Jest już za późno na zmiany. Jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi na myśl, to automatyczne przypisanie w ewaluacji poszczególnym dyscyplinom ich wcześniejszych kategorii i szybka rezygnacja z „walk o sloty”. Chociaż częściowo da to uczelniom chwilę oddechu i możliwość koncentracji na tym, co naprawdę w nauce jest najważniejsze – o uwikłaniu świata nauki w bibliometrię pisze dr hab. Maciej Nowak z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego.
O słabości aktualnego systemu nauki w Polsce napisano już bardzo dużo. Można zauważyć pewną prawidłowość: im więcej się na ten temat pisze, tym bardziej system nauki kuleje. Co znamienne, system nauki działa tak, że nawet zagorzali krytycy zmuszani są na chwilę zapominać o swoich uwagach i zastrzeżeniach. Z perspektywy swoich uczelni, dyscyplin, katedr odpowiadają bowiem, lub przynajmniej współodpowiadają, za gromadzenie „piekielnych” slotów i punktów. Nie zmienia to jednak faktu, aby przy owej (niezbyt radosnej) twórczości nie zapominać o jednym: zbliżającą się ewaluację można powiązywać z licznymi sprawami. Na pewno jednak nie można powiązać jej z jednym: dobrą nauką.
Kumulacja wszystkich negatywnych procesów będzie miała miejsce właśnie w roku 2025, ostatnim roku branym pod uwagę w najbliższej ewaluacji dyscyplin naukowych. Wszystkie praktyki, które obecnie obserwujemy, niesłychanie się zmaksymalizują. Rektorzy, prorektorzy, dziekani, szefowie dyscyplin zmuszeni będą zintensyfikować „polowania” na osoby bez publikacji. Będą wzywać, grozić, prosić, przekonywać. Oczywiście w grupie „osób bez publikacji” możemy wyodrębnić różne zbiory: osoby chorujące, osoby niedawno zatrudnione (którym czasami trudno błyskawicznie tuż po zatrudnieniu coś opublikować), osoby z różnych względów zaangażowane w sprawy organizacyjne, inne szczegółowe przypadki. Jednak dominującą grupę będą stanowiły osoby „niepiszące”. Chodzi o pracowników formalnie przypisanych do etatów badawczo-dydaktycznych, ale w praktyce nie „czujących” nauki. To właśnie oni będą zmuszani do opublikowania czegokolwiek. Im bliżej będzie końca okresu rozliczeniowego ewaluacji, tym większa będzie desperacja władz uczelni, dyscyplin itd. Już teraz, przepowiadając przyszłość, można stwierdzić, że niektóre z nich ulegną różnorakim pokusom: publikacjom u słynnego „Greka”, pokusie dopisywania czy wielu innym. Ci przedstawiciele władz, którzy uniosą się honorem i oprą się „ewaluacyjnej” presji w imię wyższych zasad, mogą skończyć z niższą kategorią przypisaną dyscyplinie, za którą odpowiadają (z wszystkimi tego konsekwencjami). Jednym słowem, dylemat jak w greckiej tragedii – bez dobrego rozwiązania.
Jednocześnie bardzo mile widziane będą wszelkie możliwe pomysły maksymalizujące sloty (oczywiście bez żadnego związku z podwyższaniem jakości naukowej). Załóżmy, że piszemy z szerokim międzynarodowym zespołem książkę dla uznanego wydawnictwa, któremu polski system przyznaje 200 pkt. Jeśli naukowiec wybierze tradycyjną drogę, tzn. sam zostanie redaktorem naukowym i współautorem rozdziałów, które rzeczywiście napisze, to w klasyfikacji punktowej wypadnie słabo. Ale jeśli taki sam materiał przetworzy inaczej – poprosi swych współpracowników: „pokombinujmy i zostańmy wszyscy współautorami całej książki” – zdobędzie punktowy złoty medal. Przesłanie jest jedno: system premiuje wszelkiego rodzaju pozamerytoryczne kombinacje. Czyli coś, co powinno być bardzo odległe od etosu naukowca.
Warto przez chwilę spojrzeć na rok 2025 właśnie z tej zewnętrznej perspektywy. Proszę zwrócić uwagę, jak absurdalnie wygląda cały opisany powyżej proces. Ogromne środki finansowe i siły organizacyjne ukierunkowane są na uzyskanie publikacji od osób, które w większości i tak do nauki nie wniosą wiele nowości. Dzieje się to często kosztem osób aktywniejszych, pozbawionych wsparcia. Przy czym brak „not za styl” w ewaluacji stwarza ogromne ryzyko pokusy swoistego „slotowego” kombinowania i w konsekwencji pogłębiania złych praktyk.
