Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



MODEL KARIERY NAUKOWEJ


Bycie profesorem w uczelni jest zobowi±zaniem przede wszystkim wobec studentów. Umiejêtno¶æ prowadzenia wyk³adów, seminariów, konwersatoriów, lektoriów, æwiczeñ czy warsztatów winna byæ elementem oceny przy ubieganiu siê o habilitacjê akademick±.

Kariera akademicka

Anna Sajdak

Kierowany przez prof. Franciszka Ziejkê zespó³, który ma za zadanie przedstawiæ propozycje zmian w ¶cie¿ce kariery akademickiej, deklaruje, i¿ chce poznaæ opinie wszystkich zainteresowanych. Tymczasem w dyskusji na temat modelu awansu naukowego w Polsce wci±¿ s³abo s³yszalne s± g³osy doktorów (asystentów i adiunktów), przedstawicieli ró¿norodnych dyscyplin. Na marcowej konferencji KRASP Model awansu naukowego w Polsce, zorganizowanej w Uniwersytecie Jagielloñskim, swoje stanowiska przedstawiali przede wszystkim profesorowie (starsi i m³odsi sta¿em oraz wiekiem) a tak¿e przedstawiciele doktorantów. Zabrak³o aktywnego udzia³u doktorów. Nie przedstawiono ¿adnego projektu, który stanowi³by namys³ tego w³a¶nie ¶rodowiska.

Je¶li studia doktoranckie traktowaæ jako studia trzeciego stopnia (a takimi siê sta³y przy swojej masowo¶ci), to problem kariery akademickiej dotyczy g³ównie doktorów zatrudnionych na stanowiskach asystentów i adiunktów, jako tych, którzy podlegaj± mechanizmom awansu i których zatrudnienie, czyli byæ albo nie byæ w uczelni, obwarowane zosta³o sankcjami zwi±zanymi z uzyskaniem habilitacji.

W obecnym systemie, opartym na mianowaniu, nie za¶ na kontrakcie, w³a¶ciwie habilitacja stabilizuje zatrudnienie. Jest te¿ jednym z punktów spornych w dyskusjach na temat awansu naukowego. G³osy sprzeciwu wobec habilitacji w obecnym kszta³cie rodz± siê zwykle z krytyki trybu jej zdobywania. Nie brakuje te¿ g³osów, i¿ w interesie „korporacji profesorskiej” (bo i takie okre¶lenia funkcjonuj±) nie le¿y zwiêkszanie liczby jej cz³onków. Sensu owego twierdzenia mo¿na upatrywaæ w wolnorynkowym horyzoncie patrzenia na szkolnictwo wy¿sze. Im mniejsza poda¿, a wiêkszy popyt na samodzielno¶æ, tym transfery obfitsze. Tak¿e w owo „korporacyjne”, a zarazem feudalne my¶lenie o ¶rodowisku wpisuje siê znakomicie tzw. syndrom habilitanta. To okre¶lenie funkcjonuje jako nazwa zespo³u zachowañ charakterystycznych u osób, które maj±c za sob± do¶wiadczenia podobne do wojskowej fali, zmieniaj± istotnie swoje zachowanie w chwili uzyskania cz³onkostwa w „korporacji habilitowanych”.

Taki obraz ¶rodowiska jest jednak p³aski, jednowymiarowy i z pewno¶ci± dla wielu znakomitych profesorów promuj±cych m³odych po prostu krzywdz±cy. Sama znam wielu profesorów, którzy inwestuj± przede wszystkim w m³odych, stwarzaj± im dogodne warunki rozwoju naukowego, wspieraj± i s³u¿± swym do¶wiadczeniem. Dla nich nie ma wiêkszej satysfakcji ni¿ sukcesy i awanse naukowe ich uczniów. Ró¿nice w patrzeniu na ¶cie¿ki awansu naukowego maj± swe ¼ród³o w ró¿norodnych (dobrych i z³ych) do¶wiadczeniach. Zmiany powinny zatem nast±piæ. Sam postulat zniesienia habilitacji ma swoich radykalnych zwolenników i przeciwników. Pozwolê sobie zatem zwróciæ uwagê jedynie na wybrane kwestie, widziane z perspektywy doktora nauk humanistycznych, nauczyciela akademickiego.

Jedna czy wiele ¶cie¿ek?

Trudno sobie wyobraziæ jednolit± drogê awansu naukowego w przypadku takiej ró¿norodno¶ci nauk. Specyfika nauk przyrodniczych czy ¶cis³ych wskazuje zupe³nie inne podstawy uznania naukowego ni¿ w naukach humanistycznych, technicznych, medycznych lub artystycznych. Podstaw± uzyskania stopnia naukowego doktora raz jest dwustronicowy wywód matematyczny, innym razem czterystustronicowa dysertacja monograficzna, jeszcze innym razem projekt o charakterze czysto u¿ytkowym. Nie ma powodu, by nie uznawaæ specyfiki danej nauki i nie wi±zaæ z ni± ¶ci¶le zasad nadawania stopni naukowych. Zatem po¿±dana wydaje siê ró¿norodno¶æ wymagañ, a zarazem mo¿liwo¶æ równoleg³ych ¶cie¿ek kariery akademickiej.

dzie³o ¿ycia czy veniam legendi?

