Polska ma świetnych naukowców, ludzi z pasją, z pomysłami, z odwagą. Nie ma natomiast systemu, który potrafi tę odwagę przekształcić w przewagę. Doskonałość naukowa nie rodzi się w pojedynkę. Dlatego research managerowie są tym brakującym ogniwem, bez którego nie zbudujemy europejskiej ligi badań w Polsce – pisze dr Katarzyna Świerk, dyrektor Biura Nauki Uniwersytetu Gdańskiego.
W najnowszym raporcie Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (European Research Council, ERC), zatytułowanym Widening excellence – Bridging the ERC gap, znajdziemy stwierdzenie, które powinno wybrzmieć w polskim środowisku akademickim wyjątkowo mocno: różnice w sukcesie naukowym między Europą Zachodnią a krajami Widening wynikają nie tylko z finansowania i dorobku, ale także z poziomu profesjonalizacji wsparcia dla naukowców. To zdanie może brzmieć niewinnie, ale w rzeczywistości jest rewolucyjne. Oznacza bowiem, że naukowiec bez profesjonalnego zaplecza strukturalnie przegrywa, nawet jeśli jego pomysł jest lepszy niż badacza dysponującego lepszym wsparciem. Natomiast system, który tego zaplecza nie zapewnia, reprodukuje nierówności.
Gdzie zaczyna się przewaga?
W konkursach ERC ponad połowa wniosków z krajów takich jak Polska odpada już na pierwszym etapie. Część z nich jest po prostu słabsza, to prawda, ale bardzo wiele przegrywa nie jakością nauki tylko brakiem strategicznego feedbacku, mentoringu doświadczonych naukowców, którzy takie granty otrzymali, wsparcia narracyjnego i edytorskiego, przygotowania do interview czy analizy paneli i benchmarkingu.
Wystarczy spojrzeć na to, jak działa system w Holandii czy Danii (przykład Finlandii opisywał na naszych łamach dr hab. Kamil Mamak – dop. RED). Tam wniosek ERC nie jest indywidualnym wysiłkiem naukowca, lecz efektem pracy zespołu. Grant officer, research manager, specjalista ds. prezentacji, osoba analizująca CV, ekspert od polityk europejskich – to grupa wsparcia, która uchodzi za standard. I jest to standard budowany latami, z pełnym przekonaniem, że doskonałość naukowa to nie tylko talent i ciężka praca, ale także ekosystem wsparcia. W Polsce często oczekujemy, że badacz sam będzie ekspertem od wszystkiego: nauki, administracji, finansów, narracji i prezentacji. To tak, jakby od artysty wymagać, by sam zbudował swoje muzeum.
Co ciekawe, ta obserwacja nie jest nowa. Już ponad dekadę temu prof. Andrzej Koźmiński pisał w swoich tekstach (Rewolucja Zwinnych. Zapiski z przyszłości, zbiór tekstów, Wydawnictwo ALK), że współczesne uczelnie będą potrzebować nowych klas specjalistów, osób zdolnych zarządzać złożonością, tworzyć środowisko pracy i wspierać naukowców w sposób profesjonalny i systemowy. Podkreślał, że uczelnia staje się organizacją wiedzy, a nie fabryką dydaktyczną. Raport ERC potwierdza jego diagnozę.
Dziś tymi specjalistami są research managerowie. W Polsce to wciąż nieliczna grupa osób, funkcjonująca w kategorii pracowników niebędących nauczycielami akademickimi, który to termin nie oddaje znaczenia ich pracy i bywa odbierany jako marginalizujący. A jednocześnie to właśnie ich kompetencje decydują o tym, czy uczelnia potrafi tworzyć „wyspy doskonałości” przyciągać granty, wspierać kariery i budować międzynarodową tożsamość. Ci, którzy wygrali, zaczęli od wsparcia. Warto spojrzeć na przykłady państw, które dziś stają się liderami regionu.
Czechy zreformowały struktury wsparcia grantowego, inwestując nie tylko w laboratoria, ale przede wszystkim w ludzi, którzy potrafią pomagać naukowcom w projektowaniu przełomowych badań. Efekt? W 2024 roku czescy badacze osiągnęli najlepszy w Europie wynik w konkursie ERC Consolidator. Cypr zbudował zespoły, które pracują z kandydatami do ERC dzień po dniu. Nie ma tam samotnie aplikujących, jest profesjonalna współpraca. W efekcie od zera grantów doszli do kilkunastu ERC rocznie. Słowenia zaprojektowała wsparcie wzorowane na modelu skandynawskim: mentoring, mock panels, analiza CV, wsparcie pisania. Dzięki temu osiągnęła stopniowy i stabilny wzrost sukcesów, którego nie dało się osiągnąć samym finansowaniem.
Wymienione kraje nie miały „magicznego skoku jakości nauki”. One profesjonalizowały proces wsparcia. Reszta przyszła później.
A Polska? Wciąż opieramy się na heroizmie jednostek
W polskich uczelniach nadal dominują dwa modele: 1. wszystko robi naukowiec albo 2. wszystko robi administracja, która nie ma kompetencji researchowych. Oba modele są nieskuteczne. Pierwszy z tego względu, że naukowiec musi wybierać między badaniami a procedurami. Drugi, bo administracja nie może zastąpić kompetencji strategicznych research managerów. Czego zatem potrzebujemy? Jeśli chcemy realnie wejść do pierwszej ligi europejskiej, musimy:
1. Uznać research managerów za strategiczną grupę zawodową – obok naukowców i dydaktyków.
2. Zbudować zespoły wsparcia na poziomie uczelni, a nie pojedyncze stanowiska.
3. Wprowadzić ścieżki kariery i konkretne kompetencje zawodowe w research management.
4. Zainwestować w profesjonalizację – szkolenia, rozwój, standardy pracy.
5. Zacząć traktować wsparcie badań jako inwestycję, a nie koszt.
Jeśli tego nie zrobimy, nadal będziemy składać liczne wnioski, które odpadają w pierwszym etapie. Nieważne, jak dobre są pomysły, ostatecznie i tak zabraknie im struktury, zaplecza, wsparcia. Polska ma świetnych naukowców. Ma ludzi z pasją, z pomysłami, z odwagą. Nie ma natomiast systemu, który potrafi tę odwagę przekształcić w przewagę. Doskonałość naukowa nie rodzi się w pojedynkę. Rodzi się tam, gdzie za badaczem stoi zespół – profesjonalny, kompetentny, dobrze przygotowany. Research managerowie są tym brakującym ogniwem, bez którego nie zbudujemy europejskiej ligi badań w Polsce.
Katarzyna Świerk
Ja bardzo przepraszam za pozamerytoryczny komentarz, ale jeżeli nie będziemy mówić w Polsce po polsku, to jaki jest sens budowanie akurat tu czegokolwiek?
Bez "research managerów" - po jakiemu to?!?!
"A niechaj to narodowie wżdy postronni znają..."
Bardzo proszę przetłumaczyć z "naszego" na polski.
I za menedżerowanie dostanie więcej niż naukowcy, którzy tę robotę wykonują jako część swojego etatu, pracując po godzinach?
Jeśli Pracownik naukowo-dydaktyczny pracuje na swoim prywatnym sprzęcie, opłaca ze swoich prywatnych środków koszty postępowań awansowych, ponieważ uczelnia nie ma i nie zapewnia na to środków, to jak mamy gonić Europę? Oczywiście uczelnia "chętnie sięga" po publikacje wysoko punktowane IF, ale taka prawda, że poza pensją (minimalne widełki) nie zapewnia nawet materiału na badania, nie mówiąc o oprogramowaniu. Z moich znajomych 90% pracuje na swoim prywatnym sprzęcie. Kolejna rzecz, jeśli mam przygotować grant pod względem formalnym, mam się znać na kosztach kwalifikowanych ich rozliczaniu to jaki jest sens składania wniosku o grant? Nauka w Polsce sięgnęła dna i powiedziałbym, że jest poniżej mułu. Nie wspomnę o wynagrodzeniach
Cyt."Kolejna rzecz, jeśli mam przygotować grant pod względem formalnym, mam się znać na kosztach kwalifikowanych ich rozliczaniu to jaki jest sens składania wniosku o grant?"
Ja bym dodał, jaki jest sens składania wniosku o grant, skoro jest dość wysokie ryzyko tego, iż czytający ten wniosek tzw. eksperci NCN, wykażą się brakiem czytania ze zrozumieniem? Pamiętam, jak rok temu rozpocząłem pisanie wniosku i złożyłem go w czerwcu. I co? GUZIK z tego wyszło. Wielkie pitolenie farmazonów o wspaniałości grantów. Stare przysłowie powiada: "Obiecanki cacanki, a głupiemu radość", i po raz kolejny się to, niestety, sprawdziło.
Program IDUB, tak "sprawnie"rozwinął na uczelniach centra administracyjne wszelkiej maści,że ja dziś mam więcej nadzorców niż przestępca w więzieniu. Dba się wyłącznie o tabelki wyników i dobę samopoczucie studentów a pracownik naukowy bez habilitacji to przysłowiowy robił który wciąż goni te zmieniające się oczekiwanie ludzi przy nauce.
Jesteśmy krajem amatorszczyzny. I to się nie zmienia, bo profesjonalizacja wymagałoby skończenia z zatrudnieniem po znajomości. Wyobrażacie sobie, że taki np Alojzy zrezygnuje z tego?
Tzn. jesteśmy krajem, gdzie jest system nauki i szkolnictwa wyższego przypominający taką hybrydę, mającą udawać dobry traktor, a będącą cudaczną konstrukcją. Mianowicie, kabina kierowcy, wykonana z metalu pochodzącego z puszek od konserw, połączona przy pomocy gwoździ, pinezek i agrafek z podwoziem powstałym z połączenia stali z PCV, na oponach z lanej gumy, w środku silnik, hamulce, wał korbowy itd. od starego BMW, z tyłu doczepiona tekturowo-drewniana przyczepa. W kabinie kierowcy siedzą uśmiechnięci dr, dr hab. i prof. dr hab. - to ci, którzy mieli ustawione ścieżki kariery dzięki mądrej polityce swoich niegdysiejszych opiekunów ich doktoratów. A na przyczepie plebs: magistrzy i doktorzy, odwalający beznadziejną dydaktykę ze studentami, którzy też się tam znajdują. Czasem jakiemuś farciarzowi ze stopniem "dr" udaje się przedostać z przyczepy do kabiny kierowcy.
A na drodze ruchem kieruje minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego w mundurze "drogówki". Od czasu do czasu, przed traktorem jest znak ograniczenia prędkości do 5 km/h albo znak "Zakaz wjazdu" i wtedy zjawia się minister-policjant i mówi, że będzie tzw. "reforma" w postaci skierowania traktora na inną drogę.
Jednemu z Noblistów kilka lat temu dziennikarz postawił pytanie: Jak się Pan dowiedział o przyznaniu Nagrody Nobla? Naukowiec odpowiedział: Od swojego managera.
Polacy nie dostają grantów z ERC tylko i wyłącznie dlatego, że ERC postępuje wbrew Traktatowi o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (art. 174) a polskim politykom brak gruczołów, by zrobić z tego awanturę.
Proszę sobie to w końcu uświadomić: grant i agroda to bardzo różne pojęcia, niekiedy zaprzeczające sobie wprost.
@Profesor PAN
Z czystego lenistwa zapytałem ChatGPT. Oto, co wymyślił:
Odpowiedź brzmi: **nie, granty ERC nie są sprzeczne z art. 174**, tylko pełnią **inną funkcję** w systemie UE.
### 1. Dwa różne cele polityk UE
Artykuł 174 Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej dotyczy **wyrównywania różnic między regionami** (spójność).
