Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Rody uczone (107)


Uczniowie prof. Mossakowskiego zapamiêtali, ¿e chêtnie cytowa³ s³owa Einsteina: „Tylko ¿ycie po¶wiêcone innym warte jest prze¿ycia”.

Mossakowscy

Magdalena Bajer

Profesora Miros³awa Mossakowskiego, prezesa PAN, spotka³am (ostatni raz) wiosn± 2001 roku, podczas uroczysto¶ci ods³oniêcia tablicy pami±tkowej Aleksandra Gieysztora w sieni Zamku Królewskiego. Obieca³ mi rozmowê o rodzinie. Nie zd±¿y³am. Teraz, w parê lat po jego ¶mierci, go¶ci³a mnie ¿ona, pani profesor Bibiana Mossakowska, wybitny chirurg dzieciêcy, osoba rozmi³owana w swoim zawodzie.

drogi

Z ró¿nych stron Polski, z ró¿nych ¶rodowisk, szli na studia medyczne przyszli ma³¿onkowie, najpierw koledzy, pó¼niej wspólnie prze¿ywaj±cy rado¶ci oraz strapienia lekarskiego powo³ania i naukowych karier. W ¿yciu pani profesor przewa¿a to pierwsze, m±¿ by³ wybitnym teoretykiem medycyny i lekarzem.

Urodzi³ siê w Berezie Kartuskiej na Polesiu, gdzie by³y jeszcze rodzinne maj±tki. Ojciec by³ le¶nikiem, matka nauczycielk±. Typowy dom inteligencki Polski miêdzywojennej, sk±d wynosi³o siê zasób cnót elementarnych, takich jak prawdomówno¶æ, wierno¶æ ideom i ludziom, rzetelno¶æ w pracy i, jak to potwierdzaj± wszystkie moje spotkania z potomkami takich rodzin, wielkie pracy umi³owanie. O tym ostatnim, w odniesieniu do swojej rodziny, mówi³a wiele pani profesor Bibiana, tote¿ pozostawiaj±c przysz³ego mê¿a po maturze, zdanej w Lipnie na Kujawach w roku 1948, jej oddajê g³os.

– To, ¿e dosta³am Order Kawalera U¶miechu (pani profesor ogromnie sobie to odznaczenie ceni) to jest zas³uga moich rodziców. Wpoili we mnie kult pracy. Nie kult jakiego¶ idola, nie kult religijny... Matka skoñczy³a stomatologiê w Uniwersytecie Warszawskim i w 1930 roku otrzyma³a propozycjê asystentury. Nie posz³a jednak drog± naukow±, rzadko wówczas bêd±c± udzia³em kobiet. Podczas studiów zarabia³a korepetycjami na klitkê przy ul. Lwowskiej i na wypo¿yczanie sukien z magazynu Herse, gdy wybiera³a siê do opery lub filharmonii. Po studiach pojecha³a do Ciechanowa i otworzy³a gabinet dentystyczny, sporo czasu oraz energii po¶wiêcaj±c organizowaniu Izby Lekarskiej w tym prowincjonalnym mie¶cie.

Babka pani Bibiany by³a ch³opk±, ¿on± dzia³acza ludowego, zastêpuj±c± mê¿a w pracy na roli i wychowuj±c± piêcioro dzieci. W rodzinnej pamiêci pozosta³y jej talenty – plastyczny, literacki, muzyczny (gra³a na mandolinie) oraz owa niezwyk³a pracowito¶æ, zaszczepiona potomkom. Wszystkie ciotki i wujowie zdobyli wykszta³cenie. W nastêpnym pokoleniu rodzina by³a inteligencka – z tym najwa¿niejszym rysem inteligenckiego etosu: poczuciem powinno¶ci pracy dla innych.

Ojciec Bibiany, urzêdnik Banku Rolnego, pozna³ przysz³± ¿onê jako pacjent. Pó¼niej, pod jej wp³ywem, studiowa³ stomatologiê, ale ta nie sta³a siê jego pasj±. Podczas drugiej wojny ¶wiatowej by³ ¿o³nierzem AK i zosta³ ciê¿ko ranny w powstaniu warszawskim. Po wojnie rodzice mojej rozmówczyni zastali w miejscu swojej lecznicy (by³a konspiracyjnym punktem kontaktowym) kupê gruzów ze stercz±cymi szkieletami foteli dentystycznych. Wrócili na prowincjê.

M³odo¶æ Bibiany up³ynê³a w wybudowanym tu¿ przed wojn± ciechanowskim domu, który jej rodzice dzielili z tamtejsz± poczt±, zajmuj±c sze¶ciopokojowe piêtro i zatrudniaj±c kilkoro s³u¿by. Bywa³a tam miejscowa inteligencja na spotkaniach towarzyskich i brid¿u, a zatrzymywali siê goszcz±cy w Ciechanowie lekarze, prawnicy, arty¶ci. Pañstwo Kamiñscy „nie byli wrogami Polski Ludowej”, choæ mieli status „bur¿ujów”. Nie rozpamiêtywano w domu ani wojennych cierpieñ, ani uci±¿liwo¶ci nowego ³adu spo³ecznego – w przekonaniu, ¿e „trzeba budowaæ to, co s³u¿y ludziom”. W takiej atmosferze dorasta³a jedyna, po ¶mierci kilkuletniego brata, córka.

My¶li o karierze aktorskiej udaremni³a jej choroba, skazuj±c o¶mioletni± dziewczynkê na kilkakrotne operacje nogi i d³ugotrwa³± rehabilitacjê, której dobre skutki zawdziêcza g³ównie ojcu, ucz±cemu j± p³ywaæ, je¼dziæ na nartach, tañczyæ. Zagra³a potem Skierkê w Balladynie na deskach teatru szkolnego.

modelowy los

S³uchaj±c opowie¶ci pani profesor mia³am nieodparte wra¿enie, ¿e jest ona doskona³ym materia³em na scenariusz filmu o moim pokoleniu. O tych ludziach, którym przysz³o do¶wiadczyæ poczucia, ¿e ¿yciowe mo¿liwo¶ci zale¿± od ich talentu, pracowito¶ci oraz ambicji, znieczulenia czy „niedowidzenia” z³a i fa³szu w otaczaj±cej rzeczywisto¶ci, a wyj¶cia z epoki PRL bez utraty dorobku. Je¶li nie by³, jak w przypadku lekarzy, naznaczony ideologicznie.

Bisia Kamiñska, le¿±c w szpitalu po operacji nogi, postanowi³a, ¿e bêdzie chirurgiem i to chirurgiem dzieciêcym, choæ ta specjalno¶æ nie by³a wtedy zbyt wyra¼nie wyodrêbniona. Po maturze zdanej w roku 1951, dosta³a siê na medycynê w Gdañsku.

Miros³aw Mossakowski, jeszcze student, by³ tam asystentem w Zak³adzie Anatomii Prawid³owej Cz³owieka. Spotkali siê na æwiczeniach, kiedy on trzyma³ w rêku czaszkê i pokazywa³ otwory w ko¶ci podstawy, przez które przechodzi dwana¶cie nerwów czo³owych, a jej skojarzy³o siê to ze... scen± z Hamleta. Kolokwium z osteologii zda³a na pi±tkê.

Potem by³y i¶cie filmowe lub literackie przypadki pani Bibiany. Wyrzucono j± z chóru uczelnianego za odmowê wykonania partii solowej w Kantacie o Stalinie na rocznicowej akademii. Przysz³y m±¿, przysz³y pierwszy student z „czerwonym dyplomem”, aktywista organizacji m³odzie¿owej, by³ na tej akademii i zwróci³ uwagê na „obcy klasowo element” rodzaju ¿eñskiego. W pó¼niejszych, podobnego typu k³opotach pomaga³ konsekwentnie, jako opiekun roku, imponuj±c kole¿ance coraz bardziej wynikami w nauce – od szko³y podstawowej nie zna³ innego stopnia jak pi±tka, podczas gdy ona uczy³a siê tego, co j± interesowa³o, chodzi³a na fajfy i wybiera³a siê na obóz ¿eglarski z aktorami BIM−BOM−u. W aurze uniwersyteckiej tamtych czasów unosi³o siê uznanie dla wyników, dla wiedzy ponad konieczno¶ci programu i wymagania egzaminatorów.

