Problem awansu naukowego od dziesiêcioleci budzi emocje w ¶rodowisku akademickim. Od lat podnosi siê kwestie „wyboisto¶ci” drogi awansu, marnowania ludzi utalentowanych, ich nierzadko ciernistej, d³ugiej drogi kariery akademickiej. Bardzo czêsto kariera ta zale¿y od relacji mistrz – uczeñ, a w zbyt ma³ym stopniu od oceny mistrzów zobowi±zanych do kszta³cenia kadry.
Od lat mówiono o konieczno¶ci zniesienia feudalnych struktur szkolnictwa wy¿szego w Polsce. Znacz±cym uproszczeniem tego procesu by³o zlikwidowanie stanowiska docenta i wprowadzenie jednego tytu³u naukowego. Niestety, rzeczywisto¶æ sprowadzi³a siê do tego, ¿e uczelnie pomno¿y³y liczbê stanowisk profesorów i trudno siê rozeznaæ w tym, kto jest jakim profesorem. Okaza³o siê, ¿e lepiej by³o wróciæ do stanowiska docenta (nawet bez habilitacji), gdy¿ wspó³cze¶nie, zw³aszcza w przypadku szkó³ wy¿szych, sporo jest profesorów bez habilitacji. To przyk³ad dewaluacji tytu³u profesorskiego, przyk³ad tego, ¿e czêsto spryt jest wa¿niejszy ni¿ awans oparty na faktycznym dorobku naukowym. Z tych wzglêdów s±dzê, ¿e nale¿y zaostrzyæ kryteria u¿ywania tytu³u profesor i wróciæ do stanowiska docenta. Jest to stanowisko funkcjonuj±ce np. w Czechach, S³owacji, Rosji itd.
Oddzielny problem to habilitacja widziana jako element kariery naukowej. Tradycyjny awans, wiod±cy przez doktorat i habilitacjê, winien byæ, moim zdaniem, zachowany, ale znacz±co zmodyfikowany. W swojej, prawie czterdziestopiêcioletniej, dzia³alno¶ci naukowej dwukrotnie ocenia³em rozprawê doktorsk±, która mog³a byæ nawet bardzo dobr± rozpraw± habilitacyjn±. Jeden z tych doktorów mia³ pó¼niej powa¿ne k³opoty z zatwierdzeniem habilitacji, której g³ówne tezy opublikowano na „Zachodzie” i na „Wschodzie”, ale u nas d³ugo nie znajdowa³y uznania. Kilka lat frustracji nie przekre¶li³o kariery akademickiej, doj¶cia owego badacza do wysokich stanowisk w uczelni. Drugi przypadek, sprzed paru lat, odnosi³ siê do absolwenta studiów doktoranckich w Instytucie Antropologii UAM w Poznaniu. Ów doktor liczy³ na pracê w Uniwersytecie Zielonogórskim, w pobli¿u miejsca zamieszkania, ale zamiast wzmocniæ do¶æ s³ab± kadrê naukowo−dydaktyczn± tej uczelni, trafi³ do szko³y ¶redniej. Móg³bym przytoczyæ wiele przyk³adów trzymania w uczelniach miernot naukowych i niedopuszczania do zatrudniania czy awansu ludzi wybitnie zdolnych.
Uczestniczy³em w 35 przewodach habilitacyjnych w Polsce, po jednym w Bu³garii i Czechach, i dwóch w Rosji (Uniwersytet £omonosowa w Moskwie). Procedury s± tam zbli¿one do naszych. Mo¿e nieco mniej podnosi siê kryterium istotnej nowo¶ci naukowej rozprawy. W Czechach istotnym elementem habilitacji jest ocena dorobku naukowego.
S±dzê, ¿e habilitacjê nale¿y u nas upro¶ciæ, sprowadziæ do oceny dorobku naukowego i kolokwium czy wyk³adu, które, poddane pod dyskusjê, uka¿± walory osadzenia kandydata w nauce czy dydaktyce akademickiej. S±dzê równie¿, ¿e w takich dziedzinach, jak sztuka, awans naukowy winien wynikaæ z oceny warto¶ci sztuki prezentowanej przez kandydata. Takie kryteria winny byæ równie¿ stosowane do ocen w dyscyplinach klinicznych medycyny. Zapewne wówczas mniej by³oby dopisywania siê do prac, mniej wymuszonych przez specyfikê awansu kiepskich publikacji. Mno¿enie formalnych wymogów awansu naukowego, s³abe wynagradzanie na kolejnych stanowiskach kariery powoduj± ucieczkê najzdolniejszych do biznesu lub za granicê, gdzie siê stabilizuj± naukowo w innych, bardziej normalnych strukturach akademickich. Ostatnio u nas o awansie, karierze, zasiedzia³o¶ci na stanowiskach decyduj±, niestety, uk³ady.
Ca³y system karier, zw³aszcza w m³odych uczelniach prywatnych, jest chory. S±dzê, ¿e propozycje prof. Franciszka Ziejki, wyra¿one w wywiadzie Musimy zmieniæ kierunek awansu („FA” nr 3/2006), stanowi± wa¿ny element dyskusji i pilnych poczynañ w tej dziedzinie.