Akademickie konwersacje maj swj repertuar zwrotw i swoj „poetyk”. Ich biege opanowanie jest niemal rwnie trudne, jak nauczenie si jzyka obcego. Uczy si ich jednak trzeba, jeli oczywicie chce si bez wikszych zgrzytw funkcjonowa w tym rodowisku. Pierwsze tajniki tej sztuki poznaje si ju na etapie studenckim, a im wyszy szczebel funkcjonowania, tym wyszy poziom konwersowania i wtajemniczenia w sens tych konwersacji. Nie oznacza to oczywicie, e profesor, to znaczy osoba najwyej sytuujca si w akademickiej hierarchii, nie moe lub nie powinien uywa zwrotw, jakich uywa student. Oznacza to jednak, e jeli nawet po nie siga, to musi im nada na tyle swoiste znaczenie, aby go nikt nie posdzi o to, e nie tylko mwi jak student, ale take - co gorsze - myli i zachowuje si jak student. Tak czy inaczej, istnieje podstawa do tego, aby wyrni kilka poziomw konwersacji.
Na najwyszym z nich znajduje si konwersacja profesorska, z jej szczegln odmian, jak stanowi konwersacja midzyprofesorska. W tej ostatniej jest z reguy, a przynajmniej powinno by, sporo grzecznoci, a czasami nawet tak zwanej wyszukanej uprzejmoci. Mona jej oczekiwa zwaszcza wwczas, gdy rozmawiajcy ze sob profesorowie nie darz si specjaln sympati. Jak najbardziej na miejscu jest zatem uycie takich zwrotw, jak: „szanowny profesor” czy „wielce szanowny profesor”, co oczywicie nie oznacza, i zaraz po tym nie mona poda w wtpliwo sensownoci tego, co ten ostatni powiedzia, napisa lub mg napisa. Grubiastwem jest zwracanie si do osoby posiadajcej tytu naukowy wycznie po nazwisku, a ju wiadectwem braku elementarnej kultury jest mwienie o niej w ten sposb w jej obecnoci do osoby trzeciej. Zwracanie si profesora do profesora za pomoc zwrotu „panie kolego” na og oznacza, e uywajcy go nie uznaje swojego interlokutora za osob rwn sobie pod adnym wzgldem. Jeli natomiast zwraca si on do niego przez „szanowny kolego”, to mona przypuszcza, e uznaje go formalnie za rwnego sobie, ale do uznania go za rwnego pod wzgldem pozycji naukowej sporo jeszcze brakuje. Nawet wwczas, gdy zwraca si do niego przez „panie profesorze”, to zapewne chce zamanifestowa nie tylko towarzyski, ale i naukowy dystans. Dopiero wwczas, gdy uywa zwrotw familijnych, w rodzaju: „mj kolega”, „mj przyjaciel” itp., lub te cakiem po prostu zwraca si do niego publicznie po imieniu i zaczyna go „cytowa z pamici” (przywoujc to, co zostao przez jego koleg i przyjaciela powiedziane lub zrobione), to mona przypuszcza, e wystpuje midzy nimi nie tylko zayo, ale i wzajemne uznanie oraz autentyczny szacunek. Trzeba jednak dobrze zna osobowo i zwyczaje jzykowe mwicego, bowiem moe si w dalszej czci tej konwersacji okaza, e zwroty te stanowi jedynie „przygrywk” do jakiej powaniejszej gry.
Rzecz jasna, inny sens maj te profesorskie zwroty wwczas, gdy skierowane s do osb zajmujcych nisz pozycj w hierarchii akademickiej. Okrelenie „panie kolego” oznacza oczywicie zamanifestowanie dystansu, ale niekoniecznie przepaci midzy profesorem i doktorem czy magistrem. Tak wymow moe natomiast mie zwrot „szanowny panie kolego”, a ju na pewno ma go zwrot „panie doktorze”, „panie magistrze” itp. Jeli profesor zwraca si do swoich modszych wsppracownikw po imieniu, to mona przyj, e ma do nich przychylny stosunek i by moe nawet pokada w nich pewne nadzieje. Tak zwane cytowanie ich z pamici zdarza mu si raczej rzadko, a jeli ju, to tych, ktrzy albo s jego autentycznymi uczniami, albo te wyrniaj si szczegln samodzielnoci lub oryginalnoci naukow. Z kolei przejcie z profesorskiej familiarnoci do oficjalnoci powinno by powanym sygnaem dla „pana magistra” czy „pana doktora”, e co z nim nie jest w porzdku i „zbiera si na burz”.
