Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



z laboratoriów


Czy cz³owiek uwik³any w skomplikowany ¶wiat wysokich technologii zachowa minimaln± dozê pokory i przyzwoito¶ci?

Nauka dla przysz³o¶ci

Artur Wolski

Skutki postêpu technologicznego, a zatem i cywilizacyjnego, s± trudne do przewidzenia – powiedzia³ w radiowej Jedynce prof. Micha³ Kleiber, doradca prezydenta Lecha Kaczyñskiego. Najlepszym tego dowodem jest literatura fantastyczna. Na pocz±tku autorzy, zafascynowani prognozami naukowców, wysy³ali nas do krainy ba¶ni i czarów, gdzie rozgrywa³y siê niesamowite historie. Ich scenariusze zupe³nie odbiega³y od tego, co proponowa³a codzienno¶æ. Jedynym ³±cznikiem ze ¶wiatem realnie istniej±cym by³y uczucia. Te pozosta³y bez zmiany. Zawsze kto¶ komu¶ ofiarowa³ mi³o¶æ, kto¶ jej zazdro¶ci³, zdarza³a siê te¿ zdrada. Akcji towarzyszy³a walka s³oñca z mrokiem, gdzie najczê¶ciej, tak dla wychowawczego przyk³adu, z³o przegrywa³o z dobrem. Stanis³aw Lem za³amywa³ rêce nad siermiê¿no¶ci± takiej fantastyki. Ale ostatnio „co¶ drgnê³o” w tej materii. Przekona³em siê o tym, rozmawiaj±c z brytyjskim autorem ksi±¿ek fantastycznych, który proponuje inn± koncepcjê posadowienia fantasy. Wieki ¶wiat³a Iana R. MacLeoda rozgrywaj± siê w robotniczym miasteczku na angielskiej prowincji. Wszystko dzieje siê w industrialnej przestrzeni, napêdzanej, ale te¿ i ska¿onej magicznym eterem, w Trzecim Wieku Przemys³u, po kilkuset latach fantastycznej historii alternatywnej. To ju¿ nie jest ¶wiat za 10 lat, jaki pokazali organizatorzy tegorocznego Pikniku Naukowego w Warszawie. To istny kosmos.

Ale pisarze maj± prawo przedstawiaæ obraz, jaki podsuwa im wyobra¼nia nakarmiona wiedz±. Ja, póki co, nie¼le siê czujê w obecnej rzeczywisto¶ci, ale ulegam fascynacjom tym, co nieuchronnie czeka nas w najbli¿szej przysz³o¶ci. A do tego niew±tpliwie rêkê przy³o¿± naukowcy.

But z³odzieja

Nie potrzeba literatury fantastycznej, by zauwa¿yæ, jak± rolê odgrywaj± dzi¶ badania z kryminalistyki. Z³o i niegodziwo¶æ towarzysz± ludzko¶ci od zawsze. Wa¿ne tylko, by proporcje tego zjawiska nie powiêksza³y siê i aby umieæ nad nim panowaæ. Wyobra¼my sobie sytuacjê banaln± i jednocze¶nie przykr±. Nasz dom, a razem z nim dobytek wielu lat ciê¿kiej pracy i wyrzeczeñ, zostaje okradziony. Sprawca ucieka nie pozostawiaj±c ¶ladów. Procedura w takiej sytuacji koñczy³a siê zazwyczaj umorzeniem ¶ledztwa i wizj± koszmarnego trybu odzyskania ubezpieczenia. Kto to prze¿y³, zna gorzki smak tej potrawy. Dzi¶, a standardowo jutro, pomo¿e nam w wytypowaniu sprawcy traseologia.

