29 Października
Opublikowano: 2021-10-29

Edukacja, ale jaka?

Na rozmowy o edukacji zawsze jest czas i miejsce. Autor jednego z blogów zastanawia się między innymi nad tym, jak rozwój edukacji nieformalnej może pomóc szkolnictwu.

Na blogu Profesorskie Gadanie prowadzonym przez dr. hab. Stanisława Czachorowskiego pojawił się ostatnio wpis dotyczący kształcenia i konieczności dostosowania jego formuły do zmieniającej się rzeczywistości. Autor wylicza, że przez kilkanaście lat nauki w szkole spędzamy w niej około 14 tys. godzin, później dochodzi okres studiów, do tego trzeba dodać studia podyplomowe, wszelkiego rodzaju kursy i szkolenia stacjonarnie oraz, coraz częściej, online. Niektórzy z nas, by wciąż zdobywać nową wiedzę, mogą jeszcze z czasem trafić na Uniwersytet Trzeciego Wieku. Mimo wielu lat nauki wśród społeczeństwa zauważalny jest „powszechny wtórny analfabetyzm”. Dlaczego tak się dzieje?

Rzeczywiście, żyjemy w czasach przyśpieszonej rewolucji technologicznej. Tempo zmian jest niezwykłe i nie potrafimy nad nim nadążyć. „To tak, jakby pieszo gonić jadący autobus” – porównuje autor. Wraz z tymi zmianami powinien zmienić się cały system edukacji, obejmujący szkoły, uniwersytety i branżę edukacji nieformalnej. „Nie możemy tego przeczekać, liczyć, że jakoś się wszystko samo ułoży” – uważa bloger. W końcu jest to bardzo duży fragment naszego życia, nawet jeśli zbyt często traktujemy go bez należytej uważności.

Czachorowski uważnie przygląda się nazwie resortu odpowiedzialnego za nadzór nad edukacją i szkolnictwem w Polsce. Ministerstwo Edukacji i Nauki (dawniej Ministerstwo Edukacji Narodowej) wbrew swojej nazwie za dużo uwagi poświęca szkołom, a za mało – całym procesom edukacji. Jesteśmy w tym obszarze „zapóźnieni koncepcyjne”.

Szkołę trawi wiele problemów. Wielu doświadczonych nauczycieli nie wytrzymuje nadmiaru obowiązków administracyjnych i decyduje się na odejście z zawodu. Świetnie za to rozwija się ścieżka korepetycji prowadzonych prywatnie poza szkołą oraz wszelkie formy edukacji online. Według autora jest to objaw poważnego kryzysu i początków dużej transformacji. Wśród rządzących króluje przekonanie, że szkoła jest po to, aby się dziećmi zaopiekować w czasie pracy ich rodziców. A to przecież nie jest jej głównym celem. Jest nim, a przynajmniej być powinna – edukacja. Mimo to szkoły są wciąż niedofinansowane, a nauczyciele pracują za grosze. Dlatego coraz częściej ci, którym zależy i którzy mają na to środki posyłają dzieci na prywatne korepetycje i innego rodzaju zajęcia.

Z tego powodu od wielu już lat prężnie rozwija się różnorodna działalność edukacyjna uniwersytetów, centrów nauki oraz edukacja online. Tych zmian już też pewnie nie zatrzymamy, jednak jest to tylko doraźne lekarstwo na problemy szkoły, które nie eliminuje ich przyczyn. Autor przewiduje, że ta prywatna działalność, jeszcze niezintegrowana z edukacją szkolną w końcu zostanie dostrzeżona i połączy się z nią w spójną całość. W takim nowym środowisku edukacyjnym znajdzie się miejsce nawet na smartfony, które pozwalają na wykorzystanie Internetu w nauczaniu.

„Szkoła jest potrzebna jako forma dłuższej, usystematyzowanej edukacji. Jako ważny element kształcenia przez całe życie” – czytamy. Musi jednak funkcjonować inaczej niż obecnie. Szkoła to miejsce na socjalizację, nawiązywanie kontaktów i praktykę interakcji międzyludzkich. Wciąż ważna jest nauka pracy zespołowej i kreatywności, a tego forma online nie może zagwarantować. Zmienić muszą się również uniwersytety, w których wciąż funkcjonuje wiele nieprzystających do naszych czasów rozwiązań.

Ministerstwo Edukacji i Nauki mogłoby pełnić rolę integratora, który tworzy odpowiednie płaszczyzny do łączenia rozwiązań oferowanych przez instytucjonalne nauczanie oraz edukację pozaformalną i nieformalną. Aby to wszystko stało się możliwe, w społeczeństwie oraz rządzących musi ugruntować się przekonanie o ważności tego aspektu naszego życia. Edukacja we wszystkich możliwych formach powinna wejść na piedestał w priorytetach na kolejne lata. Niestety, uczelnie zamiast współuczestniczyć w odkrywaniu i opisywaniu rewolucji technologicznej muszą walczyć o punkty i niewiele znaczące tabelki. „Uczymy się dla ocen, jak uczeń w przeciętnej szkole?” – pyta na zakończenie autor.

Prywatna branża edukacyjna rzeczywiście przeżywa rozkwit. Powstaje coraz więcej inicjatyw, mających pomagać w tym, w czym szkoła może sobie nie radzić w sposób przystający do naszych czasów. Moim zdaniem powinniśmy jednak dbać o to, aby te formy były dostępne dla wszystkich uczniów, nie tylko tych pochodzących z dobrze sytuowanych rodzin. Wciąż powinniśmy wspierać inicjatywy mające na celu wyrównywanie szans i pozwalające wszystkim dzieciom i młodzieży na równy dostęp do edukacji. Zintegrowanie takich przedsięwzięć z publicznym systemem edukacji mogłoby okazać się w tej kwestii bardzo pomocne.

Oprac. dr Paulina Mozolewska http://naukowka.pl/

O autorze:

Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof. UWM, pracuje na Wydziale Biologii i Biotechnologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Zawodowo zainteresowany chruścikiami (Insecta: Trichoptera). Od sierpnia 2005 roku prowadzi bloga, a od maja 2020 roku również fanpage na Facebooku. Ma także swój kanał na YouTube.

 

Dyskusja (0 komentarzy)