„Skuteczność” czy „słuszność”? |
Życie akademickieW wypadku reguł mówiących o postępowaniu w sprawach o doniosłym znaczeniu Andrzej M. Kaniowski Jesienią ubiegłego roku w gazecie „Dziennik Łódzki” pojawiły się trzy publikacje związane z plagiatem byłego łódzkiego profesora filozofii Macieja Potępy. Artykuł redaktora Pawła Spodenkiewicza (Przykra afera plagiatowa na Uniwersytecie Łódzkim, „DŁ”, 26.10.2002) przedstawiał w zarysie sam fakt, jak też sygnalizował istnienie rozbieżnych opinii na temat „ujawniania” tego rodzaju przykrych zaszłości. Następna publikacja to artykuł dr. Marka Wrońskiego (Milczenie owiec, „DŁ”, 02.12.2002), krytykujący postępowanie władz UŁ (decyzję o zaniechaniu wszczęcia postępowania dyscyplinarnego), jak też krytykujący w ogóle postawę, której sens można zawrzeć w formule: „usunąć z uczelni, ale nie ujawniać faktu”. Na publikację tę odpowiedział w liście do „Dziennika Łódzkiego” („DŁ”, 09.11.2002) profesor Stanisław Liszewski, w poprzedniej kadencji rektor UŁ, broniąc zasadności podjętych przez siebie półtora roku wcześniej kroków i decyzji. Publikacje te ujawniły, iż istnieją duże rozbieżności w myśleniu praktyczno-moralnym, tzn. w myśleniu o tym, jak mamy postępować: jako przedstawiciele środowiska nauki, jako osoby piastujące w tym środowisku funkcje i urzędy, jako członkowie kolegialnych gremiów (rad instytutów, rad wydziałów, senatu itp.), a także, po prostu, jako ludzie. Nad rozbieżnościami tymi należy jednak dokonać głębszego namysłu, m.in. po to, by strony, miast tylko krytykować i bronić się, mogły, mimo wszystko, w większym stopniu wzajemnie się zrozumieć, a przede wszystkim, by można było sformułować pewne wnioski, jakie należy na przyszłość wyciągnąć co do postępowania w wypadku poważnych naruszeń zasad uczciwości naukowej. Analizy rzeczonych rozbieżności należy dokonać także i po to, by same racje i trafne praktyczno-moralne argumenty mogły zacząć mieć wpływ na zajmowane postawy i na utrwalone, a być może nie poddawane refleksji dotychczasowe wyobrażenia praktyczno-moralne. Łamy „Forum Akademickiego” są z pewnością najbardziej stosownym miejscem do podjęcia tego rodzaju namysłu i wymiany poglądów. DWA SCENARIUSZEPostawy, jakie ujawniły się w związku ze wspomnianym na wstępie przypadkiem poważnego naruszenia zasad uczciwości naukowej, można sprowadzić w zasadzie do dwu scenariuszy możliwego postępowania w takich sytuacjach. Mam tu naturalnie na uwadze tylko te sposoby postępowania, którym przyświeca intencja skutecznego ukarania winnego naruszenia zasad uczciwości naukowej. Pomijam natomiast te, które służyłyby chronieniu winowajcy przed karą (albo wręcz intencją ich byłoby ukaranie tego, kto wskazał naruszenie przez kogoś zasad uczciwości naukowej). Te dwa scenariusze postępowania, w których celem nadrzędnym jest skuteczne ukaranie winnych, dość znacznie się jednak między sobą różnią i z tej różnicy warto zdawać sobie sprawę. Jeden z tych scenariuszy opiera się na naukach płynących z „doświadczenia”, tzn. z wcześniejszej czy dotychczasowej praktyki walki z nieuczciwością w nauce (a właściwie niepowodzeń w owej walce), drugi natomiast ma u swoich podstaw jedynie pewne wyobrażenie o tym, jak powinno się postępować w takich wypadkach. Krótko można powiedzieć, że podstawową intencją przyświecającą postępowaniu na gruncie pierwszego z tych scenariuszy jest SKUTECZNOŚĆ, w wypadku drugiego z nich zaś – SŁUSZNOŚĆ. Preferowanie skuteczności wyrasta w jakiejś części z opartego na dotychczasowych doświadczeniach przeświadczenia, iż na drodze