Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2004

Spis treści numeru 2/2004

Historia magisterium

Poprzedni Następny

W stronę historii

Kartki z dziejów nauki w Polsce (50)

Piotr H?bner

   Stopień magistra oznaczał dawniej szczególny, bo mistrzowski rodzaj uprawnień władczych na terenie nauki, a zarazem stan usamodzielnienia (widoczny w przeciwstawności magistra i ministra).

Jako uznany prawnie stopień naukowy pojawiło się magisterium w nauce polskiej dopiero w wyniku reformy z 1925 r. – od tego czasu wyższym stopniem stał się doktorat. Powód reformy ujawnia problematyka II Zjazdu Nauki Polskiej (1927): 1. Położenie szkół akademickich wobec konieczności przygotowywania mas młodzieży do pełnienia funkcyj państwowych i innych zawodów praktycznych. 2. Jak pogodzić ze sobą dwie równoległe funkcje szkół akademickich: przygotowywanie młodzieży do zawodów praktycznych i pracę naukowo-twórczą. Magisterium było dla wszystkich – doktorat dla wybranych.

Temat pracy magisterskiej mógł być obrany dopiero na III roku studiów, po zdaniu egzaminów z przedmiotów głównych. Taki model oznaczał, szczególnie dla filozofów, kres wolnego studiowania, którego rezultaty sprawdzano dopiero w toku zdawania końcowych rygorozów doktorskich. Po reformie należało zdawać egzaminy już na II i III roku studiowania. Według ministerialnego rozporządzenia z 26 listopada 1925 r., praca magisterka winna wykazać, że student włada metodami ścisłymi w zakresie pewnego zagadnienia zgodnie ze współczesnym poziomem odpowiedniej dziedziny wiedzy. Na wniosek profesora za pracę magisterską mogła być też uznana poważniejsza praca seminaryjna lub laboratoryjna, bądź inna. Promotor brał na siebie współodpowiedzialność za jakość pracy, nie do pomyślenia nawet były plagiaty.

Uczelniana Komisja Egzaminacyjna wyznaczała – po uznaniu pracy za wystarczającą – termin „dyskusji nad pracą”. Ta odbywała się najczęściej przed dwuosobową podkomisją, choć możliwa była też obrona przed samym promotorem. W toku dyskusji student winien wykazać ogólną znajomość całokształtu wiedzy z zakresu obranego przezeń magisterjum. Praktycznie był to egzamin z zakresu danej dyscypliny (historia, filologie, matematyka, fizyka; w 1930 r. na tej liście znalazła się też socjologia). Wiedzę sprawdzano gruntownie, bez pośpiechu, z osobna.
Na wniosek absolwenta mogły się pojawić na egzaminie także przedmioty dodatkowe, spoza zakresu magisterium, oceny odpowiedzi wpisywano na odwrocie dyplomu. Możliwe też było zabieganie o rozszerzenie dyplomu na inny zakres wiedzy, po uzupełniającym egzaminie i złożeniu nowej pracy magisterskiej.

Egzamin magisterski z zasady przeprowadzali profesorowie danego wydziału. Dyplom magisterski zawierał oceny z egzaminu, temat i ocenę pracy oraz orzeczenie, iż Rada Wydziału nadaje stopień magistra filozofii jako „dowód zakończenia studiów wyższych” w obranym zakresie. Owe zakresy to poszczególne dyscypliny humanistyczne i matematyczno-przyrodnicze. Wytyczały ich granice już nie indywidualne mniemania profesorów, lecz rozporządzenia ministerialne. Akcentowano tym samym, iż każdy z absolwentów przygotowany jest do pełnienia wybranej roli zawodowej: historyka, filologa, matematyka... Tylko nieliczni absolwenci zostawali w uczelni, by pisać doktorat. Daleko liczniejsza była grupa tych, którzy przygotowywali się do trudnego egzaminu państwowego na stanowisko nauczyciela szkoły średniej. Praktycznie dzielono wybrane ukierunkowania studiów na „chlebowe”, czyli dające łatwo zatrudnienie zawodowe, oraz takie, które dawały tylko wykształcenie. Wśród tych ostatnich mieścili się najwyraźniej ci, którzy uzyskali specjalność w zakresie nauk filozoficznych.

O tym, że dawne wolne filozofowanie odległe jest od potrzeb życia najenergiczniej przekonywali zwolennicy ustroju komunistycznego. W 1951 r. w miejsce stopni magistra i doktora wprowadzono sowieckie stopnie kandydata i doktora nauk. Reforma z 1958 r. przywróciła magisterium i doktorat, ale ten pierwszy nie był już stopniem naukowym, lecz nazwą dyplomu zawodowego. I od tego czasu nie powinien być używany w roli ozdobnika przy nazwisku.

Komentarze