Inicjatywa sporz±dzania spisów zagro¿onych gatunków zrodzi³a siê w Miêdzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN, obecnie WCU – The World Conservation Union). Pierwsz± listê gatunków zagro¿onych zestawi³a Komisja Gatunków Wymieraj±cych IUNC w 1949 roku. Umieszczono na niej 13 gatunków ptaków i 14 gatunków ssaków. W 1966 ukaza³a siê Czerwona ksiêga gatunków zagro¿onych. W jej ostatnim wydaniu z 2000 r. wymieniono ju¿ 5,4 tys. gatunków zagro¿onych zwierz±t i niemal 6 tys. gatunków ro¶lin. Od tej edycji po³±czono w jedn± publikacjê listy zwierz±t i ro¶lin. Tak¿e w 2000 r. eksperci IUNC doszli do wniosku, ¿e papierowa wersja ksiêgi w obecnych czasach jest niepraktyczna. Lista przybra³a postaæ elektroniczn± i jest aktualizowana ka¿dego roku. Najbli¿sza aktualizacja nast±pi w maju.
Pierwsze polskie czerwone listy powsta³y w latach 80. XX w. Pierwszym opracowaniem o charakterze czerwonej listy jest raport z 1980 r. Stan fauny krêgowców i wybranych bezkrêgowców Polski – wykaz gatunków, ich wystêpowanie, zagro¿enie i status ochronny (Studia Naturae, ser. A, nr 21), pod red. Zbigniewa G³owaciñskiego. Zawiera on listê 624 taksonów krêgowców oraz wybranych 76 gatunków bezkrêgowców. W 1986 ukaza³a siê Lista ro¶lin wymieraj±cych i zagro¿onych w Polsce (red. K. Zarzycki i W. Wojewoda). Jej II wydanie (red. K. Zarzycki, W. Wojewoda, Heinrich) wysz³o w 1992 r. Znalaz³y siê w nim 2563 gatunki ro¶lin, w tym: 1013 gatunków grzybów wielkoowocnikowych, 602 gatunki porostów, 418 gatunków ro¶lin naczyniowych, 256 gatunków glonów, 136 gatunków mchów i 50 gatunków w±trobowców. Za wymar³e uznano 228 gatunków. Czerwona lista zwierz±t gin±cych i zagro¿onych w Polsce (red. Z. G³owaciñski) ukaza³a siê w 1992, a jej II wydanie – w 2002. Na li¶cie tej figuruje 1299 gatunków, w tym 49 uznanych za wymar³e. Krêgowce s± reprezentowane przez 117 gatunków, w tym 12 wymar³ych, a bezkrêgowce przez 1182 gatunki, w tym 37 wymar³ych. Najliczniejsz± grup± bezkrêgowców s± owady, spo¶ród których na li¶cie zamieszczono 991 gatunków. Mniejsze wymogi co do standardu opracowania poszczególnych taksonów powoduj±, ¿e na listach umieszcza siê ich znacznie wiêcej ni¿ w ksiêgach.
Pierwsza Polska czerwona ksiêga zwierz±t zosta³a opublikowana w 1992 (red. Z. G³owaciñski). Kolejne wydanie ukaza³o siê w dwóch tomach: Krêgowce w 2001, a Bezkrêgowce (red. G³owaciñski, Nowacki) w 2004. Okazuje siê, ¿e a¿ 114 spo¶ród 455 rodzimych gatunków krêgowców jest zagro¿onych wyginiêciem, a 16 wyginê³o lub wycofa³o siê z granic naszego kraju. Gatunki wymar³e to tur i tarpan. W¶ród tych, które znik³y z Polski, s± m.in. drop i sêp p³owy, ale tak¿e jesiotr zachodni i jaszczurka zielona. W¶ród bezkrêgowców za zagro¿one uznano 236 gatunków, w tym 1 gatunek pijawki, 2 gatunki skorupiaków, 5 gatunków pajêczaków, 198 gatunków owadów i 30 gatunków miêczaków.
Zdaniem autorów czerwonych ksi±g, system ochrony przyrody sprawdza siê w naszym kraju w odniesieniu do zwierz±t l±dowych, natomiast zawodzi w przypadku ryb. W stosunku do pierwszego wydania Ksiêgi usuniêto z niej bobra europejskiego, wydrê, kormorana, smu¿kê le¶n±, g±go³a, b³otniaka ³±kowego i kropiatkê. Wprowadzono natomiast kolejnych 10 gatunków ryb, co oznacza wzrost o 100 proc.
