Uniwersytety i samorządy |
Życie akademickie24 maja 2003 r. na posiedzeniu Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich Krzysztof Stępnik Istnieje zasadniczy, dający do myślenia rozziew pomiędzy tym, jak uniwersytety i samorządy wojewódzkie pojmują priorytety współpracy. Uniwersytety wysunęły na czoło, i to w sposób zdecydowany, zamiejscowe ośrodki dydaktyczne, jako priorytet w obszarze współpracy z samorządem, ale nie wojewódzkim, tylko miejskim, powiatowym i gminnym. Najczęstszymi partnerami magnificencji w podpisanych porozumieniach byli przeto prezydenci i burmistrzowie miast, a nie marszałkowie województw, dla których priorytetem stało się prowadzenie zakładów kształcenia nauczycieli oraz tworzenie, głównie w siedzibie byłych województw, państwowych wyższych szkół zawodowych (wystarczy spojrzeć na tabelę). Warto odnotować ten istotny rozziew, który ostatnio wyraźnie się pogłębił i, jak bywa, przybrał w byłych miastach wojewódzkich postać dylematu: wspierać/tworzyć państwową wyższą szkołę zawodową czy oprzeć się na uniwersyteckich ośrodkach zamiejscowych, dylematu przeważnie pozornego, bo rozwiązywanego przez samorządy na korzyść „naszej” państwowej szkoły zawodowej. Zamiejscowe ośrodki dydaktyczne powstawały – co warto podkreślić – równolegle z państwowymi wyższymi szkołami zawodowymi, z nasileniem w latach 1998-2000 i obecnie obserwowanym spowolnieniem tej dynamiki (dotyczy to także państwowych i niepaństwowych wyższych szkół zawodowych). Samorządy powiatowe i gminne przyczyniły się do sukcesu organizacyjnego poszczególnych uniwersytetów, wspomagając je gruntami, budynkami, finansami i wyposażeniem dydaktycznym. Dzięki temu standardy uniwersyteckiego kształcenia – na pewno nie tak doskonałego, jak w siedzibach uczelni – mogły pojawić się w większych miastach powiatowych, a tym samym przyczynić się do pewnego zawężenia i zahamowania hochsztaplerskich praktyk edukacyjnych w terenie. Krytykując szkolnictwo zamiejscowe warto zauważyć, że brak aktywności zamiejscowej uniwersytetów mógłby oznaczać oddanie pola bez walki kondotierom komercjalizacji bez granic. W REGIONIE I ZA GRANICĄNa liście priorytetów pojawia się „rozwój miasta i regionu – park technologiczny”. To ważny obszar współpracy, dokumentowany poprzez udział uniwersytetów w opracowywaniu, wdrażaniu i monitorowaniu strategii rozwojowych, np. „Strategii rozwoju Szczecina”, „Strategii rozwoju województwa opolskiego do roku 2015”, „Strategii rozwoju województwa lubelskiego”. Z drugiej strony, samorządy współtworzą ciała społeczne powołane do wspierania działań rozwojowych uniwersytetów; przykładem Rada Regionalna przy Uniwersytecie Wrocławskim. Bardzo dobrze, jak wynika z materiałów, przedstawia się współpraca uniwersytetów z władzami samorządowymi Szczecina, Katowic, Olsztyna i Zielonej Góry, owocująca obopólnymi korzyściami. Ważnym elementem rozwoju miasta i regionu są parki technologiczne i inkubatory przedsiębiorczości, wykorzystujące potencjał intelektualny ośrodków akademickich, a mające na celu przyciągnięcie kapitału polskiego i obcego. Ale oprócz informacji o porozumieniu pomiędzy samorządem województwa lubelskiego a uczelniami lubelskimi, nie napłynęły z uniwersytetów żadne inne materiały. Kolejny priorytet ujęty został w postaci hasła „kontakty międzynarodowe – Unia Europejska”. Mowa tu m.in. o Collegium Polonicum w Słubicach i Collegium Europaeum Gnesnense, a dodać