Powszechno¶æ studiów doktoranckich przyczynia siê do wiêkszej dostêpno¶ci doktoratu i (w opinii wielu) do obni¿ania jego poziomu. Postulat podniesienia poziomu doktoratów i pozostawienia jednego stopnia naukowego wymaga spójnych zmian systemowych w horyzoncie dzia³añ d³ugoterminowych. Obecny system awansu, wymuszaj±cy „pracê na stopieñ”, powoduje, ¿e dopiero habilitacja jest sitem, które pozwala z jednej strony na awans naukowy i finansowy, a z drugiej zapewnia wzglêdn± stabilizacjê. Nie dziwi± zatem dzia³ania czê¶ci osób poddanych presji stopnia, które porzucaj± swoje zainteresowania naukowe, nierzadko poskramiaj± ciekawo¶æ badawcz± na rzecz podjêcia tematu, który szybko mo¿na zakoñczyæ habilitacj±. Bardziej do¶wiadczeni i utytu³owani udzielaj± te¿ czêsto rad typu: „Po co ci takie badania – z nich nie zrobisz habilitacji! To bêdzie jeszcze jedna dobra ksi±¿ka, ale praca na stopieñ winna... Z tego tematu ³atwo i szybko zrobisz habilitacjê, a w tym siê bêdziesz grzebaæ”. Nie dziwi zatem to, i¿ propozycja zniesienia habilitacji jako „pracy na stopieñ” wydaje siê atrakcyjna, ale te¿ i niebezpieczna. Wystarczy zaj±æ zdecydowane stanowisko, by byæ pos±dzonym o nieudacznictwo naukowe, o bycie nie do¶æ zdolnym, by sprostaæ wymaganiom habilitacyjnym lub zostaæ nazwanym „zapó¼nionym adiunktem”.

Je¶li jednak znie¶æ habilitacjê, to co w zamian? Gdyby przyj±æ, ¿e habilitacja – wyznacznik samodzielno¶ci badawczej – bêdzie ocen± ca³ego dorobku, byæ mo¿e przesta³aby pe³niæ rolê kagañca wyznaczaj±cego karierê, pozwoli³aby podejmowaæ trudne badania interdyscyplinarne oraz pracowaæ zespo³owo (w obecnym kszta³cie habilitacja wymusza indywidualizm). Kto jednak ma o tym decydowaæ? Szerokie grono ekspertów? Rada wydzia³u? Centralna komisja? W moim przekonaniu, habilitacja jest potrzebnym etapem kariery naukowej, weryfikuj±cym samodzielno¶æ badawcz± w danej dyscyplinie i dojrza³o¶æ nauczyciela akademickiego. Etapem, byæ mo¿e dobrowoln± procedur±, ale niekoniecznie stopniem naukowym. Przyjêcie rozumienia habilitacji jako veniam legendi – prawa do nauczania, jako pewnego rodzaju certyfikatu jako¶ci i samodzielno¶ci naukowej oraz dydaktycznej, byæ mo¿e by³oby drog± po¶redni± jednocz±c± oczekiwania obu stron.

Naukowiec czy (i) nauczyciel?

Na ¶cie¿kê kariery naukowej wstêpuje siê w chwili podjêcia trudu, którego zwieñczeniem jest tytu³ doktora. Osi±gn±wszy go, mo¿na staraæ siê o zatrudnienie w uczelni, podejmuj±c zobowi±zania naukowo−dydaktyczne. W³a¶ciwie dopiero wtedy zaczyna siê moment budowania w³asnego warsztatu dydaktycznego, który staje siê nie mniej wa¿ny od warsztatu naukowego. Proces ten jest ¿mudny, czasoch³onny (bo przecie¿ nie teoretyczny, lecz praktyczny!) i wymaga inwestowania w siebie – czytania nie tylko literatury naukowej, ale i dydaktycznej, brania aktywnego udzia³u w konferencjach naukowych i ró¿nego rodzaju warsztatach podnosz±cych kompetencje nauczyciela akademickiego.