Polska czerwona ksiêga ro¶lin (red. R. Ka¼mierczakowa i K. Zarzycki) ukaza³a siê w 1993, a jej II wydanie w 2001. Obejmuje ona paprotniki i ro¶liny kwiatowe. W I wydaniu uwzglêdniono 206 taksonów, czyli 10 proc. krajowej flory naczyniowej, a w II – 296 taksonów, co stanowi 15 proc. flory naczyniowej. W Ksiêdze wymieniono 31 gatunków ca³kowicie wymar³ych, 7 gatunków wymar³ych w stanie dzikim, 74 gatunki krytycznie zagro¿one, 59 zagro¿onych wyginiêciem, 102 nara¿one na wyginiêcie oraz 21 w kategorii ni¿szego zagro¿enia i 2 o nieznanym stopniu zagro¿enia.
W przygotowaniu publikacji uczestniczy³o kilkudziesiêciu uczonych, a koordynacj± prac zajmowa³y siê Instytut Ochrony Przyrody PAN oraz Instytut Botaniki PAN z Krakowa.
Polska czerwona ksiêga zwierz±t. Bezkrêgowce, red. Zbigniew G³owaciñski, Janusz Nowacki, Instytut Ochrony Przyrody PAN w Krakowie, Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu.
Pisze Tomasz Merta: Debata na temat totalitaryzmu zosta³a zamkniêta, zanim na dobre siê w Polsce rozpoczê³a. Mi³owit Kuniñski przedstawia sytuacjê po upadku komunizmu w Polsce w nastêpuj±cy sposób: Upad³y system polityczny traktowano jako przesz³o¶æ, do której nie warto wracaæ my¶l±, by nie prze¿ywaæ koszmarów. Koszmary jednak wracaj±, nierozliczone krzywdy piek±, a utrwalone przez lata zale¿no¶ci nadal dziel± Polaków. I o ile temat rozrachunku z przesz³o¶ci± wraca ostatnio coraz czê¶ciej pod piórami publicystów, to naukowa refleksja w ³onie nauk spo³ecznych, zw³aszcza politologii, jest wci±¿ niewystarczaj±ca. Maj±c tê ¶wiadomo¶æ grupa intelektualistów skupionych wokó³ inicjatywy O¶rodka My¶li Politycznej daje nam do r±k rzecz wart± poznania i przemy¶lenia. Ksi±¿ka zawiera kilkana¶cie esejów porz±dkuj±cych wiedzê i rzucaj±cych ¶wiat³o na wiele interesuj±cych kwestii. Godna uwagi jest zw³aszcza ¶wie¿o¶æ spojrzenia autorów, którzy nie tyle patrz± wstecz, ile w dzisiejszych realiach poszukuj± reakcji na przesz³o¶æ lub nawet swoistej kontynuacji minionych systemów.
Czytaj±c tê pracê przechodzimy od pojêcia totalitaryzmu i jego nadu¿yæ przez ideowe i intelektualne inspiracje zjawiska, szczegó³owe analizy faszyzmu oraz nazizmu, a¿ po kwestiê aktualno¶ci zagro¿eñ totalitarnych i dziedzictwa totalitaryzmu. Rzecz jest zatem przedstawiona w sposób kompleksowy – zawiera genezê i analizê zjawiska oraz jego dzisiejsze przenikanie i oddzia³ywanie. W¶ród autorów odnajdujemy znakomite nazwiska filozofów, historyków, politologów, pisarzy i publicystów.
Sporo emocji budzi teza Kennetha Minogue’a, i¿ demokracja wcale nie musi byæ przeciwieñstwem totalitaryzmu. Autor jest zdania, i¿ ustanowienie demokracji nie daje pewno¶ci za¿egnania gro¼by systemu totalnego. Uwa¿a, ¿e opozycj± i przeciwwag± dla totalitaryzmu jest indywidualizm. Jednak ten charakterystyczny dla zachodniego ¶wiata system ³atwo mo¿e zostaæ wypaczony przez odrzucenie autorytetu sumienia i podwa¿enie wiary w Boga jako punktu oparcia. W tak zdeformowanej wersji indywidualizm ³atwo mo¿e ulec totalitaryzmowi – przestrzega autor.