do tego wypada pilotowane z polskiej strony przez oba uniwersytety lubelskie Europejskie Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów, wspomagane przez Miasto Lublin. W roku 2002 zostało powołane, na mocy porozumienia między DAAD a Uniwersytetem Wrocławskim, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta z sześcioma katedrami naukowo-dydaktycznymi. Centrum współpracuje z samorządami lokalnymi. Ponadto urzędy marszałkowskie województw śląskiego, dolnośląskiego i opolskiego wspólnie z uniwersytetami ubiegają się o środki z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Utworzone w roku 2002 przez Uniwersytet Warmińsko-Mazurski Międzynarodowe Centrum Edukacyjne w Braniewie zostało włączone do Sieci Uczelni Basenu Morza Bałtyckiego jako miejsce spotkań pracowników i studentów uczelni – sygnatariuszy porozumienia. Uniwersytety nie informują jednak w ogóle o swojej aktywności w ramach euroregionów. Uniwersytet Łódzki zrealizował wspólnie z Urzędem Miasta Łodzi oraz Wojewódzkim Wydziałem Zatrudnienia program szkoleń TEMPUS/PHARE na tematy związane z integracją europejską. Natomiast UMCS wraz z Urzędem Marszałkowskim i Izbą Rzemieślniczą Małej Przedsiębiorczości podejmują współpracę z prowincją Veneto, m.in. w zakresie informacji, komunikacji, importu-eksportu, z zamysłem utworzenia w Lublinie „inkubatora przemysłowego”, stymulującego rozwój regionu oraz polsko-włoskiej współpracy regionalnej. Tu także ma być zlokalizowany Instytut Kultury Włoskiej. NA PERYFERIACH ZAINTERESOWAŃNa liście priorytetów jako efekty współpracy z samorządami znalazły się także: Festiwal Nauki i Uniwersytet Trzeciego Wieku (po 4 wskazania). Mowa tu o Festiwalu Nauki i Sztuki organizowanym przez władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Festiwalu Nauki, Sztuki i Techniki (Uniwersytet Łódzki), UMCS-owskim Festiwalu Nauki oraz Dolnośląskim Festiwalu Nauki, który w roku 2000 włączył się, wraz z Wydziałem Edukacji i Nauki Urzędu Marszałkowskiego, w przygotowanie i realizację projektu Systemu Wspierania Młodzieży Uzdolnionej. Współpracę w zakresie wspierania Uniwersytetu Trzeciego Wieku odnotowują: Uniwersytet Wrocławski, UMCS, Uniwersytet Śląski i Uniwersytet Opolski. Dziwi bardzo niska pozycja na liście priorytetów współpracy z samorządami w zakresie kolegiów nauczycielskich, studiów podyplomowych i kształcenia nauczycieli, zdawkowo wykazana tylko w materiałach Uniwersytetu Jagiellońskiego, UMCS i Uniwersytetu Opolskiego. A przecież sprawa zakładów kształcenia nauczycieli, dla których organem prowadzącym jest marszałek województwa, a wymaganą przepisami opiekę naukowo-dydaktyczną sprawują uniwersytety, powinna bardzo silnie zaznaczać się w sferze współpracy samorządów i uczelni. Tym bardziej że rozmiary tej współpracy są niemałe, np. UMCS patronuje kolegiom nauczycielskim publicznym i niepublicznym w 5 województwach, kształcącym 2 tys. słuchaczy (nie mają oni statusu studenta), z których część po zdaniu egzaminu licencjackiego przed komisją uniwersytecką kontynuuje naukę na 2-letnich studiach uzupełniających. Wydaje się, że uniwersytety nie dość mocno akcentują sprawę tej obligatoryjnej opieki, tak wobec Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, jak i wobec samorządów województw. Opieka ta, nie skutkująca pozyskiwaniem środków, angażująca kadrę naukowo-dydaktyczną uczelni i w jakiś sposób misyjna, niestety, nie jest doceniana