W twierdzeniu, ¿e im cz³owiek starszy, tym bardziej idealizuje czasy, kiedy by³ m³ody, jest wiele racji. S± jednak równie¿ dowody na to, ¿e pewne sfery ¿ycia – niezale¿nie od zwi±zanych z wiekiem odczuæ jego uczestników – parszywiej±. We¼my twórczo¶æ naukow±. Plagiaty, kupowanie stopni i tytu³ów naukowych, kole¿eñskie recenzje by³y zawsze. Jednak to, co siê teraz w tym wzglêdzie wyrabia, przechodzi wszelkie wyobra¿enia.
Nie wiem, czy s± jakie¶ próby naukowego wyt³umaczenia tego zjawiska. Wiem, ¿e bez rzetelnej jego diagnozy trudno mówiæ o skutecznym leczeniu. Intuicja podsuwa ró¿ne wyja¶nienia. Jedni twierdz±, ¿e ¼ród³em demoralizacji ¶rodowiska akademickiego jest umasowienie kszta³cenia na poziomie wy¿szym, a w konsekwencji bezprecedensowa – wobec powszechnego bezrobocia – przewaga popytu na us³ugi naukowo−dydaktyczne nad kadrowymi mo¿liwo¶ciami ich zaspokojenia. Inni uwa¿aj±, ¿e bezinteresowna pasja poznawcza, jako g³ówny motyw pracy badawczej, w konfrontacji z nieznanymi wcze¶niej mo¿liwo¶ciami zarobkowania na licznych etatach okaza³a siê nieco iluzoryczna. Jeszcze inni g³osz±, ¿e upadek dobrych obyczajów w nauce jest odzwierciedleniem powszechnego kryzysu warto¶ci, zaniku poczucia wstydu, godno¶ci itp.
Jakkolwiek wymienione przyczyny zjawisk patologicznych w nauce dotycz± czasów najnowszych, nie wydaje siê, aby mo¿na by³o ca³± winê za nie zrzuciæ na merkantylizm wspó³czesnych uczonych. Czê¶æ odpowiedzialno¶ci spoczywa równie¿ na tych, którzy stopnie i tytu³y naukowe zdobywali w czasach realnego socjalizmu, kiedy z pracy badawczej mo¿na by³o czerpaæ g³ównie satysfakcjê i – ewentualnie – szacunek spo³eczny. Wówczas to niektórzy dzia³acze partyjni – jakby im by³o ma³o przywilejów z racji zajmowanych stanowisk – usi³owali, zwykle na skróty, dochodziæ stopni i tytu³ów naukowych.
Zastêpowanie mandatu spo³ecznego rzekomymi kompetencjami naukowymi przez dygnitarzy z nadania partyjnego mo¿na jako¶ racjonalnie wyt³umaczyæ. W przypadku polityków wy³onionych w demokratycznych wyborach mog± wchodziæ w grê tylko dwie okoliczno¶ci: albo kto¶ ju¿ nie ma nic do powiedzenia w nauce i szuka azylu w polityce, albo jest marnym politykiem i próbuje podbudowaæ swoj± wiarygodno¶æ tytu³ami naukowymi. Poniewa¿ nie da siê pogodziæ owocnej dzia³alno¶ci naukowej i politycznej, co najmniej jedna z tych sfer aktywno¶ci i zwi±zanych z nimi godno¶ci musi byæ mistyfikacj±. Je¿eli zdarzaj± siê odstêpstwa od tej prawid³owo¶ci, to na zasadzie wyj±tków potwierdzaj±cych regu³ê.