Minogue mówi, ¿e dzisiejsze spo³eczeñstwo s³ucha samo siebie. Krok dalej idzie Ryszard Legutko w eseju Totalitaryzm i dusza ludzka. W jego opinii my – cz³onkowie spo³eczeñstwa indywidualistycznego, nie potrafimy dzi¶ stworzyæ „w³asnej, ¶wiadomej, wzglêdnie autonomicznej hierarchii to¿samo¶ci”. Zadanie to chêtnie przejmuj± inni, zabieraj±c w ten sposób wa¿n± czê¶æ nas samych. Legutko zwraca przy tym uwagê na ciekawe zjawisko: w spo³eczeñstwach indywidualistycznych powstaj± ca³o¶ciowe ideologie (np. feminizm, ideologie homoseksualne czy m³odzie¿owe), które organizuj± najbardziej prywatne, niekiedy wrêcz intymne sprawy jednostek. W ten oto sposób ludzie dobrowolnie poddaj± siê pewnego rodzaju niewoli. A je¶li przyjmiemy, ¿e owo poddanie siê dyktatowi stanowi sk³adnik totalitaryzmu, dochodzimy do wniosku, ¿e walka z totalitarnymi pokusami jednostek lub grup trwa.
Z kolei Bronis³aw Wildstein zwraca uwagê na tendencjê do akceptacji przez Europê ideologii lewicowych i usprawiedliwiania ich skutków. Nazizm zosta³ potêpiony, a jakiekolwiek jego przejawy spotykaj± siê z alergiczn± niemal reakcj±. Podobny proces nie dotyczy jednak komunizmu. Ostre s³owa Wildsteina przedstawiaj±ce Europejczyków jako „syt± trzodê na sentymentalistycznym pastwisku”, któr± rz±dz± „intelektualni i polityczni czuli pasterze” daj± do my¶lenia. Kim s± faktycznie owi „pasterze” i jakie wed³ug autora maj± zamiary? Warto siêgn±æ po ksi±¿kê, aby poznaæ tê i wiele innych, ciekawych opinii.
Totalitaryzm a zachodnia tradycja, pod red. Mi³owita Kuniñskiego, O¶rodek My¶li Politycznej, Ksiêgarnia Akademicka, Kraków 2006, seria: Studia i Analizy.
Ambitny mened¿er czy samiec? Je¶li w pracy kierujemy siê tylko rozumem i w pe³ni kontrolujemy nasz postbiologiczny ¶wiat, to... ulegamy z³udzeniu. Richard Conniff w swojej najnowszej ksi±¿ce ods³ania tê brutaln± prawdê i podpiera j± porz±dnymi argumentami.
Od momentu, gdy ludzie opu¶cili d¿unglê i przenie¶li siê do industrialnych metropolii, minê³o sporo czasu. Ale czy¿ to oznacza, ¿e utracili zwierzêce instynkty? Autor pokazuje, w jak du¿ym stopniu zwyczaje panuj±ce w organizacjach przypominaj± regu³y rz±dz±ce ¶wiatem natury. Bo teraz rolê d¿ungli pe³ni± fabryki lub firmowe biura. I z ka¿dym dniem stajemy siê coraz bardziej podobni do wspó³towarzyszy niedoli. W korporacyjnej rzeczywisto¶ci nie ma miejsca dla samotnych wilków. Ubieramy siê wiêc jak koledzy z pracy, u¿ywamy podobnego jêzyka, ba!, nawet nasze emocje staj± siê zara¼liwe. ¯ycie w grupie stanowi fundamentaln± strategiê przetrwania. Nawet za cenê wyrzeczenia siê indywidualizmu. Zgodnie bowiem z regu³ami, które ukszta³towa³y zachowania naczelnych ju¿ przed 30 mln lat, nie warto staæ z boku, bo stado czy horda zapewniaj± ochronê przed drapie¿nikami, resztki jedzenia, towarzystwo, poczucie przynale¿no¶ci do wiêkszej ca³o¶ci oraz... nadziejê na awans i wszystkie przywileje zwi±zane z w³adz±. Koczkodany iskaj± zatem samicê, która wykazuje najwiêkszy spryt i ma du¿e szanse na objêcie w³adzy. Pozosta³e ich nie interesuj±. Najedzone kurczaki zaczynaj± znowu je¶æ, gdy umie¶ci siê je razem z g³odnymi ptakami. A ludzie? Choæ na ka¿dym kroku gotowi jeste¶my broniæ w³asnego stylu, to w istocie ¿adne zwierzê nie na¶laduje innych tak bardzo, jak my. „Ma³pujemy”, co zreszt± czêsto niesie za sob± czysto wymierne korzy¶ci. Przypomnijmy sobie, ile razy, bêd±c w podró¿y, zatrzymywali¶my siê przy restauracji, na parkingu której sta³o du¿o aut. Czy¿by¶my a¿ tak bardzo chcieli czekaæ na wolny stolik?
Conniff przekonuje, ¿e jeste¶my zwierzêtami spo³ecznymi, których instynkt przynale¿no¶ci do grupy jest silnie rozwiniêty. Do grupy, w której obowi±zuje hierarchia, daj±ca poczucie bezpieczeñstwa, d±¿enia do celu, a tak¿e wygodê. Charyzmatyczny lider koordynuj±cy dzia³ania zespo³u, to niemal pewno¶æ braku k³ótni i utarczek. Podobnie jak w stadzie kur, w którym ustalony jest porz±dek dziobania, kwoki rzadziej walcz± i znosz± wiêcej jaj.
Nies³usznie jednak zak³adamy, ¿e oznak± walki o dominacjê jest podniesiony g³os. Znacznie wa¿niejsza wydaje siê symbolika gestów. Kiedy dwie osoby patrz± sobie w oczy i jedna z nich odwraca wzrok, czy¿ to nie doskona³y przyk³ad walki o dominacjê? A wiêkszy gabinet, dro¿szy samochód czy ubranie? Wszystko to s³u¿y zdobyciu przewagi.
Czêsto rysuje siê ona w sposób naturalny. I to dos³ownie, bo wynika z... rysów twarzy. Prezesi firm wychodz± z za³o¿enia, ¿e osoby o typowo mêskim wygl±dzie bêd± w stanie podj±æ odwa¿n± decyzjê, a te z dziecinn± twarz± sprawdz± siê w kontaktach z klientami. Zazwyczaj nie ma to ¿adnego logicznego uzasadnienia, bo w przyrodzie atrakcyjny wcale nie znaczy lepszy.
Conniff obala wiele takich mitów. Piranie to ³agodne koci±tka, które nigdy nie zabi³y cz³owieka, a lew – symbol si³y i w³adzy – kopuluje... 10 sekund. Lepiej wiêc, radzi z ironi± autor, spu¶ciæ g³owê z politowaniem, gdy nastêpnym razem kto¶ w naszym towarzystwie zechce szukaæ swego zwierzêcego odpowiednika. Albo kazaæ mu zawyæ. W koñcu naprawdê jeste¶my zwierzêtami.
Richard Conniff, Korporacyjne zwierzê. Jak zrozumieæ bestiê, która tkwi w ka¿dym z nas, t³um. Piotr Amsterdamski, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2006.
Obecno¶æ Wandalów w Afryce Pó³nocnej to ledwie 105 lat. Ich pañstwo równie szybko powsta³o – na gruzach podbitej przez Rzym Kartaginy, a pó¼niej utworzonych sztucznie Afryki Prokonsularnej, Numidii i Mauretanii Sitifeñskiej – jak i zgas³o nagle na prze³omie lat 533/534, nie wytworzywszy swoistej kultury czy specyficznych form w³adzy. Za to historia nader okrutnie obesz³a siê z Wandalami, urabiaj±c im legendê szczególnej d±¿no¶ci do siania grozy i zniszczeñ, którego niezatartym znakiem, choæ grubo przesadzonym – zwa¿ywszy na poczynania innych ludów barbarzyñskich – mia³ byæ opis ich najazdu na Rzym w roku 455 i towarzysz±ce mu bezmy¶lne spustoszenie miasta.
Wandalowie w pracy Strzelczyka to wieczni tu³acze, przemierzaj±cy Europê i Afrykê Pó³nocn±. Autor najpierw szuka pierwotnych siedzib tego wschodniogermañskiego ludu. Wnikliwie przebija siê przez pogl±dy nadzwyczaj analitycznej wprawdzie – i dziêki temu warto¶ciowej dla nauki – lecz niekoniecznie prawid³owo wnioskuj±cej niemieckiej szko³y historycznej czasów pruskich i III Rzeszy. Z Wandalami przechodzimy ich ca³± wêdrówkê dziejow±: od Skandynawii, przez Pó³wysep Jutlandzki, do ziem dzisiejszej Polski, nastêpnie od Cisy i ¶rodkowego Dunaju, przez terytorium dzisiejszej Austrii, do Burgundii i Pó³wyspu Iberyjskiego, a stamt±d przez Gibraltar do ruin Kartaginy. Tu dok³adnie poznajemy stosunki panuj±ce w Afryce Pó³nocnej przed inwazj± wandalsk±, przypatrujemy siê powstaniu i rozkwitowi „imperium” wandalskiego za panowania Gejzeryka i nagromadzeniu siê wewnêtrznych konfliktów za jego nastêpcy Huneryka oraz regres rz±dów kolejnych dwóch w³adców, prowadz±cy do upadku pañstwa.
Antyczne ¼ród³a umiejscawiaj± Wandalów na po³udniowym brzegu Ba³tyku, gdzie¶ na ziemiach polskich. Archeologia potwierdza ich zamieszkiwanie przez ok. 200−300 lat na £u¿ycach, ¦l±sku i w po³udniowej czê¶ci Ma³opolski. Pozosta³o¶ci± po nich jest tzw. kultura przeworska (II w. p.n.e. – pocz±tek V w. n.e.). Mo¿na te¿ zauwa¿yæ zjawisko wypierania kultury przeworskiej z Mazowsza czy Podlasia przez kulturê wielbarsk±, reprezentowan± g³ównie przez Gotów. Ostatecznie Wandalowie wyparci zostali ok. 200 r. i osiedlili siê w Ma³opolsce Wschodniej, sk±d przeszli na Nizinê Panoñsk±.
Goci byli g³ównymi popularyzatorami fatalnej reputacji Wandalów. Obydwa germañskie ludy do¶æ d³ugo s±siadowa³y ze sob±, nie tylko na ziemiach polskich. Krwawe ich dzieje przenios³y siê nad Cisê, do Galii i Hiszpanii. Goci na ka¿dym kroku starali siê przestrzegaæ inne ludy przed skutkami zadzierzgniêcia wiêzów z Wandalami. Wytworzyli ¼ród³a szkaluj±ce s±siadów, na które Wandalowie nie chcieli b±d¼ nie potrafili zareplikowaæ. Zreszt± ich kultura umys³owa w pañstwie afrykañskim, mimo sprzyjaj±cych okoliczno¶ci, nie wznios³a siê na szczególne wy¿yny, pozosta³a odtwórcza wobec ³aciñskiej. Nie zachowa³ siê ¿aden zabytek pi¶miennictwa pó³nocnoafrykañskiego, który by³by dzie³em Wandala. Wandalowie wyj±tkowo chwytali za pióro, a i wówczas powstawa³y g³ównie ariañskie traktaty, skutecznie eliminowane przez zwyciêski obóz katolicki.
W przekazach ¼ród³owych z X wieku Polacy niekiedy nazywani byli Wandalami. Z sytuacj± tak± spotkaæ siê mo¿na w Miracula Sancti Oudalrici, ma³o znanym opisie cudów Udalryka, biskupa Augsburga. W dziele wspomniany jest Mieszko I jako: „dux Wandalorum, Misico nimine” (ksi±¿ê Wandalów imieniem Mieszko). Nierozwik³ana pozostaje równie¿ etymologia imienia ksiê¿niczki Wandy/W±dy, córki Kraka, która skoczy³a do Wis³y i od której imienia rzeka mia³a otrzymaæ sw± nazwê.
Jerzy Strzelczyk, Wandalowie i ich afrykañskie pañstwo, wyd. II, pañstwowy instytut wydawniczy, Warszawa 2005, seria: Rodowody Cywilizacji.
Steffen Dietzsch najnowsz± biografiê Immanuela Kanta zbudowa³ przewa¿nie z cytatów dokumentów epoki. U³o¿ona z nich mozaika przedstawia królewieckiego filozofa jako cz³owieka poddanego mechanizmom i procedurom ¿ycia spo³ecznego i politycznego, a nade wszystko uniwersyteckiego. Autor dotar³ do niezbadanych ¼róde³, które dotycz± dzia³alno¶ci Uniwersytetu w Królewcu (znajduj± siê one m.in. w Archiwum Pañstwowym w Olsztynie, o czym ma³o kto wie). Biograf rekonstruuje losy Kanta, ustalaj±c jego po¶rednie lub bezpo¶rednie zwi±zki z procesami zachodz±cymi w Królewcu, Prusach Wschodnich i ca³ym pañstwie pruskim oraz w Europie. Mo¿na by rzec, ¿e prowincjonalna Albertyna, konserwatyzm, ewangelicki „fundamentalizm”, podporz±dkowanie siê monarchii absolutystycznej nie zapowiada³y ukszta³towania siê na krañcach cywilizowanej Europy filozofii krytycznej. Poza tym, Kant jako ch³opiec nie wykazywa³ wyj±tkowej chêci do nauki – wed³ug anegdoty wola³ kopaæ pi³kê ni¿ my¶leæ o obowi±zkach szkolnych.
