|
|
FelietonyGrzegorz Filip W dawnych dobrych czasach, gdy proste było oddzielone od skomplikowanego, gwiazdami kultury pop stawali się popularni aktorzy i piosenkarze. Profesorowie, jeśli byli gwiazdami, to raczej w uniwersytecie. To tu było miejsce, gdzie skomplikowane stawało się proste w błyskotliwych wykładach uniwersyteckich gwiazd, a proste okazywało się niezwykle skomplikowane na zajęciach prowadzonych nudnie przez uniwersyteckie miernoty. Gwiazdy estrady i filmu plotły tymczasem swoje dyrdymały, dając wywiady do telewizji i kolorowych gazet. Dwa światy, nic nawzajem nie wiedzące o sobie. Nadeszła jednak epoka egalitarna i nie wiadomo, jak to się stało, czy świat popkultury zapragnął mieć swoich profesorów, czy też profesorowie zapragnęli posmakować życia gwiazd kultury obrazkowej, w każdym razie zaczęli się pojawiać na szklanym ekranie. Tu jednak, miast akademickich 45 minut, dostali na swój wykład 15 sekund. Gwieździe estrady to wystarcza i nam, gdy słuchamy o problemach malowania paznokci czy powiększania biustu, nie potrzeba więcej. Czasem i to za dużo. Profesor, gdy trafia do migawki, może ze skomplikowanego uczynić proste, zbyt proste, niestety. Migawkowa specyfika środka przekazu, jakim jest TV, zwalnia od odpowiedzialności za słowo. Zostało powiedziane, przeleciało, mignęło, jak tysiące innych rozbłysków i zgasło. Masz 15 sekund, przecież nie możesz w tym czasie rozważyć problemu! Bywają tematy, których skomentowanie w obrazkowej migawce musi się okazać nieodpowiedzialne. Gdyby to był chociaż felieton, w którym można przedstawić różne argumenty, rozważyć ich siłę, ale migawka? Gwieździe estrady dużo się wybacza, nikt od niej wiele nie wymaga. Od profesora, nawet będącego gwiazdą telewizyjnego obrazka, oczekujemy więcej. 28 listopada izba niższa parlamentu holenderskiego zalegalizowała eutanazję. Tego samego dnia w głównym wydaniu „Wiadomości” TVP komentował to wydarzenie jeden z zapraszanych tam często profesorów. Miał kilkanaście sekund. W tym czasie przedstawił się jako zwolennik nowego holenderskiego prawa i wymienił dwa argumenty. Zgodnie z pierwszym, człowiek powinien mieć wybór – chce żyć lub nie. Drugi można by streścić w takiej formule: trzeba przecież coś zrobić z przedłużonym przez lekarzy życiem współczesnego człowieka. Czy komentarz ten miał być żartem? Upiornym żartem znanego z bon motów profesora? Nie wygląda na to. Zdaje się, że naprawdę uważa on legalizację eutanazji za poszerzenie granic wolności, a zarazem słuszne przeciwdziałanie szkodliwemu postępowi medycyny, która nieodpowiedzialnie wydłużyła ludzkie życie. Dyskusja o eutanazji trwa od wielu lat. Znane są różnorodne argumenty za i przeciw. Powstała bogata literatura przedmiotu. Potraktowanie tego tematu przez uczonego w piętnastosekundowej migawce – na poziomie, który wybaczamy gwiazdom estrady – jest niewybaczalne. |
|
|