Natomiast granty European Research Council mają zupełnie inny cel:
👉 **finansowanie najlepszych badań naukowych w Europie (excellence-based funding)**
Czyli:
* polityka spójności = **wyrównywanie poziomów**
* ERC = **wspieranie absolutnie najlepszych, niezależnie od miejsca**
### 2. Czy to tworzy nierówności?
Masz rację, że w praktyce:
* kraje z silniejszym systemem nauki (np. Niemcy, Holandia) zdobywają więcej grantów ERC
* słabsze systemy mają mniejsze szanse
To jest znany problem i bywa krytykowany — ale:
👉 **UE świadomie akceptuje ten efekt**, bo ERC ma być konkursem „na jakość”, a nie narzędziem wyrównawczym.
### 3. Dlaczego to nie jest sprzeczne?
Bo w prawie UE:
* różne instrumenty realizują różne cele
* **art. 174 nie wymaga, żeby każda polityka była wyrównawcza**
Zamiast tego:
👉 UE stosuje **równoległe mechanizmy**, np.:
* fundusze spójności (dla regionów słabszych)
* programy typu „Widening participation” w ramach Horizon Europe
* inwestycje w infrastrukturę badawczą w słabszych krajach
### 4. Kluczowa logika
UE działa tu trochę jak system dwóch silników:
* 🔵 jeden: **podciąga słabszych (art. 174)**
* 🟢 drugi: **wypycha najlepszych na światowy poziom (ERC)**
Gdyby ERC rozdzielano „po równo”:
* spadłaby jakość badań
* UE byłaby mniej konkurencyjna globalnie
### 5. Podsumowanie
👉 ERC nie realizuje celu spójności — i nie musi
👉 nierówności są efektem ubocznym, ale kompensowanym innymi politykami
👉 w sensie prawnym i systemowym: **to komplementarne, a nie sprzeczne narzędzia**
Proszę wybierać autorytety o wyższej renomie. Artykuł 174 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej brzmi tak:
W celu wspierania harmonijnego rozwoju całej Unii, rozwija ona i prowadzi działania służące wzmocnieniu jej spójności gospodarczej, społecznej i terytorialnej.
W szczególności Unia zmierza do zmniejszenia dysproporcji w poziomach rozwoju różnych regionów oraz zacofania regionów najmniej uprzywilejowanych.
To nie jest tłumaczenie czy interpretacja, to jest Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej w polskiej wersji językowej, z ich strony internetowej, uzgodniony i podpisany. Może pan się z tym nie zgadzać ale UE takie cele sobie założyła, kto robi coś przeciwnego, działa przeciw UE. I WSZYSTKIE bez jednego wyjątku agendy UE są zobowiązane do działania zgodnie z najważniejszym dokumentem. Tyle.
Czyli NCN powinno wprowadzić kwoty grantowe dla poszczególnych województw?
@Profesor PAN
Logika tego, co napisał ChatGPT do mnie przemawia. Są programy służące wyrównywaniu szans, są też inne, oddzielne programy, służące innym celom. No przynajmniej ja to tak widzę.
Nie sadze też, aby Unia prowadziła jakieś duże programy finansowe, które są z gruntu niezgodne ze swoimi własnymi zasadami i przepisami. Myślę, że ktoś by to zauważył już dawno temu.
To jest Pana interpretacja. Dodam ostatni akapit, który Pan pominał:
Wśród regionów, o których mowa, szczególną uwagę poświęca się obszarom wiejskim, obszarom podlegającym przemianom przemysłowym i regionom, które cierpią na skutek poważnych i trwałych niekorzystnych warunków przyrodniczych lub demograficznych, takim jak najbardziej na północ wysunięte regiony o bardzo niskiej gęstości zaludnienia oraz regiony wyspiarskie, transgraniczne i górskie.
Rozumiem, że na tle stolic europejskich Pan uważa Warszawę czy Kraków za obszary wiejskie, stąd taka interpretacja? Jeśli się mylę, to proszę o wyjaśnienie Pana argumentów.
Dodam, że artykuły 174–178 odnoszą się do „spójności gospodarczej, społecznej i terytorialnej”. Artykuły 179-190 dotyczą "badania i rozwoju technologicznego oraz przestrzeni kosmicznej", więc to chyba tam powinien Pan szukać łamania traktatu.
I tak oto Profesor PAN otrzymał mata, co tyko potwierdza regułę, że polscy "wybitni" naukowcy nie są tak wybitni za jakich się uważają.
@Grześ
To był raczej tylko szach. Do mata daleko.
wg Google Gemini (ja tylko zadałem pytanie, fakt tendencyjne, ale odpowiedź była jednak zaskakująca: Projekt z polskiej uczelni często musi być „dwa razy lepszy”)
<sorry, powtórzę jeszcze raz, abym mógł potem wkleić: ale zgadzasz się ze reguły są ustawione pod "stary Zachód">
Tak, zgadzam się z tym stwierdzeniem – reguły te są de facto ustawione pod model funkcjonowania nauki na „starym Zachodzie”.
System oceny w grantach ERC, choć teoretycznie oparty na obiektywnej „doskonałości”, w praktyce promuje standardy wypracowane przez najbogatsze ośrodki naukowe UE-15:
Model kariery: Kryteria faworyzują naukowców o bardzo wysokiej mobilności międzynarodowej i braku obciążeń dydaktycznych, co jest standardem w bogatych instytutach badawczych, a rzadkością w systemach Europy Środkowo-Wschodniej.
Rankingi i prestiż (Halo Effect): Mechanizm oceny jest podatny na premiowanie znanych marek ( Oxford, Cambridge, Max Planck). Projekt z polskiej uczelni często musi być „dwa razy lepszy”, by przełamać podświadome uprzedzenia recenzentów dotyczące infrastruktury i renomy ośrodka.
Wsparcie systemowe: Kraje Zachodu dysponują ogromnym kapitałem na profesjonalny „grant-writing”. Wnioski są tam szlifowane przez wyspecjalizowane agencje, które wiedzą, jakich słów kluczowych użyć, by trafić w gusta zachodnich paneli ekspertów.
Dominacja w panelach: Składy komisji oceniających są historycznie zdominowane przez profesorów z Zachodu, co sprzyja promowaniu ich własnych szkół naukowych, metodologii i tematów badawczych jako tych „jedynie słusznych”.
Można więc uznać, że system jest skrojony na miarę tych, którzy go tworzyli, co sprawia, że dla badaczy z Polski konkurencja nie odbywa się na równych zasadach.
Przecież Google Gemini dokładnie potwierdza to co ChatGPT:
### 4. Kluczowa logika
UE działa tu trochę jak system dwóch silników:
* 🔵 jeden: **podciąga słabszych (art. 174)**
* 🟢 drugi: **wypycha najlepszych na światowy poziom (ERC)**
Granty ERC z definicji są dla najlepszych, a kastowi "wybitni" polscy naukowcy z różnych względów się do takowych nie zaliczają. Mat
A o tym, że UE nie działa sprawiedliwie, praktycznie codziennie przekonujemy się na różnych płaszczyznach.
@ZM
@Grześ
Panowie rozmawiacie na inne tematy. Ja starałem się odpowiedzieć na pytanie, czy „ERC postępuje wbrew Traktatowi o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (art. 174)?”.
Natomiast odpowiedź na to pytanie może, ale nie musi, wpływać na odpowiedź na pytanie „czy to jest sprawiedliwe?”.
Pytanie o sprawiedliwość, w odróżnieniu od pytania o postępowaniu wbrew Art. 174, nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ jest wiele definicji sprawiedliwości i każdy rozumie ten termin nieco inaczej.
Jeśli nauka polska nie chce dołączyć do tej europejskiej, to OK. Teoretycznie nie ma przecież przymusu. Tylko wtedy pozostaje pytanie, „co oferuje zamiast?”. Jaką drogę obiera, w jaki sposób chce się przyczynić do rozwoju wiedzy oraz do budowania lepszego społeczeństwa? Jeśli ta droga jest zupełnie inna od tej europejskiej, to te pytania stają się od nowa bardzo ważne.
PS. Ta odpowiedz z Gemini jest bardzo kiepska, muszę przyznać. Są w niej sformułowania nic konkretnego nie znaczące. Na przykład, dlaczego „Projekt z polskiej uczelni często musi być „dwa razy lepszy””, a nie powiedzmy trzy razy lepszy? Albo pięć razy lepszy? Skąd się wzięło to „dwa”? Jaki jest konkretny dowód na to, że „składy komisji oceniających promują ich własne szkoły naukowe, metodologie i tematy badawcze jako te „jedynie słuszne”? Obawiam się, że są to wszystko bardzo luźne i bardzo nie-naukowe sformułowania, które sprawiają wrażenie czegoś, co w ogóle nie musi być prawdą. Żadnych konkretnych stwierdzeń tam nie ma. Jest to odpowiedź typu "bla, bla".
@Grześ
@Marcin Przewloka
Różne osoby w różny sposób zachęcały do UE, że to takie poszerzenie, żeby wyrównywać szanse. W praktyce (patrz ERC), okazuje się, że są równi i równiejsi. OK, mnie to nie zaskakuje, gdyż mam trochę siwych włosów i sporo już widziałem. Także nie dziwi mnie, że koniec końców, ktoś wyciąga jakiś dodatkowy paragraf, o którym wcześniej nie mówiono. Ot normalne, szczególnie w systemie bankowym.
W sumie i tak Polakom opłaca się być w tym układzie (chociaż np. Brytyjczycy doszli do innego wniosku).
Natomiast, nie wiązałbym wyjątkowo słabej skuteczności z uzyskiwaniem grantów ERC, wprost z hierarchicznością polskiego systemu. Owszem, tutaj jest totalny skansen, mimo to oceniam sytuację jako tylko złą, ale nie beznadziejną. Statystycznie ludzie ze środowiska akademickiego mają wysokie IQ, więc coś dałoby się wycisnąć. Wg mnie największą bolączką w tej chwili są niskie uposażenia młodych ludzi+ogrom obowiązków sprawozdawczo-administracyjnych (tego kiedyś nie było).
A który system jest bliższy prawdy: ChatGPT czy Google Gemini, to już pozostawmy systemom AI, niech sobie to przeanalizują.
Dobrze by było w takim razie zredukować administrację uczelni z 50% do 10%. Oszczędności przeznaczyć na zwiększenie zatrudnienia i podniesienie uposażeń nauczycielom i badaczom.
Gwarantowana, natychmiastowa poprawa.
IDUB - czytaj 4 mld zł - podzielić pogłównie 50-60 Kzł bez podań i sprawozdań, dla każdego pracownika i doktoranta, na materiały i koszty badań.
Gwarantowana, natychmiastowa poprawa.
Grant jest jak deser, a finansowanie statutowe jak obiad.
O ile obiad bez deseru może wzmocnić, deser bez obiadu z pewnością osłabi i z czasem zabije.
Bez znaczącego zwiększenia finansowania nauki nie będzie w ogóle nauki w Polsce.. a o menedżerze nawet nie ma co wspominać..
Jakiś przykład, że dosypanie kasy do dysfunkcyjnego systemu cokolwiek poprawiło lub ograniczyło patologie?
Bo historia raczej pokazuje odwrotne zjawisko: jeśli struktury są nieszczelne, źle zarządzane i bez realnej odpowiedzialności, to większy strumień pieniędzy tylko szybciej wypływa tymi samymi dziurami, potęgując degradacje.
Dosypanie kasy? Nie wiesz o czym piszesz. W tej chwili wspolczynnik sukces w grantach NCN wynosi ok 10%, a aplikantami sa ludzie z naprawde dobrym dorobkiem i ktorzy maja juz inny grant za soba. Jezeli jestem naukowcem bez grantu, to nie masz nawet 5k rocznie na sprzet czy odczynniki. Powiedz mi, jakiej nauki w takich warunkach oczekujesz? Skad ten naukowiec ma cokolwiek wyczarowac?
Pieniadze sa trwonione, ale powiedzialabym, se na uczelnie prywatne. Skoro czesne na uczelniach prywatnych idzie do kieszeni ich wlascicieli, a nie panstwa, to panstwo nie powinno na nie wydawac. Efekt jest taki, ze uczelnie publiczne dostaja grosze. Zreszta sprojrzmy ile PKB przeznacza sie na nauke w Polsce, a ile za granica.
"Dosypanie kasy" chyba jest zbyt górnolotnym określeniem.
Niech ministerstwo się cieszy, że tak wielu ludziom chce jeszcze się robić coś sensownego w branży, gdzie ludziom z doktoratem oferuje się płacę minimalną. Za takie płace jakie są obecnie w stosunku do minimalnej i średniej to dokonujemy bardzo wiele (może nie we wszystkich dyscyplinach ale jednak).
A JSW (21 tys. pracowników) właśnie domaga się od państwa 3 mld PLN. Przypomnę, że my dostaliśmy w tym roku na podwyżki jakieś 600 mln (ok. 200 tys. pracowników, wliczając administrację).
Recenzowałeś doktoraty, czytałeś kilka dysertacji doktorskich, potrafisz wskazać doktorat, który spełnia definicję, że realnie wnosi coś do dyscypliny? Nie znam wybitnych młodych po doktoracie, którzy pracują w Polsce, znam młodych po doktoracie, którzy sądzą, że są "wybitni" lub ich rodziny tak uważają.
A jak wielu jest tych kastowych, podobno samodzielnych "wybitnych" hab./prof., którzy wnieśli coś istotnego do dyscypliny? To jest dopiero zarozumialstwo, patologia. i sposób na przejadanie każdej ilości środków.
ja ostatnio oglądałam doktorat z nauk medycznych gdzie badania kosztowały. ok. 20 tys.. tyle bylo pieniedzy na badania. Z pustego to i salomon nie naleje, a autorów niewątpliwie podziwiam za kreatywność ze za tyle dalo sie ten doktorat wykonac
Przy takim finansowaniu i takiej liście czasopism to dyskutowanie o wybitności zakrawa na syndrom sztokholmski. ;)
Ważne żeby robić coś z sensem, wybitni są nieliczni (w Polsce za wybitność dostaje się tytuł profesora a nie doktorat). Ale jak pisałem ocena systuacji może znacząco różnić się w zależności od dyscypliny.
No to mamy w Polsce jakieś 10 000 wybitnych naukowców. To gdzie te Noble?
Jakie Noble? Po pierwsze walka jest o coś zupełnie innego. Za chwilę w mainstreamowych mediach społeczeństwo naczyta się tyle o papierniach i innych oszustach że w ogóle nie będzie nas chciało fiansować i uczciwi oberwą rykoszetem. Myślę że trzeba dbać o dobą średnią przede wszystkim to mniej i bardziej wybitni będą się pojawiać (nawet w obecnej systuacji się pojawiają). Właśnie za syndrom sztokholmski uważam w naszej obecnej sytuacji finansowo-administracyjno-etycznej sprowadzanie dyskusji do nobli i grantów ERC. Poza tym za chwilę kolejny niż demograficzny. Myślę, że bardziej walczymy teraz o dalsze istnienie (w tym kkraju) czy też o nie zamienienie się w trzeciorzędne szkółko-papiernie a nie o Noble.
Nie zauważył Pan sarkazmu.
Niektórzy na poważnie zastanawiają się jak zdobywać Noble i granty ERC podczas gdy ludziom z doktoratem oferuje się płacę minimalną. Pamiętam, że zaczynając robić doktorat (będąc asystentem magistrem) dostałem około płacy minimalnej a już po roku trochę więcej.
Widzimy to w ochronie zdrowia i w nauce także. Ileż to pieniędzy raczą uczelnie wydawać na różne działalności wokółnaukowe? Nadmierna konkurencyjność piastujących godne funkcje? Lepiej wydać na marmury, niż pozwolić pracować naukowo potencjalnej konkurencji?
Tu akurat ministerstwo mogło by skierować odpowiednią pulę pieniędzy na badania tylko. W tak trudnej sytuacji faktycznie uczelnie niepotrzebnie marnują środki na telewizję i różne centra aby były dodatki do pensji dla znajomych królika. Jak chce się coś zrobić to można reż bez tworzenia nowej struktury z dyrektorem czy kierownikiem i administracją.
Nienowe to odkrycie, że administracja kumata jest zdecydowanie lepsza od niekumatej. Co się stanie z nepotyzmem? ;-)
Wszelkie przybudówki do ulepszania nauki, bez zwiększenia finansowania z około 1% do 3% to są tylko mrzonki i nabijanie kasy nie nauce, a hordom naszych popleczników dziś rządzących. Przecież trzeba gdzieś poobsadzać ich na stołkach dyrektorskich, kierowniczych, w zespołach doradczych i gdzie się da by mieszali w głowach i podpuszczali do pustych dyskusji, tych co jeszcze robią w nauce. Rządzący mają naukę w nosie, by nie powiedzieć brzydko.
Wie Pan/Pani, ta Pani tzn. Pani Dr Świerk mówi m.in. Cyt."Polska ma świetnych naukowców, ludzi z pasją, z pomysłami, z odwagą. Nie ma natomiast systemu, który potrafi tę odwagę przekształcić w przewagę. "
No i są to wszystko zdania prawdziwe. Sęk w tym, że ci wszyscy mądrzy (ta Pani również), co się wypowiadają odnośnie sytuacji w polskiej nauce, mówią tylko o WYBRANYCH problemach, pomijając inne:
1. zajęcia dydaktyczne, które nierzadko nie mają nic wspólnego z działalnością naukową,
2. zasadę "klanu", która pozwala na odstawienie na "boczny tor" nawet tych najlepszych, wskutek czego "gniją" (sam znam kilka takich osób)
3. cytozę, która powoduje, że nawet publikacja zawierająca bardzo ważne i oryginalne wyniki, opublikowana w dobrym czasopiśmie, a nie cytowana, niewiele daje jej autorowi/autorom, a na awans naukowy w takiej sytuacji nie mają raczej co liczyć ("bo indeks Hirscha ma za małą wartość"),
4. położenie nadmiernego nacisku na dziedziny humanistyczne i społeczne.
Wszyscy ci Państwo tak sobie przemykają z boku obok tych przyczyn, jakby starali się ich nie dostrzegać lub po prostu o nich nie wiedzieli.
Czy jest to rozwiązanie potrzebne? Oczywiście.
Niestety, jak zawsze w nauce w Polsce, wszystko sprowadza się do pieniędzy. Ile taki research manager miałby zarabiać? Raczej mniej niż naukowiec, który aplikuje o owy grant ERC i więcej niż standardowa osoba z administracji. Daje to okolice 5000 PLN na rękę. Jak nazwa stanowiska wskazuje, jest to manager, więc w realiach warszawskich czy krakowskich, taka osoba może po prostu pracować w korporacji na stanowisku managerskim, dostać lepsze wynagrodzenie i pracować bezstresowe 8 h dziennie.
Z okołonaukowych zawodów przydałyby się również osoby zajmujące się w science policy. Tylko jak miałyby funkcjonować w kraju, który nie posiada polityki naukowej?
Można miesięczne wynagrodzenie managera uwzględnić w grancie. W skali uczelni, jeżeli dzięki niemu zostanie przyznanych kilka albo nawet kilkanaście grantów, to zbierze się nawet spora suma. Jeżeli grantu nie będzie - to za co mu płacić?
Bardzo dobry pomysł. Tylko w takim przypadku powinien też uczestniczyć w REALIZACJI projektu. A to dla projektów europejskich, w polskich realiach, jest często większy koszmar, niż aplikowanie.
Bardzo dobra uwaga. Tylko wtedy nie tylko wspomagałby aplikowanie o projekty, ale tez ich REALIZACJĘ. A to często (w przypadku projektów europejskich) jest w polskich realiach koszmar dużo większy niż aplikowanie o projekty.