Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2004

Spis treści numeru 2/2004

Świeżawscy

Poprzedni Następny

Rody uczone (82)

Wielkie dobro emanuje od tego mądrego człowieka, który rozumie cudze ułomności 
i wybacza je, ale nie zmniejsza wymagań i nie skrywa oczekiwań.

Magdalena Bajer

Fot. Piotr Kieraciński

Prof. Stefan Swieżawski

Najwybitniejszą postać rodu – właściwie dwóch rodów, obfitujących w ludzi zasłużonych nauce i sztuce, połączonych małżeństwem bohatera tej opowieści – poznałam prawie 20 lat temu. Prof. Stefan Swieżawski był najważniejszym spośród występujących na sesji naukowej zorganizowanej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w 35. rocznicę rozpoczęcia tam pracy przez doc. Karola Wojtyłę. Słuchając niezwykle przenikliwej analizy zasług naukowych obecnego Papieża, przedstawianej najprościej, z żywą powagą i zaangażowaniem, zapragnęłam z prof. Swieżawskim porozmawiać. Udało mi się to w ciągu następnych lat kilka razy (jedną z rozmów, o klasycznej filozofii europejskiej, przedstawiłam w nr 2/02 „FA”; za książkę Dzieje klasycznej filozofii europejskiej prof. Swieżawski otrzymał Nagrodę FNP 2001) i zawsze było to sposobnością do zajrzenia poza horyzont aktualnej wiedzy o świecie oraz aktualnej otaczającej rzeczywistości. Niewiele wiedziałam o źródłach zainteresowań, o drodze intelektualnej uczonego, o duchowej glebie, na jakiej rosła jego niezwykła osobowość.

Z ZIEMI DOBRZYŃSKIEJ

Swieżawscy pochodzą z okolic Bydgoszczy. Nie są rodem „senatorskim”, ale „starościńskim” – o szczebel niżej w hierarchii społeczeństwa szlacheckiego.

W XVII wieku, kiedy zaczęło być trudno utrzymać się z plonów nie bardzo żyznej ziemi, jej właściciele ruszyli na Wołyń, Ukrainę, w poszukiwaniu lepszej doli. Rodzina profesora, który opowiadał mi o tym (żona, pani Maria ze Stadnickich, włączyła się do rozmowy później) w małym mieszkaniu na warszawskim Powiślu, osiadła w ówczesnym województwie bełskim, tj. w okolicach Hrubieszowa. Uprawiając urodzajne tamtejsze gleby rychło się wzbogaciła. Przed II wojną światową miała jeszcze około 10 siedzib. W jednej z nich, Hołubiu nad Bugiem, przyszedł na świat Stefan Swieżawski.

Z właściwymi sobie, tak charakterystycznymi dla każdej wypowiedzi precyzją i skromnością mówi o ziemiańskiej tradycji, dodając, iż jednak ta strona intelektualna dochodziła do dość dużego rozwoju. Jego ojciec był doktorem filozofii, a specjalistą nauk rolniczych, które wtedy wykładano na wydziałach filozoficznych. Wiedzę zdobywał w uniwersytetach niemieckich, m.in. w Halle. Syn, wiele lat później, pracując w paryskiej Bibliotheque Nationale nad dziełem swego życia – historią filozofii średniowiecznej, zajrzał do katalogu (kilkaset tomów oprawnych w czerwoną skórę) znajdując tam kartę: „Władysław Swieżawski”, tytuł pracy na temat hodowli ziemniaków oraz ojcowskie curriculum vitae.

W genealogii studia wyższe znajdujemy nierzadko – przeważnie prawo lub agronomia. Bywały też „inne powołania intelektualne”. Dwaj ojcowie pijarzy nauczali w szkołach zakonnych w XVIII wieku, a szkoły te, jak podkreśla mój rozmówca, wykształciły i wychowały pokolenie ludzi polskiego Oświecenia, autorów reform edukacyjnych zapisanych w Konstytucji 3 maja. W tej samej epoce jedna z prapraciotek była benedyktynką w lwowskim klasztorze i napisała broszurę o życiu duchowym, którą potomek znalazł, po dziesięcioleciach, w Bibliotece Jagiellońskiej. Prawie 100 lat później Ernest Swieżawski, z wykształcenia historyk, należał do pionierów badań etnograficznych, studiując dzieje obyczajów.

