|
|
Okolice naukiPełna wiedza o świecie przyrody obejmuje zarówno ustalenia naukowe, Monika Zaśko-Zielińska Adam Wajrak jest dziennikarzem „Gazety Wyborczej” i zajmuje się tematyką przyrodniczą. W ubiegłym roku, w czasie wręczania nagród im. Hugona Steinhausa, otrzymał wyróżnienie za popularyzację nauki. Mieszka w Teremiskach i stamtąd nadchodzą jego korespondencje o obserwacjach przyrodniczych. Na łamach „Gazety” można znaleźć przede wszystkim cykliczne teksty Wajraka. Najbardziej regularnie ukazuje się ostatnio Pogodanka Wajraka, czyli pogoda na weekend dla ludzi i zwierząt oraz publikowany w „Komiksowie” – dodatku do „GW” – cykl Zwierzaki Wajraka. Oprócz tego, co jakiś czas można przeczytać także większe teksty, które tworzą tematyczne cykle, a poza tym łączy je osoba autora (widać to już w sygnujących artykuły tytułach: Zwierzęta Wajraka, Bociany Wajraka, Z kim Wajrak zimuje?, Wajrak karmi kunę, Wajrak na Grenlandii). LUDZKA PERSPEKTYWAJednym z najciekawszych zagadnień w tekstach Adama Wajraka jest antropocentryczna perspektywa wypowiedzi i uwzględnianie językowego obrazu świata, w tym stereotypów w jego widzeniu. Obecność takiego punktu widzenia wiąże się m.in. z ustalaniem wiedzy wspólnej dla nadawcy i odbiorcy tekstów pisanych, zwłaszcza tych, które są przygotowywane dla dużej grupy czytelników. Punktem wyjścia staje się więc wiedza potoczna, nieco naiwny, uproszczony obraz świata, w którym człowiek jest najważniejszym odniesieniem. Ten szczególny obraz rzeczywistości utrwalony w językowym obrazie świata jest – jak pisze Wojciech Chlebda – nierozerwalnym splotem rzeczy i pojęć, zdarzeń i wyobrażeń, faktów i domniemań, historii i mitów, doświadczeń i stereotypów (...) i to w takiej rzeczywistości – nie zaś zakładanym „świecie obiektywnym” (...) naprawdę żyje człowiek. Taki punkt widzenia w tekstach popularnonaukowych wymaga balansowania między przybliżaniem czytelnikom tego, co obce a wiedzą naukową, która domaga się zachowywania odrębności w opisie ludzi i zwierząt, a wręcz przestrzega przed nadużywaniem ludzkiej perspektywy. We wstępie do pracy Jana Sokołowskiego Tajemnice ptaków znajdziemy fragment: Jedne ptaki chwalono za to, że są „łagodne, pilne i uczciwe”, a inne potępiano za ich „przebiegłość, złośliwość lub lenistwo”. Wszystkie tego typu określenia zawierały dodatnią lub ujemną ocenę zwierzęcia, oczywiście niesłuszną, gdyż opartą wyłącznie na moralnych zasadach obowiązujących człowieka. Przypisywanie zwierzętom cech ludzkich było zatem naiwnym „uczłowieczaniem”, poglądem napiętnowanym przez obecną naukę jako antropomorfizm. Antropocentryzm i stereotypy mogą się wydawać zagrożeniem dla naukowego obiektywizmu i intelektualnej precyzji, a przecież tak naprawdę – jak pisze Wojciech Chlebda – powinniśmy postrzegać rzeczywistość „dwuocznie”, tj. stereoskopowo, wielowymiarowo, a więc w sposób bliższy natury rzeczy. Pamięć o różnicach między pojęciami a stereotypami nie musi więc przeszkadzać w dostrzeganiu continuum między potocznym uporządkowaniem świata a naukową kategoryzacją rzeczywistości, i tak właśnie jest w tekstach Adama Wajraka POWSZECHNE WYOBRAŻENIAIstotnym elementem tekstu popularnonaukowego jest nawiązywanie kontaktu z odbiorcą, podtrzymywanie jego uwagi. Sukces porozumienia wiąże się m.in. z upodabnianiem się do czytelnika, jego sposobu mówienia (język potoczny), a także myślenia o świecie przyrody, m.in. stereotypów jako koniecznego elementu wspólnego języka i kodu kultury. W artykułach Wajraka znajdziemy np. informacje o wierzeniach, utrwalonych przekazach na temat zwierząt. W tym miejscu do głosu dopuszczony może być każdy, potem przemówią badacze i obserwatorzy przyrody: Pleń zwany też jest robakiem hufcowym albo kluczem robaków. Lud dawno temu wierzył, że pojawienie się plenia zwiastuje albo urodzaj albo klęski żywiołowe, wojny, zarazy; Oho! To będzie miał w tym roku lekkie nogi – powiedziała nasza sąsiadka (...). Nie wiem, co się za tym kryje, ale wszyscy uważają, że gdy ktoś zobaczy – jako pierwszego – lecącego boćka, to rok będzie dla tej osoby pomyślny. Lekkie nogi mają oznaczać, że wszystko będzie się układało wspaniale; O genezę legendy o Popielu spierają się historycy, ale dla ekologów postać króla w tej legendzie nie jest ważna. Ich interesują myszy, a ściślej gryzonie i ich cykle. Punktem wyjścia do przekazywania szczegółowych informacji i sprostowań są także powszechne wyobrażenia, tworzące stereotypy zwierząt (nietoperz nie śpi głową w dół, każdy myśli, że tylko ptaki wiją gniazdka [ciernik], nie tylko ptaki wędrują – ryby też [węgorz], padalec to nie wąż). Autor uwzględnia również powiązane językowo z opisywanym zwierzęciem wyrazy: Co ciekawe, żubry nie przepadają za pewnym pachnącym gatunkiem trawy popularnie zwanym żubrówką; Zastanawiacie się pewnie, czym dla tego zwierzaka są kretowiska (...). To po prostu nadmiar ziemi, którą krety muszą wypchnąć na powierzchnię, żeby móc swobodnie poruszać się po swoich korytarzach. PIERWSZE POZNANIEInnym źródłem, z którego Adam Wajrak czerpie, są wyjaśnienia polskich nazw zwierząt: Pod koniec września zauważyłem, że po ścianach łazi coraz więcej dziwnych owadów o jasnozielonym tułowiu (...). Kiedy się temu czemuś bliżej przyjrzałem, nie miałem wątpliwości: ma złote oczy, czyli to złotook; płomykówka (na piórach skrzydeł można dostrzec rysunek, który bardzo przypomina płomyczek); zaskroniec (w tyle, po obu stronach czarnej głowy, ma dobrze widoczne żółte plamy, które są jakby „za skronią”). Te informacje pozwalają dostrzec jakieś charakterystyczne cechy w wyglądzie zwierząt, a dzięki temu ułatwiają ich rozpoznanie, ale przede wszystkim służą utrwaleniu obrazu zwierzęcia w pamięci odbiorcy. Ten rodzaj wyjaśniania bliski jest ustalaniu etymologii słów, poprzez którą – według Janusza Anusiewicza – uwidacznia się to „pierwsze poznanie” i jego rezultat, na który składają się pierwsze obserwacje i doświadczenia, ujęcia, wybory, oceny i wartościowania. Odczytanie procesu powstawania nazwy pokazuje jak ważne są te motywacje zarówno przy tworzeniu wyrazu, jak i przy poznawaniu zwierząt czy roślin. W artykule Znaczenie wyrażeń a wiedza o świecie R. Grzegorczykowa pisze: co z wiedzy encyklopedycznej powinno być podane w definicjach nazw gatunków naturalnych (typu tygrys, wiewiórka, jaszczurka czy mucha)... Pod każdym z tych haseł mogłaby być umieszczona mała rozprawa naukowa (...). Czy jednak tę naukową wiedzę o opisywanych zjawiskach można uznać za znaczenie wyrazów, społecznie rozumiane i używane? Chyba nie. PUSTUŁKA JAK HELIKOPTERKolejnym sposobem przekazywania wiedzy o świecie przyrody jest posługiwanie się informacjami zawartymi w istniejących stereotypach znanych zwierząt do opisu innych. Ten zasób przekonań jest z pewnością znany każdemu