Wanym skadnikiem konwersacji profesorskiej s fachowe okrelenia i skrty mylowe. Jeli nie ma ich zbyt wiele lub te nagminnie s przekadane na jzyk potoczny, to mona przypuszcza, e taki profesor nie jest zbyt wysokiego mniemania o kwalifikacjach naukowych swego interlokutora. Bywa jednak i tak, e nie ma on dobrego zdania o jego kwalifikacjach i mimo tego uywa bardzo fachowej terminologii - nie chodzi mu bowiem o to, aby tamten wszystko zrozumia, lecz o to, aby zrozumia przynajmniej tyle, e musi si jeszcze sporo nauczy, aby by penoprawnym partnerem dla swojego rozmwcy. Rozpoznanie, czy mamy do czynienia z pierwszym, czy z drugim przypadkiem, wymaga oczywicie znajomoci cech osobowociowych posugujcego si tymi skrtami i t profesorsk terminologi. „Zoliwe” utrudnianie ycia przez wybitnych i niesychanie pracowitych profesorw swoim mniej wybitnym i pracowitym kolegom oraz wsppracownikom nie jest moe zjawiskiem powszechnym, niemniej nie jest ono te marginesem.
Istotne znaczenie dla konwersacji profesorskiej ma to, jak si sucha i czego si sucha. Bywa oczywicie i tak, e w midzyprofesorskiej rozmowie uczestnicy przerywaj sobie w p zdania lub te - po wysuchaniu swego interlokutora - zaczynaj nagle mwi na zupenie inny temat i rozchodz si w gbokim przekonaniu, e powiedzieli sobie wszystko, co chcieli powiedzie. Bywa rwnie i tak, e bardzo trudno jest wysucha takiej profesorskiej wypowiedzi w caoci - bo nijak ma si ona do tematu spotkania, a jej zakoczenie stanowi wielk niewiadom. W takiej sytuacji nie wypada oczywicie znaczco spoglda na zegarek lub wodzi pytajcym wzrokiem po pozostaych uczestnikach konwersacji. Wypada natomiast wtrci uwag o swych pilnych lub bardzo pilnych innych obowizkach (u profesora ich lista jest niewyczerpana), a gdy i to nie pomoe, to mona jeszcze zastosowa metod „straaka”, to znaczy „zerwa si jak do poaru”, nie tumaczc przy tym zbyt wiele.
Rzecz jasna, podaj tutaj tylko przykadowe sposoby wybrnicia z sytuacji, w ktrej konwersacja zamienia si w monolog. Trzeba przy tym pamita, e tego, co wolno profesorowi, nie wolno zwyczajnemu doktorowi czy tym bardziej magistrowi. W praktyce jest z tym oczywicie rnie, ale na og ci ostatni dobrze wiedz o tym, e spieszy si wolno tylko profesorowi.
Sposb zwracania si doktorw do profesorw zaley oczywicie od stopnia zayoci midzy nimi. Generalnie jednak nie przyja si w polskim rodowisku akademickim anglosaska maniera „tykania” kadego i przy kadej moliwej okazji. Raczej dominuje u nas model niemiecki, stosowany zreszt rwnie na obszarze francuskojzycznym. Zgodnie z nim, oficjalnie doktor do profesora zwraca si grzecznym „panie profesorze”. Nie wyklucza to oczywicie moliwoci bycia z nim po imieniu w kontaktach mniej oficjalnych. Nie jest rwnie adnym naruszeniem „protokou” pomijanie tytuu profesora w rozmowach midzydoktorskich, a nawet okrelenia w nich swojego profesora skrtem jzykowym - np. nadanym mu przez studentw przydomkiem. Tylko eby im si nie pomyliy rozmwki nieoficjalne z oficjalnymi, bo wwczas takie „niewinne” i w gruncie rzeczy sympatyczne okrelenia mogyby si okaza „dowodami w sprawie” o brak akademickiego obycia.
W konwersacjach doktora z doktorem na og rezygnuje si z podkrelania na kadym kroku, e rozmawiajcy ju osignli ten stopie naukowego wtajemniczenia. Wyjtkiem jest sytuacja, gdy z jednej strony mamy ju bardzo dowiadczonego doktora, z drugiej natomiast takiego, ktry cakiem niedawno otrzyma naukowe „ostrogi” i jeszcze nie zdy si do koca z nimi oswoi lub - co w gruncie rzeczy na jedno wychodzi - nacieszy. Dowiadczony doktor na og o tym dobrze wie, sam przecie przechodzi ten trudny okres w swoim akademickim yciu, i zwaszcza w oficjalnych wystpieniach bdzie przypomina kademu, kto go zechce sucha, e jego kolega lub tylko wsppracownik jest ju doktorem. Jeli w takich wystpieniach zaczyna uywa zwrotw w rodzaju: „panie kolego”, „szanowny kolego” lub - co gorsza - mwi o tym drugim po nazwisku (z dodatkiem „pan”, ale niestety bez „doktor”), to mona si spodziewa, e w dalszej czci swojego wystpienia przedstawi jakie swoje „ale” lub wprost sformuuje swj sprzeciw w stosunku do tego, co tamten mia do powiedzenia. To votum separatum moe by jednak rwnie dobrze poprzedzone zwrotami: „szanowny doktor”, „szanowny przedmwca” itp., a czasami rwnie wyraajcymi ju na wstpie pejoratywn ocen okreleniami w rodzaju „by askaw powiedzie”. Jeli natomiast dowiadczony doktor zwraca si w swoim publicznym wystpieniu do modszego kolegi po imieniu, to mona si domyla, e s zaprzyjanieni oraz spodziewa, e ma do powiedzenia o tamtym kilka miych sw. Ten ostatni nie powinien oczywicie oczekiwa, e jego osignicia zostan postawione na tym samym poziomie, co osignicia profesora (nie byoby to ani zbyt mdre, ani zbyt eleganckie). By moe nawet nie powinien si spodziewa, e zostan one uznane za rwne osigniciom dowiadczonego doktora, bo mogoby si pojawi kopotliwe pytanie, co ten dowiadczony doktor robi przez tyle lat po uzyskaniu doktoratu. Moe natomiast oczekiwa, e usyszy, i mimo modego wieku i nieduego dowiadczenia osign w nauce co interesujcego, oryginalnego, wartego powanej dyskusji itp.
Podobna prawidowo, jak w przypadku konwersacji dowiadczonego doktora z mniej dowiadczonym doktorem, pojawia si w ich konwersacji z magistrem. „Tykanie” si nie jest oczywicie wykluczone, ale zgod na nie musz wyrazi ci pierwsi. W oficjalnych wystpieniach najwygodniej jest jednak dla obu stron, aby doktor pozosta doktorem (ewentualnie „panem doktorem”), a magister magistrem. Pewnym zgrzytem jest, gdy ten drugi mwi o tym pierwszym po imieniu - zwaszcza w obecnoci studentw. Najboleniejsze dla doktora jest jednak mwienie o nim przed modzieowym audytorium wycznie po nazwisku - moe to by traktowane przez niego nie tylko jako brak akademickiego obycia czy wyraz pospolitego grubiastwa, ale take jako lekcewaenie jego naukowych osigni.
Rzecz jasna, dla wraliwego na punkcie swoich dokona doktora wane jest nie tylko to, jak o nim „pan magister” mwi, ale take co o nim mwi. Bywa tak, e niewiadomy swoich obowizkw magister w ogle nic o nim nie mwi, bo myli, e mwi trzeba o tym, co narodzio si w jego gowie oraz ewentualnie o tym, co przeczyta w uczonych rozprawach. Jest to spory bd, a magister bdzie si mg o tym przekona podczas seminariw i konferencji naukowych - trudne do zniesienia dla niego moe si okaza nie tyle to, e jest na nich krytykowany, ile to, e jest traktowany tak, jakby go w ogle nie byo. Jest oczywicie sztuk wypowiadanie si z sensem i na temat, ale take jest ni niewypowiadanie si w momencie, gdy brak wypowiedzi dostatecznie wyraa to, co mamy do powiedzenia.
Na jeszcze niszym poziomie akademickich konwersacji sytuuj si konwersacje studenckie. Z reguy nie ma w nich ani nadmiernego „profesjonalizmu” (jeli go mierzy iloci fachowej terminologii), ani te nadmiernej rutyny (bo nie sposb jej osign podczas tych kilku lat studiw), jest natomiast sporo spontanicznoci i ywioowoci. Wiadomo, modzie ma swoje prawa, a w tym przypadku oznacza to, e ma prawo uywa jzyka potocznego. Tylko dlaczego a tyle w nim pospolitych wulgaryzmw? Jeli ju jednak nad tymi ostatnimi przejdziemy do porzdku dziennego, to w jzyku tym mona dostrzec nawet pewn poetyk, z tak charakterystycznymi dla niej skrtami, swobod porwna oraz skojarzeniami, ktre nawet dla wybitnych jzykoznawcw mog stanowi spor niespodziank. S w nim rwnie elementy przekazywane z pokolenia na pokolenie i przystosowywane do zmieniajcych si okolicznoci. Przede wszystkim jednak widoczna jest w nim zasadnicza rnica midzy studenckim jzykiem oficjalnym, uywanym w kontaktach z nauczycielami akademickimi i akademick administracj, a jzykiem prywatnym, uywanym w rozmowach midzystudenckich.
W pierwszym z nich mamy z reguy do czynienia z wrcz manifestacyjnym ugrzecznieniem. Studentowi zdaje si nie wystarcza, e jego nauczyciel jest profesorem czy doktorem - koniecznie musi by panem profesorem, panem doktorem itd. Zdarza mu si zreszt, i „awansuje” ktrego z nich zanim zdy o tym pomyle sam zainteresowany. Lepiej jednak powiedzie o „panu doktorze” „panie profesorze” ni odwrotnie. Zdarza mu si rwnie, i nazwie (o zgrozo: w oficjalnym pimie) Jego Magnificencj Rektora, „Panem Rektorem”, ale raczej nie wynika to z jego grubiastwa, bardziej z nieznajomoci akademickiej tradycji, a jeszcze bardziej z braku rozumienia sensu tych aciskich okrele. Czasami jednak moe wydawa mu si dziwne, e o jego rektorze mwi si „wspaniay”.
Inaczej to wszystko wyglda w rozmowach midzy samymi studentami. „Tykanie” w nich profesora czy mwienie o nim tylko po nazwisku nie jest najgorsz rzecz, ktra moe go spotka. Bywa bowiem, e pojawia si w nich pod jakim zoliwym przydomkiem lub dosadnym epitetem, a zwaszcza gdy jest osob wymagajc i surow w ocenach. Zdarza si jednak rwnie i tak, e pojawia si w nich pod sympatycznym przydomkiem, niejednokrotnie „urobionym” od nazwiska lub cechy jego charakteru.