Asystent i studentka wydawali siê ca³kiem niedobrani – ona p³ywa³a, je¼dzi³a na nartach, tañczy³a, ¶piewa³a, on za tym nie przepada³. Razem chodzili do Opery Ba³tyckiej. Przed ¶lubem us³ysza³a szczególne wyznanie: – Nie ucz mnie tañczyæ, ani p³ywaæ, ani ¶piewaæ. Zawsze na pierwszym miejscu bêdzie moja praca naukowa, potem d³ugo, d³ugo nic, potem... ty. ¦lubu studentce (najbogatszej pannie w Ciechanowie) z doktorem udziela³o trzech ksiê¿y, na weselu bawi³a siê setka go¶ci.

Praca naukowa sta³a siê udzia³em obojga, choæ pani profesor – przy ³ó¿ku chorego dziecka, pana profesora – w laboratorium. Obojgu przysz³o rezygnowaæ nieraz z w³asnych zawodowych planów dla opieki nad jedynakiem, który zapad³ w dzieciñstwie na tê sam± chorobê, co kiedy¶ jego matka. Pe³na rehabilitacja dzisiejszego dziennikarza „Gazety Wyborczej”, autora sztuk teatralnych i s³uchowisk radiowych, z wykszta³cenia socjologa kultury, Paw³a Mossakowskiego, z pewno¶ci± nale¿y do lekarskich sukcesów pani profesor.

nowe i trudne

Uczniowie prof. Mossakowskiego zapamiêtali, ¿e chêtnie cytowa³ s³owa Einsteina: „Tylko ¿ycie po¶wiêcone innym warte jest prze¿ycia”. Na pewno ³atwiej by³o – i jest ci±gle – realizowaæ tê maksymê pani profesor, która przez trzydzie¶ci lat prowadzi³a Oddzia³ Chirurgii Dzieciêcej Szpitala Bielañskiego w Warszawie, publikuj±c rezultaty swoich lekarskich do¶wiadczeñ, dziel±c siê nimi na sympozjach oraz kongresach w Polsce i za granic±. Powiedzia³a mi, ¿e zawsze poci±ga³o j± to, co nowe i trudne.

Miros³aw Mossakowski tak¿e od razu wszed³ na ma³o przetarty szlak neuropatologii, której jednym z pionierów zosta³ dziêki odkrywczym badaniom, publikowanym w presti¿owych czasopismach. W roku 1954 otrzyma³ aspiranturê, jak siê wówczas nazywa³y studia doktoranckie, w Zak³adzie Histopatologii Uk³adu Nerwowego PAN w Warszawie, nazwanym pó¼niej Zak³adem Neuropatologii. Do roku 1962 pracowa³ jednocze¶nie jako wolontariusz w Klinice Neurologicznej AM, uzyskuj±c specjalizacjê I i II stopnia oraz, w roku 1960, doktorat, i odbywaj±c sta¿ w zakresie neuropatologii klinicznej w Montrealu.

We wspomnieniach po ¶mierci profesora jeden z uczniów pisze, ¿e jego mistrz têskni³ za klinik±, choæ pasjonowa³y go badania neurobiologiczne i poznawanie najbardziej podstawowych mechanizmów chorób mózgu oraz uk³adu nerwowego. Z pewno¶ci± ceni³ sobie do¶wiadczenie kontaktu z pacjentami we wczesnym okresie kariery, kiedy by³ ju¿ lekarzem, a jeszcze nie uczonym.

Pani prof. Bibiana okre¶la mê¿a jako „doskona³y typ badacza – ca³kowicie poch³oniêtego prac±, umiej±cego po³±czyæ zdolno¶ci z uporem, wytrwa³o¶ci± i koniecznymi wyrzeczeniami, których byæ mo¿e nie odczuwa³ bardzo dotkliwie, gdy¿ praca naukowa by³a najwiêksz± pasj±, poza ni± d³ugo, d³ugo nic...” Obliczy³a kiedy¶, ¿e z czterdziestoletniego okresu ich ma³¿eñstwa razem spêdzili niespe³na dwadzie¶cia lat.

Oboje wype³niali zadanie ¿ycia dla innych, gdy¿ stanowi ono istotê powo³ania lekarza. Czynili to, pani profesor czyni nadal, w ró¿nych niejako perspektywach. Pomoc chirurga szybko przezwyciê¿a cierpienie i, jak my¶lê, przynosi wyraziste, natychmiastowe (choæ nie zawsze) satysfakcje. Odkrycia w laboratorium bêd± zastosowane w klinice po d³ugim okresie prób, po niespokojnym czekaniu na ich wyniki. A i w klinice chirurg oraz neurolog pracuj± w innym rytmie. Pierwszy w cyklu dramatycznych godzin sali operacyjnej, drugi – wielomiesiêcznych terapii, remisji i nawrotów choroby.

W roku 1979 Miros³aw Mossakowski otrzyma³ tytu³ profesora zwyczajnego, maj±c ju¿ du¿y dorobek w neuropatologii, m.in. wyja¶nienie istotnych skutków niedostatku tlenowego w mózgu, zwi±zku niedokrwienia z chorob± Alzheimera. Podejmuj±c problematykê w medycynie pioniersk±, anga¿owa³ siê w dyskusjê o neuropatologii na forum miêdzynarodowym, bêd±c cz³onkiem wielu towarzystw i komitetów naukowych. Otrzyma³ liczne nagrody za swe oryginalne prace.

Przy wielkim skupieniu na badaniach, profesor – co pewnie bywa³o dlañ koniecznym wyrzeczeniem – po¶wiêca³ wiele czasu i energii sprawom organizacyjnym swojej specjalno¶ci. Ju¿ w roku 1967 powo³a³ do ¿ycia Zespó³ Neuropatologii w Centrum Medycyny Do¶wiadczalnej i Klinicznej PAN, a od roku 1975 do ¶mierci kierowa³ tym Centrum. Bêd±c (od 1986) cz³onkiem rzeczywistym PAN i pe³ni±c ró¿ne funkcje w strukturach Akademii, zosta³ w roku 1999 wybrany na jej prezesa.

Tak samo intensywnie i z takim samym oddaniem dzia³a – na innym polu – prof. Bibiana Mossakowska. Na kierowanym przez ni± oddziale zastosowano szereg nowoczesnych metod diagnostycznych i terapeutycznych w odniesieniu do noworodków i niemowl±t. Pioniersk±, wielkiej miary zas³ug± pani profesor jest zapocz±tkowanie w polskim ¶rodowisku lekarskim dzia³añ na rzecz ochrony praw dziecka. Wprowadzi³a pojêcie dziecka maltretowanego i utworzy³a przy Polskim Towarzystwie Chirurgii Dzieciêcej sekcjê zajmuj±c± siê t± problematyk±.

Jest cz³onkiem kilku organizacji pozarz±dowych, tak¿e towarzystw zagranicznych oraz zespo³ów do spraw dzieci krzywdzonych w placówkach medycznych. Zorganizowa³a w Ciechanowie Wy¿sz± Szko³ê Zawodow± dla pielêgniarek i by³a jej prorektorem.

¯ycie lekarskiej pary profesorów budzi otuchê, choæ nie jest, niestety, typowym losem wspó³czesnych Polaków wybieraj±cych medycynê. Pokazuje, ¿e ci±gle udaje siê wchodziæ na nowe drogi poszukiwañ badawczych i ci±gle istniej± wokó³ dramatyczne potrzeby cierpi±cych ludzi. Mo¿e przestrzega, ¿e nie jest to wybór ¿ycia ³atwego.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje