Pierwszą krajową odmianę imbiru chcą stworzyć naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Pierwsze kłącza mogą trafić do gospodarstw najdalej za cztery lata.
Według danych Eurostatu, imbir pozostaje najczęściej importowaną przyprawą w Unii Europejskiej – w 2023 roku do krajów wspólnoty sprowadzono ponad 114 tysięcy ton, głównie z Chin. Stworzenie polskiej odmiany mogłoby nie tylko ograniczyć tę zależność, lecz także otworzyć zupełnie nowy segment rynku dla krajowych rolników i przetwórców.
Uprawa imbiru w Polsce to coś więcej niż ciekawostka. To krok w stronę bardziej różnorodnego, nowoczesnego i odpornego na zmiany klimatu rolnictwa. Wierzę, że z pasją naszego zespołu ten cel jest realny – przekonuje prof. Piotr Szulc z Katedry Agronomii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Zespół pod jego kierunkiem udowodnił, że roślina, która od wieków kojarzy się z tropikalnym klimatem Azji, potrafi z powodzeniem rosnąć w naszym kraju. Jej uprawa jest realna również w rejonach o niższych opadach, takich jak Wielkopolska czy Dolny Śląsk. Teraz badacze stawiają sobie kolejny ambitny cel – opracowanie pierwszej w Polsce odmiany imbiru dostosowanej do lokalnych warunków glebowych i klimatycznych. Jeśli projekt rozwinie się zgodnie z planem, pierwsze kłącza „polskiego imbiru” mogą trafić do gospodarstw już za kilka lat – między 2028 a 2029 rokiem.
Jeżeli szybko rozpoczniemy kolejny etap badań, w ciągu czterech lat możemy mieć gotową odmianę. To niezwykłe tempo, wprowadzić roślinę z innego kontynentu na nasze pola w zaledwie kilka sezonów – podkreśla naukowiec.
Imbir, jak się okazuje, ma zaskakująco podobne wymagania glebowe do kukurydzy czy ziemniaka. Co więcej, do jego uprawy można wykorzystać ten sam sprzęt rolniczy, co czyni go potencjalnie atrakcyjną alternatywą dla tradycyjnych upraw.
Poznańscy badacze zauważyli, że imbir uprawiany w Polsce różni się od swojego tropikalnego odpowiednika składem chemicznym: zawiera około 50% mniej 6-gingerolu, związku odpowiedzialnego za jego pikantny smak.
Nasze kłącza są delikatniejsze, subtelniejsze w smaku. Można powiedzieć, że to wersja „light”, bardziej przyjazna dla dzieci i osób, które nie przepadają za ostrymi przyprawami – opisuje prof. Szulc, dodając, że raki profil smakowy otwiera nowe możliwości dla branży spożywczej, od naturalnych napojów po łagodniejsze przyprawy i dodatki do żywności funkcjonalnej.
Kolejnym zaskoczeniem okazały się wyniki badań prowadzonych przez prof. Joannę Kobus-Cisowską z Katedry Technologii Gastronomicznej i Żywności Funkcjonalnej UPP. Odkryto, że cenne związki bioaktywne znajdują się nie tylko w podziemnych częściach rośliny, lecz także w liściach i łodygach.
Początkowo skupialiśmy się na soku z kłączy, ale okazało się, że części nadziemne również kryją duży potencjał. Zawarte w nich substancje mogą być wykorzystane do produkcji suszy, herbat czy naturalnych przypraw – tłumaczy prof. Kobus-Cisowska.
To oznacza, że każda część rośliny może znaleźć zastosowanie w przemyśle spożywczym, zwiększając opłacalność całej uprawy.
Jeśli prace nad krajową odmianą zakończą się sukcesem, już wkrótce na sklepowych półkach może pojawić się zupełnie nowy produkt z napisem: „Imbir z Wielkopolski – pierwszy polski imbir”.
źródło: UPP