Midzy sob studenci powszechnie si „tykaj” lub mwi sobie po imieniu. Jeli o kim mwi „panie magistrze”, to mona si domyla, e jest to tak zwany wieczny student lub osoba, ktra najgorsze przejcia studenckie ma ju za sob i z obron pracy magisterskiej zwleka jedynie z uwagi na „wysze wzgldy” (na przykad moliwo otrzymania od uczelni jeszcze jakich wiadcze socjalnych). Rzecz jasna, w powszechnym uyciu s u nich rwnie rnego rodzaju przydomki. Zwykle rni si swoj poetyk od tak zwanych ksywek modziey szkolnej. Ju samo okrelenie „ksywka” nie ma specjalnego wzicia wrd studentw, a nazywanie kogo na przykad Platfusem, Mamonem czy Pkatym moe wywoywa odruchy politowania. Niele notowane s natomiast na studenckiej giedzie przydomki „urobione” od imion - na przykad zwyky Piotr moe by „przerabiany” na Pitera. Spor popularnoci zdaj si cieszy skrty nazwisk - na przykad Kowalski jest „przerabiany” na „Kowala”, Mikiewicz na „Mika” itd.
Rzecz jasna, przedstawiam tutaj jedynie „prbki” ilustrujce bogaty jzyk studencki. W miar upywu czasu zmieniaj si w nim preferencje i mody - nie na tyle jednak, aby student egzaminy zdawa, a nie po prostu „zalicza”; przy czym z reguy „zalicza” on nie jaki przedmiot, lecz prowadzcego go wykadowc - na przykad „Juli”, „Krwaw Zok” itd. W moich studenckich czasach byy to osoby, ktre obowizkowo trzeba byo „przej” na kierunkach, na ktrych prowadziy wykady oraz egzaminy i raczej mao komu przychodzio do gowy, e za tymi okreleniami kryj si jakie frywolne skojarzenia (obie panie profesor znane byy zreszt ze swojej surowoci).
Na koniec jeszcze par zda na temat akademickiej konwersacji prowadzonej na rnych szczeblach uczelnianej wadzy. Na najwyszym z nich znajduje si oczywicie Jego Magnificencja Rektor. Penego tytuu - z obowizkowym podaniem tytuu i stopni naukowych oraz imienia i nazwiska - uywa si jednak gwnie w oracjach i oficjalnych prezentacjach oraz we wszystkich kierowanych do niego pismach. Natomiast wwczas, gdy ju wszyscy uczestnicy uczelnianego spotkania zostan przedstawieni, dopuszczalne jest, a nawet oczekiwane, zwracanie si do niego przez „panie rektorze”. Z kolei rektor zwraca si zwykle do swoich rozmwcw za pomoc tytuu lub stopnia naukowego, nawet wwczas, gdy s to jego dobrzy znajomi lub przyjaciele. Podobne zwyczaje obowizuj na poziomie prorektorw i ich interlokutorw.
Wiksza swoboda pojawia si dopiero na szczeblu dziekaskim. Do dziekana mona oczywicie zwraca si przez „panie dziekanie”, ale te nie bdzie wielkim nietaktem, jeli zwrcimy si do niego przez „panie profesorze”; chyba e jest nie profesorem, lecz doktorem - wwczas lepiej brzmi urzdowe „panie dziekanie” (nawet, gdy jest jedynie prodziekanem). Podobnie jest przy zwracaniu si do dyrektora instytutu lub dyrektora administracyjnego oraz wszystkich wicedyrektorw. Przy tych ostatnich nie wymieniamy z reguy ich funkcji (kto byby w stanie je wszystkie zapamita?) ani stopni naukowych. Dotyczy to zwaszcza pracownikw administracyjnych, chyba e ktry z nich nie jest magistrem, lecz doktorem (zdarza si to jednak rzadko).
Sposb zwracania si pracownikw administracyjnych do tak zwanych pracownikw naukowo-dydaktycznych uczelni to odrbny temat w rozwaaniach o konwersacjach akademickich. Nie bd go podejmowa, niemniej generalnie rzecz biorc odnosz wraenie, e podobnie jak w konwersacjach studenckich wystpuje tutaj znaczna rnica midzy jzykiem oficjalnym oraz prywatnym (praktykowanym jednak w godzinach pracy). Aby si przekona, jak jest faktycznie, trzeba by jednak nie profesorem, lecz pani sekretark, pani specjalistk ds. ... itp.
Prof. dr hab. Zbigniew Drozdowicz, historyk filozofii, pracuje w Instytucie Filozofii UAM w Poznaniu.