Studenci niemieccy (p³ci obojga) zaczynaj± protestowaæ. Dotychczas darmowe studia niebawem zamieniæ siê maj± w p³atne. O pobieraniu op³at za pobieranie nauk coraz powa¿niej zaczynaj± dyskutowaæ Anglicy. I u nas te¿ zaczyna siê z wolna - choæ to sprawa powa¿na, gdy¿ wymaga zmian w konstytucji - mówiæ o tym, ¿e studenci maj± zacz±æ uiszczaæ. Wszyscy, nie tylko zaoczni czy podyplomowi. Pañstwa nie staæ na fundowanie edukacji na poziomie wy¿szym.
Co z tym robiæ? W g³o¶nej ostatnio (i s³usznie) ksi±¿ce „Co z t± Polsk±?” Tomasza Lisa edukacja, w dodatku jak najpowszechniejsza, to jedno z podstawowych zadañ, które stoj± przed polskim spo³eczeñstwem w d±¿eniu do poprawy i naprawy Rzeczypospolitej: „Bez wielkich wydatków na edukacjê degradacja spo³eczna wielkich mas m³odych Polaków bêdzie siê pog³êbia³a. Sk±d wzi±æ pieni±dze? Trzeba ci±æ wydatki. Które?„
Có¿, to bardzo dobre pytanie, ale w gruncie rzeczy nie ma na nie odpowiedzi. Obecnie ka¿de ciêcie to krok ku beznadziejnemu buntowi, a tego ¿aden polityk posiadaj±cy minimum instynktu samozachowawczego nie uczyni. Raczej przeciwnie, bêdzie ci±³ tam, gdzie ten bunt niewiele mo¿e mu z³a uczyniæ. Obetnie wiêc wydatki na kulturê, na s³u¿bê zdrowia i w³a¶nie na edukacjê. Bo ma na g³owie górników, hutników i kolejarzy.
Ale pieni±dze na edukacjê znale¼æ siê powinny. Nie s±dzê, by przy obecnych rozwi±zaniach okre¶laj±cych mo¿liwo¶ci dzia³ania prywatnych fundacji mo¿na by³o liczyæ na dotacjê z tych w³a¶nie ¶rodowisk. Odpisy s± ¿adne, nie op³aca siê taki biznes. P³aciæ wiêc bêd± musieli sami zainteresowani. Argument, ¿e i u innych dzieje siê podobnie, bêdzie nies³ychanie porêczny, dla wielu stanowiæ mo¿e wygodne alibi. P³ac± Niemcy i Anglicy, mog± p³aciæ i Polacy. Tylko ¿e Niemców i Anglików od biedy na to staæ, Polaków raczej nie.
Tomasz Lis, uk³adaj±c najbardziej optymistyczny z mo¿liwych w Polsce scenariuszy rozwoju, pisze tak: „Realizowane s±, czasem w atmosferze silnego sprzeciwu spo³ecznego, odwa¿ne reformy. (...) Dochodzi do reformy górnictwa i reformy finansów. Wreszcie kto¶ zdoby³ siê na niezbêdne ciêcia finansów. S± pieni±dze na edukacjê. Rozpoczyna siê realizacja wielkiego planu pod has³em: „ca³a Polska siê uczy”. (...) Rz±d razem z organizacjami pozarz±dowymi, w tym z wieloma fundacjami, tworzy wielki system stypendialny, dziêki któremu s± pieni±dze na naukê dla ka¿dego zdolnego dziecka„. Fajnie jest.
Rzecz w tym, ¿e Tomasz Lis nie bardzo sobie radzi z pojêciami, które przywo³uje. Bo co znacz± s³owa „silny sprzeciw spo³eczny”? Strajki? Parali¿ kolei? Demonstracje? Jakie demonstracje? Czy trzeba bêdzie u¿yæ policji? Mo¿e nawet wojska? Czy bêdzie wiele ofiar? Jakich ofiar? Jak dalece zdestabilizuje to ¿ycie spo³eczne? Jakie bêd± tego koszty? Kto bêdzie je ponosi³? Bardzo by mnie interesowa³o rozwiniêcie tego fragmentu wizji Lisa. Bo napisaæ o ewentualno¶ci „silnego spo³ecznego sprzeciwu„ mo¿na bez k³opotów, a naszkicowaæ jego konsekwencje, to ju¿ rzecz nieco trudniejsza.
Rzecz w tym, ¿e Tomasz Lis ma racjê. Naprawdê konieczne jest wpompowanie „wielkich wydatków„ w dzie³o edukacji spo³eczeñstwa. Potrzebny jest „wielki system stypendialny„, bez niego kraj siê nie ruszy ani na krok, a nawet niemal na pewno zacznie siê cofaæ. Wiadomo, ¿e w³o¿one tu pieni±dze zwróc± siê z wielkim naddatkiem, tyle ¿e po dziesiêcioleciach. A póki co, jako¶ ¿yæ trzeba.
I ¿yjemy. Jako¶. Póki co. Trwa to ju¿ pó³torej dekady. Przez piêtna¶cie dokumentnie zmarnowanych lat. Odrobiæ tego nie sposób. Im pó¼niej, tym owe „ciêcia„, o których pisze Lis, bêd± bole¶niejsze, dotkliwsze, drastyczniejsze. Wiêcej - mo¿na siê zasadnie obawiaæ, ¿e teraz jest ju¿ na nie zbyt pó¼no. I tak mieli¶my szczê¶cie, ¿e Leszek Balcerowicz zdo³a³ przed laty przeforsowaæ swój plan reform, bez tego by³oby jeszcze weselej. Ale tak czy inaczej zaniedbania w sferze radykalnej reformy systemu edukacyjnego s± chyba nie do odrobienia i teraz ka¿dy krok naprzód bêdzie wielokrotnie kosztowniejszy ni¿ by³by przed dziesiêciu laty. A sk±din±d sympatyczne przedsiêwziêcia, jakimi s± fundowane przez „Politykê„ stypendia dla kilku m³odych i zdolnych pracowników nauki - mimo i¿ z pewno¶ci± stanowi± pomoc dla owej garstki wybrañców - w skali spo³ecznej nie maj± wiêkszego znaczenia.
Przy tym wszystkim trzeba od razu powiedzieæ, ¿e owa „darmowa edukacja„, z której korzysta wszak tylko czê¶æ masy studentów (p³ci obojga) naszego kraju, nie oznacza bezp³atnych studiów. Studenci (p³ci obojga) ponosz± wszak koszty „warsztatowe”, wcale nie tak ma³e. Ka¿dy, kto uwa¿nie ¶ledzi nie tylko postêpy swych podopiecznych, ale tak¿e ich sytuacjê materialn±, wie, ¿e wcale nie tak nieliczna grupa naprawdê ledwie wi±¿e koniec z koñcem, a ich rodziny ponosz± wiele wyrzeczeñ, by móc zapewniæ swym dzieciom mo¿liwo¶æ edukacji. Owszem, nielicznym udaje siê zdobyæ pracê, dziêki której mog± studiowaæ, lecz to na ogó³ oznacza potworn± szarpaninê miêdzy uczelni± a firm±. To, oczywi¶cie, ich problem, ale warto o nim wiedzieæ. Tym bardziej ¿e ¿yæ nam przysz³o w kraju ³upie¿ców podatkowych (gdy to piszê, nasi pos³owie g³ówkuj± w³a¶nie, jak ten felieton ob³o¿yæ podatkiem VAT, bo to przecie¿ dzia³alno¶æ nie zwi±zana z moj± umow± o pracê).
Koszty w³asne zwi±zane z uczestnictwem w procesie edukacyjnym nie bêd± wszak w najbli¿szych latach mala³y, wrêcz przeciwnie. W tej sytuacji ewentualno¶æ przymuszenia studentów do op³at za naukê to perspektywa nieco makabryczna, choæ bez w±tpienia znajd± siê m±drzy, którzy z o³ówkiem w rêku wylicz±, ¿e innego wyj¶cia nie ma. I dodatkowo obetn± fundusze na rozwój polskiej nauki. Ich na to staæ.