Aktualności
Badania
26 Stycznia
Fot. Krystian Bielatowicz
Opublikowano: 2026-01-26

Badaczki z UG odtwarzają zdegradowane łąki podwodne w Zatoce Puckiej

Jeszcze kilka dekad temu woda w Zatoce Puckiej była przejrzysta, a na brzeg „wychodziły” bujne podwodne łąki. Te czasy minęły, ale nie bezpowrotnie. Badaczki z Uniwersytetu Gdańskiego przekonują, że w odtwarzaniu naturalnych łąk z trawą morską warto wesprzeć naturę. Bujna podwodna roślinność może nam pomóc w walce ze skutkami zmian klimatu.

Zatoka Pucka to zachodnia część Zatoki Gdańskiej, położona między Mierzeją Helską a linią Hel-Gdynia. Jej powierzchnia wynosi 364 kilometry kwadratowe. Można powiedzieć, że to dość spora „działka”. Niewiele osób wie, że jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku, znaczną część tego obszaru porastały podwodne łąki, tworzone przez trawę morską (Zostera marina), rupię morską, zamętnicę błotną czy ramienice. Roślinom tym często towarzyszyły również krasnorosty i brunatnice, a wśród nich morszczyn pęcherzykowaty i widlik zaostrzony.

Kiedyś było normalne, że po wejściu do wody od razu pod stopami czuło się roślinność jak obecnie w czystych jeziorach. Teraz takie miejsca, gdzie podwodna łąka „wychodzi” na brzeg, znajdziemy m.in. w okolicach Błądzikowa, Chałup i Kuźnicy – opowiada dr Aleksandra Zgrundo z Wydziału Oceanografii i Geografii Uniwersytetu Gdańskiego.

Coś drgnęło

Jak wskazuje badaczka, intensywny rozwój infrastruktury brzegowej i turystycznej, a także eksploatacja dna w celu pozyskiwania agaru z glonów morskich, refulacja oraz kotwiczenie jednostek doprowadziły do fizycznego niszczenia siedlisk. W niektórych miejscach 80 procent łąk już nie istnieje.

Eutrofizacja doprowadziła do zakwitów glonów i zmniejszenia przezroczystości wody, co ograniczyło rozwój łąk. Dodatkowo zanieczyszczenia bytowe, przemysłowe i nawozy sztuczne spływające z lądu przyczyniły się do degradacji ekosystemu – dodaje dr A. Zgrundo.

I wyjaśnia, że w latach osiemdziesiątych XX wieku wody Bałtyku były poddane tak wielu presjom środowiskowym, że śmiało można było mówić o katastrofie ekologicznej. Dr Zgrundo, która od 2018 roku prowadzi badania w Zatoce Puckiej, analizując próbki wody, osadu i roślin dennych, zauważyła, że w tym podwodnym ekosystemie jakiś czas temu „coś drgnęło” – zaczęło się zmieniać na lepsze.

To, co od razu zwróciło moją uwagę, to fakt, że roślin stopniowo przybywało. Stopień pokrycia dna jest coraz większy i pojawiają się te gatunki, które wcześniej nie były obserwowane, a ze źródeł historycznych wiemy, że istniały. Dostrzegłam też trawę morską pojawiającą się w nowych lokalizacjach. Zaskoczyła mnie też stosunkowo dobra jakość łąk w tych miejscach, gdzie one istnieją – opowiada.

Te obserwacje skłoniły ją do rozpoczęcia pilotażu odtwarzania trawy morskiej w Zatoce Puckiej. „Ogrodniczy” eksperyment ruszył w lipcu. Pora nie była przypadkowa. To właśnie wtedy rośliny wypuszczają nowe pędy i korzenie. Najpierw starannie wyznaczono cztery poletka na terenie wód wewnętrznej Zatoki Puckiej. Wszystkie znajdują się w bliskiej odległości od siebie i na obszarze, gdzie kiedyś naturalnie występowały łąki. Każde poletko jest w kształcie kwadratu i ma powierzchnię 16 metrów kwadratowych.

Cały proces nam zajął kilka dni. Najpierw przygotowałyśmy poletka – trzeba było je oznaczyć i wydzielić. Potem zbierałyśmy rośliny na łące-dawcy. Pobierałyśmy pęd z kawałkiem kłącza i korzeni, a następnie przesadzałyśmy na nasze poletka eksperymentalne – opisuje dr A. Zgrundo, której towarzyszyła dr Ilona Złoch, również z UG.

Rodzimy obieżyświat

Kluczowe było tempo pracy, aby każda pobrana sadzonka została posadzona jeszcze tego samego dnia. Im mniej czasu minie pomiędzy zebraniem, a posadzeniem sadzonek, tym większa szansa na powodzenie eksperymentu. Oparto go na Zostera marina. To właśnie trawa morska w dużej mierze tworzyła na początku drugiej połowy ubiegłego wieku gęste łąki podwodne. Można śmiało powiedzieć, że to jeden z kluczowych gatunków dla ekosystemu Bałtyku Południowego.

Do pilotażu „zaangażowałyśmy” nasze rodzime rośliny, które mają największy potencjał, aby przeżyć w warunkach Zatoki Puckiej – podkreśla dr Ilona Złoch.

Zostera marina to prawdziwy obieżyświat. Chociaż uchodzi za roślinę rodzimą w Zatoce Puckiej, to jej korzenie sięgają prawdopodobnie Wysp Japońskich. To właśnie stamtąd dzięki prądom morskim przywędrowała do Bałtyku. Ale „osiedliła się” nie tylko tutaj. Jej długie, wąskie zielone liście można podziwiać również u wybrzeży Ameryki Północnej, a nawet Grenlandii.

Zostera marina jest jedną z największych producentek tlenu. Podobnie jak inne rośliny bierze udział w procesie fotosyntezy, więc produkuje tlen, wiąże dwutlenek węgla i oczyszcza wodę z biogenów. Z badań prowadzonych w basenie Morza Bałtyckiego wiadomo, że metr kwadratowy łąki może związać 1,6 kilograma azotu i 0,7 kilograma fosforu.

Ta funkcja oczyszczania wody ze związków odżywczych, takich jak azotany i fosforany, przyczynia się do zmniejszenia procesu eutrofizacji oraz wpływa na magazynowanie błękitnego węgla – podkreśla Olga Sarna, prezeska zarządu Fundacji Mare, organizacji pozarządowej, która skupia się na ochronie morskich ekosystemów i również bierze udział w tym przedsięwzięciu.

Trawa morska świetnie stabilizuje i chroni przed erozją dno morskie. To roślina inżynierska, która tworzy, modyfikuje i utrzymuje swoje siedliska, tworząc warunki sprzyjające rozwojowi innych gatunków.

Zapobiega też przesuwaniu się osadu, co jest bardzo ważne w kontekście zmian klimatycznych. Wszyscy doświadczamy ostatnio gwałtownych zjawisk pogodowych. Ta roślina wspiera ochronę brzegów. Może też pomóc uchronić nas przed efektami wzrostu poziomu morza – dodaje dr Aleksandra Zgrundo.

I dodaje, że Zostera marina to po prostu dom. Trawa morska tworzy siedliska dla innych organizmów. To jej zarośla są miejscem tarliska ryb. Chociaż sama nie stanowi pokarmu, wspiera cały łańcuch pokarmowy. Jest porastana przez różnego rodzaju mikroorganizmy, ale też i większe organizmy, które stanowią pokarm dla kolejnych szczebli troficznych.

Rok monitoringu i co dalej?

Pilotaż zakłada roczny monitoring podwodnych upraw. Raz w miesiącu badaczki wybierają się na eksperymentalne poletka i liczą, ile znajduje się tam roślin. Ten prosty rachunek pozwala sprawnie oszacować, czy sadzonki dalej się rozwijają. Drugim monitorowanym czynnikiem jest kondycja roślin.

Wygląda na to, że rośliny, które się przyjęły są w dobrej formie w nowym miejscu. Świadczy o tym wypuszczanie nowych liści, czy wyrastające z kłączy nowe pędy. To bardzo dobra wiadomość, którą możemy się pochwalić już po kilku miesiącach eksperymentu – tłumaczy dr Zgrundo.

Dalsze działania na rzecz odtwarzania podwodnych łąk będą zależne od wyników obecnego eksperymentu. Być może uda się rozszerzyć projekt także na wody Zewnętrznej Zatoki Puckiej. Oznaczałoby to, że łąki Zostera marina pojawią się znów tam, gdzie istniały w czasach historycznych.

Dojście do obecnego etapu zajęło naturze około 40 lat. Tak jak rekultywuje się tereny górnicze, tak samo warto wspierać ekosystemy morskie – kończy dr Aleksandra Zgrundo.

MK. źródło: UG

Dyskusja (0 komentarzy)