Stryjeczny brat pana profesora, Stanisław, doktor praw, został szefem kancelarii cywilnej prezydenta Mościckiego. Rezydując w Pałacu pod Blachą, gościł tam kiedyś Stefana z żoną. Brat rodzony musiał porzucić studia, by prowadzić odziedziczony majątek. Wybitnie utalentowany muzycznie, w młodości komponował, później został tłumaczem, głównie literatury polskiej na język niemiecki. Profesor z żalem mówił o jego przerwanej edukacji.

W pokoleniu jego rodziców doszły wyraziście do głosu talenty i zainteresowania artystyczne. Matka była śpiewaczką. Dom od najmłodszych lat Stefana „oddychał muzyką”. On sam uczył się gry na fortepianie, ale grał wyłącznie ze słuchu, nie mogąc opanować sztuki czytania nut. Ciotka rzeźbiła i malowała, przyjaźniąc się całe życie z rodziną Witkiewiczów, a także Puszetami i Kossakami. Jedna z sióstr przyszłego filozofa została poetką, ten zaś w chłopięctwie bardzo dużo rysował (oglądałam album pięknych i ciekawych prac) i często powtarzał: – Mamusia powiedziała, że będę malarzem i będę mieszkał w Zakopanem.

„Bakcyl artystyczny” zakorzenił się na dobre w następnych pokoleniach, o czym dalej. Zastanawiając się nad związkami pasji naukowych oraz artystycznych uczony doszedł do przekonania, iż istnieje między nimi bardzo bliska koneksja.

PRZYPADKOWA FILOZOFIA

– Właściwie nigdy nie myślałem, jako dziecko i jako chłopiec, że kiedyś się poświęcę nauce. Zaczęło się od astronomii. Chrzestny ojciec a cioteczny dziadek, profesor matematyki UJK Józef Puzyna, miłośnik muzyki Wagnera, opowiadał dziesięcioletniemu chłopcu o geometrii nieeuklidesowej, jawiącej się dopiero na horyzoncie człowieczej myśli. Stefan Swieżawski założył później, w szkole, kółko astronomiczne, które prenumerowało francuskie czasopismo popularnonaukowe z tej dziedziny. Po maturze wybierał się na astronomię. Był prymusem, czym specjalnie się nie chlubi, wyznając, iż „matematyczne stopnie” dostawał z litości. Zdawszy sobie z tego sprawę, postanowił szukać innych studiów. – Decyzja o filozofii była właściwie przypadkowa.
W tym miejscu zakłócę chronologię, żeby przypomnieć – daleko nie wszystkie – najważniejsze dokonania pana profesora (on sam tylko o nich napomykał), które zostały uwieńczone wieloma najwyższej rangi rodzimymi oraz międzynarodowymi laurami.

Całe twórcze życie Stefana Swieżawskiego – urodził się w 1907 – to wytężona praca nad „odsłonięciem” filozofii średniowiecznej, zwłaszcza myśli św. Tomasza z Akwinu z deformujących ją, ideologicznych najczęściej, interpretacji, jakie nawarstwiły się w ciągu dziejów Kościoła. Owocem jest kilkunastotomowa historia filozofii średniowiecznej, ale także inne książki profesora, liczne jego artykuły, wystąpienia na spotkaniach intelektualistów w różnych krajach, ponad pół wieku prowadzone wykłady, które z pomocą uczniów zapisał w wydanych parę lat temu Dziejach europejskiej filozofii klasycznej (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa – Wrocław 2000), kilka tomów wspomnień, do których należą m.in. Przebłyski nadchodzącej epoki (Biblioteka „Więzi”, Warszawa 1998), świadectwo spotkań z ludźmi, którzy nową epokę biegu myśli i losów Kościoła zapoczątkowali. Z Etienne’em Gilsonem i Jacquesem Maritainem Stefan Swieżawski współtworzył dzieło Drugiego Soboru Watykańskiego, przy czym polski filozof uczestniczył czynnie w pracach Vaticanum Secundum, wnosząc znaczący wkład w treść podstawowych dokumentów, przyczyniając się do tego wszystkiego, co wciąż owocuje – otwarcia na świat, ekumenizmu, dialogu z braćmi starszymi w wierze. Zwiastuny takich zainteresowań i takiej postawy można znaleźć już na początku „filozoficznej drogi” przyszłego myśliciela.

– Szalenie mnie interesowała liturgia. Dlaczego to jest niezrozumiałe? Tak zwana odnowa liturgiczna była dla mnie czymś bardzo ważnym w religii i z tym się łączyło zamiłowanie do tekstów religijno-filozoficznych, które w oficjalnej filozofii były, powiedziałbym, lekceważone. To było jeszcze w gimnazjum.

Na uniwersyteckiej filozofii we Lwowie królował Kazimierz Twardowski, znakomity metodolog i dydaktyk, który o filozofii średniowiecznej pisał, że współczesnemu człowiekowi nic wartościowego dać nie może. Stefan Swieżawski nie rezygnował z zainteresowania nią właśnie i także pismami ojców Kościoła, której to problematyki nie określał wtedy jeszcze mianem metafizyki. Sprzyjającą okolicznością okazał się rygor studiowania dwóch „głównych” przedmiotów na Wydziale Humanistycznym. Jako drugi, obok filozofii, wybrał historię, znajdując pełne zrozumienie u wielkiego mediewisty Jana Ptaśnika oraz prof. Łucji Harewiczowej, która wykładała nauki pomocnicze historii. Zadano mu zrobienie bibliografii do pracy na temat encyklopedystów średniowiecznych, a także krytyczne opracowanie dorobku księdza Konstantego Michalskiego, wybitnego teologa-mediewisty z UJ.

Doktorat o dziele Dunsa Szkota robił pod kierunkiem Kazimierza Ajdukiewicza, następcy Twardowskiego. W trakcie starań o habilitację Twardowski zapisał w notatniku: Swieżawski jest inteligentnym człowiekiem, ale nie ma tego, co Niemcy nazywają der Scharfsinn [ostry umysł – M.B.] i właściwie ta sprawa jest niemożliwa, bo on ma już a priori swoje poglądy, a filozof musi być człowiekiem szukającym.

Habilitacja nastąpiła w roku 1946, pod kierunkiem Kazimierza Ajdukiewicza, po czym doc. Swieżawski rozpoczął wieloletnią pracę w KUL-u, kształcąc kilka pokoleń filozofów. Jak wspomina, przekonywał się nieraz, ile zawdzięcza „trudnej szkole” swego pierwszego mistrza.

PARANTELE I KOLIGACJE

Nie było łatwo znaleźć opiekuna do nietypowej w środowisku lwowskim tematyki badawczej. Kiedy Stefan Swieżawski o to się starał, doszedł go, poprzez przyjaciela malarza Jana Henryka Rozena, sygnał z Poznania. Prof. Adam Żółtowski, wielki znawca Hegla, dawał do zrozumienia, że byłby rad z poznania młodego filozofa i ewentualnej z nim współpracy. Po doktoracie, w roku 1932, Stefan pojechał więc, aby się przedstawić... wujowi przyszłej żony. W ślad za parantelą duchową – mistrz bowiem zainteresował się bardzo pomysłami naukowymi – przyszły koligacje rodzinne.

Profesor, pochodzący z arystokratycznej rodziny wielkopolskiej, ożeniony był z „uczoną panną” Puttkamerówną. W domu państwa Żółtowskich dr Swieżawski poznał Marię (Maryś) Stadnicką, której ojciec, również ze starego rodu, był właścicielem wielkich obszarów leśnych w Małopolsce. Założył kilka rezerwatów i parków narodowych, które do dzisiaj noszą jego imię. Zięć uważa go za jednego z najlepszych polskich leśników. Matka pani Marii Swieżawskiej, z domu Woroniecka, także należała do warstwy ziemiańskiej. Jej rodzina, po stracie większości dóbr wskutek represji popowstaniowych, osiadła w majątku Bielice pod Sochaczewem, gdzie gościł nie raz i czasami nie krótko Henryk Sienkiewicz. To właśnie matka zajmowała się domem i dziećmi, wychowując córki w tradycyjnej skromności, poszanowaniu starszych, miłości rodzinnej, ucząc dobrych manier, ale i modnej w ich towarzyskim kręgu jazdy konnej.