przez same uczelnie, spychające wiedzę na ten temat na peryferie swoich zainteresowań. To samo dotyczy patronatu nad specjalnościami prowadzonymi w państwowych wyższych szkołach zawodowych, de facto finansowanych i mocno wspieranych materialnie przez samorządy. Ani jeden uniwersytet, z wyjątkiem Uniwersytetu Łódzkiego, nie wykazał tu patronatu, przewidzianego przecież obligatoryjnie przez ustawę o wyższych szkołach zawodowych. Bez współdziałania z uczelniami akademickimi, wskazanego w art. 8 ustawy, wyższe szkoły zawodowe nie mogłyby prowadzić swojej działalności. O ile uniwersytety nie chwalą się wyższymi szkołami zawodowymi, o tyle te chwalą się kolekcją patronów akademickich, bo mogą mieć ich tylu, ile prowadzonych specjalności. ZADZIWIAJĄCO ŚMIAŁA MYŚL
Głównym priorytetem współpracy z uniwersytetami – jak wynika z materiałów nadesłanych przez urzędy marszałkowskie – są zakłady kształcenia nauczycieli, czyli kolegia nauczycielskie i nauczycielskie kolegia języków obcych, których organem prowadzącym są samorządy województw. Zgodnie z odpowiednimi przepisami, warunkiem utworzenia i funkcjonowania kolegium jest zapewnienie opieki naukowo-dydaktycznej uczelni wyższej, w której efekcie słuchacz ma możliwość uzyskania tytułu licencjata, a następnie kontynuowania nauki na uzupełniających studiach magisterskich. W ten sposób, głównie dzięki sprawowaniu opiekuńczych funkcji przez uniwersytet, kilkadziesiąt tysięcy osób nie mających statusu studenta, kształcących się w kilkudziesięciu kolegiach, zdobywa na 3-letnich studiach m.in. atrakcyjne zawody nauczycielskie anglisty i germanisty, nie tracąc szans na uzyskanie tytułu magistra (ogromna to różnica w stosunku do dawnych studiów nauczycielskich i obecnych szkół pomaturalnych). Wypada przy okazji zauważyć, że opieka naukowo-dydaktyczna nad kolegiami wyglądała na początku lat 90. na rewolucyjną próbę wyjścia z działalnością dydaktyczną poza siedzibę uczelni. W ten sposób powstały zamiejscowe ośrodki dydaktyczne (w latach 60., 70. i 80. były one efektem współpracy z zakładami wielkoprzemysłowymi). Nawiasem mówiąc, nikomu wówczas nie przychodziło do głowy kwestionowanie legalności tego typu działań. Minister, z własnej inicjatywy lub na wniosek rektora, poza siedzibą uczelni mógł utworzyć „oddziały, instytuty, katedry, zakłady, zespoły badawcze lub dydaktyczne i inne jednostki organizacyjne”, zgodnie z przepisem art. 8 p. 4 i 5 liberalnej ustawy z 1958 roku. A dzisiaj... myśl, że jednostka organizacyjna posiadająca uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego może prowadzić studia magisterskie w zamiejscowym ośrodku dydaktycznym wygląda na zadziwiająco śmiałą (wolno je prowadzić tylko w ramach wydziału zamiejscowego lub filii). W ostatnich latach pojawiły się problemy związane z kolegiami. Przeszły one bowiem fazę zagrożenia likwidacją, gdyż pewna ich część włączona została do struktur państwowego wyższego szkolnictwa zawodowego. Zakłady kształcenia nauczycieli to priorytet główny, będący logiczną konsekwencją zadań samorządu województwa jako organu prowadzącego. Ale równie ważnym priorytetem, urastającym czasem do rangi imperatywu edukacyjnego – nie bez przesłanek politycznych – są państwowe wyższe szkoły zawodowe, które mogą być tworzone na wniosek ministra albo właśnie sejmiku województwa, w uzgodnieniu z ministrem. Ponadto w skład konwentu wchodzą obligatoryjnie przedstawiciele samorządu