Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 9/2003

Wymyślić przyszłość

Poprzedni Następny

Polska nauka w Unii

Nauka powinna mieć kształt piramidy, a nie słupów na pustyni. O poziomie 
cywilizacyjnym społeczeństwa decyduje poziom podstawy tej piramidy, 
a nie jej wierzchołek, który może sięgać nawet poziomu światowego.

Andrzej Paszewski

Fot. Stefan Ciechan

 Nauka polska znalazła się w Unii Europejskiej już w 1999 roku – od tego roku możemy na równych prawach ubiegać się o fundusze unijne przeznaczone na naukę. Ukazało się już szereg bardzo kompetentnie napisanych artykułów i opracowań, m.in. w „Sprawach Nauki”, pokazujących, w jakim stopniu nam się to udaje i na jakie napotykamy przeszkody. Poniższe uwagi są w znacznej mierze refleksją opartą na tych materiałach.

Do kończącego się właśnie 5. Programu Ramowego (5.PR) udało się dostać ponad 700 polskim zespołom badawczym z ponad 3500 aplikujących, czyli co piątemu. Spośród krajów kandydujących do Unii Polska otrzymała 23,7 proc. przyznanej tym państwom kwoty. Kwota ta stanowiła jednak jedynie 2,5 proc. środków na naukę w 5.PR, czyli tyle, co dostała Finlandia. Nie są to więc ilości imponujące. Niemniej, jak informował minister Kleiber, otrzymaliśmy więcej niż wynosił nasz wkład do unijnego funduszu przeznaczonego na naukę.

BARIERA BIUROKRATYCZNA

Dostęp do funduszy unijnych nie jest łatwy z kilku względów. Programy unijne mają wyraźnie aplikacyjny charakter – dotyczą obszaru nauki określanego jako badania i rozwój (B+R) i są tworzone w znacznej mierze przy udziale dobrze zorientowanych w potrzebach podmiotów gospodarczych, którym, jak pisali W. Barej i W. Zagórski-Ostoja („SN”, 12/1999), łatwiej jest ustalać priorytetowe zadania stawiane nauce. Badania finansowane w ramach programów unijnych stoją przeważnie na wysokim poziomie, ale wydaje mi się, przynajmniej na obszarze moich obserwacji (biologia), że problemem jest bardziej dostosowanie się do profilu programu niż jego poziom. Dochodzą do tego także bariery formalne. Istnieje konieczność przebicia się przez olbrzymią liczbę różnych formularzy, które trzeba bezbłędnie wypełnić. Sam tego doświadczyłem. W moich staraniach dołączenia do jednego z konsorcjów działających w ramach 5.PR wszystkie formularze wypełnili, na podstawie dostarczonych im przeze mnie materiałów merytorycznych, moi holenderscy koledzy koordynujący badania. Polegało to po prostu na uzupełnieniu wszystkich części istniejącego już projektu o moje wstawki. Z Brukseli nadeszła jednak odpowiedź, że projekt „nie jest kompletny” i w związku z tym nie nadaje się do finansowania. Żaden spośród Holendrów nie wiedział, na czym ta „niekompletność” mogła polegać, tym bardziej ja.

Muszę przyznać, że zdziwienie budzi sama forma składanych projektów, w których trzeba z dokładnością do miesiąca podać jakie konkretne badania będzie się robić w danym okresie, określać planowane dokonania przy dochodzeniu do poszczególnych punktów etapowych i zadeklarować dostarczenie określonych „produktów” – w sumie schemat świetnie nadający się do produkcji gwoździ. Zdziwiło mnie, że badacze z krajów Unii tak łatwo poddają się tym wymogom, ponieważ świadczą one o kompletnym braku zaufania ze strony biurokracji do naukowców, z których większość ma już przecież ustaloną renomę i dorobek. Zamiast poświęcać czas na badania, wypełniają oni formularze, często dla świętego spokoju „planując” już zrobione lub mocno podciągnięte tematy, aby projekt zakończył się sukcesem. To oczywiście zwiększa szanse na nowy grant. Chciałbym zobaczyć minę np. Pasteura, gdyby podsunięto mu do wypełnienia unijne formularze.

