W stronę historii
Kartki z dziejów nauki w Polsce (46)
Piotr H?bner
W miarę przesuwania się frontu Jakub Berman – odpowiedzialny w KC PPR za politykę wobec inteligencji i aparat bezpieczeństwa – budował system oddziaływań na naukę i uczonych. Oficjalnie miała to być polityka wyciągniętej ręki. Już 9 lutego 1945 r., z namowy Bermana, zwrócił się Bolesław Bierut do prezesa PAU Stanisława Kutrzeby o przygotowanie memoriału „W sprawie organizacji nauki polskiej”. Równolegle na zlecenie Bermana powstał tajny raport Ludwika Sawickiego, pełniącego od lat rolę informatora. W odpowiedzi na konferencję w sprawie potrzeb i organizacji nauki polskiej, zorganizowaną 26 stycznia 1946 w Krakowie przez PAU i UJ, Berman zwołał 13 lutego konkurencyjną konferencję w Prezydium Rady Ministrów. Statutowy protektor PAU Bolesław Bierut wystąpił 19 czerwca tego roku na publicznym posiedzeniu PAU z mową przygotowaną przez Bermana, by zapowiedzieć oparcie polityki na naukowej analizie rzeczywistości. Nauka czysta miała być „przesądem”, a Akademia – „jednym z najważniejszych ogniw postępowej myśli naukowej”.
Tezy te wsparła grupa profesorów UMCS w kolejnych artykułach na łamach „Życia Nauki”. Pierwszym był artykuł Józefa Parnasa Przyczynek do dyskusji na temat organizacji nauki polskiej. Autor atakował Tezy konferencji PAU i UJ, propagował reformę Akademii. Ta winna być dziś upaństwowiona, poddana kompetencji ministra oświaty lub Prezydium Rady Ministrów, rozszerzona w swym składzie i podzielona na odcinki poszczególnych nauk. Miały jej być podporządkowane wszystkie instytuty naukowo-badawcze.
Autor tych tez zjawił się w Lublinie z batalionem szturmowym I Armii. Z protekcji Bermana uzyskał w 1948 godność prorektora UMCS. Jako prorektor – co wspomina Tadeusz Kielanowski – był bardzo ruchliwy i miał reprezentować element polityczny u boku bezpartyjnego rektora, ale dziwne było to jego zaangażowanie, bo pisał na przykład listy do papieża o błogosławieństwo (choć nie pochodził z katolickiej rodziny); lecz to nie była ani nie jest moja sprawa. Moją sprawą było, iż stale wkraczał w moje kompetencje, a zarazem pisywał niemal co tydzień długie skargi i donosy na mnie do ministerstwa i wszelkich innych władz. Tym sposobem został Józef Parnas w 1950 roku p.o. rektora. Wypchnięty z godności Tadeusz Kielanowski wyjawiał dalsze fakty o Parnasie: Nie podaję jego tytułów, bo na rozprawie karnej, która odbyła się wiele lat później, ujawniono, że nie miał nawet doktoratu, nie był nigdy partyzantem ani majorem, a Krzyż Walecznych i inne polskie i radzieckie ordery nosił bezprawnie. Habilitował się w 1946 na podstawie pracy nie drukowanej, która w czasie działań wojennych zginęła bez śladu i pozostał tylko jej tytuł. Do tego, dzięki drobnej zmianie nazwiska, swoistemu mimikri, uchodził nieraz za znakomitego polskiego biochemika. Ów biochemik, Jakub Parnas, ewakuowany ze Lwowa w 1941 do ZSRR i tam po wojnie pozostający, członek AN ZSRR, ale i PAU, oskarżony o wizytę w ambasadzie USA w Moskwie trafił do sowieckiego więzienia i został zgładzony w 1949. Taka była przyczyna końca kariery Józefa. Mimo słabnącej protekcji Bermana dojść do godności rektora już nie mógł – do końca 1951 pełnił tylko jego obowiązki. Po tym roku kieruje Katedrą Mikrobiologii Akademii Medycznej w Lublinie, tam też zostaje dyrektorem resortowego Instytutu Medycyny Pracy i Higieny na Wsi. Występuje z tytułem i stopniem „prof. zw. dr med.” Emigruje po marcu 1968. Osiada w Danii. Tam, w 1990, na wieść o odbudowie z popiołów Polskiej Akademii Umiejętności postanawia przypomnieć o sobie. Wysyła pismo gratulacyjne do władz PAU, którą niegdyś projektował upaństwowić, mimo iż nadal działać ma jako stowarzyszenie. Te metamorfozy zasługują na uwagę nie tyle historyka nauki, ile znawcy ludzkich charakterów.
|