terytorialnego, a jego przewodniczącym bywa np. prezydent miasta. Pozycja szkolnictwa wyższego w zakresie działalności samorządów województw jest wysoka, jakkolwiek nazbyt często zawężana właśnie do ram państwowego wyższego szkolnictwa zawodowego, np. Zarząd Województwa Podlaskiego zamierza zwiększyć dostępność studiów poprzez rozwój wyższego szkolnictwa zawodowego i tworzenie zamiejscowych wydziałów istniejących szkół wyższych. Zarząd Województwa Podlaskiego – trzymajmy się tego przykładu – podjął intensywne starania zmierzające do utworzenia wyższych szkół zawodowych w największych miastach regionu: Suwałkach i Łomży. Idea utworzenia Wyższej Szkoły Zawodowej w Suwałkach oraz Państwowej Wyższej Szkoły Informatyki i Przedsiębiorczości w Łomży – jak czytamy w materiałach – jest zgodna z deklaracjami Rządu RP, towarzyszącymi wprowadzeniu reformy ustrojowej kraju, dotyczącymi: działań osłonowych wobec miast tracących status wojewódzki. Po kolegiach nauczycielskich i państwowych wyższych szkołach zawodowych, trzecim w kolejności priorytetem była transformacja policealnych szkół medycznych w kolegia medyczne, pod patronatem akademii medycznych, prowadzące studia licencjackie z zakresu pielęgniarstwa, położnictwa, fizjoterapii i ratownictwa medycznego (i w tym wypadku zdarzało się przejęcie specjalności nie przez akademię medyczną, ale państwową wyższą szkołę zawodową). Tę transformację należy uznać za duże osiągnięcie samorządów województw, co znajduje swój wyraz w informacjach nadesłanych przez urzędy marszałkowskie województw: lubelskiego, świętokrzyskiego i opolskiego. W układzie: zakłady kształcenia nauczycieli – państwowe wyższe szkoły zawodowe – szkolnictwo medyczne pozycja uniwersytetów w obszarze priorytetów samorządów województw nie jest i zapewne nie może być wysoka. Owszem, silne niekiedy wsparcie godne jest odnotowania, zwłaszcza w wypadku uniwersytetów rozwijających się, często nowo powołanych, pożądających wręcz niezbędnych inwestycji i wsparcia finansowego. Zwracają na to uwagę i uniwersytety (np. Śląski, Warmińsko-Mazurski) i urzędy marszałkowskie (np. województw podlaskiego i podkarpackiego). Kolejnym priorytetem na liście samorządowej jest dokształcanie nauczycieli: realizowane głównie poprzez ośrodki doskonalenia nauczycieli, wyspecjalizowane również w organizacji studiów podyplomowych. Jeszcze kilka lat temu dokształcanie nauczycieli było jednym z głównych priorytetów współpracy samorządów z uczelniami wyższymi, ale obecnie, w sytuacji, gdy nauczyciel z różnych powodów legitymuje się świadectwem lub świadectwami ukończenia studiów podyplomowych, gdy kończą się nabory nauczycieli na te studia i podupadają samorządowe ODN-y, problem dokształcania pedagogów musiał ustąpić miejsca innym zagadnieniom. ISTOTNY ROZZIEWTermin „współpraca” ma konotację pozytywną, gdyż niesie ze sobą myśl o dobrowolnej kooperacji w przestrzeni demokratycznej, funkcjonując jako rodzaj imperatywu moralnego. Jest rzeczą charakterystyczną, że w otrzymanych dokumentach nie pojawia się nic, co można by nazwać cieniem problemu, tak jak mielibyśmy do czynienia z efektem Polyanny. Współpraca traktowana jest jako konieczna kategoria a priori, której pozytywy ujęte enumeratywnie mają w oczywisty sposób demonstrować korzyści płynące ze współdziałania. Dopiero syntetyczne zestawienie priorytetów pokazuje istotny rozziew pomiędzy pojmowaniem przez obie strony