W tym ¶wietle postulat sze¶ciu lat od doktoratu do habilitacji jest trudny do spe³nienia. Byæ mo¿e praca w jednostkach badawczych pozbawionych dydaktyki sprzyja tzw. szybszej ¶cie¿ce uzyskiwania kolejnych stopni. Je¶li jednak habilitacja ma byæ rozumiana jako veniam legendi, czyli prawo do wyk³adania, to nale¿y siê zastanowiæ, czy habilitant nie tylko ma co¶ wa¿nego do powiedzenia, ale tak¿e czy potrafi to przekazaæ innym. Innymi s³owy, czy jego kwalifikacjom intelektualnym towarzysz± kwalifikacje dydaktyczne. Bycie profesorem w uczelni jest zobowi±zaniem przede wszystkim wobec studentów. Umiejêtno¶æ prowadzenia wyk³adów, seminariów, konwersatoriów, lektoriów, æwiczeñ czy warsztatów winna byæ elementem oceny przy ubieganiu siê o habilitacjê akademick±.

Przymusowa mobilno¶æ

Proponowana przez wielu przymusowa mobilno¶æ zawodowa – gdzie indziej doktorat, gdzie indziej sta¿ podoktorski, gdzie indziej habilitacja – w istocie mo¿e rozbijaæ uk³ady i os³abiaæ „hodowlê wsobn±”. Z pewno¶ci± w wielu dziedzinach mobilno¶æ jest niezwykle po¿yteczna – pozwala zmieniaæ instytuty badawcze, pracowaæ w doskonale wyposa¿onych laboratoriach, zmieniaæ technologie, pracowaæ w ró¿norodnych zespo³ach z korzy¶ci± dla nauki. W wielu przypadkach mo¿e jednak obracaæ siê przeciwko nauce. Rozbijanie wiêzi miêdzyludzkich to tak¿e rozdrabnianie potencja³u tworzenia o¶rodków wiod±cych idei. Zasada zmiany miejsca pracy przy pokonywaniu kolejnych stopni naukowych k³óci siê równie¿ z interesem macierzystej uczelni inwestuj±cej w m³odego naukowca (dotychczas tylko transfery pi³karskie przewiduj± sowite zado¶æuczynienie dla macierzystego klubu sprzedaj±cego zawodnika).

Wobec wszechobecnego postulatu przymusowej mobilno¶ci nasuwa siê pytanie – czy zatem lojalno¶æ wobec Alma Mater przesta³a ju¿ byæ warto¶ci±?

Sprawa wstydliwa, czyli pieni±dze

Podobno d¿entelmeni o pieni±dzach nie rozmawiaj±. Oni je po prostu maj±. Obecny system finansowania lokuje dochody m³odego naukowca z doktoratem poni¿ej dochodów przeciêtnego przedstawiciela handlowego. Ka¿dy kolejny ranking p³ac rodzi jedynie frustracje. Najprostszym sposobem dorobienia do pensji jest drugi etat. O ile wieloetatowo¶æ profesorów wi±¿e siê z nadawaniem mocy poszczególnym kierunkom czy uczelniom przy jak najmniejszym obci±¿eniu dydaktycznym, to wieloetatowo¶æ doktorów wi±¿e siê najczê¶ciej z proz± dydaktyki. Drugi etat to najczê¶ciej posada wyk³adowcy z obci±¿eniem dydaktycznym 360 godzin. Razem z pierwszym etatem, studiami zaocznymi czy podyplomowymi, daje przeciêtnie 700 godzin dydaktycznych, a znam wielu, którzy maj± du¿o, du¿o wiêcej. Trudno te¿ potêpiaæ pracê, która pozwala na utrzymanie rodziny, sp³acenie kredytu mieszkaniowego czy zapewnienie ¶rodków na inne równie wa¿ne ¿yciowo czy rodzinnie potrzeby. Nie bez znaczenia wydaje siê tak¿e fakt, i¿ adiunkci przejêli w wiêkszo¶ci uczelni (zatrudniaj±cych m³odych dopiero po doktoracie) obowi±zki organizacyjno−sekretarskie, których nie wolno wykonywaæ doktorantom. Gdzie zatem czas na tworzenie nauki? Dofinansowywanie m³odych pracowników nauki z projektów, grantów czy stypendiów nie rozwi±zuje problemu systemowo, zw³aszcza w sytuacji coraz wiêkszych mo¿liwo¶ci realizowania aspiracji naukowych przy zapewnieniu godziwego ¿ycia poza granicami Polski.

W centrum uwagi znajduje siê jeszcze wiele kwestii budz±cych spory. Wystarczy wymieniæ sprawê urlopów naukowych, trybu zatrudnienia, konkursów na stanowiska czy zró¿nicowania p³acowego. Czy lepsze jest zatrudnienie kontraktowe z okresow± ocen± (moim zdaniem tak), czy stabilizacja przez mianowanie? Je¶li stabilizacja, to na którym szczeblu? Osobn±, wa¿n± kwesti± jest sprawa profesury, jej potrzeby, dostêpno¶ci i zró¿nicowania. Potrzebna jest zatem propozycja spójnych zmian systemowych, redefiniuj±cych szczeble kariery akademickiej, wychodz±ca naprzeciw oczekiwaniom ¶rodowisk.

Dr Anna Sajdak, pedagog, jest adiunktem w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Jagielloñskiego w Krakowie.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje