Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Recenzje


Alma Mater na progu XXI wieku

Ok³adka

Podzia³ uczelni na elitarne, krajowe i regionalne, p³atne studia, dywersyfikacja dyplomów, wreszcie – zast±pienie rektorów mened¿erami. Czy tak bêd± wygl±daæ niebawem polskie szko³y wy¿sze? G³os w dyskusji, do której przyczynkiem sta³o siê uchwalenie „Prawa o szkolnictwie wy¿szym”, zabieraj± tym razem eksperci z Instytutu Problemów Wspó³czesnej Cywilizacji. Z racji sta³ego zainteresowania problemami edukacji, s± do tego predestynowani. Od blisko 10 lat co roku przynajmniej jeden zeszyt Instytutu po¶wiêcony jest zagadnieniom szkolnictwa wy¿szego. „To w koñcu poziom wykszta³cenia coraz wyra¼niej determinuje pozycje i perspektywy jednostki w tworz±cym siê spo³eczeñstwie wiedzy” – s³usznie zauwa¿aj±.

Antycypuj±c zatem nadchodz±ce zjawiska, na czo³o zg³aszanych przez siebie propozycji wysuwaj± trójpodzia³ uczelni. W elitarnych kszta³ci³yby siê przysz³e czo³owe postaci ¿ycia publicznego, w krajowych odbywa³oby siê szkolenie wysoko wykwalifikowanych kadr we wszystkich dziedzinach i specjalno¶ciach, a najni¿ej w hierarchii sta³yby szko³y regionalne, których zasiêg, g³ównie merytoryczny, ogranicza³by siê do lokalnych potrzeb. Trudno nie doszukaæ siê w tym postulacie usankcjonowania istniej±cego stanu rzeczy i nadania mu jedynie formalnego kszta³tu. Istniej± ju¿ bowiem szko³y o wysokiej renomie, d³ugiej tradycji, z doskona³ym zapleczem zarówno badawczym, jak i dydaktycznym, s± i takie, które dostarczaj± fachowców, wreszcie – lideruj±ce jedynie na lokalnym podwórku. Gdyby propozycja mia³a wej¶æ w ¿ycie, pojawia siê jednak zasadnicze pytanie: kto i co bêdzie decydowaæ o elitarno¶ci? Czy¿by pieni±dze?

Autorzy niezbyt czytelnie, ale jednak sugeruj±, ¿e studia powinny byæ p³atne, a równy dostêp do edukacji na najwy¿szym szczeblu mia³yby zapewniæ stypendia. Skoro bowiem rolnicy czy przedsiêbiorcy ryzykuj± wziêcie kredytu na zbudowanie swojego warsztatu pracy, czemu finansowego ryzyka nie wymagaæ od lekarza czy innego specjalisty? Znacznie bardziej kontrowersyjny wydaje siê postulat zró¿nicowania dyplomów. O ile pomys³ dywersyfikacji w odniesieniu do uczelni elitarnych i pozosta³ych nie budzi wiêkszych zastrze¿eñ (w koñcu elita mo¿e czuæ siê wyró¿niona), o tyle podzia³ w zale¿no¶ci od trybu studiów jest niedopuszczalny. Ju¿ teraz, startuj±c na rynku pracy, absolwenci studiów stacjonarnych maj± nies³usznie przyznawane niepisane przywileje, podczas gdy paradoksalnie to w³a¶nie oni, a nie absolwenci zaoczni, maj± problemy z prze³o¿eniem naukowej teorii na zawodow± praktykê. Dlaczego wiêc jeszcze im to u³atwiaæ?

Ciekawy w zamy¶le i do wprowadzenia niemal od zaraz jest za to pomys³ zast±pienia rektorów mened¿erami, wybieranymi w drodze konkursu. Mo¿na siê z¿ymaæ na to, czy uczelnia jest typowym przedsiêbiorstwem funkcjonuj±cym wedle prawide³ rynkowej gry, ale nie mo¿na nie zauwa¿aæ rosn±cego znaczenia marketingu i reklamy w przyci±ganiu nowych studentów oraz... pieniêdzy. Sama charyzma rektora do sfinansowania badañ ju¿ nie wystarczy.

Problem badañ, podobnie jak zasad systemu awansów czy zarz±dzania uczelniami wy¿szymi w skali kraju, zajmuje zreszt± odrêbne miejsce w analizie ekspertów z IPWC. Nie ka¿dy z tych pomys³ów jest doskona³y, ale nie ka¿dy jest te¿ sam w sobie z³y. Warto im siê przyjrzeæ, bo nawet je¶li nie zostan± wprowadzone w ¿ycie, mog± stanowiæ kanwê dyskusji nad kondycj± i przysz³o¶ci± uczelni wy¿szych. „Pozostawienie tego systemu w stanie obecnym doprowadzi do jego degradacji, a w konsekwencji do obni¿enia rangi polskich uczelni w skali Europy i ¶wiata” – konstatuj± autorzy.

Mariusz Karwowski

Polskie uczelnie XXI wieku, Instytut Problemów Wspó³czesnej Cywilizacji, Warszawa 2005, seria: Zeszyty IPWC.

Z³o¿ono¶æ i prostota

Ok³adka

„J±drem tej ksi±¿ki jest paradoks. Im wiêcej dowiadujemy siê o wszech¶wiecie, tym bardziej wydaje siê on z³o¿ony, odkrywamy jednak, ¿e u pod³o¿a tej z³o¿ono¶ci le¿± proste prawa przyrody” – tak zaczyna siê ksi±¿ka Cohena i Stewarda. Krok po kroku autorzy t³umacz± w niej skomplikowane procesy zachodz±ce we wszech¶wiecie, analizuj± poszczególne ich elementy i udowadniaj±, ¿e w tym naszym chaosie tak naprawdê jest prawdziwy porz±dek. Ta ksi±¿ka to podró¿ przez wieki ró¿nych teorii naukowych, takich jak: teoria epicykli Ptolemeusza (d³ugo uznawany za prawdziwy pogl±d, ¿e planety poruszaj± siê po kole, którego ¶rodek porusza siê po innym kole, którego ¶rodek porusza siê po innym kole...), „ewolucjê teorii ewolucji”, a¿ po s±dy na temat DNA czy popularnych ostatnio pogl±dów Richarda Dawkinsa o samolubnym genie. „Pierwsza czê¶æ jest wycieczk± z przewodnikiem na Wyspy Prawdy, których mapê wykre¶la konwencjonalna nauka; druga – pe³nym przygód, nieortodoksyjnym wypadem na Oceany Ignorancji otaczaj±ce te wyspy”.

W drugiej czê¶ci autorzy, jak na uczonych przysta³o, wskazuj± pewne nie¶cis³o¶ci czy po prostu b³êdy w teoriach powszechnie uznawanych za prawdziwe. Ale nie jest to piêtnowanie czy wy¶miewanie (choæ z du¿± dawk± humoru), tylko po prostu polemika i próba wzbudzenia g³êbszej refleksji nad naszymi s±dami na temat ¶wiata. Cohen i Steward podwa¿aj± m.in. prawdziwo¶æ pogl±du, ¿e DNA jest genetycznym planem organizmów. T³umacz±, ¿e w rzeczywisto¶ci kilka organizmów mo¿e mieæ tak± sam± strukturê DNA. Ewolucja czasem przebiega bowiem bez zmian genetycznych i odwrotnie – zmiany genetyczne nie musz± przeobra¿aæ nic w organizmie. Dlatego wcale nie tak ³atwo by³oby odtworzyæ dinozaury z zachowanych fragmentów DNA, jak w Parku Jurajskim Crichtona (na podstawie jego ksi±¿ki powsta³ film Spielberga). „Samolubny gen” Dawkinsa przemianowany zosta³ tu w „niewolniczy gen”, który musi upewniæ siê, ¿e „jego” organizm przetrwa, by móg³ siê reprodukowaæ. A „fenotyp rozszerzony” autorzy proponuj± zast±piæ „rozrzuconym genotypem”. Dostaje siê tak¿e koncepcji Gai Jamesa Lovelocka. Skoro Ziemia jest jednym organizmem, globalnym ekosystemem, matk±, to dlaczego pozwoli³a, by wyginê³y dinozaury? A mo¿e Gaja teraz chce tak¿e zniszczyæ ludzi?

Przy drugiej czê¶ci ksi±¿ki czasem mia³am wra¿enie, ¿e jeszcze bardziej jestem wci±gana w chaos. W koñcu nie tak ³atwo pogodziæ siê z tym, ¿e tyle pogl±dów, które dot±d porz±dkowa³y nasz ¶wiat, jest nieprawdziwych lub naci±ganych. Ksi±¿ki tego typu ucz±, ¿e z rezerw± trzeba podchodziæ do wszelkich teorii naukowych i przede wszystkim – my¶leæ. Dlatego pewnie nie trzeba bêdzie d³ugo czekaæ na pracê polemiczn± do Za³amania chaosu...

To dobrze napisana ksi±¿ka, z humorem (ka¿dy rozdzia³ zaczyna zabawna i daj±ca do my¶lenia historyjka) oraz wieloma ciekawymi przyk³adami. Nie nu¿y nadmiarem wywodów naukowych, a jednocze¶nie jest konkretna. Polskich czytelników mog± trochê irytowaæ wplecione w tre¶æ przygody (fikcyjne, oczywi¶cie) kapitana Arthura na planecie Zarathustry. Tam Neeplphut, stworzenie podobne do ¶limaka, t³umaczy za³odze z Ziemi teorie swojego ¶wiata, opartego na systemie ósemkowym. Na potrzeby ksi±¿ki autorzy wymy¶lili tak¿e rozmowy Augusty Ady i Wallace’a Luperta, fikcyjnego reprezentanta wspó³czesnych pogl±dów, który wyja¶nia matematyczce z XIX wieku m.in. teoriê samolubnego DNA. Historyjki tego typu s± coraz popularniejsze w zachodnich ksi±¿kach i telewizyjnych programach naukowych. Bywaj± ciekawym dodatkiem.

Justyna Jakubczyk

Jack Cohen, Ian Steward, Za³amanie chaosu. Odkrywanie prostoty w z³o¿onym ¶wiecie, t³um. Micha³ Tempczyk, Wydawnictwo Prószyñski i S-ka, Warszawa 2005, seria: Na ¦cie¿kach Nauki.

Co filozof wie o literaturze

Ok³adka

Theodor W. Adorno, wybitny niemiecki filozof i socjolog, jeden z czo³owych przedstawicieli szko³y frankfurckiej, by³ te¿ eseist±. Interesowa³a go w szczególno¶ci klasyczna literatura niemiecka, a tak¿e literatura wspó³czesna i jej wp³yw na czytelnika. Wp³yw na odbiorcê jest zreszt± tym, co tego filozofa najbardziej interesuje w twórczo¶ci pisarzy ró¿nych epok. Autor stawia sobie za zadanie rozszyfrowanie i obalenie mitów zwi±zanych z pewnymi twórcami i ich szczególnie znanymi dzie³ami. Oczywi¶cie, gdy jaki¶ utwór jest popularny, jest te¿ czêsto brany na warsztat przez teoretyków literatury, niestety niekoniecznie znaj±cych siê na danym temacie. Powodem do przeinaczeñ faktów i intencji mog± byæ te¿ uprzedzenia: do autora, do epoki, w której tworzy³, czy wreszcie do jêzyka dzie³a. Jak wiadomo, problemem mo¿e byæ typowe odrzucanie nie tylko warto¶ci, ale i dzie³ pewnej epoki przez nastêpuj±c± bezpo¶rednio po niej. I na tym tak¿e chce siê skupiæ filozof.

Rozpoczyna od najwiêkszego bodaj¿e twórcy niemieckiej (a mo¿e i ¶wiatowej) literatury – Goethego. Nie by³ on, jak siê s±dzi, poet±, którego styl uformowa³ siê dopiero pod koniec ¿ycia. Adorno twierdzi, ¿e taka koncepcja jêzyka Goethego jest dla poety obra¼liwa, gdy¿ sugeruje, ¿e byæ mo¿e jedynie ostatnie fragmenty Fausta s± arcydzie³em, reszta za¶ – tylko rozpêdem do tych kilku zaledwie zdañ. Nie mo¿e to byæ prawd±, bo oznacza³oby, ¿e pierwsza czê¶æ Fausta, Cierpienia m³odego Wertera czy choæby, bardzo dla samego Goethego wa¿na, Ifigenia w Taurydzie – w której stara³ siê przedstawiæ w³asn± koncepcjê mitu, w³asn± obronê przed spospoliceniem jêzyka, czy wreszcie w³asn± koncepcjê sprawiedliwo¶ci i kultury – nie wspominaj±c ju¿ o wierszach czy pomniejszych utworach, by³yby dzie³ami niedojrza³ymi literacko. Z tym nie mo¿emy siê zgodziæ, twierdzi autor. Trzeba przyj±æ koncepcjê, ¿e Goethe niemal od pocz±tku posiada³ swój styl, który, owszem, zmienia³ siê, ale czy ewoluowa³? Niekoniecznie. Zmienia³ siê tak, jak zmienia³ siê cz³owiek. Goethe ju¿ w nastêpnej epoce zosta³ przyporz±dkowany do okre¶lonego stylu i epoki, szybko sta³ siê zramola³ym klasykiem i równie szybko zapomniano, ¿e sam by³ kiedy¶ buntownikiem.

Kolejnym poet±, którego Adorno broni przed jego w³asnymi wyznawcami, jest Hölderlin. Autor o ciekawej biografii, która stanowi³a jedyny mo¿e czynnik ratuj±cy go od zapomnienia (bo có¿ tak przyci±ga czytelników, jak skandalizuj±ca lub przynajmniej wzruszaj±ca legenda towarzysz±ca twórcy?), przez wiele lat by³ traktowany nieco po macoszemu. Ukryty za s³aw± innych wielkich, niezrozumiany, traktowany jak poeta drugiego gatunku, dobry mo¿e dla m³odych szalonych, ale nie dla szanuj±cych siê teoretyków literatury. Wydobyty z cienia, zostaje od razu wepchniêty do szuflady. Jak zwykle, pojawia siê kto¶, kto uzurpuje sobie prawo do stwierdzenia, ¿e wie, „co poeta mia³ na my¶li”. Taka absolutnie jednoznaczna interpretacja poezji jest niemo¿liwa, tym bardziej w wypadku twórcy, który, jak Hölderlin, przez wiele lat cierpia³ na chorobê psychiczn± – twierdzi Adorno.

Zbiór esejów Adorna jest bardzo ciekaw±, choæ nie³atw±, pozycj± dla wszystkich zainteresowanych innym spojrzeniem na literaturê. Oprócz wymienionych prac, pojawiaj± siê te¿ eseje o znies³awionym przez krytyków Heinem, Hofmannsthalu czy Krausie. Lektura dla wszystkich, którzy zawsze mieli poczucie, ¿e poeta w³a¶nie nie my¶li tak, jak komentator jego dzie³, ale tak¿e dla tych, którzy zdaj± siê tego nie dostrzegaæ.

Anna Matraszek

Theodor W. Adorno, O literaturze. Wybór esejów, wyb. Lech Budrecki, t³um. i pos³. Anna Wo³kowicz, SW Czytelnik, Warszawa 2005, seria: Nowy Sympozjon.

Pedagogika z filozofii wywiedziona

Ok³adka

Ksi±¿ka podejmuje z³o¿one i istotne zagadnienie „¼róde³ podej¶æ do pedagogiki”. W klarownym wprowadzeniu prof. Duraj-Nowakowa zaznajamia czytelnika z g³ównymi pojêciami rozprawy, dziêki czemu zostaje nawi±zana lepsza komunikacja z czytelnikiem. I chocia¿, jak zauwa¿a, wprowadzenia s± zwykle pomijane przez czytaj±cych, tym razem warto rozpocz±æ lekturê od analizy podstawowych pojêæ. Pozwoli to na g³êbsze zrozumienie podejmowanych zagadnieñ oraz umo¿liwi wnikliwsze studia literaturowe omawianych problemów.

W swoim opracowaniu autorka wykorzystuje przede wszystkim ¼ród³a w rozumieniu teorii o „istocie, naturze i istnieniu cz³owieka”, do których zalicza teorie biologiczne, socjologiczne, filozoficzne, psychologiczne, stanowi±ce trzon wiedzy o wielostronnym rozwoju cz³owieka.

Uk³ad tre¶ci monografii jest trójdzielny – w jej strukturze wyodrêbniono rozdzia³y traktuj±ce „o naczelnych paradygmatach poznawania w pedagogice” (rozdzia³ 1), „trzech wielkich modelach poznawania ¶wiata” (wg M. Bungego) w kontek¶cie pedagogiki (2) oraz „o piêciu wzorcach poznania” (wg A.J. Bahma) w pedagogice (3). W celu wprowadzenia czytelnika w analizê rozpatrywanych tu paradygmatów pedagogiki, autorka w pierwszym rozdziale dokonuje przegl±du i opisu paradygmatycznych sposobów opisu ¶wiata, rozpatrywanych nastêpnie przez pryzmat jedno- i wielowymiarowych modeli naukowych poszukiwañ wiedzy.

Rozdzia³ drugi jest uszczegó³owieniem trzech modeli poznawania ¶wiata i cz³owieka: animizmu, mechanicyzmu i systemizmu. Owe paradygmaty badañ prof. Duraj-Nowakowa podaje i charakteryzuje wykorzystuj±c klasyfikacjê Bungego, rozpatruj±c je na tle zwi±zków i zale¿no¶ci z psychologi±, filozofi±, etnologi±, pedagogik±. Z omawianych w syntetyczny sposób paradygmatów wy³ania siê tendencja rozwoju podej¶æ budowania i zdobywania wiedzy naukowej o cz³owieku i ¶wiecie, zw³aszcza w ca³o¶ciowym kontek¶cie. Trzecia czê¶æ publikacji zawiera charakterystykê piêciu paradygmatów poznawania ¶wiata w ujêciu Bahma: atomizmu, organicyzmu (biologizmu), emergentyzmu, strukturalizmu oraz holizmu. Porz±dek tego rozdzia³u wyznacza zarówno chronologia powstania i funkcjonowania na firmamencie nauki kolejnych modeli poznania, jak i autorska hierarchia ich prezentacji w kontek¶cie spójno¶ci tworz±cych je za³o¿eñ. Autorka nie tylko koncentruje siê na analizie teoretycznych za³o¿eñ paradygmatów, stara siê tak¿e ukazaæ aspekty teoretyczno-praktyczne, czyli ich ewentualn± przydatno¶æ w naukach edukacyjnych.

Z analizowanych tu wielkich paradygmatów poznawania naukowego prof. Duraj-Nowakowa wyodrêbnia poszczególne ich aspekty do pedagogicznej refleksji. Dokonany opis i interpretacja wymienionych paradygmatów pozwalaj± czytelnikowi na wyra¼niejsze dostrze¿enie wp³ywów na nauki pedagogiczne przes³anek, maj±cych swe ¼ród³a w filozofii, socjologii, psychologii, antropologii.

Z lektury publikacji wy³ania siê preferowane przez prof. Duraj-Nowakow± podej¶cie ca³o¶ciowe. Autorka stoi na stanowisku integrowania w spójn± ca³o¶æ ró¿nych horyzontów my¶lenia, u³atwiaj±c dziêki temu komunikacjê interpersonaln± poszczególnych subdyscyplin pedagogicznych. Druga istotna idea, jaka wyró¿nia siê w niniejszej monografii, to „powrót w pedagogice do korzeni filozoficznych”. Filozofia postrzegana jest tu jako nauka scalaj±ca wiedzê i traktuj±ca j± ca³o¶ciowo – dostarczaj±c narzêdzi rozumienia rzeczywisto¶ci w jej holistycznym ogl±dzie.

Publikacja w czytelny i wyczerpuj±cy sposób przybli¿a nam systemowy model studiowania pedagogiki przenikniêty filozoficznymi ¼ród³ami poznawania ¶wiata i cz³owieka. Mo¿e staæ siê on podstaw± do kreowania nowych jako¶ciowo idei, reformuj±cych oblicze wspó³czesnych nauk o kszta³ceniu i wychowaniu.

Katarzyna Borawska-Kalbarczyk

Krystyna Duraj-Nowakowa, ¬ród³a podej¶æ do pedagogiki. Zarys problemów, ¦wiêtokrzyska Szko³a Wy¿sza, Wydawnictwo „Mediateka”, Kielce 2005.

O Warmii antropologicznie

Ok³adka

Obszary badawcze i pisarskie wybitnego germanisty Huberta Or³owskiego poszerzy³y siê w ostatnim okresie o problemy zwi±zane z jego rodzinn± Warmi±. Poznañski uczony kontynuuje swoje zainteresowania polsko-niemieckim pograniczem kulturowym.

W Rzeczy o dobrach symbolicznych Or³owski zaj±³ siê antropologiczn± analiz± tekstów dotycz±cych warmiñskiego fenomenu, jakim by³y uznane przez Ko¶ció³ katolicki Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwa³dzie. Ksi±¿ka odbiega od dotychczasowych dociekañ na ten temat. Autor zastrzega, ¿e celowo pomin±³ wymiar teologiczny, mariologiczny zjawiska (o Objawieniach pisali g³ównie duchowni). Or³owski odrzuci³ rolê sêdziego, który mia³by rozpatrywaæ prawdziwo¶æ albo fa³szywo¶æ ¶wiadectw. Inspiruj±c siê pismami Pierre’a Bourdieu, zastosowa³ takie kategorie opisowe (a nie warto¶ciuj±ce), jak: narracja, dobra symboliczne, my¶lenie relacjonalne, katalog pól.

Zagadnienie Gietrzwa³du Or³owski uj±³ lokalnie i ponadregionalnie. Dotar³ do ¶wiadectw pisanych, dokumentuj±cych przebieg zdarzeñ w tej wsi miêdzy czerwcem a wrze¶niem 1877. Czytanie ¼róde³ s³u¿y do odtworzenia „symbolicznego wymiaru zmagañ »wokó³ Gietrzwa³du«”. Wyznacza je Kulturkampf, rozumiany jako pañstwowa walka przeciwko „politycznemu katolicyzmowi” w Królestwie Pruskim i Cesarstwie Wilhelma I. Swoj± wagê maj± te¿ uwarunkowania lokalne – wydarzenia toczy³y siê w po³udniowej czê¶ci Warmii, zamieszkiwanej od stuleci przez polskich Warmiaków. Niektórzy z nich oraz ich kap³ani (bez wzglêdu na narodowo¶æ) byli przez prusko-niemieck± w³adzê traktowani co najmniej podejrzliwie.

Novum w ujêciu „wydarzeñ gietrzwa³dzkich” polega na dostrze¿eniu zjawisk równoleg³ych; w latach siedemdziesi±tych i osiemdziesi±tych XIX w. utrwalano „jedno¶æ niemieckiego »narodu pruskiego«”, protestanci polemizowali z ustaleniami Soboru Watykañskiego I. Rzesza wilhelmiñska chcia³a mieæ decyduj±cy wp³yw na ¿ycie ko¶cielno-religijne. To na tym tle dosz³o do drastycznych represji duchownych i ¶wieckich, zwi±zanych z wydarzeniami w „niemieckim Lourdes”, czyli Marpingen w 1876. Bardziej pokojowo przebieg³a historia Objawieñ w Gietrzwa³dzie. Jej „aktorzy” (biskup warmiñski Filip Krementz i jego podw³adni), jak stwierdza Or³owski, nale¿eli do „prawdziwej elity intelektualnej” diecezji warmiñskiej, w wiêkszo¶ci byli wychowankami o¶rodka braniewskiego, a zarazem „lojalnymi obywatelami Prus i Cesarstwa”.

Badacz udowadnia, ¿e „warmiñsko¶æ”, etos oparty na „pobo¿no¶ci, skromno¶ci, pracowito¶ci, prostocie”, s± „dobrami symbolicznymi”, które „wygenerowa³y” obecny chocia¿by w literaturze topos „¶wiêtej Warmii”. Polscy i niemieccy Warmiacy, masy p±tnicze z ró¿nych stron (z Litwy, Kaszub, Galicji, zaboru rosyjskiego) dope³ni³y tego, ¿e „»Gietrzwa³d« przeistoczy³ siê w ikonê nabo¿no¶ci ludowej”.

Mimo i¿ Or³owski nie wg³êbia siê w to, ¿e krajobraz kulturowy tej pó³nocnej krainy na rubie¿ach Rzeczpospolitej okre¶la³ w znacznej mierze kult maryjny na setki lat przed 1877, swoj± ksi±¿k± inicjuje nurt antropologicznego my¶lenia o dziejach Warmii. Tym samym rozwija metodologiê badañ historycznych, która nie antagonizuje Polaków i Niemców.

Zbigniew Chojnowski

Hubert Or³owski, Rzecz o dobrach symbolicznych. Gietrzwa³d 1877, Wspólnota Kulturowa „Borussia”, Olsztyn 2005, seria: Krajobrazy Pamiêci.

Jêzyk, skrzypce i palec w uchu

Ok³adka

Postaæ Alberta Einsteina, starszego mê¿czyzny z w±sami i szop± siwych w³osów, który pokazuje nam jêzyk, jest – obok wizerunku tañcz±cego Elvisa Presleya, Marilyn Monroe przytrzymuj±cej s³ynn± bia³± sukienkê czy Ernesta „Che” Guevary w berecie z gwiazdk± – jednym z najbardziej znanych obrazów... popkultury. A popkultura ma to do siebie, ¿e pokazuje nam jedn± stronê zjawiska, a ludzi sprowadza do postaci ikon – kolorowych, ale p³askich. W swojej ksi±¿ce Abraham Pais podejmuje próbê przedstawienia nam trójwymiarowego obrazu jednego z najwiêkszych naukowców wszech czasów.

W przeciwieñstwie do poprzedniej ksi±¿ki (Pan Bóg jest wyrafinowany z 1982) autor k³adzie nacisk na przedstawienie prywatnego ¿ycia uczonego. Brak tu ju¿ rozbudowanych wzorów fizycznych na ka¿dej niemal stronie, a i Krótki wyk³ad teorii wzglêdno¶ci dla laików jest faktycznie dla laików – nie zawiera wzorów i skomplikowanych obliczeñ, a dowodzenie jest zrozumia³e nawet dla umys³ów wybitnie niepodatnych na przyswajanie nauk ¶cis³ych. Ksi±¿ka uzupe³nia obraz naukowca o obraz cz³owieka, który wcze¶niej autor zaledwie naszkicowa³, jakby nie chc±c wchodziæ g³êbiej w ten temat. Dwana¶cie lat pó¼niej postanowi³ jednak, ¿e przedstawi nam, jak ¿y³ geniusz fizyki.

Ksi±¿ka jest zbiorem fragmentów wywiadów prasowych, jakich udziela³ Einstein (pojawiaj± siê te¿ artyku³y pisane o fizyku ju¿ po jego ¶mierci), listów pisanych przez niego i do niego, wspomnieñ rodziny i przyjació³, a tak¿e wspomnieñ samego autora, który – bêd±c fizykiem i przez wiele lat pracownikiem Instytutu Studiów Zaawansowanych w Princeton – zna³ osobi¶cie twórcê najbardziej rewolucyjnego równania ¶wiata. I chocia¿ obraz, jaki odmalowa³ w ksi±¿ce, nie wszystkim mo¿e siê spodobaæ (albowiem, jak twierdz± niektórzy, nie powinno siê deptaæ ¶wiêto¶ci), jest on, jak siê wydaje, prawdziwy.

Poznajemy wiêc m³odego Alberta, który pracuje w urzêdzie patentowym i klepie biedê, a wraz z nim spotykamy jego pierwsz± ¿onê Milevê. I tak natrafiamy na zagadkê. Co siê sta³o z ich pierwszym, jeszcze nie¶lubnym dzieckiem, córeczk± Lieserl? Biografowie do dzi¶ ³ami± sobie g³owê nad pytaniem: czy dziecko umar³o, czy zosta³o oddane, bo od czasu listu, który pisze Einstein do przysz³ej ¿ony kilka dni po przyj¶ciu pociechy na ¶wiat, nie ma o niej ju¿ najmniejszej wzmianki. Nied³ugo potem m³odzi rodzice zaginionego dziecka bior± ¶lub, ale nie jest to udane ma³¿eñstwo, tak przynajmniej po latach twierdzi³ Einstein. Kolejne te¿ nie wydawa³o siê lepsze, ale druga ¿ona – Elsa by³a typem kobiety, która matkuje mê¿owi i nie wtr±ca siê do jego pracy, a Albert bardzo sobie ceni³ wygodê... Ojcem te¿ chyba nie by³ najlepszym, zwa¿ywszy, ¿e syna, przez wiele lat zamkniêtego w szpitalu psychiatrycznym, odwiedzi³ zaledwie kilka razy.

Pewien dziennikarz zapyta³ raz Einsteina: „Na czym polega teoria wzglêdno¶ci? Czy móg³by pan j± tak wyt³umaczyæ, by zrozumia³ j± najmniej pojêtny cz³owiek?” „Tak” – odpar³ zapytany – „kiedy ja w³o¿ê panu palec do ucha, to obaj bêdziemy mieli palec w uchu”. Ksi±¿ka pozwala nam poznaæ takiego w³a¶nie cz³owieka: zabawnego i ponurego, obojêtnego wobec w³asnych dzieci, a rozwi±zuj±cego dzieciom s±siadów prace domowe z matematyki, filozofa i muzyka w jednym. Skomplikowana osobowo¶æ, która nie pasuje do kanonu jednowymiarowej ikony. Ale czy¿ jednym z kluczowych s³ów tytu³u nie jest „¿y³”, które czyni jednowymiarowo¶æ niemo¿liw±?

Anna Matraszek

Abraham Pais, Tu ¿y³ Albert Einstein, t³um. Marek Kro¶niak, Wydawnictwo Prószyñski i S-ka, Warszawa.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje