Aktualności
Szkoły wyższe
13 Stycznia
Źródło: UMK
Opublikowano: 2026-01-13

Akademie „małych ojczyzn”

Naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika przeprowadzili pierwsze na tak dużą skalę badanie sektora publicznych uczelni zawodowych w Polsce. – Chcieliśmy poznać najróżniejsze elementy ich funkcjonowania – społeczne, kulturowe, ekonomiczne – przy uwzględnieniu otoczenia, w jakim działają – tłumaczy dr hab. Dominik Antonowicz. Wyniki zaprezentowano podczas dwudniowej konferencji, która odbyła się w Toruniu.

Pierwsze, wówczas państwowe wyższe szkoły zawodowe, powstały w 1998 roku w dziewięciu miastach: Tarnowie, Koninie, Legnicy, Elblągu, Jeleniej Górze, Nowym Sączu, Gorzowie Wielkopolskim, Jarosławiu i Sulechowie. Dziś działają w 31 ośrodkach (jako ostatni na mapie pojawił się w 2023 roku Grudziądz), głównie średniej wielkości (tylko pięć ma siedzibę w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców) i na tzw. pustyniach edukacyjnych – poza jedną wszystkie są jedynymi publicznymi szkołami wyższymi w swoich miastach, a w konsekwencji tylko one oferują studia bezpłatne.

Od kilku lat mogą używać nazwy „akademia nauk stosowanych”, z czego większość skrzętnie skorzystała. Największe z nich to uczelnie w Tarnowie (3,8 tys. studentów), Legnicy (3,2 tys.), Nowym Sączu (2,9 tys.), najmniejsze – w Wałczu (469) i Głogowie (435). W sumie kształci się w nich prawie 45 tys. żaków, a zatrudnionych jest ok. 4,5 tys. pracowników. O ile na początku w PUZ dominowały kierunki społeczne (w 2005 roku – 34,9% studentów) i pedagogiczne (27,1%), o tyle dziś – okołomedyczne (26,9%), prawno-ekonomiczne (15,7%) i techniczne (12,9%). Jeszcze w 2005 roku kierunki medyczne, jak pielęgniarstwo, ratownictwo, fizjoterapia, były w ofercie zaledwie trzech uczelni tego typu, a dziś są już w ponad połowie (16) i rekrutuje się na nie trzykrotnie więcej studentów.

Więcej niż połowa studentów pochodzi z powiatu właściwego dla siedziby uczelni. Głównym motywem podjęcia nauki (71,4%) jest bliskość miejsca zamieszkania, a dalej: interesujące kierunki (53,2%), brak opłat za studia (46,1%) oraz dobre perspektywy zawodowe (28,4%). Ponad połowa żaków (56%) ma ambicje zdobycia tytułu magistra (prawie 9% marzy o doktoracie), ale jednocześnie tylko 40% planuje kontynuować studia na II stopniu. I częściej deklarują to kobiety (46,7%), aniżeli mężczyźni (29,5%).

Uczelnie zawodowe przyciągają coraz więcej studentów pracujących (40%), głównie etatowców. Wydaje się, że to właśnie na nich będą się w najbliższej przyszłości orientować. Już teraz konstruują swoją ofertę głównie pod tego typu studenta, a model kształcenia popołudniowego czy weekendowego jest w nich mocno obecny. Chodzi o to, by poprzez dokształcanie, budowanie nowych umiejętności, jednym słowem lifelong learning, osoby te nie wyjeżdżały z regionu.

W ostatnich latach nastąpiło wyraźne osłabienie drenażu mózgów w PUZ. Jeszcze w 2016 roku spośród wszystkich absolwentów I stopnia kontynuujących studia, jedynie nieco ponad co czwarty robił to na uczelni macierzystej, pozostali migrowali do innych ośrodków – dla połowy była to uczenia publiczna, zazwyczaj akademicka i zlokalizowana w dużym mieście. W 2022 roku odsetek studiujących na II stopniu w PUZ wzrósł dwukrotnie – do 56%. Będąc dla wielu uczelnią jedynego wyboru, PUZ stanowi też kanał awansu społecznego – rodzice aż 76% studentów nie mają dyplomu szkoły wyższej. Trzech na czterech żaków wywodzi się z rodzin robotniczych i rolniczych. Co szósty otrzymuje stypendium socjalne – to najwyższy odsetek w porównaniu z uczelniami akademickimi i uczelniami niepublicznymi.

Publikacja ze szczegółowymi wynikami badań ukaże się w drugim kwartale tego roku. O nowych beneficjentach PUZ, regionalnej odpowiedzialności i przyszłości tych uczelni, a także o akredytacji kształcenia i transferze wiedzy dyskutowano podczas dwudniowej konferencji podsumowującej projekt. Obszerna relacja z konferencji w ostatnim numerze „Forum Akademickiego”.

Wśród poruszanych wątków znalazło się m.in. finansowanie. Obecnie uczelnie te otrzymują subwencję w łącznej kwocie ok. 900 mln zł. To mniej niż jeden największy uniwersytet (UW, UJ). Dominik Antonowicz zwrócił uwagę, że powinno się zdywersyfikować źródło finansowania uczelni zawodowych na kilka resortów, adekwatnych do specyfiki kierunków. Jego zdaniem, w algorytm powinno się ponadto wpisać taką formułę, która skłoni uczelnie bardziej do wyjścia na zewnątrz, ale będzie też motywatorem dla otoczenia. – Musimy myśleć nie jak znaleźć pomysł na publiczne uczelnie zawodowe, tylko jak znaleźć pomysł na rozwój regionalny – podsumował.

Obecna na konferencji wiceminister nauki Maria Mrówczyńska określiła się jako gorąca orędowniczka uczelni zawodowych. Ich zaangażowanie w rozwój regionu jest kluczowe, inaczej traci nie tylko uczelnia, ale i jej otoczenie. – Przestały być jedynie „ubogimi siostrami”, próbującymi zagospodarować tych, którzy nie wyjeżdżają do dużego miasta. Po ćwierć wieku funkcjonowania okrzepły, wpisały się na dobre w swoje regiony, czują wartość, jaką niosą ze sobą. Nie można pozwolić, aby te uczelnie zaczęły znikać, bo wtedy już się nie odbudują, będzie to strata dla tych regionów.

W ocenie Anny Budzanowskiej z Uniwersytetu Śląskiego szerokodyscyplinowe uniwersytety wskutek niżu demograficznego czy drop-outu stają się dla uczelni zawodowych naturalną konkurencją. Odpowiedzią na to powinna być szeroka oferta mikropoświadczeń oraz kierunków zamawianych. Była wiceminister nauki przyznała, że konieczna jest także odrębna dla tych uczelni ścieżka akredytacyjna. – Dziś ocenę ich działalności dydaktycznej ocenia się wedle kryteriów przygotowanych dla uczelni akademickich. Tymczasem w modelach kształcenia odzwierciedlona jest specyfika PUZ, nie zawsze dostrzegana przez ekspertów Państwowej Komisji Akredytacyjnej – mówiła.

Motyw zawodowe vs. uniwersytety wybrzmiał też w wypowiedzi Elżbiety Stokowskiej-Zagdan, rektor Akademii Nauk Stosowanych Stefana Batorego w Skierniewicach. Domagała się autonomii w zakresie tworzenia kierunków nieobjętych standardami kształcenia. Takiej, jaką mają uczelnie akademickie. – Czym różnią się nasze uczelnie od medycznych? Wykształcenie pielęgniarki na uniwersytecie medycznym kosztuje o wiele więcej niż w uczelni zawodowej. Natomiast 80% pielęgniarek w szpitalu w Skierniewicach to nasze absolwentki. Do tego borykamy się z problemami w pozyskaniu specjalistów za wynagrodzenie, które jesteśmy w stanie zaoferować z subwencji, bo resort nie dostrzega kosztochłonności kształcenia medycznego. To jest niesprawiedliwość, która musi być systemowo rozwiązana – apelowała.

Paweł Maciaszczyk, rektor Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Tarnobrzegu, zapowiedział starania o zmianę zasad otwierania kierunków. – Skoro uniwersytety mogą uruchamiać kierunki praktyczne, do czego nie są przygotowane tak dobrze jak my, to dlaczego my nie możemy spełniać oczekiwań naszych partnerów, otoczenia. PKA lepiej od nas wie, którzy specjaliści są potrzebni w regionie? Uniwersytety niech zadbają uniwersytety, my cenimy praktyków, doświadczenie – tłumaczył.

Agnieszka Olechnicka z Uniwersytetu Warszawskiego, która zajmuje się rozwojem regionalnym oraz rolą w nim sektora nauki, zauważyła, że PUZ-y wpisują się w klasyczną poczwórną helisę – obejmują społeczeństwo, sektor naukowy, biznes i administrację publiczną. Przy czym ważne jest nie tylko to, co się dzieje w każdej z tych grup, ale i na ich przecięciu, jak ze sobą współpracują, jakie elementy wytwarzają w ramach współpracy (nowe kierunki, nowe instytucje typu inkubatory przedsiębiorczości czy laboratoria). – Ich rola jest szczególnie ważna, bo zapobiegają drenażowi mózgów. Osoby, których nie stać na studiowanie z dala od miejsca zamieszkania, które osiągają dzięki tym studiom awans społeczny, budują potencjał kapitału ludzkiego w regionie – podkreślała.

Artur Zimny, rektor Akademii Nauk Stosowanych w Koninie, przyznał, że gdyby nie ta uczelnia, on sam nie zdobyłby wyższego wykształcenia. Dziś, jako jej absolwent, nią zarządza. – Po latach uczelnie zawodowe dorobiły się własnych rektorów. Już nie muszą oni przyjeżdżać z innych miast. W systemie szkolnictwa wyższego odgrywamy wprawdzie marginalną rolę, ale z punktu widzenia rozwoju regionalnego trudno przecenić nasze znaczenie. Jesteśmy instrumentem polityki interregionalnej prowadzonej przez rząd, ale powinniśmy być też instrumentem polityki intraregionalnej prowadzonej przez samorządy województw. Wpisujemy się w regiony i chcemy je wspierać – zakończył.

Robert Musiałkiewicz, rektor Państwowej Akademii Nauk Stosowanych we Włocławku, odniósł się m.in. do tożsamości uczelni zawodowych. Jej kształtowanie, jak zaznaczył, nie jest łatwym procesem. – Kiedy powstały ówczesne państwowe wyższe szkoły zawodowe, kształciły geografów, historyków, politologów… Dziś w pierwszej dziesiątce kierunków, po których zarabia się najlepiej, dziewięć oferowanych jest właśnie przez publiczne uczelnie zawodowe. Przejście z kierunków czysto akademickich na zawodowe nadało silny wektor naszej tożsamości. Mam poczucie, że ta transformacja się udała, choć przecież to też nie jest etap finalny – konkludował.

Na bazie wyników przeprowadzonych badań sformułowano także zestaw rekomendacji dotyczących tego sektora:

  • Rekomendacja 1: Badania w publicznych uczelniach zawodowych powinny być finansowane również w formie projektowej przez agencje finansujące badania naukowe (NCN i NCBR) z uwzględnieniem specyfiki sektora.
  • Rekomendacja 2: Publiczne uczelnie zawodowe powinny pełnić rolę regionalnych centrów wiedzy, badań stosowanych, wdrożeń oraz innowacji, co powinno znaleźć odzwierciedlenie w algorytmie finansowania.
  • Rekomendacja 3: Publiczne uczelnie zawodowe powinny kształcić w zawodach społecznie doniosłych, w tym zwłaszcza medycznych oraz nauczycielskich.
  • Rekomendacja 4: Należy uznać specyfikę kształcenia w publicznych uczelniach zawodowych i uwzględnić ją w wymogach i procesach akredytacyjnych.
  • Rekomendacja 5: Kształcenie w publicznych uczelniach zawodowych musi być uelastyczniane w celu pozyskania nowych odbiorców, np. osoby pracujące, imigranci.
  • Rekomendacja 6: Publiczne uczelnie zawodowe powinny ewoluować w kierunku instytucji poświadczających efekty kształcenia, np. w postaci mikropoświadczeń.
  • Rekomendacja 7: Powołanie Inicjatywy Doskonałości – Uczelnia Regionalna, która miałaby promować uczelnie zawodowe szczególnie aktywne w wymiarze regionalnym i przyczyniać się do wzmocnienia tej aktywności.
  • Rekomendacja 8: W algorytmie finansowania powinno się dowartościować studentów na poziomie magisterskim, zwłaszcza absolwentów, którzy kontynuują kształcenie na uczelni macierzystej.

Pełna relacja z konferencji w ostatnim numerze „Forum Akademickiego”. Organizatorem wydarzenia była Katedra Badań nad Nauką i Szkolnictwem Wyższym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Patronat medialny sprawowało „Forum Akademickie”.

Mariusz Karwowski

Dyskusja (4 komentarze)
  • ~I 15.01.2026 20:48

    Pagadali, podzielili kasę, której brakuje dla instytucji robiących prawdziwa naukę. Napisali rekomendacje, zrobili kilka zdjęć. Prawdopodobnie nigdy nie pracowali w instytucja typu Społeczne Akademie....

  • ~Zdenerowany 14.01.2026 17:02

    Kierunki zamawiane i integracja społeczności, a realia są takie, że każdy rektor PWSZ (obecnie akademii "nauk stosowanych") tylko zaciera rączki by przy sprzyjającej okazji legislacyjnej, przekształcić się w elYtarny uniwersytet z nazwy. Pewnie, dajmy jeszcze każdemu B+, kierunek lekarski i będą kwitły białopodlaskie i tarnowskie Harvardy.

    • ~dr-On 15.01.2026 12:12

      Ale po cóż się tym denerwować? Polski system nauki i szkolnictwa wyższego przypomina mi człowieka z otyłością, zajadającego się tłustymi potrawami, przegryzającego słodycze i palącego papierosy. Ten tłuszcz, słodycze i papierosy, to właśnie:
      - ta cała struktura, złożona m.in. z tych akademii regionalnych (inna sprawa, że daje to pewne szanse na dodatkowy dochód dla tych, którzy nie bardzo mogą się utrzymać z dydaktyki na swoich macierzystych uczelniach - są więc ZMUSZENI do podejmowania dodatkowej pracy dydaktycznej)
      - uprawianie nauki (?) m.in. poprzez pisaninę o-siamtym-i-owamtym, czyli o-czym-tylko-da-się-cokolwiek-napisać
      - uczynienie z zajęć dydaktycznych i ww. pisaniny o-siamtym-i-owamtym, czegoś w rodzaju "cnoty".

      A o ZDROWĄ TKANKĘ tj. o badania w dziedzinach ścisłych i przyrodniczych, o to, żeby ludzie uzdolnieni w tych dziedzinach mogli się rozwijać naukowo, żeby jak najmniej z nich nie MARNOWAŁO swojego potencjału, o to raczej się nie dba. Tylko PEWIEN PROCENT z tych zdolnych ma szanse na rozwój, reszta może sobie wegetować...

  • ~Brawo 14.01.2026 16:13

    Pewnie, rozciagnijmy cienka kolderke jeszcze bardziej i produkujmy wiecej psychologow 5 klasy.