Naukowcy z wielu dziedzin opracowali model analizy chodu i badania obuwia. Nie ma zbrodni doskona³ej. Zawsze jaki¶ ¶lad pozostaje na miejscu przestêpstwa. Czasem jest to but z³odzieja ratuj±cego siê ucieczk±. Ale po co komu but, skoro takich s± miliony? Najprostszym sposobem by³o zawsze u¿ycie go jako tropu dla psa. Ale gdy up³ynê³o sporo czasu od zdarzenia, zapach siê ulatnia³. Teraz Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy G³ównej Policji ma nowe mo¿liwo¶ci. But poddawany jest dok³adnym oglêdzinom. Sprawdza siê zu¿ycie podeszwy, mikropêkniêcia na wierzchniej czê¶ci, starcia protektora, powiedzia³ mi Krzysztof Borkowski. Tak gruntowna analiza pozwala na wytypowanie rodzaju chodu potencjalnego sprawcy i ustalenie rozk³adu si³ nacisku u¿ytych przy ucieczce.

Jaka jest aplikacja tych ¿mudnych obserwacji? Wykorzystuje siê tê wiedzê przy konfrontacji z ewentualnym sprawc±. Jest on poddawany testowi na chód na specjalnie do tego skonstruowanej bie¿ni. Staje siê tu zasadne przytoczenie zwrotu „pu¶ciæ kogo¶ w skarpetkach”. Delikwenta stawia siê na podometr elektroniczny i zaczyna siê kontrola sposobu chodzenia. Dzisiejsi przestêpcy nie przypominaj± zwyk³ych rzezimieszków i pospolitych oprychów. Je¿eli ich ³upem maj± byæ wielkie fortuny, superzabezpieczone przez elektronikê, to trzeba byæ nie lada specem, aby sobie z ni± poradziæ. Oczywi¶cie, w czasie takiego badania z³odziej czuje pismo nosem. Przewraca siê na bie¿ni, utyka, stawia krzywo stopy, by jak najbardziej zatuszowaæ naturalny sposób chodzenia. Na nic jednak zdaj± siê te zabiegi. Czu³a aparatura i tak zarejestruje oszustwa. Wynik zawsze jest konsultowany z ortoped± i biomechanikiem. Nastêpnie dochodzi do konfrontacji eksperymentu na podometrze z analiz± obuwia. Mo¿liwo¶æ pomy³ki jest niewielka. Ten wynik jest ogromnie pomocny w wytypowaniu sprawcy i postawienia mu zarzutu pope³nienia przestêpstwa.

A je¿eli nieproszony go¶æ st±pa³ jak przys³owiowy kot, a nasza pod³oga wy³o¿ona zosta³a miêkk±, g³usz±c± wyk³adzin±, na której nie widaæ ¿adnych ¶ladów? Co wtedy? Czy sprawa jest przegrana? Nie, przychodzi z pomoc± elektrostatyka. Skonstruowano specjaln± metalizowan± foliê o du¿ym napiêciu powierzchniowym i sporym przy³o¿eniu ³adunku. Roz³o¿ona na g³adk± wyk³adzinê jak wilgotna g±bka przykleja wszystko to, co by³o dot±d niewidzialne. ¦lady sprawcy równie¿. Te badania, oprócz stosowanych ju¿ analiz porównawczych DNA, bardzo poprawi³y statystyki wykrywalno¶ci przestêpstw. Wad± jest tylko to, ¿e jak ka¿da nowo¶æ, funkcjonuje raczej jako nowinka ni¿ standardowe dzia³anie operacyjne. Ale mo¿e za 10 lat?

fagi PRZECIWKO wirusom

Ludzie, a tak¿e mieszkañcy innych galaktyk, o których istnieniu zapewniaj± autorzy literatury fantastycznej, dbaj± i dbaæ bêd± o si³y witalne. Zdrowie jest podstaw± wszystkiego, a okraszone jeszcze rozumem oraz dostêpem do ¼róde³ energii, mo¿e zapewniæ w³adzê i dobrobyt. Ten mechanizm pozostanie niezmienny, nawet gdyby jutro zaszokowa³o nas niewyobra¿alnymi rozwi±zaniami.

W ostatnim numerze najpowa¿niejszego biomedycznego pisma „Nature Medicine” ukaza³ siê artyku³ o wroc³awskim O¶rodku Terapii Fagowej. Jako jedyny w Unii Europejskiej i praktycznie jedyny na ¶wiecie stosuje eksperymentaln± metodê leczenia trudnych zaka¿eñ bakteryjnych za pomoc± bakteriofagów, inaczej mówi±c – wirusów atakuj±cych bakterie. Niemo¿liwe sta³o siê wiêc mo¿liwe. A na dodatek dzieje siê to w Polsce. Prof. Wim Fleischmann, do¶wiadczony chirurg−ortopeda, okre¶la na ³amach „Nature Medicine” dzia³alno¶æ wroc³awskiego o¶rodka jako fundamentalny krok naprzód! Pomys³ u¿ycia wirusów do likwidowania bakterii nie jest nowy. Metodê zacz±³ stosowaæ w 1919 roku odkrywca fagów, paryski lekarz Felix d’Herelle, w leczeniu dzieci chorych na czerwonkê bakteryjn±. Metoda fagowa prze¿ywa³a swój rozkwit w latach 1920−40, bowiem wtedy nie by³o zbyt wielu ¶rodków do walki z bakteriami. Sytuacjê zmieni³o wynalezienie penicyliny i innych antybiotyków. Po roku 1990 zainteresowanie terapi± fagow± powróci³o, a by³o to zwi±zane z pojawianiem siê coraz to nowych szczepów bakterii opornych na antybiotyki. Statystyki podaj±, ¿e np. w Wielkiej Brytanii prawie 40 proc. zaka¿eñ szpitalnych gronkowcem z³ocistym nie reaguje na podawane antybiotyki. W USA odsetek ten jest jeszcze wiêkszy i przekracza 50 proc.

Jak dzia³a to, co ma szanse zrewolucjonizowaæ leczenie zaka¿eñ bakteryjnych, które zbieraj± wiêksze ¿niwo ¶mierci ni¿ niejedna wojna na ¶wiecie? Po wnikniêciu do komórki bakteryjnej fagi zaczynaj± siê powielaæ i w pewnym momencie uwalniaj± siê z komórki, jednocze¶nie j± niszcz±c. Trudno o lepiej pomy¶lany mechanizm. Pierwotny ¿ywiciel, w tym przypadku bakteria, daje dom, schronienie, poczucie bezpieczeñstwa i mo¿liwo¶æ rozmna¿ania siê, a kiedy to ju¿ nast±pi, gospodarz ginie. Fagi namna¿aj± siê do chwili, kiedy w organizmie chorego s± jeszcze bakterie danego szczepu. Metoda nie jest gro¼na dla ludzi, bo fagi nie atakuj± komórek ludzkich.

O¶rodek terapii fagowej dzia³a przy Instytucie Immunologii i Terapii Do¶wiadczalnej PAN im. Ludwika Hirszfelda we Wroc³awiu. Prof. Andrzej Górski, kieruj±cy tym o¶rodkiem naukowym, mówi, ¿e od wielu lat szpitale z ca³ej Polski przysy³aj± próbki opornych bakterii, a wroc³awscy naukowcy dobieraj± do nich odpowiednie bakteriofagi. Dr Beata Weber−D±browska musi ci±gle poszukiwaæ nowych fagów, poniewa¿ bakterie uodparniaj± siê nie tylko na antybiotyki, ale te¿ i na swoich wirusowych wrogów. I tak kolekcja 40 ró¿nych fagów przeciw szczepom bakterii Escherichia coli, które pochodz± z pierwszego okresu badañ, dzi¶ nie wykazuje ju¿ ¿adnej aktywno¶ci przeciwbakteryjnej.

Istotnych dowodów na efektywno¶æ tej terapii dostarczy³y badania na zwierzêtach. Do¶wiadczenia na myszach wykaza³y, ¿e stosuj±c fagi mo¿na wyeliminowaæ wiele infekcji bakteryjnych. Brakuje jednak wiarygodnych badañ przeprowadzonych na odpowiedniej grupie pacjentów, chocia¿ wieloletnie obserwacje kliniczne wykazuj±, ¿e a¿ w 70 proc. uzyskiwano dobre wyniki leczenia. S± i opinie sceptyczne. Nie wszyscy wierz±, ¿e fagom uda siê to, z czym nie radz± sobie nawet najnowszej generacji antybiotyki. Ryland Young z Texas University College Station uwa¿a, ¿e wiedza o fagach jest jeszcze zbyt ma³a, aby pok³adaæ w nich tak du¿e nadzieje. Nie wszyscy jednak wykazuj± taki sceptycyzm. Prof. Wim Fleischmann ze szpitala w Bietigheim w Niemczech postanowi³ wspomóc wroc³awskie badania i chce ruszyæ te¿ z t± terapi±. Planuje du¿e testy kliniczne na pacjentach, zgodnie z najnowszymi standardami praktyki medycznej. Wszystko wskazuje na to, ¿e w³a¶nie fagi bêd± terapi± przysz³o¶ci i antidotum na coraz wiêksz± oporno¶æ bakterii na antybiotyki.

Kwanty i plazma

Ogromn± rolê w nauce dla przysz³o¶ci, moim zdaniem, odegra fizyka. Ju¿ dzi¶ wzbudza ona szerokie zainteresowanie ze wzglêdu na jej zaskakuj±ce, czêsto nawet sensacyjne odkrycia, które mog± okazaæ siê prze³omowe dla np. technologii informatycznych i telekomunikacyjnych.

Prekursorskie prace prof. Romana Ingardena, prowadzone w Instytucie Fizyki UMK, a dotycz±ce teoretycznych badañ nad zagadkowymi kiedy¶ prawami przep³ywu informacji w ¶wiecie kwantów, prze¿ywaj± dzi¶ drug± m³odo¶æ. Efekty tych badañ znajd± zastosowanie w konstrukcji ultraszybkich komputerów kwantowych, te bowiem, których u¿ywamy obecnie, maj± za du¿e ograniczenia, g³ównie dotycz±ce pojemno¶ci. Zbyt du¿y ³adunek informacji, które trzeba przetworzyæ, przerasta mo¿liwo¶ci stosowanych teraz komputerów. Nie bez znaczenia jest te¿ bezpieczeñstwo przesy³ania danych. Przysz³o¶æ to b³yskawiczny przesy³ zaszyfrowanej informacji, wykluczaj±cy mo¿liwo¶æ pods³uchu, kopiowania czy fa³szerstwa. Posiadaczy kart kredytowych na pewno ucieszy wiadomo¶æ, ¿e kryptografia kwantowa pozwoli bez obaw przesy³aæ numery kart i kody dostêpu, a zatem umo¿liwi przeprowadzanie bezpiecznych operacji finansowych za po¶rednictwem Internetu.

Cz³owiek patrz±cy w przysz³o¶æ zmuszony bêdzie do ci±g³ego podnoszenia stanu swojej wiedzy. Mo¿e czynnikiem mobilizuj±cym do jej przyswajania, oprócz zdrowego rozs±dku i konieczno¶ci utrzymania siê w kursie postêpu, bêdzie te¿ i zwyk³a wygoda. Nikt raczej nie zrezygnuje z niezliczonych gad¿etów, które umilaj± ¿ycie. Ale pamiêtajmy, ¿e bêd± to zabawki „kosmiczne”, a ich obs³uga ³atwa nie bêdzie.

Fizycy ju¿ dzi¶ my¶l±, jak zadowoliæ leniuchów uwielbiaj±cych spêdzaæ godziny przed telewizorem. Badaj± coraz dok³adniej plazmê, czyli zjonizowany gaz o du¿ej koncentracji. Warto przypomnieæ, ¿e w stanie plazmy znajduje siê ponad 99 proc. materii tej czê¶ci wszech¶wiata, która znajduje siê w obszarze dostêpnym dla ludzkiej obserwacji.

Pierwsze telewizory plazmowe pojawi³y siê w sprzeda¿y w latach 90. Zasada ich dzia³ania jest teoretycznie niemal identyczna, jak zasada dzia³ania ¶wietlówek. Ka¿dy subpiksel ekranu plazmowego to ma³a rurka wype³niona gazem. Na obu jej koñcach znajduj± siê elektrody. Po przy³o¿eniu wysokiego napiêcia gaz zamienia siê w plazmê, która przemieszczaj±c siê emituje ¶wiat³o ultrafioletowe. Rurki pokryte s± luminoforem, który pod wp³ywem ultrafioletu ¶wieci ¶wiat³em widzialnym dla ludzkiego oka. Teoria jest prosta – praktyka to jednak same problemy, zwi±zane g³ównie ze skal± zjawiska. Ka¿da rurka winna byæ bardzo ma³a, do ka¿dej trzeba doprowadziæ bardzo wysokie napiêcie, ¶cianki rurki musz± byæ bardzo cienkie, ¿eby ¶wiat³o by³o dobrze widoczne. Jeden ekran to kilka milionów rurek i dwa razy tyle elektrod. Podstawowa zaleta ekranów plazmowych to piêkne kolory, w szerokiej gamie i bardzo ¿ywe. Wysoki kontrast nie ustêpuj±cy oferowanemu przez najlepsze telewizory kineskopowe. Nasycenie czerni jest bardzo wysokie, znacznie przewy¿sza to, co oferuj± ekrany na bazie ciek³ych kryszta³ów (LCD). Jasno¶æ tak¿e jest wy¿sza ni¿ w konkurencyjnych technologiach. K±ty widzenia lepsze ni¿ w LCD. Przek±tna, czyli rozmiar obrazu, mo¿e byæ bardzo du¿a – 50, a nawet 60 cali.

Niestety, ten sprzêt ma te¿ i wady. Podstawowa ³±czy siê z jedn± z g³ównych zalet – o ile faktycznie mo¿na zrobiæ bardzo du¿y ekran plazmowy, to nie da siê zrobiæ ma³ego. Wynika to z minimalnych rozmiarów pikseli. Praktycznie nie produkuje siê telewizorów plazmowych o ¶rednicy mniejszej ni¿ 32 cale. Piksele nie s± trwa³e – wypalaj± siê. Teoretyczna wytrzyma³o¶æ jest do¶æ du¿a, nawet do 60 000 godzin, ale w praktyce mo¿e byæ du¿o gorzej. Zwi±zane to jest z wypalaniem siê luminoforu (jak przy telewizorach kineskopowych). Migotanie obrazu to zjawisko pomijalne, gdy ogl±dasz obraz z wiêkszej odleg³o¶ci, ale z bliska, niestety, widoczne. Ekrany plazmowe s± te¿ dro¿sze w u¿ytkowaniu. Ich zapotrzebowanie na energiê jest wysokie i wynika z konieczno¶ci wzbudzania plazmy bardzo wysokim napiêciem. Telewizory plazmowe zu¿ywaj± prawie dwa razy tyle energii co LCD o takiej samej przek±tnej. A wiêc jest jeszcze sporo do zrobienia. Ale tak jest chyba w ka¿dej dziedzinie wiedzy.

Zastanawia mnie tylko jedno, czy cz³owiek uwik³any w skomplikowany ¶wiat wysokich technologii zachowa minimaln± dozê pokory i przyzwoito¶ci? Czy nadmuchany z³udnym prze¶wiadczeniem, ¿e tyle wie i tak du¿o mo¿e, sam siebie nie zniszczy, lec±c jak Ikar prosto w stronê gor±cego S³oñca?

Artur Wolski, dziennikarz Polskiego Radia, rzecznik PAN.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje