Podobnie jak inne publiczne uczelnie ekonomiczne mamy „pod górkę” nie dlatego, że brakuje nam potencjału, lecz dlatego, że konsekwentnie wybieramy model bardziej transparentny, odpowiedzialny i etyczny. Dobrze skonstruowana ewaluacja powinna premiować właśnie takie postawy, a nie przede wszystkim zdolność do optymalizowania liczby N, kosztownego kupowania szybkich publikacji czy punktowego wykorzystywania dyscyplin pobocznych – pisze w FA prof. Barbara Jankowska, rektorka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
Z perspektywy Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu wyniki ewaluacji jakości działalności naukowej warto czytać nie tylko przez pryzmat surowych punktów i przyznanych kategorii, lecz również jako efekt odmiennych strategii instytucjonalnych, jakie przyjęły poszczególne uczelnie.
Dane Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dotyczące kategorii naukowej uzyskanej w poszczególnych dyscyplinach pokazują, że wszystkie pięć publicznych uczelni ekonomicznych – Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu oraz Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu – otrzymało w dyscyplinach ekonomia i finanse oraz nauki o zarządzaniu i jakości kategorię B+. Trudno jednak uznać to za prosty dowód niższej jakości względem innych podmiotów, to raczej sygnał, że system ocenia surowiej te ośrodki, które utrzymują duży, realny potencjał kadrowy w dyscyplinach stanowiących rdzeń ich misji.
Weźmy przykład UEP: w dyscyplinie ekonomia i finanse uczelnia uzyskała ponad 276,08 pkt w pierwszym kryterium przy liczbie N wynoszącej 222,24. Próg B+ ustalono na poziomie 229,68 pkt, a próg A – 322,69 pkt. W naukach o zarządzaniu i jakości wynik wyniósł 284,05 pkt przy N równym 150,20, przy progach odpowiednio 246,16 pkt (B+) i 333,45 pkt (A). Widać więc wyraźne stabilne przekroczenie progu B+, ale też wciąż spory dystans do kategorii A. Analogiczny obraz rysuje się w pozostałych publicznych uczelniach ekonomicznych, mimo że są to instytucje o długiej tradycji, szerokiej ofercie kształcenia i realnej odpowiedzialności za rozwój nauk ekonomicznych w Polsce.
Na tym tle szczególnie rzucają się w oczy wysokie wyniki podmiotów, dla których ekonomia i finanse czy nauki o zarządzaniu i jakości wcale nie są głównym filarem tożsamości instytucjonalnej. W ekonomii i finansach czołowe pozycje zajęły często uczelnie legitymujące się bardzo niską liczbą N, niekiedy poniżej 10. Nie musi to oznaczać żadnych nieprawidłowości, ale pokazuje mechanizm: wynik punktowy łatwiej zoptymalizować, gdy dysponuje się wąskim, precyzyjnie dobranym portfelem publikacji i niewielkim składem osobowym dyscypliny. Płynie stąd wniosek, że sama kategoria przyznana pojedynczej dyscyplinie nie wystarczy, by ocenić jakość całej uczelni. Potrzebne jest spojrzenie na całościowy potencjał instytucji, skalę jej odpowiedzialności za kadrę i dydaktykę oraz na to, czy dana dyscyplina stanowi trwały obszar działalności, czy raczej niewielki, łatwy do optymalizacji portfel. Warto w tym miejscu docenić MNiSW za wprowadzenie elementu oceny instytucjonalnej do projektu nowych regulacji dotyczących ewaluacji.
W przypadku UEP fundamentalne znaczenie ma wymiar etyczny. Uczelnia nie buduje i nie powinna budować swojego wyniku przez sztuczne manipulowanie liczbą N, ukrywanie realnego potencjału kadrowego czy traktowanie dyscyplin jako instrumentu punktowej optymalizacji. Podmioty publiczne funkcjonują w warunkach większej przejrzystości, bardziej stabilnego zatrudnienia i szerszych zobowiązań wobec pracowników oraz studentów. W sektorze niepublicznym większa elastyczność organizacyjna – w tym szersze wykorzystanie umów cywilnoprawnych – może z kolei ułatwiać utrzymywanie liczby N na poziomie niższym, niż wynikałoby to z rzeczywistej skali prowadzonej dydaktyki. Nie przesądzając o żadnych indywidualnych przypadkach, można stwierdzić, że obecny system rodzi asymetrię między transparentnym modelem uniwersytetu publicznego a modelem o bardziej kontraktowym charakterze.
Drugi istotny wątek dotyczy polityki publikacyjnej. W ostatnich latach w naukach ekonomicznych wyraźnie wzrosło znaczenie szybkich, płatnych kanałów publikacyjnych o wątpliwej reputacji, w niektórych z nich recenzja przebiega błyskawicznie, a opłata za publikację znacząco przewyższa faktyczne koszty wydania tekstu. Publicznie dostępne analizy pokazują, że publikacje w kilku takich tytułach stanowiły znaczącą część dorobku w dyscyplinach ekonomia i finanse oraz nauki o zarządzaniu i jakości. Wśród rekordzistów, którzy chcieli osiągnąć kategorię A, zdarzały się przypadki, gdy nawet ponad 90% prac ukazało się w kilku bardzo drogich periodykach, a w wielu innych odsetek ten przekraczał 50%; dotyczy to również dużych uczelni publicznych, wykazujących niską liczbę N w wybranych dyscyplinach. UEP przyjął w tej sprawie bardziej rygorystyczne stanowisko, ograniczając finansowanie publikacji budzących poważne wątpliwości etyczne i reputacyjne, nawet jeśli formalnie mogłyby one przynieść dodatkowe punkty. Decyzja ta miała swój krótkookresowy koszt, lecz była w moim odczuciu spójna z odpowiedzialnością za jakość nauki oraz dyscypliną finansów publicznych.
Publiczne uczelnie ekonomiczne nie są przy tym instytucjami jednowymiarowymi. Na UEP rozwijane są również informatyka techniczna i telekomunikacja oraz nauki o komunikacji społecznej i mediach. W pozostałych uczelniach ekonomicznych obecne są ponadto m.in. geografia społeczno-ekonomiczna i gospodarka przestrzenna, informatyka, nauki prawne, nauki o polityce i administracji, nauki o kulturze i religii czy technologia żywności i żywienia. Ten szerszy profil dyscyplinarny powinien być brany pod uwagę przy ocenie potencjału całej instytucji. Warto raz jeszcze podkreślić, że opisane działania nie wiązały się z wydatkowaniem nadmiernych środków publicznych.
Konsekwencje przyznanej kategorii są bardzo konkretne: niższa kategoria oznacza mniejsze uprawnienia i niższe finansowanie, zarówno bezpośrednio, w postaci subwencji, jak i pośrednio, poprzez brak możliwości startu np. w konkursie IDUB. Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu odpowiada na to aktywnie, rozwijając projekty badawcze i wdrożeniowe, prace zlecone, współpracę z gospodarką oraz instrumenty budujące długookresową stabilność finansową. Szczególnym tego przykładem jest kapitał żelazny UEP, pierwszy tego rodzaju mechanizm utworzony przez publiczną uczelnię w Polsce (uruchomiony w lipcu 2025 roku), pokazujący, że odporność instytucjonalną można budować bez rezygnacji z przyjętych zasad.
Główny wniosek jest zatem następujący: UEP – podobnie jak inne publiczne uczelnie ekonomiczne – ma „pod górkę” nie dlatego, że brakuje mu potencjału, lecz dlatego, że konsekwentnie wybiera model bardziej transparentny, odpowiedzialny i etyczny. Dobrze skonstruowana ewaluacja powinna premiować właśnie takie postawy, a nie przede wszystkim zdolność do optymalizowania liczby N, kosztownego kupowania szybkich publikacji czy punktowego wykorzystywania dyscyplin pobocznych. Interpretując wyniki, należy więc zestawiać dane punktowe z oceną całościowego potencjału uczelni, jakości jej polityki publikacyjnej oraz odpowiedzialności za środki publiczne.
Macie pod górkę z jednego powodu: 4 czerwca 1989 roku polscy ekonomiści poszli spać jako marksiści a 5 czerwca obudzili się jako liberałowie. Marksizm został wiele razy sfalsyfikowany jako teoria ale niemniej metodologii naukowej się trzymał i polscy ekonomiści byli profesjonalnymi marksistami po latach praktyki. Liberalizm im na to czasu nie dał i poznawali go z pisaniny Janusza Korwinowicza Mikke a jak kto przypadkiem znał angielski, to i Alicji Rozenbaum znanej jako Ayn Rand. Skutkiem tego polska nauka ekonomii nie istnieje, znam wielu indywidualnych uczonych z innych dziedzin, którzy cytowań mają więcej niż cała przesławna uczelnia SGH. To nie kryzys, to rezultat.
Wszystkiemu jest winne istnienie ewaluacji, na wszystkich lub prawie wszystkich uczelniach prorektor do spraw nauki mówi swoim podwładnym: będziemy robić tak żeby jak najlepiej wypaść w ewaluacji. To co trzeba zrobić i to jak wygląd ewaluacja jest bez znaczenia, trzeba jak najlepiej wypaść i już. Żadne filozofowanie nie pomoże.
Powinno ocenić się dyscypliny raz a dobrze, zrobić plan naprawczy albo zamknąć czy zrestrukturyzować i dać spokój na 10 lat. To śmieszne że prawie te same osoby co 4 czy 5 lat mają udowadniać że ich badania są dobre i że zasługują na promowanie doktorów.
Tylko plany długofalowe bez oceny ciągle zaburzającej pracę mogą coś realnie zmienić.