odbiorcy, gdyż stereotypy roślin i zwierząt należą do najstarszych i mają szczególne znaczenie kulturowe. Najważniejsze są zwykle odniesienia do wyglądu, wielkości, czasem sposobu poruszania czy miejsca występowania: łoś przypomina krzyżówkę jelenia z koniem; żółw ma ogon jak jaszczurka; węgorz jak wąż; różanka jak mały karp; jenot to skrzyżowanie szopa pracza z małym puchatym pieskiem. Czasami te zestawienia nie mają nic wspólnego z pokrewieństwem gatunków: dzięki długim i chwytnym palcom z przyssawkami rzekotka łazi i skacze po drzewach lepiej niż niejedna małpa; orliki równie często szukają ofiary, spacerując po łąkach, a nawet skacząc. I przez to już, widząc to zwierzę z daleka, myliłem je z zającem; Polującą nad łąkami pustułkę też bardzo łatwo rozpoznać, ponieważ gdy wypatruje ofiary, zawisa w powietrzu, szybko machając skrzydłami. Przypomina wtedy albo olbrzymią ważkę, albo maleńki helikopter. Czasami w opisie wyglądów zwierząt znajdziemy także stereotypowe wyobrażenia utrwalone w związkach frazeologicznych czy czasownikach pochodzących od nazw zwierząt: ma sen głęboki jak sen susła czy świstaka; Kuternoga tłusty jak gęś; Kuternoga zaczął przypominać indora; przez cały ten czas miał wyraz twarzy (oczywiście, jeżeli ptaki mogą mieć twarz) zupełnie niewinnego kurczaczka; jeż myszkuje w trawie. Te zestawienia z potoczną wiedzą na temat zwierząt są punktem wyjścia do przekazywania dodatkowych informacji, np. czytelnicy dowiadują się, że tradycyjnie kojarzone z bocianami ubarwienie zdobi tylko dorosłe ptaki: Każdy wie, jak wygląda bocian (...), ale młode boćki z początku mają dzioby czarne (...). Podobnie z nogami. Takie naprawdę czerwone mają dopiero bociany dorosłe. Młode mają nogi bladopomarańczowe. O tym, że nazwa rośliny czy zwierzęcia kojarzy się użytkownikom języka zwykle z jednym charakterystycznym wyglądem, można się przekonać, przeglądając Słownik gwarowy góralskich nazw roślin z Tatr i Podtatrza. Okazuje się, że z porównania okazów zielnikowych z nazwami gwarowymi wynika, iż często dwie nazwy odnoszą się do jednej rośliny w różnych stadiach rozwoju. Może być też tak, że nazwa potoczna określa naprawdę nawet kilka roślin, które mają podobne kwiaty czy liście. W związku z tym czytelnikowi często potrzebne są wyjaśnienia, które pozwolą na przykład rozróżnić dwa gatunki zwierząt, zwykle mylone ze względu na podobieństwo czy miejsce występowania lub też uświadomić sobie, że różniące się wyglądem ptaki to w gruncie rzeczy jeden i ten sam gatunek (młodszy lub starszy okaz, samiec lub samica): żmiję łatwo pomylić z innym wężem – gniewoszem (też ma zygzak), ale głowa gniewosza ma kształt bardziej opływowy; Samce różnią się tym od samiczek, że posiadają coś w rodzaju czubka na głowie, bardzo wyraźnie czarne podgardle. Na jesieni bardzo często sobie poświstują. W KONWENCJI GAWĘDYAdam Wajrak w swoich artykułach nie tylko uwzględnia wiedzę odbiorców o świecie przyrody, ale sam także występuje jako reprezentant tych wszystkich, którzy raczej często wśród zwierząt przebywają niż zajmują się nimi naukowo. Dlatego wykorzystuje chętniej konwencję gawędy, pamiętnika, baśni niż tekstu naukowego. Widać to m.in. w posługiwaniu się nazwami zwierząt. Tylko w mającym ułożyć się w encyklopedię cyklu dla dzieci pojawiają się nazwy łacińskie. Poza tym, oprócz oficjalnych nazw polskich, Wajrak stosuje także zdrobnienia nazw