PIRAMIDA WIEDZY

Rozpoczynający się 6.PR jest znacznie bardziej skoncentrowany tematycznie i ma ściślej sformułowane cele, będzie się więc trudniej do niego „dopasować”. W bliskich mi obszarach badawczych jest on silnie zorientowany na medycynę. Odnosi się wrażenie, że stosunkowo nieliczne, ale silne zespoły i ośrodki wraz z podmiotami przemysłowymi porozumiały się, nadając mu taki właśnie profil. Nie jest to dziwne, zważywszy że Europa szykuje się do ostrej walki ekonomicznej, głównie ze Stanami Zjednoczonymi. Ten wyścig obejmuje oczywiście sferę nauki, zgodnie z nośnym postulatem gospodarki opartej na wiedzy. Pojawiają się głosy, że w tym wyścigu Europa niepokojąco odstaje od Stanów. Bardzo charakterystyczny był artykuł A fresh start for European science, autorstwa W. Krulla, sekretarza generalnego Fundacji Volkswagena, największej niemieckiej fundacji wspierającej szkolnictwo i naukę, opublikowany w „Nature” (19 sierpnia 2002). Krull pisał w nim: Istnieje wzrastająca, nawet gwałtowna potrzeba ustanowienia ogólnoeuropejskich struktur finansujących, które będą w stanie stworzyć zarówno klimat współpracy w celu rozwoju nowych idei, jak też system instytucjonalny, który będzie stymulował współzawodnictwo najlepszych europejskich badaczy do osiągania szczytowych wyników. Przedstawił on dane wskazujące na opóźnienie Europy i z uznaniem pisał o deklaracji Rady Unii Europejskiej z marca 2000 roku stawiającej Europie cel stworzenia najbardziej konkurencyjnej i opartej na wiedzy ekonomii do roku 2010. By to osiągnąć, Rada UE zapowiada zwiększenie inwestycji w dziale B+R z obecnych 2 proc. do 3 proc. PKB. Postuluje przy tym tworzenie silnych, międzynarodowych struktur badawczych, podejmujących priorytetowe zagadnienia. 6.PR wydaje się realizować te postulaty, wystawiając do tego międzynarodowego współzawodnictwa najsilniejsze drużyny. Nie my jednak występujemy tu w roli selekcjonerów.

Chcąc włączyć się do tych programów musimy dostosowywać się do przyjętej przez Unię strategii, chociaż nasze priorytety badawcze i gospodarcze nie muszą być identyczne z priorytetami bogatych i mających nowoczesną gospodarkę państw unijnych. Musimy się też liczyć z tym, że efekty praktyczne tych programów będą konsumowane głównie w tych państwach, ponieważ my często nie jesteśmy do tego technologicznie przygotowani. Trzeba sobie również zdawać sprawę z tego, że udział w programach unijnych wymaga dodatkowego wzmacniania – ze środków krajowych – zespołów i ośrodków już i tak względnie silnych, co czyni KBN. Oczywiście, stoją za tym poważne racje, zwłaszcza perspektywiczne, ale istnieje też druga strona medalu: przy mizerii finansowej naszej nauki i praktycznie jedynym jej sponsorze, którym jest państwo, może nastąpić jej duża polaryzacja. Nauka powinna mieć kształt piramidy, a nie słupów na pustyni. O poziomie cywilizacyjnym społeczeństwa decyduje poziom podstawy tej piramidy, a nie jej wierzchołek, który może sięgać nawet poziomu światowego. Co więcej, w Polsce z funduszy przeznaczonych na badania prowadzi się też na dużą skalę zajęcia dydaktyczne. Na znanych mi kierunkach studiów, zwłaszcza kosztownej biologii molekularnej, bez grantów KBN w ogóle nie można by prowadzić ćwiczeń, nie mówiąc już o pracach magisterskich. A przecież zaniechanie takiego kształcenia byłoby ogromnym błędem właśnie w aspekcie podnoszenia poziomu cywilizacyjnego społeczeństwa – kluczowej sprawy dla naszej przyszłości. Istnieje obawa drastycznego ograniczania środków na finansowanie prowadzonych na bardzo wysokim poziomie badań podstawowych, wnoszących duży wkład do światowego dorobku wiedzy i kultury, których wyniki jednak nie przekładają się bezpośrednio na korzyści ekonomiczne i które w ogóle nie mieszczą się w programach unijnych.
Unia nie utworzyła dotąd sprawnej instytucji odpowiadającej amerykańskiej Narodowej Fundacji Nauki (NSF), finansującej indywidualne projekty badawcze z nauk podstawowych (chociaż zalążek takiej instytucji już powstał). Kraje unijne finansują badania podstawowe dotąd głównie we własnym zakresie, jednak mają na to niewspółmiernie większe środki niż my. Przeczytałem, że żeby przewidywać przyszłość, trzeba ją wymyślić. A zdolność do przewidywania przyszłości jest dywidendą płaconą przez badania podstawowe (E. Wong, „Nature”, 16 maja 1996).

Mimo tych problemów, wchodząc do Unii zyskujemy szansę wpływania na jej strategie rozwojowe, także na obszarze nauki, tak aby w większym stopniu uwzględniały one nasze potrzeby. Od nas będzie zależeć, w jakim stopniu tę szansę wykorzystamy. To, że coraz lepiej umiemy się na tym polu poruszać, nastraja optymistycznie.

Prof. dr hab. Andrzej Paszewski, genetyk, fizjolog, pracuje w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie.

 

Komentarze