Oczywiście naukowcy niezaangażowani funkcyjnie mogą publikować „po swojemu”, bez ulegania „slotowej” presji (często bywa tak, że z intensywnej czteroletniej działalności odpowiednie punkty same się „wyprodukują”). Gorzej jednak z władzami, odpowiadającymi za ewaluację, są one przez obecny system zmuszone do takich działań. Warto jedynie, żeby pamiętały, że działania te z realną nauką mają niewiele wspólnego. Działaniom tym nie należy oddawać się z lubością, a raczej ze wstrętem.
Pretensje trzeba przede wszystkim zgłosić do podmiotów odpowiedzialnych za sankcjonowanie, a czasem wręcz pogłębianie tego systemu – polityków, w tym kolejnych ministrów odpowiedzialnych za naukę. Mijały miesiące i lata, a wciąż brakowało woli, by realnie zabrać się za rozwiązanie problemu. Obecnie jest już za późno na zmiany. Jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi mi na myśl, to automatyczne przypisanie w ewaluacji poszczególnym dyscyplinom ich wcześniejszych kategorii i szybka rezygnacja z „walk o sloty”. Rozwiązanie to chociaż częściowo da uczelniom i dyscyplinom chwilę oddechu i możliwość koncentracji na tym, co naprawdę w nauce jest najważniejsze.
Maciej Nowak
Witam. Wydaję mi się w Polsce nauka jest niepotrzebna w końcu jest ona znacznie lepiej rozwinięta w Niemczech, USA i wielu innych krajach. Lepiej byłoby gdyby polscy profesorowie się przekwalifikowali i zajęli hydrauliką, bądź zbiorem szparagów w Niemczech. " Szparagi od polskiego profesora" - to brzmi dumnie.
Do kompleksowej oceny parametrycznej proponuję zastosować następujące kryteria (tak było wcześniej i to działało) :
1) osiągnięcia naukowe i twórcze; waga 65 - 3N wszystkich najlepszych publikacji w ramach dyscypliny jednostki naukowej (nie będzie marnotrawstwa)
2) potencjał naukowy; waga 15
3) materialne efekty działalności naukowej; waga 5
4) pozostałe efekty działalności naukowej; waga 15
Ocena jakości działalności naukowej co 5 lat (czyli następna po roku 2030 )
Algorytmy przeliczania rożnych udziałów radykalnie trzeba uprościć.
Może Ministerstwo NiSzW powinno utrzymać dotychczasowe oceny jednostek do końca 2030 roku .
Rok 2025 poświecić na przygotowanie odpowiednich i mam nadzieję uczciwych i trwałych rozwiązań prawnych - Ustawy i Rozporządzeń (także listy czasopism i wydawnictw na kolejne 5 lat! Scopus, ERIH+, SCIMAGO)
Zatem --- bez żadnych kompleksów do roboty!!!!!
Czyli najważniejsze są punkty. Punktoza jest wszędzie ale często nie odzwierciedla poziomu wiedzy. Jakkolwiek nie ma systemu doskonałego to punktoza uczy od podstawówki do tytułów naukowych , nauki pod konkretne tematy i zagadnienia, które ktoś podsuwa,ale to nie jest ogólny rozwój nauki.
Jeśli chodzi o koncepcję "slotów" to uważam to za dobre rozwiązanie. Nie może już być tak, że jeden naukowiec (być może "papiernik") publikując 100 artykułów rocznie ciągnie całą rzeszę kolegów nie zajmujących się w ogóle badaniami.
Ja akurat uważam, że kary za osoby "N0" to bardzo dobry pomysł. Zupelnie nie rozumiem dlaczego osoby "nie czujące nauki" (cytując Autora) mają pozostawać na stanowiskach badawczych czy badawczo-dydaktycznych. Oczywiście można dyskutować nad "produkcją publikacji" ale ktoś, kto przez kilka lat nie opublikował NIC raczej nie powinien dostawać pieniędzy za "prace badawcze".
Zgadzam sie Panem, o ile ma Pan jakiekolwiek pojecie o tym, ze postep nauki tworzy sie poprzez budowanie nowych stanowisk do prac naukowych. Czy w systemie w ktorym na pracownika naukowego przesuwane sa zadania, za ktore powinien odpowiadac sztab ludzi tzw.nie merytorycznych mozna wogole znalezc czas na pisanie publikacji. Pozatym, dlaczego naukowiec nie ma punktow za tzw.otwarte pisma. Nauka powinna byc otwarta- powstaje w oparciu o budzet,. Pieniadze na granty, sa pieniedzmi podatnika. Jezeli jest Pan teoretykiem, tudziez mierzy Pan czyjes probki to takie dzialanie mozna zlecic technikowi a AI opisze Pana wyniki. Niech Pan jako naukowiec wymysli cos czego jeszcze nikt nie zrobil, zaprojektowal to i zbudowal. Wtedy zmieni.Pan zdanie odnosnie. System obecny sluzy egoistycznymi, nie funkcjonujacym w zespolach ludziom, zapatrzonym w swoje publikacje. Sloty, przypominam, obnizone sa kiedy w jednej publikacji sa ludzie z tej samej uczelni.
