Polaryzacja społeczna staje się jednym z największych wyzwań współczesnych demokracji. Nowe badanie europejskich psychologów, w tym m.in. z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pokazuje, że nawet w silnie podzielonych społeczeństwach można ograniczać wzajemną wrogość pod warunkiem wzmacniania norm społecznych opartych na szacunku, dialogu i równości.
W ostatnich latach niemal cały świat doświadcza narastającej polaryzacji społecznej. Coraz częściej dzielimy się na przeciwstawne grupy, które różnią się nie tylko poglądami, ale także poziomem zaufania, sposobem postrzegania rzeczywistości i stosunkiem do siebie nawzajem. Same różnice opinii nie są zagrożeniem dla demokracji, ponieważ różnorodność światopoglądowa jest jej naturalnym elementem. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy spory ideologiczne zaczynają prowadzić do podziału społeczeństwa na wrogie sobie grupy.
Spory dotyczące zmian klimatu, migracji, praw osób transpłciowych, szczepień przeciw COVID-19 czy równości płci coraz częściej zamieniają się w konflikty tożsamościowe, w których druga strona przestaje być partnerem do rozmowy. W efekcie maleje zaufanie społeczne, rośnie niechęć wobec osób myślących inaczej, a społeczeństwa są coraz bardziej podzielone.
Badacze z kilkunastu europejskich uczelni, m.in. z Uniwersytetu Jagiellońskiego, postanowili sprawdzić, czy istnieją społeczne mechanizmy, które mogą ograniczać negatywne skutki polaryzacji. Skupili się na pojęciu „norm inkluzywności”, czyli przekonań, że większość ludzi w społeczeństwie uważa, że powinniśmy traktować się jako równych, słuchać odmiennych opinii i postrzegać wszystkich członków społeczeństwa jako część wspólnoty. Autorzy zakładali, że takie normy mogą ograniczać negatywne skutki polaryzacji społecznej i sprzyjać bardziej konstruktywnym relacjom między grupami o przeciwnych poglądach.
W badaniu uczestniczyło ponad 12 tys. osób z 12 państw: Czech, Finlandii, Francji, Niemiec, Grecji, Węgier, Włoch, Holandii, Polski, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące najbardziej kontrowersyjnych tematów współczesnego świata. Badacze analizowali m.in. stosunek do zmian klimatycznych, migracji i polityki wobec uchodźców, równości płci, praw osób transpłciowych, szczepień przeciw COVID-19, ograniczania spożycia mięsa. Ankietowani deklarowali, na którą ze spraw najłatwiej jest im sformułować opinię, a następnie jakie stanowisko w tej sprawie zajmują. Następnie sprawdzano, czy osoby postrzegające swoje społeczeństwo jako bardziej inkluzywne, czyli popierające szacunek wobec innych, dialog i jedność z nimi, wykazują m.in. większą tolerancję wobec ludzi o odmiennych poglądach.
Wyniki pokazały, że osoby postrzegające swoje społeczeństwo jako bardziej inkluzywne były jednocześnie bardziej tolerancyjne, mniej skłonne do unikania przeciwników ideologicznych oraz bardziej gotowe do współpracy z nimi.
Zależność ta występowała nawet u osób silnie przywiązanych do własnych poglądów, prezentujących postawy nietolerancyjne wobec różnorodności lub identyfikujących się głównie ze swoją grupą ideologiczną. Oznacza to, że normy promujące wzajemny szacunek i dialog mogą działać ochronnie nawet w silnie podzielonych środowiskach społecznych – wyjaśnia dr hab. Marcin Bukowski z Instytutu Psychologii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Psychologowie społeczni od dawna wiedzą, że człowiek często dostosowuje swoje zachowanie do otoczenia, w którym obecne są różne reguły społeczne – również niepisane. Jeżeli ludzie mają poczucie, że większość społeczeństwa okazuje sobie wzajemny szacunek, słucha różnych opinii, uznaje wspólnotę mimo różnic, to sami częściej zachowują się w podobny sposób. Mechanizm ten działa nawet wtedy, gdy ktoś osobiście nie lubi drugiej strony sporu. „Nie trzeba koniecznie zmieniać prywatnych przekonań ludzi, aby ograniczać konflikty społeczne. Czasem wystarczy stworzyć społeczne normy zachęcające do pokojowego współistnienia i współpracy” – zauważają autorzy badania.
To szczególnie istotne w czasach mediów społecznościowych, które często wzmacniają konflikty i promują emocjonalne przekazy. Algorytmy internetowe sprzyjają tworzeniu „baniek informacyjnych”, w których użytkownicy spotykają głównie osoby podobnie myślące. W efekcie kontakt z odmiennymi opiniami bywa coraz rzadszy a stereotypy narastają.
Naukowcy zwracają też uwagę na rozróżnienie między tolerancją bierną a aktywną. Ta pierwsza oznacza nieingerowanie w życie innych ludzi mimo braku zgody z ich poglądami. Z kolei aktywna tolerancja idzie krok dalej i obejmuje gotowość do rozmowy, współpracy, a czasem nawet obrony praw osób myślących inaczej.
W spolaryzowanych społeczeństwach sama bierna tolerancja może nie wystarczyć. Demokracja potrzebuje bowiem zdolności do wspólnego działania mimo różnic. Bez tego trudno rozwiązywać problemy ogólnospołeczne, takie jak kryzys klimatyczny, bezpieczeństwo zdrowotne czy nierówności społeczne – podsumowuje dr hab. Marcin Bukowski.
Wyniki ukazały się na łamach czasopisma „PNAS Nexus”.
Łukasz Wspaniały, źródło: UJ
Czy można?
Teoretycznie można.
Czy polaryzacja nie jest czasem skutkiem kryzysu sprawczości w coraz bardziej feudalnym świecie, udającym na domiar złego świat demokratyczny?
Praktycznie - tym, którzy mogliby jest aktualnie wygodnie i nie zamierzają niczego zmieniać.
Pozostaje pytanie: kiedy poleje się krew?
Gratuluję - ważne badanie.