Poznanie się przyszłych państwa Swieżawskich, którzy przeżyli razem z górą 60 lat, ilustruje wiarę w Opatrzność, łączącą przeznaczone sobie istoty. Maria: – Bałam się mężczyzn, skłonnych często do zdrady. No i zobaczyłam takiego młodego człowieka, całkiem innego. Leciał gdzieś z Czartoryskimi, a my z siostrą byłyśmy tam i nie poczułam żadnego skrępowania, żadnego przestrachu. Stefan: – A ja właśnie na te panny zwróciłem uwagę. Były inne, jak... inne. Potem uwaga skoncentrowała się na Marii. Oświadczył się na maneżu, jako że oboje, wtedy i później, z upodobaniem jeździli na „ogromnych bachmatach”. Łączyła też praca w Odrodzeniu – katolickiej organizacji studenckiej, środowisku wrażliwym na „przebłyski nadchodzącej epoki”, wychwytującym nowe prądy w filozofii i nowe nurty w Kościele, żeby o nich dyskutować, szerzyć w kręgach uniwersyteckich wizerunek katolicyzmu otwartego, obecnego w świecie i taki katolicyzm praktykować. Pracę w Odrodzeniu Stefan Swieżawski kontynuował po powrocie z Poznania do Lwowa, a idee „presoborowe”, jeśli tak można je w uproszczeniu określić, zaszczepiał swoim studentom oraz uczestnikom licznych spotkań w gronach inteligencji nie tylko katolickiej.

SZTUKA Z NAUKĄ NA PRZEMIAN

Córki moich gospodarzy przejęły artystyczne wiano z bogatej rodzinnej tradycji. Mówiąc o młodszej, profesor wyjął wspomniany album swoich młodzieńczych rysunków, żeby powiedzieć, że ta jego pasja weszła częściowo w... witraże Mai, wielkiej od witraży mistrzyni (wystawia sporo zagranicą), a także udzieliła się wnuczce (córce Mai), która jest światowej miary kostiumologiem, współpracującym z najlepszymi reżyserami teatru i telewizji.

Dzieci córki starszej, Heleny Deskurowej, także są artystami. Syn Andrzej – aktorem w Krakowie, Marta – twórczynią instalacji artystycznych, które prezentuje w wielu krajach.
Pytam o wątek naukowy i dowiaduję się o prawnuczce, najstarszej, która studiuje religioznawstwo w UJ i „fantastycznie jej idzie”. Pomagała profesorowi w różnych pracach wymagających dobrego wzroku, który pradziadkowi szwankuje i zasłużyła na najlepszą chyba opinię, zawartą w jego słowach: – Ją wziąłbym na asystentkę.

Opisując z dumą osiągnięcia córek i ich potomstwa, oboje państwo Swieżawscy akcentowali najważniejszy z ich rozlicznych walorów – ogromnie silną więź z rodzinnym gniazdem, co oznacza tożsamość – w tych wielu pokoleniach, od XVII wieku do dzisiaj – uznawanych wartości, wymaganych cnót, podzielanych pasji, wypełnianych powinności, pojmowanych oraz przyjmowanych zadań, rozpoznawanych wyzwań. Profesor podkreśla ogromną w tym zasługę żony, a ja myślę, że w tak bliskim sobie duchowo i umysłowo stadle niepodobna tego rodzaju zasług rozdzielić.

Spotkanie z prof. Swieżawskim jest dla mnie zawsze czymś w rodzaju spojrzenia w zwierciadło. Uzmysłowieniem, jakim człowiek może być i jakim powinien się starać być. Zdumiewające przy tym, że wobec tak doskonałego wzoru nie popadam w zwątpienie i rezygnację ze starań. Tłumaczę to sobie wielką dobrocią, a raczej wielkim dobrem emanującym od tego mądrego człowieka, który na pewno rozumie cudze ułomności i wybacza je, ale nie zmniejsza wymagań i nie skrywa oczekiwań. Dyskretnie, rzeczowo, cierpliwie, prosto i przyjaźnie pokazuje wzory, tłumaczy sens rzeczy najtrudniejszych, a najbardziej zadziwiających i pociągających, jeśli się pojmie ów sens.

Każdy człowiek na swój sposób dotyka zagadnień filozoficznych, czyli filozofuje nienaukowo. Historia daje też prawo do sformułowania pewnego uogólnienia, wedle którego w niektórych społeczeństwach to nienaukowe filozofowanie – na pewnym poziomie rozwoju i przy pewnych sprzyjających warunkach – przybiera postać nauki. Nie powinniśmy zatem żywić złudzeń, że tylko nasza kultura wytworzyła filozofię. Można jednak bez wątpienia powiedzieć, że jej istnienie świadczy o wielkości i dojrzałości danej kultury (ze wstępu do Dziejów europejskiej filozofii klasycznej). Stefan Swieżawski życiem i dziełem zaświadcza prawdziwość tych swoich słów. 

Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w programie BIS Polskiego Radia S.A. w marcu 2002 r.

 

Komentarze