apelatywnych: bociek, kuniak, kunita (od kuna), pisklaczek wędrowniczek, zwłaszcza gdy mowa o zwierzętach, które przez dłuższy czas żyją w domu Wajraka, przydomowej wolierze czy stodole, np.: Tak oto w nasze życie wkroczył Dino, zwany też Chuliganem, a ostatnio kieszonkowcem; Wariat – podchwyciła Nuria – to nazwiemy go Declan. Declan jest naszym kolegą z Irlandii, który rzeczywiście jest trochę zwariowany w miłym tego słowa znaczeniu; Po pobycie w zoo, nasza Kunita, którą Nuria przemianowała na Momo (to od jakiegoś hiszpańskiego duszka), w ogóle nie chciała patrzeć na mleko. Czasami to nadane przez autora miano kłóci się z klasyfikacją zoologiczną i nie sądzę, żeby mogło się znaleźć w artykule popularyzatora-naukowca: Szczególnie natarczywy był największy diabełek (...). Nie piszczał tak cieniutko, jak cała pozostała piątka, nieco chrypiał, ta chrypka dodawała mu powagi. Nazwałem go puchaczem (...). Puchacz, oczywiście, nie był prawdziwym puchaczem, który jest największą sową żyjącą w Polsce. Puchacz był po prostu najzwyklejszą sową uszatą. Bardzo charakterystyczne jest również ocenianie zachowania zwierząt z ludzkiego punktu widzenia: Ten ptaszek [dzierzba – moje], choć trudno go o to posądzić, jest drapieżnikiem, który ma z naszego ludzkiego punktu widzenia brzydki zwyczaj nabijania swych ofiar na wszelkiego rodzaju kolce; Żółw błotny jest niesamowity, taki jakiś przedpotopowy; Pleń wędruje nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co... Inne porównania zwierząt i ludzi odnajdziemy we fragmentach: jarząbek – wegetarianin; żółw ma żółte plamki na głowie i pancerzu jak linie papilarne; ciernik wachluje ikrę płetwami; głos płomykówek jak charczenie bardzo chorego człowieka; zaloty żmij – te gady tańczą. Warto też zwrócić uwagę na sformułowania, które są używane tradycyjnie w stosunku do ludzi: muchołówki planują dzieci; sowy nie dawały za wygraną; sóweczki są zapobiegliwe i magazynują na czarną godzinę; jadłospis trzmielojada; złotook ma pecha; orlikowi się opłaca. CEL POZNAWCZY I PRAGMATYZMWajrak, pisząc o przyrodzie, łączy prezentowanie naukowego punktu widzenia rzeczywistości z wiedzą potoczną, która pozwala nawiązać kontakt z czytelnikiem, a potem jest wzbogacana i modyfikowana. Aby takie działanie było skuteczne, potrzebne jest rozeznanie nie tylko w wiedzy naukowej, ale także w sposobie patrzenia na przyrodę, jaki właściwy jest przeciętnemu człowiekowi. Językowy obraz zwierząt, ich stereotypy są punktem wyjścia w tekstach autora, ale cel jego publikacji nie kończy się na wykorzystywaniu tego zasobu jako metody przekazywania informacji. Ważny jest także cel pragmatyczny – artykuły Wajraka przynoszą teoretyczną wiedzę o przyrodzie i uczą obcowania z nią. Służą temu fragmenty tekstów zamknięte w formie instrukcji, wskazówek, rad, apeli, przestróg czy prognozy pogody, która pokazuje, jak wraz z porami roku zmieniają się zachowania zwierząt i ludzi, np.: Uwaga! Nigdy nie należy dotykać jenotów, bardzo często są w Polsce nosicielami wścieklizny; Kiedy zobaczymy, że nietoperze u nas zimują, starajmy się ich nie niepokoić; Rzekotka – możecie nawet sami spróbować je zwabić, potrząsając niczym grzechotką pudełkiem zapałek. Istotne miejsce w artykułach zajmują opisy, które nie tylko mają cel poznawczy, ale pozwalają rozpoznać zwierzę w jego naturalnym środowisku. O tym, jak ważne jest to dla autora, świadczy fragment dotyczący różnic między jeżem wschodnim i zachodnim, które dla przeciętnego człowieka są trudne do zauważenia, bo kto liczyłby jeżom igły lub brał je do ręki, żeby obejrzeć brzuch kolczastego stworzenia. Swoją funkcję pełnią też plastyczne porównania: świstak po zimie ma skórę jak worek; twarz sowy jak antena satelitarna; kaczka ma kuper jak spławik; wycie wilków jak syrena strażacka. Ważnym składnikiem opisów zwierząt są więc definicje o charakterze instrukcji. Tak potrzebne, gdy mowa jest o obiektach przyrody znanych odbiorcy lub gatunkach, z którymi, według autora, czytelnik może się zetknąć. Ostatecznie można uznać, że wiedza przyrodnicza przekazywana przez Adama Wajraka odpowiada wielu punktom, które uwzględniła Anna Wierzbicka w swoich definicjach nazw zwierząt, np. potocznego pojęcia myszy. Wiele się tu pisze o środowisku, w jakim zwierzęta żyją, wyglądzie, zachowaniu, stosunku do ludzi, a to wszystko z perspektywy człowieka, czyli gdzie można zobaczyć kunę, żółwia błotnego, lisa, czy boją się ludzi, jak wyglądają z daleka (a nie w laboratorium czy w klatce): śpiący nietoperz wygląda niczym jakaś ciemna narośl; bocian jak dziwaczny samolot schodzący do lądowania lub bezwładna kupa piór. DWUOCZNOŚĆAby pozytywnie nastawić czytelnika, nie zrazić go nieprzystępną naukową wiedzą, przez teksty Wajraka przepływają baśniowe nuty. Jeden z artykułów kończy się słowami: Tylko, że są to już zupełnie inne historie. Inny tekst rozpoczyna się od zdania: Dawno, dawno temu płomykówki mieszkały w każdej polskiej wsi. Zachowanie ptaków wokół karmnika opisane jest tak: Sikory też go zobaczyły, bo jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamarły w bezruchu, po prostu skamieniały. Co znamienne, tego typu przykłady pojawiają się zarówno w tekstach przeznaczonych dla dzieci, jak i dla dorosłych. W konwencji baśni zamknięta jest atmosfera odpowiednia do przekazywania nawet najtrudniejszych informacji, tam też na co dzień obok ludzi żyją zwierzęta, umieją się rozpoznać i zrozumieć, czasami mówią też jednym językiem. Zwierzęta, bohaterowie bajek i baśni, to zwykle nie indywidualności, ale postacie o stereotypowych zachowaniach i wyglądach. Jest to więc dobry punkt wyjścia do rozbudowywania i modyfikowania wiedzy czytelników. Jednorodność komunikacyjną i stylistyczną spójność teksty Wajraka zyskują dzięki zgodności między nadawcą (przyrodnik amator), właściwym dla niego sposobem mówienia (język potoczny), doborem form gatunkowych: bajka (przystępność i obrazowość), reportaż (aktualność), list, pamiętnik (teksty osobiste). W rezultacie, z pełną akceptacją autor przyjmuje czytelnika z jego wiadomościami na temat przyrody, niezależnie od tego, czy pochodzą one z akademickich wykładów, wierzeń, czy opowieści przy rodzinnym stole. Pełna wiedza o świecie przyrody obejmuje zarówno ustalenia naukowe, jak i doświadczenia pojedynczego człowieka, jego przednaukowy sposób widzenia rzeczywistości. Na tym polega „dwuoczność”, o której często zapominają popularyzatorzy-naukowcy, wykorzystując potoczne doświadczenia tylko do celów perswazyjnych. Dr Monika Zaśko-Zielińska, językoznawca, pracuje w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Artykuł jest wersją referatu wygłoszonego na konferencji Polszczyzna po roku 1989 ze szczególnym uwzględnieniem polszczyzny popularnonaukowej (Wrocław, 8-10.11.2000). |
|
|