współpracy, bynajmniej nie będącej bezproblemowym polem, na którym toczy się peryferyjna gra o większe lub mniejsze fanty, lecz raczej burzliwą sceną tworzenia uczelni niepaństwowych, państwowych wyższych szkół zawodowych i zamiejscowych ośrodków dydaktycznych oraz areną konfliktów interesów. Okres przełomu, czyli lata 1997-2000, poskutkował i w ten sposób, że samorządy, zwłaszcza województw, postawiły w większym stopniu na państwowe szkolnictwo zawodowe niż na struktury zamiejscowe uniwersytetów. Z tej to epoki pochodzą marzenia o przekształceniu owych szkół zawodowych np. w Akademię Przemyską, Miechowską czy Bialską (a już mówi się o Zamojskiej), w byłych miastach wojewódzkich. Główny problem w chwili obecnej postrzegam jako paradoks. Otóż uniwersytety, pełniąc patronat nad specjalnościami prowadzonymi przez państwowe wyższe szkoły zawodowe i zakłady kształcenia nauczycieli w byłych miastach wojewódzkich i w miastach powiatowych, warunkują wręcz funkcjonowanie tego szkolnictwa, de facto dzięki własnym kadrom i programom, doprowadzając młodzież do stopni licencjackich. Natomiast, gdy same chcą prowadzić tę działalność w już zalegalizowanych ustawowo zamiejscowych ośrodkach dydaktycznych, napotykają na niezwykle zaostrzone przepisy wobec rozporządzenia ministra edukacji narodowej z 20 marca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków tworzenia i funkcjonowania zamiejscowego ośrodka dydaktycznego oraz tworzenia filii lub wydziału zamiejscowego uczelni. Przeto uniwersytety firmować mogą i firmują działalność „obcych” uczelni zawodowych w ich siedzibie – ale i tak z dojeżdżającymi profesorami – natomiast, gdyby chciały to robić we własnym ośrodku zamiejscowym i w 100 proc. własną kadrą uniwersytecką, to napotkają na bariery wykazane w rozporządzeniu, o którym mowa. Wydaje się, że niezwykle energicznie należy podkreślać kwestię sprawowania opieki nad specjalnościami prowadzonymi przez państwowe wyższe szkoły zawodowe (czego nie uczyniono, z jednym wyjątkiem, w żadnym materiale przesłanym przez uniwersytety). Należy też zastanowić się nad ewentualnym zinstytucjonalizowaniem współdziałania przewidzianego w art. 8 ustawy o wyższych szkołach zawodowych, nie tylko jako sprawowanie przez różne uczelnie opieki nad poszczególnymi specjalnościami, ale także jako uznanie strategiczno-rozwojowego patronatu nad daną szkołą, który mógłby być przyznany przez MENiS tylko jednej, wybranej (dominującej) uczelni akademickiej. Państwowe wyższe szkoły zawodowe – oferując bezpłatne studia dzienne – będą z czasem marginalizować zamiejscowe szkolnictwo uniwersyteckie, o ile nie otworzy się ono na studentów studiów dziennych, co obecnie jest raczej prawie niemożliwe z powodu upadku algorytmu i trudności finansowych uczelni wyższych. Jednakże studia dzienne poza siedzibą uczelni rozwijają np. UMCS, KUL i UWM. Szkoły zawodowe też zresztą napotkają na trudności budżetowe i pomocowe ze strony samorządów, choćby z tego powodu, że, jak podała niedawno „Rzeczpospolita”, najbardziej zadłużone są miasta powiatowe, w wysokości ogólnie ponad 40 proc. budżetu rocznego i nawet więcej. WSPÓLNY LOBBINGPo ubiegłorocznej lipcowej noweli ustawowej, legitymizującej zamiejscowe ośrodki dydaktyczne, nie nastąpił żaden gwałtowny ruch uniwersytetów w kierunku tworzenia struktur zamiejscowych, czego tak bardzo obawiały się uczelnie niepaństwowe. Uwidoczniają to materiały pokazujące, że