Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 9/2003

Akademicki kodeks wartości

Poprzedni Następny

Z prac KRASP

Na wielkich uczelniach państwowych spoczywa obowiązek 
kształcenia studentów i kadr naukowych. Nie można w milczeniu przechodzić obok zjawiska marnowania talentów.

Franciszek Ziejka

Senat Uniwersytetu Jagiellońskiego przyjął 25 czerwca dokument „Akademicki Kodeks Wartości”. Podjął także uchwałę o warunkach zatrudniania się pracowników UJ w innych uczelniach. Ten drugi fakt odbił się olbrzymim echem w mediach. Może nadszedł wreszcie czas dyskusji na temat podjętego w uchwale wątku, dotyczącego całego środowiska akademickiego?

Spróbujmy przywołać zasadnicze przesłanki, jakie skłoniły Senat mojej wszechnicy do przyjęcia wzmiankowanych dokumentów. Piszemy o nich w preambule do kodeksu: o wielkich zmianach, jakie zaszły w szkolnictwie wyższym w ciągu kilkunastu ostatnich lat, a także o wynaturzeniach, jakie te zmiany przyniosły. Stwierdziliśmy: Naukowcy, zwłaszcza profesorowie, podejmują pracę na kilku etatach, na czym może ucierpieć działalność macierzystych placówek, a także poziom badań naukowych. Nie wszyscy potrafią oprzeć się pokusie występowania w dziedzinach lub działaniach pozorujących naukę (w polityce, w sterowanych ekspertyzach na zamówienia firm, a także w szerzeniu paranaukowych poglądów w mediach). Narasta przede wszystkim ilość niekorzystnych zjawisk w sferze świadomości uczonych, w motywacji ich aktywności i postawach etycznych. Tak sformułowany opis rzeczywistości stał się dla Senatu UJ przesłanką do przywołania podstawowych wartości, zasad i norm ukształtowanych w wielowiekowej historii uniwersytetów europejskich. Jesteśmy przekonani, że nie straciły na aktualności, że może dzisiaj w sposób szczególny są na czasie. Dlatego w naszym kodeksie mówimy o potrzebie przywrócenia w środowisku akademickim prawa obywatelstwa: prawdzie i odpowiedzialności, życzliwości i sprawiedliwości, tolerancji i lojalności, samodzielności i uczciwości, godności i wolności. Staramy się spojrzeć na owe wartości przez pryzmat doświadczeń współczesnego świata akademickiego.

We wspomnianej uchwale Senat UJ stwierdził, iż dopuszcza możliwość podejmowania przez pracowników uczelni zatrudnienia w innych szkołach wyższych, w tym także prywatnych, nie wyraża jednak zgody, aby brali oni udział w promowaniu ośrodków akademickich będących dla nich miejscem dodatkowego zatrudnienia. Sądzę, że każdy bezstronny czytelnik zgodzi się z takim stanowiskiem. Jedną z naczelnych zasad „Akademickiego Kodeksu Wartości” jest lojalność nauczycieli akademickich wobec macierzystej wspólnoty akademickiej. Jeśli przyjmujemy tę zasadę, nie możemy zgadzać się na podejmowanie przez członków naszej wspólnoty (czytaj: uniwersytetu) działań wymierzonych bezpośrednio bądź pośrednio w jej powagę i autorytet. Nie można zatem dopuścić do tego, aby pracownicy uniwersytetu angażowali się w przedsięwzięcia, których intencją bądź obiektywnym skutkiem jest osłabianie pozycji i pomyślności uczelni jako całości. W konsekwencji Senat uznał, iż niedopuszczalne jest organizowanie przez pracowników UJ na terenie Krakowa szkół wyższych, w których uruchamiano by kierunki studiów identyczne z tymi, jakie istnieją w macierzystej uczelni. W tym wypadku mamy bowiem do czynienia z naruszeniem nie tylko dobrych obyczajów akademickich, ale z nieuczciwą konkurencją. Rozumiejąc wagę problemu, jakim jest konieczność dostępu młodzieży do wyższego wykształcenia, Senat dopuścił zarazem możliwość podejmowania przez pracowników UJ dodatkowego zatrudnienia w uczelniach położonych poza obrębem Krakowa. Co więcej, zgodził się na podejmowanie przez jego pracowników dodatkowego zatrudnienia w tych uczelniach Krakowa, które podpiszą z UJ odpowiednie umowy o współpracy czy patronacie. Jednym słowem, chodzi nam o ucywilizowanie wolnego rynku edukacyjnego.

Zarówno senatorzy UJ, jak i piszący te słowa, mają świadomość, że obowiązujące prawo w tej konkretnej dziedzinie jest bardzo liberalne. Dlatego nikt nie zamierza rozwiązywać umów o pracę z pracownikami, którzy nie będą respektować uchwały Senatu. Zdecydowaliśmy się jedynie w naszej uczelni na rozpoczęcie procesu naprawczego w dziedzinie etyki zawodu nauczyciela akademickiego. Trudno wyrokować, czy uda się ten proces zwieńczyć sukcesem. Ale żywa reakcja środowiska akademickiego i mediów świadczy, iż dyskusja jest potrzebna.

Przed rokiem, 1 października 2002, w przemówieniu inaugurującym 639. rok akademicki w UJ mówiłem: Nie jestem przeciwnikiem niepublicznych szkół wyższych. Mam pełną świadomość tego, że część z nich stara się kształcić studentów na wysokim poziomie, że niektóre z nich podjęły zabiegi o zbudowanie własnej kadry naukowej. Ale jestem przeciwnikiem zabawy w szkolnictwo wyższe. Zabawy słono opłacanej przez młodych ludzi, którzy zawierzyli przedsiębiorcom oferującym im dyplom, bez oglądania się na jakość tego dyplomu. W moim przekonaniu, słowa te są nadal aktualne. W kontekście przywołanych tu dokumentów nabierają dodatkowego wymiaru. najwyższa pora nie tylko mówić, ale i działać. Na wielkich uczelniach państwowych spoczywa obowiązek kształcenia studentów i kadr naukowych. Te kadry winny zasilać słabsze uczelnie, przede wszystkim niepubliczne. Nie można w milczeniu przechodzić obok zjawiska marnowania talentów. Przypomnijmy: corocznie promuje się w Polsce ok. 4,5 tys. doktorów, a także 800-1000 doktorów habilitowanych. Wielkie uczelnie nie są w stanie wchłonąć tak znaczącej grupy młodych uczonych. Pora, aby po te rezerwy sięgnęli założyciele szkół niepublicznych. Młodzi doktorzy i doktorzy habilitowani winni stać się główną siłą napędową szkolnictwa niepublicznego. Aby tak się stało, w sektorze tym musiałyby się jednak znaleźć wolne etaty. Dziś zajęte są one przez pracujących w kilku uczelniach profesorów, często oferujących tylko swoje nazwisko. Zamiast zatem pełnych świętego oburzenia słów w reakcji na decyzję Senatu UJ1 proponuję rektorom i założycielom niepublicznych szkół wyższych zacząć organiczną pracę nad budowaniem własnych zespołów nauczycieli akademickich. Jestem głęboko przekonany o tym, że podjęcie takiej pracy przyniesie korzyść całemu szkolnictwu wyższemu.

Zadziwiającym dowodem emocjonalnego, a nie racjonalnego podejścia do podniesionej przez Senat UJ sprawy jest uchwała wzywająca minister edukacji narodowej i sportu do uchylenia uchwały Senatu UJ. Inicjatywa prof. Józefa Szabłowskiego i członków KRUN jest bezprawna, bowiem ingeruje w sprawy wewnętrzne autonomicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Komentarze