prawnej i drodze postępowania dyscyplinarnego rezultat, w postaci skutecznego wymierzenia należnej kary, jest trudny lub niemożliwy do osiągnięcia, gdyż albo przepisy nie pozwalają na „natychmiastowe działanie” (i dają obwinionemu bardzo szerokie możliwości obrony), albo też w danej grupie zawodowej (w tym wypadku społeczności akademickiej) brak dostatecznej woli skutecznego zwalczania nieuczciwości, jakiej dopuszczają się koledzy. Na przeszkodzie „czynom” stają „zasady koleżeństwa” albo obawa przed zepsuciem image danej grupy zawodowej (albo po prostu zwykłe wygodnictwo). Wychodząc z takiego rodzaju przeświadczeń (a także opierając się w jakiejś części na wcześniejszych doświadczeniach, zwłaszcza z czasów, gdy większość spraw załatwiana była w gabinetach, a nie na forum publicznym), można dojść do wniosku, że jedyną skuteczną drogą postępowania jest podejmowanie radykalnych kroków i decyzji bez nadmiernego baczenia na przewidziane prawem procedury, które z pewnością nie pozwalają na szybkie osiągnięcie zamierzonego skutku. Zatem „zaletą” postępowania wedle pierwszego scenariusza jest jego skuteczność. W interesującym nas tu przypadku polega ona na tym, że daną uczelnię opuści ten czy ów winowajca. Na marginesie trzeba tylko dodać, iż koniecznym warunkiem realizacji tego scenariusza jest to, by na stanowiskach, na których rozstrzygane są decyzje personalne, zasiadały osoby w ogóle skłonne podejmować dość radykalne decyzje. Postępowanie wedle drugiego scenariusza wygląda inaczej i kieruje się innymi imperatywami. Uzyskanie określonego skutku (powiedzmy, w naszym wypadku, w postaci odejścia winowajcy z uczelni) nie jest tu celem bezpośrednim, a zatem nie „skuteczność” jest miarą i punktem odniesienia do postępowania. Kompasem są w tym wypadku reguły czy zasady, które mają obowiązywać powszechnie (i które nierzadko są ujęte również w postaci odpowiednich przepisów prawnych i administracyjnych, jak też pewnego kodeksu etyki zawodowej). Osoba postępująca według tego scenariusza ma i musi mieć wzgląd na owe reguły i procedury, abstrahuje zaś od tego, czy w danej grupie zawodowej, w danej społeczności (w tym wypadku akademickiej) istnieje wola skutecznego zwalczania nieuczciwości, czy też uległa ona całkowitemu skarleniu i ogranicza się do ewentualnego „prywatnego” oburzania się na nieuczciwość, w praktyce zaś, na forum publicznym, sprowadza się do zupełnej bierności, pasywności i publicznego milczenia o owych „przykrych”, „wstydliwych” sprawach. Ponieważ podnoszona zaleta, jaką jest skuteczność, zdaje się przesłaniać wszelkie możliwe wady i niebezpieczeństwa związane z postępowaniem wedle pierwszego scenariusza, warto właśnie im poświęcić chwilę namysłu, jak też porównać pod kątem tych wad ów sposób postępowania dyktowany imperatywem skuteczności z tym drugim sposobem postępowania, z postępowaniem stosującym się do reguł i procedur, które mają (bądź powinny mieć) charakter powszechnie obowiązujący. PEŁNA JAWNOŚĆWadą postępowania wedle pierwszego z dwu scenariuszy, i to wadą fundamentalnej natury, jest niejawny bądź półjawny sposób ukarania, przez co zarówno sam złoczyńca, jak i osoby postronne mogą sobie w najrozmaitszy sposób interpretować daną sytuację (np. rozstania się danego „naukowca” z macierzystą uczelnią) i bez żadnych hamulców folgować swym zdolnościom imaginacyjnym. To właśnie wtedy może powstać zamęt w głowach, jako że ogromna większość osób nie będzie wiedziała, komu ukradli, a kto jest złodziejem czy też kto jest karanym, a kto wymierzającym karę. A zatem jedynie