ośrodki zamiejscowe powstały głównie w latach 1997-2000. Restrykcyjne rozporządzenie z 20 marca 2003 r. okazało się po części ciosem w próżnię, bo wyhamowanie procesów tworzenia owych ośrodków nastąpiło samoczynnie, przede wszystkim z powodów finansowych (co potwierdzają grudniowe uchwały senatów akademickich, które zapadły na kwartał przed datą rozporządzenia). Sądzę, że działając na podstawie statutu jednostka organizacyjna posiadająca uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego mogłaby prowadzić studia magisterskie poza siedzibą uczelni, a mająca uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora studia licencjackie poza siedzibą uczelni, czyli w zamiejscowym ośrodku dydaktycznym (terminy „filia” czy „wydział zamiejscowy” wydają się niekonieczne). W tej chwili można wręcz mieć obawy: a co będzie, jeśli uniwersytety – zwłaszcza prowadzące poza swoją siedzibą studia dzienne, ale i wobec kurczącej się liczby studentów zaocznych w zamiejscowych ośrodkach dydaktycznych – zechcą swoją działalność ograniczyć lub zawiesić? Jakie uczelnie w to miejsce wejdą i jaki będzie tego skutek społeczny? Czy myślenia restrykcyjnego, w odniesieniu do prowadzonego przez uniwersytety szkolnictwa zamiejscowego, nie należałoby zastąpić myśleniem pomocowym, wspierającym? Pewnie to życzenie na wyrost. Restrykcjami natomiast należałoby objąć w ostatnim roku mnożące się jak grzyby po deszczu tzw. punkty rekrutacyjne uczelni niepaństwowych, które są faktycznie zakamuflowanymi ośrodkami prowadzenia działalności dydaktycznej poza siedzibą uczelni. Pragnę też podkreślić, że nie zajmowałem się w ogóle problematyką współpracy samorządów z niepaństwowym szkolnictwem wyższym, niegdyś niezwykle intensywnej i owocnej, później schłodzonej poprzez tworzenie uczelni i rozwój jednostek zamiejscowych szkolnictwa państwowego. Obecnie dochodzi do tej współpracy raczej w lokalnych niszach edukacyjnych, to znaczy w mniejszych miastach powiatowych, które do tej pory nie mogły się pochwalić obecnością struktur szkolnictwa wyższego, a zostały dostrzeżone przez emisariuszy uczelni niepaństwowych (tylko z tego tygodnia mógłbym podać 2 przykłady takich inicjatyw w województwie lubelskim). Warto by chyba też przypomnieć dawny projekt ministrów Łybackiej i Hausnera o przeznaczeniu jeśli nie cząstki, to choćby cząsteczki środków na walkę z bezrobociem na kształcenie w trybie dziennym młodzieży w miejscowościach o szczególnie wysokim bezrobociu, gdzie funkcjonują zamiejscowe ośrodki dydaktyczne. W tym kontekście warto zauważyć pewien aspekt przepisu z ustawy o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobociu, przewidującego możliwość finansowania ze środków Funduszu Pracy kosztów studiów osobom zamieszkałym w powiatach (gminach) zagrożonych szczególnie wysokim bezrobociem strukturalnym. Uprawnione osoby – po utracie statusu absolwenta – podejmując naukę w systemie wieczorowym lub zaocznym, otrzymują stypendia na okres 12 miesięcy. Brak natomiast podstaw prawnych, by takie stypendia mogła otrzymać w regionach zagrożonych bezrobociem osoba podejmująca studia dzienne. To temat do wspólnego lobbingu uniwersytetów i samorządów. Prof. dr hab. Krzysztof Stępnik, historyk literatury polskiej, kierownik Zakładu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UMCS, pełni funkcję prorektora ds. ośrodków zamiejscowych Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
|
|
|