Popieram ów głos w dyskusji.
"System obecny sluzy egoistycznymi, nie funkcjonujacym w zespolach ludziom, zapatrzonym w swoje publikacje. Sloty, przypominam, obnizone sa kiedy w jednej publikacji sa ludzie z tej samej uczelni."
Zupełnie nie wiem skąd Pan wyciąga taki wniosek. System stara się wspomagać współpracę pomiędzy uczelniami/jednostkami (bo wtedy każdy dostaje punkty) a zabezpiecza przed sztucznym mnożeniem punktów przez jednostkę za pomocą dopisywania wszystkich kolegów i koleżanek z jednostki do jednej publikacji. Można to robić jeśli pracujemy razem - ale dlaczego ma za to przybywać punktów?
Oczywiście ma Pan rację jeśli chodzi o obciążanie naukowców sprawami niemerytorycznymi. I oczywiście w systemie jest pełno dziur, które nie łatwo załatać. Ale idea moim zdaniem jest słuszna.
Pan dr hab. Maciej Nowak pisze, cytuje: „Ogromne środki finansowe i siły organizacyjne ukierunkowane są na uzyskanie publikacji od osób, które w większości i tak do nauki nie wniosą wiele nowości. Dzieje się to często kosztem osób aktywniejszych, pozbawionych wsparcia.”
Proszę zwrócić uwagę na to, że osób z N0 jest około 5%. Podobna sytuacja jest z papierniami. Statystyki podają, że jest ich jeszcze mniej, poniżej 2%. W wielu artykułach w FA dyskutanci skupiają się na tych dwu patologiach. Zlikwidować N0 jest łatwo. Od tego jest ocena okresowa, przeprowadzona uczciwie. Po ocenie negatywnej za naukę przenieść na stanowiska dydaktyczne. Było by to sygnałem dla innych, którzy nie wysilają się naukowo. Z papiernikami też znajdzie się z czasem rozwiązanie. Wydaje mi się, że w reformie systemu ewaluacji powinno chodzić nie o to, jak utrudnić życie tym N0 i papiernikom. W dyskusji prawie nie słychać głosów, jak poprawić sytuację dla pozostałych około 93 % pracujących uczciwie. Zmiany w nauce, w tym w ewaluacji, należy przeprowadzić, przede wszystkim, na korzyść tych uczciwych naukowców.
Dalej Pan dr hab. Maciej Nowak pisze, cytuje: „Obecnie jest już za późno na zmiany. Jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi mi na myśl, to automatyczne przypisanie w ewaluacji poszczególnym dyscyplinom ich wcześniejszych kategorii”. Dla tych, którzy nie śledzą historię zmian w ewaluacji przypominam, że nie jest to nowe rozwiązanie. W jednej z poprzednich ewaluacji ministerstwo postawiło na efekty ekonomiczne. Wygrały instytuty przemysłowe, które przedstawiły dokumenty o wielomilionowych zyskach z wdrożeń. Po czym ministerstwo przez kolejne 4 lata finansowało wydziały i inne jednostki na podstawie poprzedniej ewaluacji.
Propozycja jest kusząca. Jednak zapomina się o tym, że poprzednia ewaluacja odbyła się na podstawie ustawy z 2018 r. a obecna lista czasopism pojawiła się w połowie okresu ewaluacyjnego w środku roku i obowiązywała wstecz. O jakości tej listy oraz o kryteriach drugim i trzecim w dyskusjach w FA prawie nikt, chyba, nie powiedział dobrego słowa. I co, pozostawić ten stan fatalny na kolejne lata?
A że zmiana musi być gruntowna, musi chyba wymagać chwili do namysłu, chyba nie ma innej drogi jak jakieś zamrożenie ewaluacji. Pod warunkiem, że nowemu ministrowi naprawdę by się chciało coś zmienić.
Skąd ta nadzieja, że nawet po gruntownym namyśle, wypracuje się dobre i trwałe rozwiązania? Obecna ustawa była długo przygotowywana i gruntownie analizowana. Zawsze znajdą się luki i słabsze elementy, które szybko zostaną 'rozpracowane' przez najsprytniejszych, a za nimi reszta zdeformuje system. To tylko kwestia czasu...
Trudno zaprzeczyć. A skąd w człowieku nadzieja nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach, to wielka tajemnica stworzenia.
Natomiast Gowin, choć myślał i konsultował długo, miał jednak defekt w swym zaprogramowaniu i w swej woli: unosił się nad nim duch Ķudryckiej (konkurencyjności za wszelką cenę i skąpienia pieniędzy). Moze kiedyś któryś minister zechce zmienić optykę.
Przestrzegałbym przed mówieniem o marginalnym charakterze papiernictwa.
Po pierwsze, skąd pewność, że papierników jest 2%, a nie więcej? Przecież my ich nie znamy, wielu z nas dopiero teraz otwierają się oczy.
Po drugie, nawet jeśli jest ich 2%, niestety zaczynają oni zajmować stołki i od nich zależy los pozostałych.
Po trzecie, wiara w łatwą samorzutną eliminację papiernictwa jest nieuzasadniona choćby w świetle punktu poprzedniego.
Po czwarte, umówmy się, papiernictwo jest tak naganne i tak drastycznie łamie etykę i godzi w profesję naukowca, niszczy motywację do pracy, że jego szkodliwość jest ogromna, czy ich będzie 5%, 2%, czy 1% (i nieporównanie większa od szkodliwości N0).
Po piąte, że w ogóle mogło dojść do wykwitu papiernictwa, kompromituje system jako taki. Jeśli rozwija się proceder tak kuriozalny, jak papiernictwo, nie ma żadnej gwarancji, że system nie produkuje innych patologii (skądinnąd dobrze wiemy, że produkuje; to raczej praca poprzez osiąganie wielkich rezultatów, będących rezultatem wieloletnich mąk twórczych, czyli taka, jaką być powinna, spada dzisiaj na margines, poniżej nawet 2%. Na pewno nie jest to 93%.). Tu chyba się zgadzamy. Trzeba uzdrowić cały system.
Do ~Fidelio 29.01.2025 14:07. Nie zgadzam się z niską szkodliwością N0. Ktoś, kto ostro zasuwa, a widzi obok nieroba, który za zero pracy naukowej i dydaktykę w tym samym wymiarze, co i ten pierwszy, dostaje jednakowe wynagrodzenie. Czy jest to uczciwe? To jest tak samo, jak papiernictwo, marnowanie pieniędzy podatników. Tylko że jak to robił by budowlaniec, to szef by jego wylał po tygodniu. A w nauce patrzą na to latami. Przecież to fajny kolega, jak go skrzywdzić? A taki gość, mając więcej czasu wolnego (bo nie pracuje naukowo) może chodzić na kawę do wyżej postawionych kolegów i, za przeproszeniem, opluwać przy okazji tych, w jego mniemaniu, głupków, którzy zarabiają za jego utrzymanie na uczelni. Proszę pamiętać, że Pan robisz dobre badania, to jednocześnie sponsorujesz nieroba z N0.
Do Pana ~Fidelio 29.01.2025 14:07. W ostatnich dniach kilkakrotnie spotkałem się z przypisywaniem mi słów, których nie napisałem. Również Pan przestrzega mnie przed "marginalizowaniem". Natomiast ja napisałem: "Z papiernikami też znajdzie się z czasem rozwiązanie." Gdzie Pan widzi u mnie jakieś marginalizowanie??? A dalej Pan powtarza to, co wielokrotnie pisano o papiernikach. Panie, chodzi nie o karcenie i narzekanie, a o poszukiwanie realnych środków, które ukrócą ten proceder. W poprzednich dyskusjach pisałem o tym. Jednym z rozwiązań jest takie, żeby NCN, NCBiR i inne grantodawcy zabronili wydawania na zewnątrz dużych pieniędzy. Pod przykrywką usług, takich jak przygotowanie wzorców, zakup materiałów, wypożyczenie aparatury i wiele innych mogą być opłacane papierie, które "piszą" artykuły. Przecież nie robią tego nawet czasopisma drapieżne. Oni pobierają kasę jedynie za publikację gotowego artykułu!
No ale trzeba czasem wypożyczyć aparaturę za duże pieniądze.
Nie uważam, że papierników trzeba jakoś oddzielnie wyłącznie karcić, trzeba po prostu stworzyć prawidłowy system. Tylko ten nowy system musi być b. silny, żeby był ich w stanie zmieść. A to będzie niezwykle trudne, oni się już urządzili i będą trzymać. I na koniec: napisał Pan o dwóch procentach, to ja to ja odebrałem to jako próbę marginalizacji zjawiska, bo jak inaczej.
Do ~Fidelio 29.01.2025 17:13. Najskuteczniejszy i chyba jedyny sposób na papierników - pozbawić ich środków. Przecież wiadomo, że płacą oni ogromną kasę firmom papierniczym nie z własnej kieszeni, a z państwowej. Moja propozycja zablokuje jedną z takich możliwości A co do Pana stwierdzenia, cytuję: "...że trzeba czasem wyposażyć aparaturę za duże pieniądze", całkowicie nie zgadzam się. Przecież wnioskodawca oświadcza, że zespół dysponuje niezbędną aparaturą oraz kadrą do wykonania projektu. Gdy w projekcie zakłada się, że konieczne jest takie wypożyczenie, to świadczy, że zespół nie posiada możliwości jego wykonania. Oznacza to, że eksperci oraz recenzenci, gdy widzą takie wydatki w kalkulacji, powinni natychmiast odrzucić taki projekt.
Jeszcze jedno uściślenie. Nie jestem zwolennikien polityki akcyjnej, więc uważam, że problem papiernictwa należy przede wsystkim rozwiąxać systemowo. Napiętnowania konkretnych wykrytych przypadków jednak nie odrzucam ,uważam, że powiny się skończyć powaźnymi konsekwencjami personalnymi i długotrwałą infamią. Oczywiście warto się baczniej przyglądać wydatkom, natomiwst systemu, ktòry by uniemożliwiał finansowania wypożyczeń z zasady też chyba dobrze nie ocenimy.
Do ~Fidelo 29.01.2025 20:32. Jak słyszę lub czytam o rozwiązaniach systemowych, o których bardzo lubią mówić politycy, to oznacza, że takie rozwiązania powstaną przez wiele lat, a najczęściej - nie powstaną wcale. W stosunku do papierników trzeba zacząć nie od rozwiązań systemowych, opracowanie których, jak znam życie, zajmie jedną lub dwie kadencje. A w międzyczasie papiernicy tylko umocnią swoje wpływy w nauce i na uczelniach, o których już pisano w dyskusjach. Należy zacząć od rozwiązań doraźnych. Jednym z nich jest zaproponowane przeze mnie ograniczenie wydawania środków z grantów firmom zewnętrznym. Przecież żaden papiernik nie zapłaci firmie papierniczej z własnych pieniędzy za artykuł od 2500 USD (słabe czasopismo) do kilkakrotnie wyżej (czasopismo tylko nieco lepsze).
Proszę zwrócić uwagę na N0. Od wielu lat jest systemowe rozwiązanie (w obecnej i poprzednich ustawach), nazywane oceną okresową. Słabe osiągnięcia naukowe - przeniesienie na stanowisko dydaktyczne. Jakie z tego konsekwencje - 1,5 raz wyższe pensum przy niezmienionych zarobkach. I co? Jak byli N0 jeszcze przed ustawą Gowina, tak i pozostali. I prawdopodobnie, będą i w następnych okresach ewaluacyjnych. Jak widać, systemowe rozwiązanie nie działa. Natomiast doraźne rozwiązania, istota których polega na zakazach i nakazach, zaczną działać natychmiast. Na przykład, gdyby za wpisaniem do ustawy definicji N0 zostało dopisane, że po jej uzyskaniu delikwent natychmiast przenoszony jest na stanowisko dydaktyczne, to by zadziałało. Tak i z wykorzystaniem kasy z grantów na papiernictwo. Zakazać wydawanie na zewnątrz powyżej, na przykład, 2000 Euro na grant, i część papierników po prostu zniknie.
A po wdrożeniu rozwiązań doraźnych można już przez szereg lat bawić się w rozwiązania systemowe.
Cyt."Pretensje trzeba przede wszystkim zgłosić do podmiotów odpowiedzialnych za sankcjonowanie, a czasem wręcz pogłębianie tego systemu – polityków, w tym kolejnych ministrów odpowiedzialnych za naukę."
Politycy, ci to często emitują te swoje frazesy. Podoba mi się tutaj (choć trochę jest za mocne), powiedzenie Prof. Michała Szurka, który redaguje dział o matematyce w "Młodym Techniku". Mianowicie, jak sam tam napisał cyt."Polityków, niezależnie od opcji, jaką prezentują, trzymałbym w pilnie strzeżonym miejscu, żeby nie mogli uciec. Karmił raz dziennie."
Bylo Konklawe, ktore trwało trzy lata, a jeden z kardynałów został papieżem aż trzykrotnie. Czy o tym pisze komentator? Na razie mamy dopiero drugiego ministra i jeszcze trochę trzeba czekać z tym zdjęciem dachu.
Do ~komentator 28.01.2025 14:09. Proszę Pana, ci politycy, którzy grzebali w ewaluacji, dawno już pracują gdzie indziej. Może Pan kierować do nich pretensje, ale oni Panu i pozostałym nie pomogą. Rozwiązywać problemy, które oni stworzyli, mogą jedynie ich następcy.
Cyt."Co znamienne, system nauki działa tak, że nawet zagorzali krytycy zmuszani są na chwilę zapominać o swoich uwagach i zastrzeżeniach."
Jestem jednym z najzagorzalszych krytyków tego beznadziejnego systemu, i nie zapomniałem ANI NA CHWILĘ o moich uwagach i zastrzeżeniach wobec tego systemu. Jest on tak BEZSENSOWNY, że tylko RADYKALNE ZMIANY w zakresie STRUKTURY tego systemu i zarządzania nim, mogłyby coś faktycznie tutaj zmienić na lepsze. Natomiast, wszelkie próby naprawy tylko wybranych elementów, przy medialnym rozgłosie, niczego nie zmienią, a mogą tylko pogorszyć. Przykładami są tutaj: wymogi co do wysokości indeksu Hirscha, punkty i sloty.
"co naprawdę w nauce jest najważniejsze" - właśnie badania i ich publikowanie jest najważniejsze i nawet gdyby ewaluacji nie było osoby, które nie publikują powinny szukać innej pracy lub dostawać pół wypłaty (chyba że są na stanowsku dydaktycznym oczywiście).
W nauce najważniejsze są badania, co nie jest tożsame z produkcją publikacji. Czasami wyniki nie są publikowalne. Obecny system sprzyja badaniu zbadanego i mieleniu tych samych treści w nieskończoność. Zamiast myśleć nad problemem myśli się za ile (punktów, czasu, pieniedzy) te 20 stron wydam.
Wyniki mogą być niepublikowalne tylko i wyłącznie dlatego, że są niewielkie. Każdy znaczący wynik nadaje się do publikacji, także negatywy.
Badacz nie zawsze osiągnie potwierdzenie swoich przypuszczen, hipotez. Jakie czasopismo wyda artykuł z niepotwierdzonymi hipotezami? Naukowiec ma stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi. Nie zawsze je znajdzie. W nauce, żeby była machiną rozwoju, trzeba zaakceptować ryzyko. Dlatego nie wszystkie wyniki będą interesowały czasopisma. To napędza oszustwa i drogę na skróty.
W moim środowisku wyniki negetywne się publikuje.
W naukach społecznych niestety nie.
Nauki spoleczne publikują tylko pozytywne zjawiska: gospodarka rośnie, ludzie są szczęśliwi a wódz podąża jedyna słuszna drogą, w przeciwieństwie do opozycji. Sam słyszałem profesora wielu uniwersytetów Sadurskiego, którego wykładnią prawa mnie zachwyciła.
Andrew Wiles nie wyrobiłby się z Fermatem w okresie i wylądowałby w N0. Musiałby pokroić w salami, ale wtedy zepsułby sobie przyjemność naukowego odkrycia.
Ale co, sugeruje pan, że dowód wielkiego twierdzenia Fermata jest niepublikowalny czy co? Bo nie zrozumiałem.
Został opublikowany, ale praca nad nim (czy innym wybitnym osiągnięciem ludzkiej myśli) mogła przeciągnąć się ponad ustawowe 4 lata, co skutkowałoby umieszczeniem człowieka genialnego na czarnej liście osób z N0.
Nie trzeba zresztą sięgać po tak ekstremalne przykłady, skoro ewaluacja nauki w Polsce nie zagląda do zawartości publikowanych prac, a liczą się wyłącznie parametry czasopisma. Powoduje to dowolną ilość groteskowych konsekwencji. W istocie, nie ewaluujemy nauki, a metody optymalizacji slotów i punktów w ramach dostępnych założeń (4 sloty, sposoby naliczania punktów, itd.). Zresztą, zasady gry są zmieniane w jej trakcie, ale to i tak mały problem, skoro gra nie ma nic wspólnego z rzetelną oceną nauki.
Do takiego systemu można dokładać pieniędzy w nieskończoność, tworzyć IDUBy, przyznawać granty - a rzeczywistość: 80-90% prac polskich autorów zwiększa jedynie szum publikacyjny, nie zmieni się. Wypadamy katastrofalnie na tle Europy (granty ERC, współpraca z przemysłem, inny dowolny sensowny wskaźnik). Nie wiem, dlaczego udajemy, że jest właściwie całkiem nieźle, uprawiając jakąś koślawą propagandę sukcesu (myślę tu o instytucjach).
Zgadzam się z tym. I pisałem rzeczy podobne we wielu wcześniejszych wpisach.
Z tym że generalnie wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że sytuacja jest katastrofalna, no może jeden minister jeszcze nie wie.
W nauce jest bardzo duża różnorodność. I akurat o ludzi genialnych nie musimy się martwić, na pewno sobie poradzą. Musimy walczyć o wyeliminowanie patologii czy wręcz przestępstw. Jak odpuścimy publikowanie to kamień na kamieniu nie pozostanie i z tych gruzów na pewno geniusze nie wypełzną. Niezależnie od listy czasopism, wypełnienie 3N slotów nie jest wygórowanym wymaganiem i oszustwa nie są potrzebne żeby sobie poradzić. Akurat oszuści to mają kilkadziesiąt publikacji rocznie a ludzi którzy zwyczajnie się nie nadają powinna eliminować ocena pracownika na uczelni.
Do X - postaje mi wiec tylko odwzajemnić życzenia.
Nie poradzą sobie jakoś, tylko poradzą sobie bez najmniejszego problemu (ja tak uważam). I tak nie wiemy kto jest tym niedocenionym geniuszem. A może ja? Zwolnijmy mnie z obowiązku publikowania a za 20 lat dokonam wielkich odkryć albo i nie bo takie rzeczy są nieprzewidywanle; chyba nie na tym to ma polegać. Nie mam już siły na dalszą dyskuję. :) Pozdrawiam! I życzę wszystkim i wielkich odkryć i bezproblemowego wypełniania slotów bo w zakresie obowiązków mamy pracę naukową i za to nam płacą a nie za to że może ktoś z nas jest geniuszem.
Do ~X. A dlaczego w ogóle z systemu wykluczać geniuszy, licząc, że jakoś sobie poradzą inaczej? Wcale nie muszą, historia ludzkości jest prawdopodobnie pełna zmarnowanych talentów. Raczej konstruując system myślałbym właśnie o geniuszach. Jak rozważania pokazują, że taki Lagrange, Einstein albo np. jakiś laureat Nobla (tyle, że za prace sprzed więcej niż 4 lat) by sobie nie poradził, to na wstępie falsyfikuje ten system (i zresztą oprócz tych wielkich odcina też prawdopodobnie całkiem spore continuum naukowców poniżej wielkości).
Do Fidelio, ale ewaluacja nie ma nic do rzeczy, gdy jej nie bylo Einstein pracował w biurze patentowym. Pracy tego 1% nie zaplanujemy ale możemy dbać o jakość ogółu z którego ten 1% będzie mógł powstać. Trzeba po prostu zapewnić dobrą pracę wszystkich a niektórzy dokonają wybitnych rzeczy.
Do ~X - ale tak to jest. Nauka rozwija się skokami, rezultatami wybitnych. 99% prac to, zwłaszcza dziś, szum informacyjny. Tyle chciałem powiedzieć.
To trochę zmienia perspektywę tych zaciętych sporów, jaka to podgrupa tych 99% jest ważniejsza i godniejsza, a jaka mniej.
Do Fidelio, ludzie dajcie spokój już tym geniuszom, jakby w polsce co drugi uczony był tej klasy. Gwarantuje wam że nie musice się martwić o ludzi z nagrodą Nobla czy medalem Fieldsa.
Do ~Y z 29.01.2025 09:41 (bo chyba wyczerpała się już możliwość zagnieżdżania komentarzy)
"Wtedy geniusz (Wiles, Perelman) miałby pkt. 100, ktoś znakomity, pkt. 50, a rozkład byłby zapewne e^-x, tj. okazałoby się, że znakomita większość miałaby co najwyżej przyczynkarski wkład w naukę." - I tak to z tym wkładem naprawdę jest.
Zgoda, z tym zastrzeżeniem, że ewaluacja wyłącznie parametryczna prowadzi wprost do patologii, którą obecnie obserwujemy. Nie może zostać ona w żaden sposób wyeliminowana, ponieważ w obecnym systemie nie ma znaczenia zawartość merytoryczna opublikowanych prac.
Z fałszywych założeń można wysnuć dowolne wnioski i całość będzie spójna i "prawdziwa". W przypadku ewaluacji, system punktacji czasopism, który jest nieporozumieniem, i metody optymalizacji / dopisywań / opłat za wywieszenie ("opublikowanie") / sztucznego pompowania pożądanych parametrów - czyni z ewaluacji farsę.
Może niech to będzie 1-2 sloty, a każdy naukowiec niech wskaże swój udział - i to poddać ocenie? Wtedy geniusz (Wiles, Perelman) miałby pkt. 100, ktoś znakomity, pkt. 50, a rozkład byłby zapewne e^-x, tj. okazałoby się, że znakomita większość miałaby co najwyżej przyczynkarski wkład w naukę. Ale może taki system zadziałałby motywacyjnie.
Typowe dla matematyków, porównują się z największymi geniuszami. Tacy są bardzo nieliczni i świat ich zauważa i docenia, nawet jeżeli się izolują jak Perelman. Czy na serio ktoś myśli że na przykładzie tych osób należy konstruować polską ewaluację? Proszę bez żartów.
Proszę, oto wersja bez żartów: 3-4 lata pracy nad artykułem do JMLR (140 pkt.), czy 3-4 miesiące nad artykułem na konferencję a acceptance rate 80%, również za 140 pkt.? A może miesiąc pracy nad artykułem do MDPI, także 140 pkt.?
NB publikacja w JMLR umożliwia automatyczną prezentację wyników na konferencjach ICML/ICLR/NeurIPS, czyli czołowych z obszaru ML - które dla odmiany są za 200 pkt. Bezsens goni bezsens w ewaluacji.
To już każdego wybór, odróżniajmy ewaluację od prawdziwej nauki. Decydujemy jak publikujemy i to rzutuje na naszą karierę i renomę w środowisku.
"Odróżniajmy ewaluację od prawdziwej nauki - to powinno być motto nauki polskiej. Tyle, że brzmi groteskowo..."
Nie. Groteską jest to, co serwują nam nasi naukowi mandaryni od 35 lat, obojętne z tytułami naukowymi czy bez. Jak to śpiewał Młynarski: kto na co dzień żyje w cyrku, temu cyrkiem zdaje się normalne życie!
Odróżniajmy ewaluację od prawdziwej nauki - to powinno być motto nauki polskiej. Tyle, że brzmi groteskowo...
W rzeczy samej
Tylko czasami, jeżeli ktoś nadaje się do tej pracy powinien publikować, bo każde sensowne badania da się opublikować (to jedyne rozsądne potwierdzenie przeprowadzenia sensownych badań).
Bycie w N0 tzn. nieopublikowanie nic przez 4 lata jest dyskwalifikujące.
To niesłychanie dziwaczne rozumowanie, że publikacja "to jedyne rozsądne potwierdzenie przeprowadzenia sensownych badań".
Być może jest to prawdziwe stwierdzenie, ale wyłącznie dla badań teoretycznych, podstawowych. Ale co z badaniami z obszaru badań rozwojowych, czy prac przedwdrożeniowych, czy nawet dotyczących wdrożenia konkretnego rozwiązania w przemyśle?
Czy nie o to w końcu chodzi, aby opracować nowe, przydatne ludziom rozwiązania? Publikacje są rzeczą ważną, ale w w/w obszarach wtórną względem realnych zastosowań opracowanych rozwiązań.
Tymczasem w Polsce można opracowywać we współpracy z przemysłem bardzo konkretne i przydatne rozwiązania (czasami zakończone wdrożeniami), a jednocześnie dostać negatywną ocenę za brak odpowiednio dużej liczby publikacji. Z drugiej strony mamy mnóstwo pracowników z niezliczoną ilością publikacji, z których żadna nie znalazła odzwierciedlenia w praktycznych zastosowaniach. Ci "pisarze" są oceniani jako wzorowi naukowcy.
Zadajmy sobie ważne pytanie, po co ludziom nauka. Czy (a) tylko dla samych publikacji czy (b) raczej dla rozwoju technologii w celu poprawy jakości życia, itp. To pytanie jest oczywiście retoryczne. Potrzebne są nam różne badania naukowe, tj. zarówno teoretyczne (potwierdzone wyłącznie publikacjami), jak i praktyczne. W tym drugim przypadku publikacji jest oczywiście mniej, gdyż podczas takich badań zazwyczaj bardzo dużo czasu zajmuje rozwiązywanie problemów technicznych, których teoretycy nie napotykają.
Może po prostu naukom stosowanym trzeba dać inne kryteria. Teraz tak samo ocenia się badania podstawowe (głównie prowadzone na uniwersytetach) i stosowane (głównie politechniki).
Osobiście nie mam zaufania do nieopublikowanych badań ani podstawowych ani stosowanych (szczególnie badań samozwańczych geniuszy, zbyt "nowatorskich" by ktoś chciał ich publikować). To jednak zawsze weryfikacja, lepsza lub gorsza zależnie od czasopisma.
Zgadzam się, prawdopodobnie tak właśnie powinno być, tj. "naukom stosowanym trzeba dać inne kryteria".
W pewnym sensie zgadzam się też z opinią "nie mam zaufania do nieopublikowanych badań". Mi jednak raczej chodziło nie o całkowity brak publikacji, ale po prostu o mniejszą ich liczbę. Rozwiązywanie napotkanych problemów technicznych - jak wcześniej wspomniałem - czasami może wymagać nie tylko dużej ilości czasu, ale też sporej wiedzy i doświadczenia. Jak wiadomo, próbując rozwiązać napotkane problemy techniczne często nieoczekiwanie identyfikuje się kolejne obszary badawcze: zgodnie z przysłowiem "potrzeba matką wynalazków". Ale to wszystko trwa dosyć długo i opóźnia powstanie publikacji.
W rzeczy samej