 los jednak okazał się dla mnie przychylny, gdyż wyjechałem na zagraniczny kongres psychologów... do Moskwy. I tam spotkałem uczonego światowej sławy, Niemca z pochodzenia, który pracował w Anglii, Hansa J?rgena Eysencka, z którym wiąże się popularne pojęcia ekstrawersji i introwersji, a także pojęcie neurotyczności (same określenia pochodzą od Junga, ale to Eysenck stworzył naukowe podstawy tej typologii). Tak zaczęły się moje kontakty z psychologią zachodnią. W 1971 roku wyjechałem po raz pierwszy do Stanów Zjednoczonych i tam zetknąłem się z genetyką zachowania, w Polsce wówczas zupełnie nie uprawianą. Pracowałem czy raczej terminowałem, u wybitnego jej przedstawiciela Jerry’ego Hirscha. Prowadził on badania na muszce owocowej (Drosophila melanogaster), która jest wygodnym modelem dla genetyki, gdyż ma niewiele chromosomów. Zająłem się sprawnością lokomotoryczną muszki. Pracowałem wówczas z czołowymi badaczami temperamentu i dotychczas trwają nieprzerwanie nasze bliskie kontakty – wymiana publikacji, uczestnictwo w konferencjach itp. Myślę, że udało mi się spopularyzować w naszej części Europy koncepcje temperamentu przez tych ludzi stworzone i rozwijane.

– Ma Pan znaczny udział w tym rozwoju. Zanim o to spytam proszę o krótkie przedstawienie, jak nauka dochodziła do owych współczesnych koncepcji?
– Początki sięgają daleko – Hipokratesa i Galena. Pierwszy odnosił różnice indywidualne w przejawach gospodarki hormonalnej organizmu, tzw. humorach, raczej do chorób, natomiast Galen przeniósł tę ideę na temperamenty, którymi ludzie się różnią. Jego typologia – choleryk, flegmatyk, sangwinik i melancholik – okazała się na tyle trafna, że obowiązuje do dnia dzisiejszego, i na tyle popularna, że weszła do codziennego języka.

– Zapewne z czasem podział stawał się bardziej szczegółowy?
– Naturalnie. Z koncepcji Hipokratesa-Galena, opartej wyłącznie na obserwacji, zostało po pierwsze to, że ludzie różnią się pod względem temperamentu, po drugie, że te różnice mają podłoże biologiczne.

– Co na tym wyrosło?
– O temperamencie mówiło się – w filozofii, medycynie i psychologii – od wielu lat, ale poważne badania zaczęły się wraz z powstaniem tzw. psychologii konstytucjonalnej, zapoczątkowanej w Europie przez Ernsta Kretschmera, w Ameryce przez Wiliama Sheldona na początku XX wieku. Ona sama przyniosła więcej szkody niż pożytku, gdyż koncepcje wiążące nie tylko temperament, ale i charakter z „konstytucją”, tj. budową ciała człowieka, stały się ideologiczną podstawą rasizmu i nazizmu. Zostały skompromitowane i nigdy do nich nie powrócono. Pozostało przekonanie, że temperament ma podłoże biologiczne i ludzie interesujący się tą problematyką skupili się na badaniu różnic indywidualnych w funkcjonowaniu ośrodkowego układu nerwowego, co doprowadziło do odkrycia „pętli” kora mózgowa – układ siatkowaty, która, najogólniej mówiąc, odpowiada za to, że jesteśmy permanentnie bardziej pobudzeni albo bardziej ospali.

– Jaka jest współczesna definicja temperamentu?
– Nie znam ani jednego pojęcia, co do którego psychologowie byliby zgodni, że należy je tak a tak zdefiniować. Przy tym, w przypadku temperamentu istnieje większa zgodność niż w odniesieniu do takich pojęć, jak osobowość czy inteligencja. Większość badaczy – ja też się do tego przychylam – uważa, że przez temperament należy rozumieć te cechy osobowości, które występują już u niemowlęcia, mają swój odpowiednik u ssaków (nawet u wszystkich kręgowców) i których podłoże biologiczne jest wyraźne. Jeżeli mówimy o impulsywności, to mamy ją u ludzi (od urodzenia), u zwierząt i wiadomo z badań, że jest związana z biologicznymi mechanizmami organizmu.

– Nie jest składnikiem duszy?
– Na pewno nie, jakkolwiek rozumielibyśmy duszę. Charakter jest czymś innym, ale kształtuje się na osnowie temperamentu. O niemowlęciu nie możemy powiedzieć, że jest pracowite bądź leniwe, ale przecież widzimy wyraźnie, że jego reakcje są silne lub słabe, rytmiczne albo nierytmiczne. Możemy więc z jakimś prawdopodobieństwem przewidzieć, kiedy będzie spało albo zechce jeść. Istnieją próby określenia temperamentu już w życiu płodowym, na podstawie intensywności ruchów, tempa przemieszczania się w łonie matki.

– Sądzimy na ogół, że temperament modyfikuje się w procesie wychowania.
– I tak jest, a badania wykazują, że wpływ środowiska na powstawanie indywidualnych różnic temperamentu jest większy niż uważało wielu badaczy, także ja sam. Przekonaliśmy się o tym prowadząc badania metodą porównywania bliźniąt, która jest jedną z podstawowych metod genetyki zachowania, o której wspominałem.

– Bliźnięta rozwijają się zwykle w tym samym środowisku.
– Owszem, ale różnice w temperamencie zależą nie od środowiska,które rodzice zapewniają dzieciom, tylko od tego, czego każdy bliźniak doświadcza w rodzinie w odmienny sposób.

– Proszę to bliżej opisać.
– Środowisko wspólne to to, którego rodzeństwo (bliźnięta) doświadcza tak samo. Istnieje jednak coś takiego jak środowisko specyficzne: jeden z bliźniaków ma swoje grono kolegów, inne niż drugi, jeden należy do określonej organizacji młodzieżowej, drugi do innej albo nie należy do żadnej. Rodzicom wydaje się, że stosują te same metody wychowawcze, tymczasem jedno z bliźniąt czuje się wyróżnione a drugie pokrzywdzone. I właśnie to specyficzne środowisko w znacznym stopniu wpływa na indywidualne różnice temperamentu.

– Czy można powiedzieć, że któryś z czynników, biologiczny lub środowiskowy, przeważa?
– Z grubsza biorąc, ich działanie jest równe, ale przyciśnięty do muru powiem, że przeważa czynnik środowiskowy.

– To pocieszające, bo stwarza perspektywy dla wychowania.
– Ograniczone jednak. Proszę zważyć, że czynnik środowiskowy (wszystko to, czego nie dziedziczymy) działa od momentu zapłodnienia. Jedna matka żyje normalnie, druga jest narkomanką albo alkoholiczką. Ich dzieci już w życiu płodowym rozwijają się w zupełnie innym środowisku.

– Zapoczątkował Pan badania temperamentu w Polsce. Proszę o nich opowiedzieć.
– Byliśmy oazą w Europie Środkowowschodniej. Mogę bez przesadnej skromności powiedzieć, że teoria, którą rozwijałem z moimi kolegami – muszę tu wymienić profesorów: Andrzeja Eliasza i Tatianę Klonowicz, moich byłych współpracowników, a także profesora Włodzimierza Oniszczenkę i doktora Bogdana Zawadzkiego, z którymi pracuję nadal – jest unikalna, z jej powodu mówi się i pisze na świecie o warszawskiej szkole badań nad temperamentem.

– Jest to regulacyjna teoria temperamentu. Jak mogła powstać w „oazie”, dość długo przecież i dość skutecznie izolowanej od Zachodu?
– Trzy rzeczy na to wpłynęły. Pierwsza, to fakt, że moim mistrzem był prof. Tomaszewski, autor teorii, wedle której człowiek, za pomocą czynności, reguluje swoje stosunki ze światem. Bardzo się nią przejąłem, zwłaszcza ideą regulacji jako takiej. Rzecz druga: byłem pod bardzo silnym wpływem tych koncepcji temperamentu, które łączyły go z „poziomem energetycznym” organizmu. Zależność ta wydaje mi się szczególnie ważna pośród wszystkich uwarunkowań biologicznych i zajmuje istotne miejsce w mojej teorii. Wreszcie trzeci czynnik – nie była mi obojętna koncepcja Pawłowa, który uważał, że siła pobudzenia układu nerwowego odgrywa w życiu zwierzęcia kolosalną rolę, szczególnie w sytuacjach stresowych. Na takich podstawach zbudowałem moją regulacyjną teorię temperamentu.

– Proszę ją samą teraz bliżej przedstawić.
– Wyszedłem z założenia, że temperament w znacznym stopniu reguluje stosunki człowieka ze światem, ale ta jego funkcja jest specyficznie ograniczona. Temperament modyfikuje czy moderuje siłę bodźców, które do nas docierają. Jeżeli jestem wrażliwy emocjonalnie, niewytrwały, to odbieram bodźce jako silniejsze niż osoba odporna emocjonalnie.

– Wydaje się to zgodne z potocznym doświadczeniem.
– Tak, ale już niekoniecznie zdajemy sobie sprawę z tego, jakie ta sfera regulacji ma granice. Otóż, cechę temperamentu stanowi to, że reaguję szybciej lub wolniej, silniej lub słabiej, że moja reakcja utrzymuje się dłużej bądź krócej. Od temperamentu zależy np. szybkość mówienia. Mogę wykładać siedząc za pulpitem albo spacerując po katedrze. Cechy temperamentu przejawiają się także w indywidualnych różnicach odporności na stres. Ma to ogromne znaczenie, bo jeśli jest prawdą, że stres może prowadzić do chorób, łącznie z zawałem serca, to ludzie mniej odporni powinni staranniej go unikać.

– Czy nie jest tak, że w życiu codziennym zbyt wiele tłumaczymy, czasem wręcz usprawiedliwiamy, cechami temperamentu rozumianymi powierzchownie?
– Zapewne tak bywa. Wedle mojej teorii, cechy te określają, najogólniej mówiąc, poziom energetyczny i czas reakcji na bodźce. Natomiast nie mają wpływu na treść naszych zachowań. Często powtarzam, że te same cechy temperamentu może mieć sprzedawca pomidorów, uczony, akrobata i przestępca, i to stwierdzenie różni moją teorię od wielu innych. Jestem głęboko przekonany, że biologia, najszerzej rozumiana, która mocno warunkuje temperament, nie decyduje o treści zachowań, gdyż ta jest wynikiem interakcji czynników biologicznych, w tym dziedzicznych, ze środowiskiem.

– Czy regulacyjna teoria temperamentu jest gotowa?
– Na szczęście nie, bo trzeba by zwijać manatki. Poznawszy, jak nam się wydaje, nieźle strukturę temperamentu, umiejąc go diagnozować, zajmujemy się teraz dociekaniem, jakie znaczenie ma temperament dla funkcjonowania człowieka w życiu codziennym. Badamy możliwości przewidywania zaburzeń w zachowaniu, związanych z indywidualnymi różnicami temperamentu, a także relacje tych różnic do patologii, łącznie z nowotworami i chorobami sercowo-naczyniowymi.

– To już chyba na pograniczu socjologii bardziej niż biologii, która była bliższa Panu na początku drogi naukowej?
– Powiedziałbym, że to jest szerokie wspólne pogranicze tych nauk. Kończymy właśnie duży program (kilkaset osób) badań nad psychologicznymi kosztami powodzian. Interesuje nas to, czy stopień doznanej traumy zależy od cech temperamentu i, jeśli tak, jaka to jest zależność. Inny kierunek, to badanie efektywności funkcjonowania osób o różnych cechach temperamentu w zależności od działających na nie stresorów. Wiemy już, że osobie o dużej wrażliwości emocjonalnej, która odbiera bodźce silniej, nie trzeba polecać posady menedżera narażonego na podejmowanie ryzykownych decyzji, gdyż mogłoby to doprowadzić do zaburzeń zachowania.

– Jakie jest dzisiaj główne pytanie w badaniach temperamentu?
– ciągle nurtuje mnie pytanie o wymienione już wielekroć podstawy biologiczne. Wiedza o nich nie jest bynajmniej pełna ani jednoznaczna. Jeżeli mamy do czynienia z samochodem, to potrafimy dość precyzyjnie określić, że jego zrywność czy przyśpieszenie zależą od konfiguracji wielu agregatów składających się na samochód. W naszych badaniach dalecy jesteśmy od tego, żeby zidentyfikować poszczególne agregaty i bardzo niewiele wiemy o ich interakcji. Genetyka zachowania sporo wyjaśniła. Potrafimy w niejednym przypadku „podpowiedzieć” biologom molekularnym, dla jakiej cechy temperamentu warto poszukiwać genu odpowiedzialnego za nią, ale mechanizm regulacji ludzkich zachowań to wciąż wielkie, otwierające się przed nami pole badań.

Rozmawiała Magdalena Bajer

Komentarze