pełna jawność postępowania, uruchamianie procedur, które stoją na straży tej jawności, gdyż wymuszają zaangażowanie odpowiednich ciał kolegialnych i zapadające postanowienia każą dokumentować także na piśmie, mogą zapobiec pojawianiu się spekulacji, rozsiewaniu dezinterpretacji, przedzierzganiu się winowajcy w ofiarę i wywoływaniu medialnych sensacji. Wskazana tu wada ma naturę techniczną czy pragmatyczną. Przez to, iż publiczna wiedza na temat winy i kary nie jest oparta na żadnej jawnej informacji i łatwo może przybrać formę plotki, nie osiąga się w tym wypadku żadnego efektu „wychowawczego” w postaci społecznej świadomości, iż za czyn naganny spotyka winowajcę należna kara. Innego rodzaju ułomnością postępowania wedle pierwszego scenariusza jest ułomność natury moralnej. Polega ona na tym, że winny naruszenia pewnych zasad (w tym wypadku zasad uczciwości naukowej) ma możność dalszego funkcjonowania jako uczciwy, rzetelny fachowiec i, tym samym, możność wyprowadzania kolejnych osób czy środowisk w pole. Mówiąc krótko: „skuteczność” postępowania wedle pierwszego scenariusza opłacona jest tym, że usuwając nieuczciwych z własnego środowiska, pozwala im nadal uprawiać dotychczasowy proceder w innym środowisku i legitymować się tam sfałszowanym dorobkiem. Z tego powodu należy uznać, że skuteczne działanie w interesie własnego środowiska jest zarazem działaniem na szkodę innego środowiska. Obrazowo zaś można to postępowanie przyrównać do skrzętnego sprzątania na własnym podwórku, z pełnym przyzwoleniem na to, by zawartość śmietniczki wiatr przeniósł na podwórko sąsiadów. Oczywiście, działanie zorientowane przede wszystkim na interes własnej wspólnoty, jej dobro, jest przez wielu członków tej wspólnoty postrzegane jako działanie jak najbardziej usprawiedliwione i pożądane. Partykularny interes bierze tu jednak górę nad powszechnie wiążącymi zasadami, czyli nad interesem powszechnym. Nietrudno rozstrzygnąć, jaki sposób postępowania jest zgodny z owym interesem powszechnym (a zatem leży nie tylko w moim interesie i, na przykład, w interesie moich kolegów, ale w interesie nas wszystkich). WIĄŻĄCE REGUŁYNiemiecki filozof czasów oświecenia Immanuel Kant sformułował taką miarę. Jest nią zasada, by postępować tylko wedle takiej reguły, wedle której, naszym zdaniem, powinni postępować również wszyscy inni. Trudno sobie wyobrazić, byśmy, jako na przykład społeczność akademicka – nawet jeśli bardzo nam zależy na tym, by szybko i skutecznie pozbyć się z własnego grona winnych naruszania zasad uczciwości naukowej – zarazem pragnęli, by inni w ten sam sposób postępowali i rozwiązywali swój kłopotliwy problem na tej drodze, iż bez naszej wiedzy i zgody przerzucą go po prostu na nasze barki. Oczywiście, zawsze będzie istniała skłonność do tego, by w taki właśnie sposób radzić sobie z kłopotliwymi problemami i fakt, że my akurat zastosujemy się do powszechnie wiążącej reguły, nie gwarantuje nam tego, iż inni będą również się do niej stosowali. Istnieje niebezpieczeństwo, że stosując się do reguły będziemy jedynymi „uczciwymi” spośród wszystkich społeczności akademickich. By temu zapobiec, w wypadku reguł mówiących o postępowaniu w sprawach o doniosłym znaczeniu dla społeczności akademickich, pojawić się muszą regulacje prawne nakazujące określony sposób postępowania i wprowadzające sankcje za niestosowanie się do nich. Za pomocą takich rozwiązań społeczeństwo chroni się przed tym, by tylko „naiwni” przestrzegali reguł, natomiast ci „sprytniejsi” mogli się do nich nie stosować. Owe powszechnie wiążące reguły postępowania odwołują się zatem, niejako na zasadzie „negatywnej”, do wiedzy empirycznej o tym, jak ludzie faktycznie się zachowują i jak postępują. Przede wszystkim jednak określają one „pozytywnie”, w jaki sposób ludzie powinni postępować. Jak zatem widać, miarą, wedle której ocenia się postępowanie w kategoriach „słuszności” (a nie „skuteczności”), jest wyobrażenie o tym, jak powinno się postępować. Jednym słowem, nawet jeśli wiemy, jak się faktycznie rzeczy mają i jak faktycznie ludzie postępują, to nasze postępowanie – jeśli będziemy chcieli je oceniać w kategoriach prawnych i moralnych – musi orientować się podług zawartego w owych regułach wyobrażenia o tym, jak wszyscy z nas postępować powinni. STANDARDY POSTĘPOWANIANa koniec trzeba poczynić jednak pewną uwagę dyktowaną ostrożnością. Wyłuszczone powyżej optowanie za postępowaniem wedle drugiego scenariusza oparte jest na pewnej wierze, mianowicie na przeświadczeniu, że możliwe jest spełnienie pewnych warunków bezwzględnie koniecznych do tego, by postępowanie wedle drugiego scenariusza nie było jedynie czystym życzeniem, lecz mogło stać się powszechnie przestrzeganą normą. Te dwa splatające się ze sobą warunki wyglądają następująco: z jednej strony konieczne jest, by w ramach całej społeczności akademickiej (albo realistycznie powiedzmy: przynajmniej u znaczącej części tej społeczności) istniała rzeczywista wola walki z nieuczciwością w nauce (a to znaczy również: z konkretnymi osobami dopuszczającymi się nieuczciwości); z drugiej natomiast strony konieczne jest istnienie i należyte funkcjonowanie sfery publicznego dyskursu, a to znaczy również: istnienia woli i faktycznej gotowości do kontrolowania działań demokratycznie wybranych władz i organów. Jest to pewne założenie optymistyczne i być może bardziej opiera się ono na ugruntowanym wyobrażeniu, że tak właśnie być powinno, aniżeli na posiadanej wiedzy o tym, jak się rzeczy mają, czyli jak to w rzeczywistości jest z ową gotowością do czynu, z gotowością do kontrolowania poczynań władz, z gotowością do zabierania głosu w sprawach publicznie doniosłych. W istocie członkowie społeczności akademickiej muszą zatem sami sobie odpowiedzieć na pytanie, czego właściwie chcą (bądź czego powinni chcieć)? Czy chcą, by standardem postępowania w świecie akademickim stał się imperatyw skuteczności? Przypomnijmy, że postępowanie to było obarczone podstawową wadą natury moralnej, a ponadto niosło ono z sobą realną groźbę, że inni (inne środowiska akademickie) mogą się okazać jednak sprytniejsi i skuteczniejsi od nas i że swoje problemy będą „skutecznie” przerzucać na nasze barki. Czy też społeczność akademicka chce, by jednak postępowanie było dyktowane przez powszechnie obowiązujące reguły, a zatem również, by inni miarkowali się przy próbach przerzucania swych problemów na nasze barki, wiedząc że niestosowanie się do powszechnie obowiązujących reguł i przepisów naraża ich na to, iż spotkają się z należnymi sankcjami. Niewątpliwie doniosłe znaczenie w ukształtowaniu się w przyszłości sposobu postępowania w sprawach naruszania zasad uczciwości naukowej będzie miała oczekiwana decyzja Centralnej Komisji w sprawie wniosku o odebranie tytułu profesora. Niezależnie od tej decyzji, przyszła praktyka postępowania w takich sprawach będzie jednak przede wszystkim zależała od postawy samej społeczności akademickiej. Który z opisanych dwu sposobów postępowania stanie się w przyszłości standardem? Miejmy nadzieję, że to nie pesymistom trzeba będzie przyznać rację.
|
|
|