Dietzsch unika kategorycznych wyja¶nieñ. Podaje fakty, które mog± byæ podstaw± do udzielania odpowiedzi. Co prawda, nigdy nie bêd± one ostateczne, ale materia biografii jest zazwyczaj tak delikatna i wieloznaczna, ¿e ostro¿no¶æ w ferowaniu s±dów trzeba uznaæ za cnotê biografa. W ka¿dym razie czytelnik znajdzie w ksi±¿ce wielo¶æ faktów, które umo¿liwi± rozsup³anie niektórych zagadek na temat Kanta i jego otoczenia, a tak¿e kulturowych ¼róde³ jego metody my¶lenia. Ono przecie¿ jest filozoficzn± rzeczywisto¶ci± królewieckiego profesora. Jego wielbicieli zastanawia np., ¿e ca³e swoje ¿ycie spêdzi³ w rodzinnym mie¶cie. Nie do koñca potwierdzaj± to fakty. Kant opuszcza³ Królewiec. Pod koniec 1765, w uci±¿liwych warunkach zimowych, uda³ siê do garnizonu w Go³dapi, w 1770 do Braniewa. Dietzsch nie podaje, ¿e filozof przebywa³ w m³odo¶ci pod Mor±giem. Jakkolwiek s³usznie stwierdza, ¿e Kant „w sensie umys³owym i duchowym by³ zawsze w drodze”. Nie skusi³y go intratniejsze i bardziej presti¿owe profesury w g³êbi Niemiec. Mo¿e ta zasiedzia³o¶æ w jakim¶ stopniu wynika³a z postanowienia króla, aby poddani studiowali w miejscu zamieszkania, a wiêc i swoje ¿ycie wi±zali ze stronami rodzinnymi.
Kre¶l±c hierarchiê Uniwersytetu Królewieckiego i sposób jego funkcjonowania, Dietzsch pokazuje ¶wiat do¶æ egzotyczny, jakby u¶piony umys³owo. Zdaje siê ods³aniaæ antynomie, których obecno¶æ w spo³eczno¶ci miasta nad Prego³± móg³ dostrzegaæ sam Kant. By³ on dyskretny w krytykowaniu wprost, ale skonstruowa³ „ideê uniwersytetu jako centrum umys³owego i duchowego ¿ycia narodu”. Upomina³ siê o swobodê badañ, bezwarunkow± jawno¶æ i woln± od cenzury publicystykê. Wynika³o to wprost z istoty filozofii krytycznej. Warto w tym miejscu wyraziæ ubolewanie, ¿e Dietzsch w swoim dyskursie biograficznym marginalizuje etykê Kanta. Przecie¿ my¶lenie konotuje nie tylko podwa¿anie i rugowanie fa³szu, ale zarazem trud brania odpowiedzialno¶ci za to, co jest pomy¶lane i upowszechniane.
Nowa biografia Kanta uzmys³awia wiele zdarzeñ, które z jednej strony doprowadzi³y w jaki¶ sposób do powstania filozofii krytycznej, a z drugiej zapobieg³y jej zapomnieniu. Portretuje filozofa na ró¿nych etapach jego ¿ycia, poznajemy go jako wyk³adowcê, dziekana, rektora, publicystê, cz³owieka prywatnego. Nie mo¿na oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e biograf pragnie uchwyciæ co¶ wiêcej ni¿ tylko przebieg ¿ycia genialnego my¶liciela. Chce zobaczyæ go oczami ¶wiadków i uczestników epoki. Zrozumia³e, ¿e byli nimi przede wszystkim obywatele republiki uczonych, w której umi³owanie prawdy nie zawsze wygrywa³o z pych±, urzêdnicz± bezduszno¶ci±, ¿±dz± zysku, a tak¿e zwyk³ym niezrozumieniem.
Steffen Dietzsch, Immanuel Kant. Biografia, t³um. Krystyna Krzemieniowa, Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 2005
U podstaw moich rozwa¿añ le¿y za³o¿enie, ¿e w obrêbie polszczyzny (choæ zapewne tak¿e w innych jêzykach) istnieje swoisty lingwistyczno−kulturowy kod sukcesu – pisze Maja Wolny−Peirs we wstêpie. Zauwa¿a, ¿e pod pewnymi wzglêdami przypomina on dawny jêzyk propagandy politycznej. Ale w Polsce jest pewn± nowo¶ci±, tak jak zwi±zana z nim koncepcja pozytywnego my¶lenia. Przeszczepienie ich na grunt polski, m.in. w postaci popularnych poradników, na pocz±tku musia³o siê wielu Polakom wydawaæ obce. S³owa „kariera” czy „sukces” kojarzy³y siê albo z nieuczciwo¶ci± („kariera w partii”), albo z fikcj± („sukcesy Polski na arenie miêdzynarodowej”). Od wieków promowane by³y skromno¶æ i „niewychodzenie przed szereg”. Charakteryzuje nas tak¿e „kultura narzekania” – jak nazywa j±, za Bogdanem Wojciszke i Wojciechem Bary³±, autorka – czyli niepisana norma prze¿ywania w³asnych stanów jako negatywnych. Maja Wolny−Peirs przytacza badania z 1992, wed³ug których tylko 23 proc. Polaków zgadza siê z twierdzeniem, ¿e w Polsce wypada g³o¶no mówiæ o swoim szczê¶ciu, a ponad dwa razy wiêcej przyzna³o, ¿e Polacy lubi± narzekaæ bez powodu. A jednak i my poddali¶my siê globalnej gonitwie za sukcesem.
Jêzyk sukcesu jest tworem epoki, w której sukces staje siê najbardziej po¿±dan± warto¶ci±: To jêzyk codziennej komunikacji w du¿ych firmach, jêzyk szkoleñ (treningów), kursów i poradników asertywno¶ci, korespondencji biznesowej, jêzyk listów motywacyjnych, ofert handlowych, ulotek i folderów promocyjnych.
Ksi±¿ka sk³ada siê z dwóch czê¶ci. Pierwsza jest teoretyczna i zawiera przegl±d my¶li na temat jêzyka i kultury. Autorka stworzy³a równie¿ w³asn± typologiê jêzyka sukcesu, zawieraj±c± cechy: natychmiastowo¶ci i wyj±tkowo¶ci (komunikat skierowany wy³±cznie do mnie, „gor±cy” i zmuszaj±cy do szybkiej odpowiedzi), szablonizacji i logoizacji (s³owa staj± siê frazesami), przyspieszonego têtna („¿ywio³owa” metaforyka wyra¿aj±ca ci±g³e podekscytowanie), blisko¶ci (u¿ywanie formy „ty”) oraz technicyzacji i profesjonalizmu (np. nagromadzenie terminologii naukowej i rzeczowników typu: dowód, teza, wynik).
W drugiej czê¶ci badaczka analizuje 7 gatunków wypowiedzi, w których jêzyk sukcesu jest szczególnie wyra¼ny: listy motywacyjne, og³oszenia o pracy, „misje i wizje” firm, reklamy bezpo¶rednie (pocztowe), wstêpy do poradników popularnopsychologicznych, formu³y autosugestywne (afirmacje) i horoskopy. Wiêkszo¶æ z nich pojawi³a siê w jêzyku polskim stosunkowo niedawno (jedynie horoskop istnieje d³u¿ej), choæ mo¿na znale¼æ ich starsze odpowiedniki. Mo¿emy np. porównaæ dawne podania o pracê z popularnymi dzisiaj listami motywacyjnymi. W podaniach o pracê z czasów PRL widaæ postawê wiary w moc opiekuñczego pañstwa i „upraszania” siê o przyjêcie do pracy, czyli wystêpowania z pozycji osoby s³abszej, mniej wa¿nej. Autor listu motywacyjnego ma przekonaæ odbiorcê o swojej warto¶ci i u¿yteczno¶ci. Powinien chwaliæ siê swoimi osi±gniêciami i wykazaæ tzw. motywacjê do osi±gniêæ: Listy motywacyjne stanowi± zapisan±, utrwalon± formê kreowania w³asnej to¿samo¶ci (...) w kategoriach pozytywnie warto¶ciowanej idei sukcesu.
Przy lekturze tej ksi±¿ki nu¿y trochê struktura pracy dyplomowej. Autorka porusza jednak wa¿ny i aktualny temat, dziêki któremu mo¿emy u¶wiadomiæ sobie jedn± z cech dzisiejszego spo³eczeñstwa – pogoñ za sukcesem.
Maja Wolny−Peirs, Jêzyk sukcesu we wspó³czesnej polskiej komunikacji publicznej, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2005, seria: Akademia Polszczyzny.
Nigdy nie przypuszcza³em, ¿e w Sudetach po ¶l±skiej stronie (czyli w dzisiejszych granicach Polski) by³o przed wojn± ponad 200 schronisk turystycznych! Tak± informacjê znalaz³em w ksi±¿ce Jacka Suchodolskiego, który stara siê prze¶ledziæ w±tki regionalne w architekturze tych obiektów. Kto z nas wie, ¿e tradycja tak popularnych schronisk, jak Strzecha Akademicka, Pod £abskim Szczytem czy Samotnia siêga XVII wieku – któ¿ w tym czasie my¶la³ o schroniskach w Beskidach czy Tatrach?
Pocz±tek sudeckim schroniskom da³y pasterskie budy („baude”) i „stra¿nice” przy g³ównych traktach: Czeskiej Drodze czy ¦l±skiej Drodze. Pierwotnie by³y to rzeczywi¶cie proste budynki, dzie³a ludowych cie¶li, zas³uguj±ce na sw± nazwê. Z czasem, w miarê rozwoju turystyki, przebudowywane, niektóre z nich sta³y siê obiektami monumentalnymi o wyszukanej architekturze. Dotyczy to tak¿e wspomnianych ju¿ najstarszych schronisk. Jednak tradycyjne okre¶lenie „budy”, które sta³o siê w Sudetach synonimem nazwy „schronisko”, zosta³o zachowane zarówno w nazwach schronisk przebudowanych na du¿e hotele, jak i nowych hoteli górskich.
Prof. Suchodolski pokazuje w±tki regionalne w architekturze schronisk: od „ludowych” pocz±tków, do ¶wiadomej kontynuacji regionalnej tradycji przez architektów. Przedstawia trzy stosowane rodzaje konstrukcji: zrêbow±/wieñcow±, przys³upow± oraz szkieletow±/ryglow±. Na przyk³adach pokazuje ewolucjê konstrukcji, nawi±zanie do starych wzorów nawet w obiektach murowanych (które ok³adano drewnem na¶laduj±c tradycyjny uk³ad belek) czy elementy tradycyjne w dekoracjach i wystroju wnêtrz. Wskazuje te¿ liczne przyk³ady obcych (alpejskich) wzorów wykorzystanych w Sudetach. W okresie powojennym powsta³o bardzo niewiele nowych obiektów. Niestety, nie nawi±zano do tradycyjnej architektury sudeckiej, przenosz±c wzory z Podhala (tzw. bacówki PTTK) czy nawet tworz±c w miejscach naznaczonych tradycj± (¦nie¿ka) nowoczesne obiekty, ¼le wpisuj±ce siê w krajobraz czy – powiedzmy wprost – dewastuj±ce go.
Autor daje krótkie opisy poszczególnych schronisk, ale tak¿e pokazuje znaczenie rodzin w³a¶cicieli ziem, którzy nie tylko pozwalali na swoich terenach uprawiaæ turystykê, ale wspierali j± funduj±c schroniska, które trafia³y nastêpnie w dzier¿awê do miejscowych. Niektóre rodziny prowadzi³y schroniska przez pokolenia – nazwy czê¶ci obiektów pochodz± od nazwisk w³a¶cicieli i dzier¿awców. Najgwa³towniejszy rozwój schronisk sudeckich przypada na koniec XIX i pocz±tek XX w. Projektowali je wtedy architekci, a niektórzy z nich, np. jeleniogórscy bracia Albert, wnie¶li znacz±cy wk³ad w kszta³towanie charakteru licznych budowli.
Prof. Suchodolski uwa¿a za wielki b³±d powojennych architektów i w³adz to, ¿e nie zachowa³y charakteru sudeckich schronisk, pozwalaj±c na ich dewastacjê (liczne przyk³ady w ksi±¿ce), zmieniaj±c przeznaczenie. Dzi¶ niewiele ponad 40 z dawnych 200 schronisk pe³ni tradycyjn± funkcjê. Znaczna czê¶æ uleg³a dewastacji i zniszczeniu, niektóre pe³ni± inne funkcje.
Praca Jacka Suchodolskiego to nie tylko ogromna skarbnica wiedzy na temat architektury schronisk sudeckich. Wnosi ona istotny wk³ad w poznanie i usystematyzowanie ich historii oraz w badania nad dziejami turystyki w Sudetach. Powinna zainteresowaæ regionalistów, architektów, a tak¿e ¶rodowisko turystów i przewodników sudeckich.
Jacek Suchodolski, Architektura schronisk górskich w Sudetach, Oficyna Wydawnicza Politechniki Wroc³awskiej, Wroc³aw 2005.