Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2004

Spis treści numeru 2/2004

Zamknięte „oczy świata”

Poprzedni Następny

Życie akademickie

Uczelnie wyższe są miejscem, skąd winien emanować przykład prawości, by w „blasku prawdy” mogło trwać nasze życie. Tego oczekuje się od nauki.

Jadwiga Michalczyk

Fot. Stefan Ciechan

Coraz bardziej skrzeczy polska rzeczywistość. Niemal na każdym kroku trafiamy na systemową sieć nieuczciwych układów i powiązań, których siłą sprawczą jest wzajemne popieranie się oraz krycie matactw, afer i innych niegodziwości. W poczuciu bezkarności następuje eskalacja podłości.
Trudno się dziwić, że wpisane w taką rzeczywistość środowisko naukowe nie jest ostoją prawości. Coraz częściej z wnętrza świata nauki wychodzą sygnały świadczące o nieprawidłowościach. Tu plagiat, tam fikcja, ówdzie nierzetelność, interesowność lub fundamentalne kłamstwo. Wszystko to w oczach urzędów akademickich przyjmowane było za prawdę, która dopiero z biegiem czasu i z ludzką pomocą ukazała swe prawdziwe oblicze, co stało się podłożem większej lub mniejszej afery naukowej, a niekiedy wręcz skandalu, zwłaszcza gdy partycypowała w nim elita profesorska. To najdobitniejszy przejaw sprzeniewierzenia się istocie profesorskiego ideału. Takich ludzi można nazwać zdrajcami nauki, a zdrajcy zawsze byli eliminowani ze środowiska. Jednak w życiu akademickim jest inaczej. Tacy ludzie nie są wykluczani z nauki i zawsze znajdzie się dla nich miejsce. Poświadczają to przykłady sygnalizowane w „Forum Akademickim”.

Nasuwa się pytanie o motywy tolerowania nieuczciwości: solidarność środowiska czy solidarność zdrajców? A może zapotrzebowanie? Zło nie jest incydentalne. Jeden oszust w nauce niewiele złego zdołałby zrobić, przy rzetelności innych jego nieuczciwość szybko byłaby zdemaskowana. Zło musi więc odnosić się do większych lub mniejszych grup środowiskowych. I to jest najbardziej niepokojące zjawisko, które nosi znamiona kryzysu nauki. Wymaga zatem systemowych działań, a te wprowadza się u nas z największą opieszałością.

Uczelnie wyższe są miejscem, skąd winien emanować przykład prawości, by w „blasku prawdy” mogło trwać nasze życie. Tego oczekuje się od nauki. Przed kilku laty ówczesny rektor KUL bp Stanisław Wielgus w przemówieniu inauguracyjnym O nowym paradygmacie uniwersytetu użył w odniesieniu do uniwersytetów określenia „oczy świata”. Ta metafora trafnie oddaje to, czym w ujęciu globalnym są uczelnie wyższe. Przywołuję ją w kontekście refleksji nad polskimi uczelniami, by stwierdzić, że nasze „oczy świata” są chore albo zamknięte.

Nieuczciwość w nauce to nic nowego. Nie jest to tylko problem współczesny i nie został wywołany tzw. transformacją ustrojową. Trwa od lat, ale niestety rozwija się w przyspieszonym tempie. Dla ukazania tego tempa, pozwolę sobie przytoczyć osobiste wspomnienie. Dotyczy ono okresu, gdy zaczynał się świt „Solidarności”. Wówczas, na jednym z roboczych spotkań, prof. Adam Malicki (1907-81) opowiedział o znaczeniu legitymacji służbowej uczonego. Będąc pracownikiem Uniwersytetu Jana Kazimierza, nie musiał specjalnie tego dokumentować, ale zatrudnienie w uniwersytecie było poświadczeniem prawości, a co za tym idzie wyzwalało powszechny szacunek. U schyłku jego życia legitymacja się tak zdewaluowała, że jej okazywanie zamiast zaufania wzbudzało podejrzenia. Wtedy jeszcze młody pracownik, który fałszował wyniki badań, szybko był demaskowany i usuwany przez samo środowisko, nawet jeśli za jego uczonością kryła się legitymacja „przewodniej siły narodu”. A jak jest teraz? Tego pytania nie można zostawić bez odpowiedzi. Nie wystarczy też odpowiedź, że teraz nie ma legitymacji.
Potrzeba więc, by wśród pierwszoplanowych kryteriów doboru ludzi do pracy zawodowej w nauce znalazło się kryterium uczciwości. O tym wszyscy wiedzą. Skąd zatem deprawacja? Jest ona tym groźniejsza i oporna na usunięcie, im na wyższym szczeblu hierarchii akademickiej się zagnieździła. Nie każdy pracownik wtedy zło dostrzeże i nie każdy przerwie zmowę milczenia, tym bardziej jeśli liczy się z tym, że jego głos będzie tłumiony. Tym większa hańba uczonych, że to wołanie o uczciwość często słyszane jest dopiero za pośrednictwem mediów. Dobrze więc się dzieje, że „Forum Akademickie” przedstawia patologię środowiska i odsłania zło. Jednak istota problemu tkwi w człowieku, a tego publikacje dziennikarskie nie zdołają naprawić. Mogą tylko otworzyć oczy, poruszyć sumienia. Oby tak się stało.

W głoszeniu prawdy można też posłużyć się fraszkami. Dobrze pełniły swą rolę w okresie niewoli. Może też w jakiejś mierze będą skuteczne w głoszeniu prawdy o środowisku naukowym, zwłaszcza gdy oddolne sygnały do „góry” nie docierają. Środowisko naukowe ma swojego krytyka, który ukazywał niegodziwości areopagu naukowego. Jest to przyrodnik Sergiusz Riabinin (1918-97). Jego strofy nie zwietrzały i mogą kłuć prawdą w oczy. Może nawet dotyczą powszechniejszych niż przed laty zjawisk. Cytuję jedną z nich:

Naukowców wielki tłok
Zepchnął naukę na bok!

Kończę na fraszkach. Ufam, że ich mądrość ma swoją wymowę. Nie otworzy to „oczu świata”, ale może zasieje ziarno otuchy w tych, którzy są bezradni wobec zła, i których głos prawdy jest tłumiony. Ufajmy, że jedynie doraźnie satysfakcją dla nich pozostaną tylko fraszki. Może wkrótce coś się zmieni? Na razie w mym umyśle rodzą się tego typu wnioski:

Wielkiej to głupoty znak,
Gdy w nauce prawdy brak.
***
O! jaka wielka góra guzików!
To sprawozdanie z cudzych wyników.
***
Czy naprawdę nie nauka
A dziennikarz prawdy szuka?

Dr Jadwiga Michalczyk, geograf, jest pracownikiem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. 

Komentarze