Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Model kariery naukowej


Jak usprawniæ przebieg kariery akademickiej nie psuj±c za du¿o?

Nie jestem optymist±

January Weiner

Model kariery akademickiej w Polsce jest daleki od doskona³o¶ci. Narzeka siê na zamieszanie spowodowane rozumieniem pojêcia „profesor” (tytu³? stanowisko? zawód?), powolne tempo kariery akademickiej, s³ab± rekrutacjê do zawodu badacza i nauczyciela akademickiego, wreszcie na emigracjê najzdolniejszych adeptów. T³em tych konstatacji jest krytyczna ocena stanu nauki i szkolnictwa w ogóle: ma³ej konkurencyjno¶ci absolwentów wy¿szych uczelni na miêdzynarodowym rynku pracy, nik³ego wp³ywu na rozwój nauki ¶wiatowej, braku powi±zania miêdzy rozwojem nauk stosowanych a rozwojem gospodarczym. S³abo¶ci te najczê¶ciej przypisuje siê notorycznemu niedofinansowaniu nauki i szkolnictwa wy¿szego w Polsce. Krytyka ta – s³uszna czy nie – opiera siê na mniemaniach i powierzchownych obserwacjach, bo stan polskiej nauki i szkolnictwa wy¿szego od lat nie by³ przedmiotem profesjonalnej (naukowej!) analizy i refleksji, zw³aszcza nad zwi±zkami przyczynowo−skutkowymi miêdzy krytykowanym stanem rzeczy a arbitralnie zmienianymi co jaki¶ czas modelami organizacji ¿ycia naukowego. Poni¿sze rozwa¿ania te¿ nie s±, niestety, oparte na ilo¶ciowych danych naukometrycznych i/lub socjologicznych, tylko na lu¼nych obserwacjach i arbitralnych s±dach. Oczywiste jest jednak, ¿e krytyka i pozornie jednobrzmi±ce postulaty motywowane s± ró¿nymi, czêsto wzajemnie sprzecznymi przes³ankami, odzwierciedlaj±cymi partykularne interesy grup sk³adaj±cych siê na bardzo niejednorodne „¶rodowisko” akademickie. Stanowi to naturaln± po¿ywkê dla polityków, którzy wykorzystuj± has³a o konieczno¶ci zmian i wprowadzaj± je do swoich programów bez g³êbszej refleksji, czasem tylko dla zyskania poparcia wp³ywowych grup interesu, kosztem dobra wspólnego.

Za³o¿enia i priorytety

Zmiany w modelu kariery naukowej warto postulowaæ opieraj±c siê na nastêpuj±cych za³o¿eniach:

• stworzenie nowoczesnego modelu kariery akademickiej jest potrzebne, aby Polska mog³a sprostaæ wspó³czesnym wyzwaniom cywilizacyjnym;

• szczegó³owa diagnoza obecnej sytuacji i projekt zmian powinny byæ tworzone z uwagi na d³ugofalowe dobro wspólne, nie za¶ dla zaspokojenia chwilowych, partykularnych interesów, a nawet – je¿eli trzeba – wbrew tym interesom;

• model kariery akademickiej jest ¶ci¶le zwi±zany z organizacj± systemów szkolnictwa wy¿szego i badañ naukowych (w tym – z przyjêtym modelem finansowania obu tych przenikaj±cych siê dziedzin), dlatego nie mo¿na go rozpatrywaæ w oderwaniu od pozosta³ych, które równie¿ nie s± doskona³e, a obecnie przechodz± chaotyczne zmiany (wdra¿anie wadliwej ustawy o finansowaniu badañ naukowych; przyst±pienie do dekompozycji PAN i tworzenia tzw. narodowego centrum badawczego bez jasnej wizji tych reform). Co wiêcej, szczeble kariery znaczone tytu³ami (mgr, dr, dr hab.) dotycz± nie tylko ¶rodowisk akademickich – wiêkszo¶æ magistrów i czê¶æ doktorów w ogóle nie planuje kariery uniwersyteckiej lub badawczej.

Szczegó³owe projekty zmian musz± byæ podporz±dkowane hierarchii priorytetów:

• celem nadrzêdnym jest podniesienie poziomu nauki i szkolnictwa wy¿szego oraz zachêcenie najzdolniejszych adeptów do podjêcia kariery akademickiej i realizowania jej w Polsce;

• przyspieszenie i uproszczenie procedur, zmiany sposobu zarz±dzania i finansowania s± jedynie celami pomocniczymi;

• takie posuniêcia, jak zlikwidowanie habilitacji, to jedynie ¶rodek do osi±gniêcia celów pomocniczych, nie za¶ postêpowa reforma sama przez siê.

Propozycje zmian musz± byæ realistyczne, a wiêc powinny braæ pod uwagê i zawczasu neutralizowaæ nieuchronny opór i przeciwdzia³anie ze strony grup, których interesy zostan± naruszone.

Grupy nacisku

Presja na zmiany w systemie promocji nauczycieli akademickich/badaczy najczê¶ciej sprowadza siê do postulatu zniesienia habilitacji. Rzekomo powszechne poparcie tej idei jest myl±ce, procedury habilitacyjne s± bowiem krytykowane ze skrajnie ró¿nych powodów. Niewielka grupa ambitnych m³odych uczonych, którzy przeszli przez sta¿e w dobrych o¶rodkach zagranicznych lub wywodz± siê z najlepszych o¶rodków krajowych, odczuwa krêpuj±ce ograniczenia w swoim rozwoju. „M³odzi zdolni” procedurê habilitacyjn± uwa¿aj± za stratê czasu, krytykuj± brak perspektyw spowodowany zablokowaniem samodzielnych stanowisk; chc± jak najszybciej utworzyæ w³asne grupy badawcze, staraæ siê o miêdzynarodowe granty i konkurowaæ na ¶wiatowym rynku badañ naukowych. Na ogó³ w ogóle nie my¶l± kategoriami tradycyjnej kariery uniwersyteckiej. Rzeczywi¶cie, wymóg posiadania habilitacji mo¿e opó¼niaæ dostêp do stanowisk kierowniczych o charakterze administracyjnym (np. dyrektor instytutu), ale przecie¿ stanowiska tego typu wymagaj± innych kwalifikacji ni¿ te, o których ma za¶wiadczaæ habilitacja, a „m³odzi zdolni” lepiej (i chêtniej!) zrobi±, koncentruj±c siê (póki m³odzi) na badaniach. Na ogó³ brak habilitacji nie jest przeszkod± w podejmowaniu obowi±zków dydaktycznych w pe³nym wymiarze, a w ka¿dym razie „m³odym zdolnym” te¿ nie o to chodzi.

Prawdziw± ambicj± „m³odych zdolnych” wydaje siê szybkie osi±gniêcie samodzielno¶ci badawczej – decydowanie o wyborze tematu i wspó³pracowników. W hierarchicznych strukturach jednostek naukowych badacz przed habilitacj± bywa podporz±dkowany stoj±cym wy¿ej w formalnej hierarchii. Ale to jest problem obyczajów i organizacji pracy w jednostkach – w wielu miejscach (nawet w Polsce) wcale nie ma takich ograniczeñ. Mo¿liwo¶æ uzyskania indywidualnych grantów pozwala na daleko id±c± autonomiê badaczy zdolnych do wygrania konkursu grantowego (w Polsce wystarczy znale¼æ siê w pierwszych 30 procentach rankingu). Problemem pozostaje personel badawczy. Obecnie, przynajmniej w naukach przyrodniczych, grupy badawcze sk³adaj± siê g³ównie z doktorantów, a tych nie mo¿e prowadziæ badacz bez habilitacji. Dodatkowo, obecny system grantów indywidualnych nie pozwala (w praktyce) na kreowanie etatów pomocniczych, stypendiów doktoranckich lub podoktorskich w ramach projektów.

Nie ma siê co ³udziæ, ¿e samo zniesienie habilitacji bêdzie remedium na te bol±czki. Stanowiska zajête obecnie przez „establishment” nie stan± siê przez to dostêpne, przeciwnie, istnieje realne ryzyko, ¿e dalsze drogi kariery dla „m³odych zdolnych” zostan± natychmiast zakorkowane przez rzesze zapó¼nionych adiunktów. „M³odzi zdolni”, chocia¿ nieraz artyku³uj± swoje pogl±dy w sposób do¶æ radykalny, nie s± w rzeczywisto¶ci bardzo silnie motywowani do dzia³ania na rzecz reformowania systemu, poniewa¿ s± zajêci w³asn± prac± badawcz± i stosunkowo ³atwo mog± znale¼æ alternatywne rozwi±zanie swoich problemów (miêdzynarodowe granty, czasowa praca za granic± lub emigracja na sta³e).

W mojej ocenie, znacznie wiêksza grupa kontestatorów domaga siê zniesienia habilitacji, bo stanowi ona zbyt trudn± przeszkodê w ich dalszej karierze. Grupa ta liczy na to, i¿ likwidacja habilitacji oznaczaæ bêdzie obni¿enie kryteriów promocji. Oczywi¶cie, motywy te nie s± ujawniane, ale grupa nacisku jest silna swoj± liczebno¶ci± i zdeterminowana brakiem alternatywy. Jakiekolwiek arbitralne rozwi±zania organizacyjne w zamierzeniu usprawniaj±ce proces promocji badaczy/nauczycieli akademickich, musz± siê liczyæ z istnieniem tej drugiej tendencji. Mamy znamienne precedensy: racjonalna w zamy¶le próba uporz±dkowania stopni i tytu³ów naukowych sprzed kilkunastu lat, w³a¶nie na skutek dzia³ania si³, o których jest mowa, skoñczy³a siê chaosem i deprecjacj± tytu³u profesora. Podobnie ¶rodowiska zainteresowane obni¿eniem kryteriów oceny jako¶ci i os³abieniem mechanizmów konkurencyjnych w nauce skutecznie doprowadzi³y do chaosu zwi±zanego z wprowadzaniem nowych przepisów o finansowaniu badañ naukowych.

Taryfa ulgowa

Nie ulega w±tpliwo¶ci, ¿e obecna procedura habilitacyjna jest u³omna, a nawet sta³a siê w³asn± karykatur±. Pojêcie habilitacji powsta³o, kiedy nie by³o instytutów badawczych i resortowych – tylko uniwersytety. Habilitacja dawa³a patent do zajêcia stanowiska uniwersyteckiego profesora, czyli równocze¶nie wyk³adowcy, promotora doktorantów i kierownika grupy badawczej. St±d pojêcie veniam legendi i wymóg wyk³adu habilitacyjnego.

Jest to sytuacja anachroniczna. Je¿eli habilitacja (lub jej zamiennik) ma stanowiæ „patent” upowa¿niaj±cy do zajmowania okre¶lonych stanowisk, to trzeba jasno okre¶liæ, o jakie stanowiska chodzi i rozró¿niæ karierê uniwersyteck± od wy³±cznie badawczej. Je¿eli „patent” ma dotyczyæ obu naraz dróg kariery, to procedura powinna siê odbywaæ tylko w uczelni, z odpowiednio powa¿nym potraktowaniem aspektów dydaktyki szko³y wy¿szej. Alternatywnie, trzeba rozró¿niæ „habilitacjê badawcz±” (gdzie liczy siê tylko dorobek naukowy) i „habilitacjê akademick±” (poszerzon± o kwalifikacje dydaktyczne). Obecna procedura zbli¿ona jest do pierwszego modelu, ze szcz±tkowym, niemal groteskowym, rytua³em wyk³adu, który nawet w uczelni sprowadza siê do wyg³oszenia krótkiego referatu, przy czym referenci, którzy nie umiej± obs³u¿yæ rzutnika, zmie¶ciæ siê w czasie ani nawet mówiæ dostatecznie wyra¼nie, korzystaj± z taryfy ulgowej. Na sali z regu³y nie ma tablicy – atrybutu niezbêdnego do przeprowadzenia rzeczywistego wyk³adu w wielu dziedzinach akademickich – co dobitnie ¶wiadczy, ¿e chodzi wy³±cznie o czynno¶æ rytualn±.

W krajach, gdzie procedura habilitacyjna nadal jest stosowana, wyk³ad habilitacyjny traktowany jest najzupe³niej powa¿nie: jest to normalny, dwugodzinny, kursowy wyk³ad dla studentów (którzy s± obecni na sali i bior± potem udzia³ w procedurze oceniaj±cej), a któremu przys³uchuj± siê równie¿ cz³onkowie odpowiedniej rady. Ju¿ z zebraniem quorum mieliby¶my k³opoty. Ale problem jest g³êbszy. Nie tylko nie mamy procedur sprawdzania akademickich kwalifikacji nauczycielskich, ale nie ma te¿ systemu ich nabywania. Nawet owi „m³odzi zdolni” z regu³y nie mieli ¿adnej okazji, aby szybko i sprawnie nauczyæ siê zasad poprawnego wyk³adania, fachowego egzaminowania itp., chocia¿ zapewne mieli gdzie i kiedy poznaæ sposoby prowadzenia badañ, pisania prac naukowych i wnioskowania o granty.

Fikcj± jest dokumentowanie dorobku dydaktycznego (zdolno¶ci do utworzenia szko³y naukowej?) kandydata do tytu³u profesorskiego, sprowadzaj±ce siê do wypromowania jednego, byle jakiego doktoranta (inny dorobek dydaktyczny – jak magistranci, nowe kursy i programy studiów, podrêczniki – nie stanowi warunku uzyskania profesury). Wypromowanie jednego doktora nie jest wielk± sztuk±, potem kandydat zostaje profesorem, a porzucony za³±cznik do wniosku o nadanie tytu³u zasila szeregi „niehabilitowalnych”, wiecznych adiunktów. Zdajê sobie sprawê z tego, ¿e usuniêcie owego warunku bez ustanowienia innych progów mo¿e tylko pogorszyæ sytuacjê.

Rytua³ zamiast rynku

Habilitacja sensu stricto nadal istnieje, np. w Niemczech i we Francji. W wielu innych krajach s± jej bardzo bliskie odpowiedniki, polegaj±ce na ocenie oryginalnego dorobku badawczego przez kompetentn±, zazwyczaj miêdzynarodow± komisjê. Czêsto krytykowanym elementem naszej procedury jest rzekomy obowi±zek wyprodukowania osobnej, objêto¶ciowej dysertacji, co np. we wspó³czesnych naukach przyrodniczych jest absurdaln± strat± czasu. Jest to oczywiste nieporozumienie. W my¶l obowi±zuj±cych przepisów, warunkiem uzyskania habilitacji jest przedstawienie publikowanego dorobku dostatecznie wysokiej jako¶ci, np. w formie pliku publikacji. W tym miejscu pojawia siê kolejny zarzut (formu³owany zw³aszcza przez „m³odych zdolnych”) – o skorumpowaniu procesu oceny dorobku, obni¿eniu kryteriów, skutkiem czego posiadanie habilitacji i tak nie gwarantuje odpowiednich kwalifikacji. Owszem, ale lekarstwem nie jest likwidacja habilitacji (ta sama przypad³o¶æ mo¿e dotkn±æ ka¿d± procedurê promocyjn±). Obok ¶rodków przewidzianych w nowej ustawie o szkolnictwie wy¿szym, konieczne jest szerokie korzystanie z recenzentów zagranicznych. W wielu dziedzinach wspó³czesnej nauki ograniczenie recenzowania do krajowych specjalistów, co w naszym kraju stanowi regu³ê, jest szkodliwym dziwactwem. Naprawienie procedury habilitacyjnej, przynajmniej w zakresie kompetencji badawczych, nie wymaga wielkich reform, wystarczy³aby konsekwencja. Jednak o jej braku ¶wiadczy wprowadzenie do ustawy o finansowaniu nauki nowej, bezsensownej kategorii „projektu habilitacyjnego”, wbrew logice, zdrowemu rozs±dkowi i stanowisku ówczesnego KBN.

Mo¿na by siê nie przejmowaæ procedurami promocyjnymi, gdyby w Polsce istnia³o zewnêtrzne ¶rodowisko, kontroluj±ce jako¶æ pracy badaczy i nauczycieli akademickich oraz wymuszaj±ce konkurencjê – przede wszystkim, gdyby istnia³ rynek pracy dla absolwentów. Uczelnie, których byt zale¿a³by od prawdopodobieñstwa znalezienia dobrej pracy przez absolwentów i od wysoko¶ci ich pierwszej pensji, instytuty, których dochody uzale¿nione by³yby ¶ci¶le od jako¶ci pracy badawczej, nie mog³yby psuæ procedur rekrutacji na stanowiska. Wtedy sztuczne regulacje nie by³yby potrzebne. Uniwersytet Harvarda nie potrzebuje pañstwowego nadzoru – wystarczy jego w³asna rada nadzorcza, dbaj±ca o interesy uczelni; kwalifikacje nowych pracowników sprawdza siê w drodze bardzo wyrafinowanego konkursu nie dlatego, ¿e tak chce ustawa, tylko po to, aby unikn±æ kompromitacji, nadw±tlenia presti¿u i w konsekwencji – spadku dochodów. Ten rynek u nas jest wci±¿ bardzo s³aby, dyplomy ró¿nych uczelni z punktu widzenia poszukuj±cego pracy absolwenta wci±¿ maj± podobn± warto¶æ. Gdyby nawet siê ró¿ni³y, to dla uczelni nie mia³oby to ¿adnych konsekwencji. W zastêpstwie rynku, utrzymanie poziomu nale¿y wymuszaæ przez kontrolê jako¶ci absolwentów, uzupe³nion± ocen± warunków i potencja³u jednostek.

Postawiê jeszcze jedn± tezê, i¿ utrzymanie stopni i tytu³ów naukowych (takich lub innych) jest wa¿ne ze wzglêdu na ich spo³eczne znaczenie: doktorat, habilitacja, profesura to „rytua³y inicjacyjne” i „rytua³y przej¶cia”. Maj± swoj± celebrê i symbolikê, której nie nale¿y lekcewa¿yæ (nie mnie jednak rozwijaæ w±tki psychologiczne i socjologiczne). Z drugiej strony, ¶mieszno¶æ, jaka otacza spowitego od stóp do g³ów w sute gronostaje i ³añcuchy „JM Rektora Dolnopcimskiej Szko³y Czego¶−tam i Biznesu – Filia w Pipidówce”, bierze siê z poczucia, ¿e mamy do czynienia z szokuj±c± uzurpacj±. Czy tych rytua³ów, celebry, symboli te¿ nie nale¿a³oby chroniæ jakimi¶ przepisami?

Podnoszenie poziomu

Co zatem mo¿na zrobiæ, aby naprawiaj±c nie zepsuæ? Jako konserwatywny libera³ nie pok³adam nadziei w radykalnych zmianach, drobiazgowo¶ci przepisów i wszechmocy biurokracji, a jako zawodowy ekolog dostrzegam znaczenie powi±zañ elementów systemu i wp³ywu ¶rodowiska. Przepisy nie powinny regulowaæ wszystkiego szczegó³owo, ale tworzyæ sytuacjê, w której spontaniczne dzia³ania prowadziæ bêd± do usprawnienia przebiegu ca³ej kariery akademickiej bez obni¿enia poziomu. Remedium widzia³bym w konsekwentnym podnoszeniu poziomu, pocz±wszy od studiów magisterskich, poprzez kontrolê jako¶ci absolwentów i wynikaj±c± st±d zobiektywizowan± („parametryczn±”) ocenê wydzia³ów uczelni; w powszechnym otwarciu na udzia³ recenzentów zagranicznych we wszystkich procedurach oceniaj±cych, od recenzowania doktoratu po konkursy profesorskie i kategoryzacje placówek.

W tym celu konieczne jest usuniêcie przeszkód biurokratycznych, uniemo¿liwiaj±cych np. przedstawienie doktoratu jako pliku publikacji po angielsku. Przyjêcie naczelnej zasady prawdziwego konkursu we wszystkich (w miarê mo¿no¶ci – miêdzynarodowych) procedurach promocyjnych, a co za tym idzie – ograniczenie liczby stanowisk (zarówno profesorów dydaktyków w uczelniach, jak i samodzielnych badaczy w instytutach pañstwowych) do rzeczywistych potrzeb (a te powinny wynikaæ z celów dzia³ania placówek, dlatego np. w wybranych uczelniach elitarnych liczba studentów przypadaj±cych na profesora powinna byæ ni¿sza ni¿ w uczelniach powszechnych). Jasne zdefiniowanie kryteriów i konsekwentne ich przestrzeganie, np. konkurs na samodzielnego pracownika uczelni powinien obejmowaæ prawdziw± ocenê umiejêtno¶ci dydaktycznych. Klarowne zdefiniowanie szczebli kariery – innych w uczelniach i w instytutach badawczych, bo bez tego nie sposób ustaliæ w³a¶ciwych kryteriów oceny. Zmiany w finansowaniu badañ, które umo¿liwi³yby przyjmowanie pracowników (doktorantów, post−doków) do konkretnych projektów badawczych (kosztem honorariów z tych grantów dla sta³ych pracowników) i zwiêkszenie znaczenia finansowania badañ poprzez konkursy kosztem finansowania statutowego – by³by to najprostszy mechanizm wymuszaj±cy staranny dobór pracowników.

Wielu czytelników w powy¿szych uwagach odnajdzie swoje w³asne my¶li, ja tylko spisa³em po swojemu to, co zapamiêta³em z wielu dyskusji. Wielu czytelników uzna te¿ te postulaty za nierealne. Przyznam siê, ¿e sam nie jestem optymist±. S±dzê jednak, ¿e wprowadzenie zmian przy zignorowaniu takich diagnoz, jak powy¿sza i pochopne podjêcie reform w innym kierunku ni¿ zarysowany powy¿ej, przyniesie wiêcej szkody ni¿ po¿ytku.

Prof. dr hab. January Weiner, biolog, pracuje w Instytucie Nauk o ¦rodowisku UJ. Jest to zmieniona wersja tekstu wyst±pienia na konferencji Model awansu naukowego w Polsce, która odby³a siê 17−18 marca w Krakowie.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje