Od czasu do czasu, to nic, ¿e nieczêsto, pojawiaj± siê sygna³y, i¿ oto w czê¶ci szczególnie cennych zasobów tej lub innej biblioteki klasztornej b±d¼ akademickiej ujawniono jakie¶ ubytki. Zdumienie odnosi siê wtedy przede wszystkim do etycznej natury zdarzenia: kto mianowicie te ubytki spowodowa³, jak móg³ i dlaczego akurat on? Mechanizm natomiast, a wiêc obja¶nienie samej mo¿liwo¶ci, usuwa siê w cieñ. Brakuje wniosków praktycznych i wobec tego, po pewnym czasie, identyczny sygna³ powtarza siê znowu. Wa¿niejsze zatem od zapytania, kto i dlaczego kradnie warto¶ciowe zbiory, jest inne pytanie: jak siê te zasoby chroni i czemu nie zawsze skutecznie?
Biblioteka jest ze swej natury instytucj± us³ugow± i mediacyjn±, nastawion± na transmisjê tre¶ci, zarejestrowanych w ró¿nej formie, na rozmaitych no¶nikach. ¯eby to by³o mo¿liwe, musi posiadaæ stosowne zasoby w³asne oraz mieæ dostêp do innych zasobów, np. w sieci. W konsekwencji, trzeba te zasoby jednocze¶nie chroniæ, poniewa¿ nie s± (poza kopiami) do jednorazowego u¿ytku. Kryje siê w tym sprzeczno¶æ, bo zadanie rozpowszechniania (rotacjê) nale¿y o¿eniæ z ochron± (prewencj±) i nie zawsze to idzie dobrze. Tak czy inaczej, wobec lwiej czê¶ci zasobów powinno¶æ rotacji jest jednak nadrzêdna nad obowi±zkiem prewencji. Zabezpieczenie trzeba tak zorganizowaæ, ¿eby nie przeszkadza³o i nie wydawa³o siê publiczno¶ci uci±¿liwe. A czy wydaje siê, czy nie, to ka¿dy opiniê ma w³asn±.
Jednak w niektórych bibliotekach czê¶æ zasobów, czasami poka¼na, ma szczególnie wysok± warto¶æ materialn±, historyczn± i kulturow±. W stosunku do niej zadanie ochrony staje siê priorytetowe – powinno¶æ archiwizacji bezdyskusyjnie przelicytowuje potrzebê rotacji. Jakkolwiek nie mo¿e byæ tak, ¿eby w ogóle nikt nie mia³ do nich dostêpu, bo wtedy przechowywanie nie mia³oby ¿adnego sensu. Dostêp zatem musi byæ, lecz ograniczony, nie dla ka¿dego: ob³o¿ony specjalnymi warunkami i klauzulami gwarantuj±cymi ochronê, ale to jest zupe³nie inna ochrona ani¿eli zasobów pozosta³ych. Wystarczy nie zauwa¿yæ tej ró¿nicy, wszêdzie zastosowaæ te same regu³y postêpowania i zaczn± siê k³opoty. Albo mianowicie biblioteka nie bêdzie nadawa³a siê do u¿ytku, odstrêczaj±c publiczno¶æ w imiê prewencji, albo cenne zasoby stan± siê czê¶ciowo zasobami by³ymi. Niestety, czasami tak bywa.
Niemal wszystkie stosowane sposoby zabezpieczenia zbiorów, nawet najprostsze, maj± to do siebie, ¿e s± kosztowne. Dlatego czêsto ich nie ma i zaczyna siê je wprowadzaæ dopiero po szkodzie. Na zasoby wyj±tkowo cenne niezbêdne s± specjalne skarbce, a na nieco mniej cenne potrzeba odrêbnych pomieszczeñ. Lecz wiêkszo¶æ bibliotek funkcjonuje w budynkach nieprzystosowanych i je¿eli trzeba specjalnie ochraniaæ kolekcje du¿e, to na ogó³ ¿adnej odrêbno¶ci powierzchniowej (w magazynach) tam nie ma. Ró¿ne za¶ prowizorki, imitacje wyodrêbnieñ tylko os³abiaj± czujno¶æ. W nastêpstwie tak w³a¶nie tworz± siê elementarne udogodnienia do powstawania ubytków. Bywa, ¿e przy tym trudno stwierdzalnych, bo ewidencja zasobów dawnych mo¿e byæ nijaka, przestarza³a, niedok³adna albo nawet ¿adna. Na przestrzeni dziesiêcioleci kolekcje dawniejsze trafia³y do bibliotek w rozmaitych okoliczno¶ciach i na poprawn± ewidencjê mog³o nie byæ si³ ani ¶rodków. Jak zatem stwierdziæ, ¿e czego¶ brakuje – i czego? Dawniej ¶mieszy³y mnie komunikaty, ¿e jaki¶ badacz odkry³ w bibliotece nieznane dzie³o, po latach rozumiem, ¿e jest to mo¿liwe oraz ¿e to nie jest ¶mieszne. Ale wobec tego, wynikaj±ca z przepisów powinno¶æ okresowej kontroli (spisu z natury) zasobów nic nie daje, a zreszt± nie wszystkie biblioteki obowi±zuje.
Techniczne ¶rodki ochrony – poza czujnikami ciep³a: niefunkcjonuj±ce bezb³êdnie – s± k³opotliwe oraz kosztowne. Wielu bibliotek nie staæ na monta¿ wideokamer, które w dodatku nie s± wszechwidz±ce, a ich obraz przypomina niekiedy scenê walki Murzynów w tunelu. Dla ochrony elektronicznej z kolei, nale¿a³oby zorganizowaæ odrêbny (obok ogólnobibliotecznego), dodatkowy podsystem, nie dosyæ, ¿e drogi i te¿ nie bezb³êdny, to jeszcze nie zawsze mo¿liwy do zastosowania, ze wzglêdu na rodzaj zasobów – do celów ochronnych nale¿a³oby je pierwej podniszczyæ. W rezultacie instalacje techniczne s± wprowadzane za pó¼no lub w ogóle pomijane, poniewa¿ zawsze brakuje ¶rodków. Zdarzaj± siê wprawdzie specjalne dotacje celowe – jednak czê¶ciej na konserwacjê ni¿ na ochronê bia³ych kruków – lecz zwykle nie pokrywaj± wszystkich kosztów, a nawet na czê¶æ wydatków przewa¿nie bibliotek nie staæ. To jest sytuacja bogatego ¿ebraka.
Jest te¿ mo¿liwo¶æ (dla niektórych bibliotek powinno¶æ) wprowadzenia s³u¿b ochroniarskich, te¿ w¶ciekle kosztowna i s³u¿±ca raczej ogólnemu porz±dkowi ni¿ zabezpieczeniu zbiorów cennych. Najmuje siê wszak do tego firmy ochroniarskie, wiêc ekipy z zewn±trz – oczywi¶cie w trybie przetargu, czyli najtañsze (czy kto¶ uwierzy, ¿e najlepsze?) – nie maj±ce pojêcia ani o instytucjach, ani o zasobach, które chroni±. Nie mog± mieæ zatem bezpo¶redniego dostêpu do zbiorów szczególnie cennych i g³ównie zapobiegaj± po¿arom lub w³amaniom zorganizowanym, a nie wynoszeniu pojedynczych materia³ów. Obowi±zuje przy tym zasada ograniczonego zaufania. Pracownicy ochrony maj± byæ wprawdzie licencjonowani, ale obok by³ych policjantów trafiaj± siê te¿ typy spod ciemnej gwiazdy. Ochroniarzy usi³uj±cych zaw³aszczyæ z biblioteki to i owo zdarzy³o mi siê przydybaæ wiêcej ni¿ raz.
W tych okoliczno¶ciach ekipê ochronn± musz± g³ównie (jedynie?) stanowiæ bibliotekarze. Ale nie dowolni, nie jacykolwiek, lecz specjalnie przysposobieni. I tu jest pies pogrzebany.
W trybie zwyk³ych studiów stosowne przygotowanie jest wprawdzie mo¿liwe tu i ówdzie – wiêc zw³aszcza w uniwersytetach Wroc³awskim, ¦l±skim oraz Toruñskim – ale na poziomie wstêpnym i dla niewielu, bo garnie siê ma³o kto. Prawdziwie specjalistyczne umiejêtno¶ci nabywa siê dopiero przez d³u¿sz± praktykê oraz przez ewentualn± szansê sta¿u u mistrzów. Z tym, ¿e potrzebna jest jeszcze szczególna mentalno¶æ, oparta na zrozumieniu warto¶ci chronionych zasobów, ale wolna od postawy magazyniera, który nikogo nigdzie nie wpu¶ci. Takich osób jest w ogóle w zawodzie ma³o. Poza tym czêsto nie ma dla nich odrêbnych stanowisk. A po³±czenie ochrony cennych zbiorów z bibliotekarstwem ogólnym, uniwersalnym, to rozwi±zanie fatalne – w³a¶nie dla ochrony. Zdarzy³o siê wszak przy kradzie¿y, jeden raz i drugi – dotychczas, na szczê¶cie, tylko wyj±tkowo – ¿e taka uniwersalna osoba pilnuj±ca wykaza³a siê zerowym profesjonalizmem.
Niedobór wyspecjalizowanych stanowisk pracy uniemo¿liwia przypisanie konkretnym osobom realnej odpowiedzialno¶ci za kosztowne zbiory – jak za mienie powierzone. Skoro bowiem opiekuje siê nimi tylko kto¶ z doskoku, a dostêp ma wiêcej osób, to znaczy, ¿e odpowiedzialni s± wszyscy, czyli nikt. ¯eby bowiem skutecznie chroniæ oraz odpowiadaæ, to trzeba tam byæ. Tak czêsto nie jest i w tym zawiera siê obni¿ona skuteczno¶æ ochrony spersonalizowanej. Rozwi±zaniem by³aby zapewne lokalizacja najcenniejszych zbiorów tylko w niektórych, najlepiej przystosowanych bibliotekach. Lecz na to na pewno nie zgodzi siê nikt. I zreszt± bywa, ¿e tam równie¿ kradn±.
Wa¿nym narzêdziem ochrony zasobów cennych s± zawsze procedury ich u¿ywania, skuteczne, je¿eli racjonalne, a zw³aszcza, je¶li przestrzegane. Otó¿ tam, gdzie dosz³o do kradzie¿y zbiorów, odstêpstwa od procedur by³y przewa¿nie oczywiste.
Regu³y s± proste. Dostêpu do zbiorów chronionych nie powinien mieæ nikt w pojedynkê, bez wspó³obecno¶ci osoby odpowiedzialnej – zarówno w fazie przeszukiwania zasobów, jak i korzystania. Korzystaæ za¶ mo¿na tylko indywidualnie i tylko w bezpiecznym, wydzielonym miejscu. S± równie¿ opinie, ¿e nawet bibliotekarz odpowiedzialny powinien pracowaæ pod okiem kamery.
Swoj± drog± mo¿liwe, ¿e uprawnienia do bezpo¶redniego kontaktu z zasobami chronionymi ma zbyt wiele osób. Ju¿ nawet magistranci i doktoranci oraz inne osoby zajmuj±ce siê tre¶ci± zasobów unikalnych wyra¿aj± oburzenie, ¿e odmawia siê im dostêpu do orygina³ów, oferuj±c w zamian dobrze zremediowane kopie. Tymczasem to nie jest ¿aden despekt, tylko racjonalne postêpowanie ochronne. Wszystkie zasoby musz± byæ do u¿ytku, lecz nie dla ka¿dego.
Jednak najwiêksz± zmor± i ogromnym zagro¿eniem s± wyj±tki od postanowieñ i regu³. W praktyce bowiem dostêp do zbiorów chronionych maj± w nadmiarze samodzielni pracownicy naukowi, cz³onkowie szerokiego kierownictwa biblioteki, a tak¿e inne osoby godne zaufania, poniewa¿ znajome. Im za¶ wiêcej osób krêc±cych siê w¶ród kolekcji chronionych, tym ryzyko zatraty wiêksze. Dla jasno¶ci sytuacji, nawet dyrektor biblioteki (i jego zwierzchnicy te¿) nie powinien pojawiaæ siê w¶ród zasobów chronionych samopas, bez towarzystwa osoby odpowiedzialnej. Tylko wtedy bowiem mo¿na rzeczywi¶cie rejestrowaæ przebieg korzystania z tych zasobów i unikaæ dwuznaczno¶ci.
Klarowne procedury – okre¶laj±ce kto, w jaki sposób i kiedy, mo¿e korzystaæ ze zbiorów chronionych – ewentualnie zweryfikowane przez specjalistów, powinny byæ zatwierdzone tak przez dyrekcjê biblioteki, jak i przez organizatora tej biblioteki. Wówczas same mog± stanowiæ alibi wobec wszystkich, którzy odmow± dostêpu poczuj± siê dotkniêci. Nadmiar uprzejmo¶ci w tym zakresie mo¿e byæ bardzo kosztowny.
Nara¿anie cennych zasobów na ubytki bierze siê poza tym równie¿ – na szczê¶cie tylko niekiedy – z nieumiejêtnego, nieprofesjonalnego zarz±dzania bibliotek±, na co nikt jako¶ nie zwraca uwagi. A jest tak, ¿e bibliotekami, obok profesjonalistów, zarz±dzaj± tak¿e kompletni amatorzy. Niefachowi dyrektorzy maj±, z jednej strony, sk³onno¶æ do nak³adania takich restrykcji formalnych, ¿e w ogóle wykluczaj± u¿ytkowanie zbiorów chronionych, wiêc samo ¿ycie wymusza ³amanie tych regu³, z drugiej za¶ – sprowadzaj± ze sob± tabuny osób w³a¶nie godnych zaufania, których wobec tego restrykcje w korzystaniu nie obowi±zuj±. W efekcie, ustalonych procedur z czasem nie przestrzega nikt, nawet personel odpowiedzialny za ochronê.
Potencjalnym ¼ród³em k³opotów mo¿e byæ brak ¶wiadomo¶ci nieprofesjonalnego kierownictwa, czym naprawdê zarz±dzana biblioteka dysponuje oraz do czego to s³u¿y – zdarzaj± siê wyobra¿enia, delikatnie mówi±c, zdumiewaj±ce. W nastêpstwie brakuje energii w staraniach o ¶rodki i w realizacji ochronnych ulepszeñ. Dla personelu kto¶ taki nie jest za¶ ¿adnym przywódc± zespo³u ani liderem instytucji, lecz postronnym obserwatorem.
Charakterystyczne (na przestrzeni wielu lat), ¿e po ujawnieniu kradzie¿y w bibliotekach tylko dwoje dyrektorów uzna³o, i¿ nale¿y z³o¿yæ rezygnacjê. Po innych sp³ynê³o to, jak woda po gêsi – nie poczuli siê odpowiedzialni. Rzecz nawet nie w konsekwencjach prawno−finansowych, ale brak rezonansu etycznego daje do my¶lenia.
Praktyka jest taka, ¿e dyrektorem (kierownikiem) biblioteki klasztornej mo¿e zostaæ ka¿da osoba zwi±zana z Ko¶cio³em, bez ¿adnego przygotowania zawodowego. W bibliotekach akademickich z kolei wystarczy do tego dowolna habilitacja. No wiêc to jest chore! Równie dobrze mo¿na by³oby do habilitacji dodawaæ prawa jazdy w charakterze premii.
Biblioteka dzisiaj jest skomplikowanym systemem merytoryczno−organizacyjnym, na którym trzeba siê dobrze znaæ, a konieczno¶æ szczególnej ochrony czê¶ci zasobów dodatkowo te komplikacje wzmaga. A na niezbêdne umiejêtno¶ci w kierowaniu ni± sk³ada siê (co najmniej) wykszta³cenie kierunkowe, elementarna wiedza o zarz±dzaniu oraz kilkuletnia praktyka w bibliotece. Powo³ywanie dyrektorów z pominiêciem tych warunków, to lansowanie amatorszczyzny. Wydawa³oby siê, ¿e nie do pomy¶lenia w cywilizowanym ¶wiecie. A jednak!
Je¶li wobec tego za kradzie¿ zasobów bibliotecznych wezm± siê zawodowcy w z³odziejskim fachu – a nie brak symptomów, ¿e ju¿ tak bywa – to trudno bêdzie te zasoby, sposobami nieprofesjonalnymi, skutecznie ochraniaæ.
Na szczê¶cie kradzie¿e cennych zbiorów bibliotecznych, przynajmniej na razie, nie s± liczne. Natomiast bywaj± dotkliwe. Rejestru kradn±cych policja nie rozpowszechnia, lecz – pomijaj±c przypadki incydentalne – mo¿na przypuszczaæ, ¿e s± kategorie dwie. Pierwsza to amatorzy w z³odziejskiej profesji (i takich kradzie¿y jest prawdopodobnie najwiêcej), którzy potrafi± jednak oceniæ warto¶æ niektórych zasobów oraz znaj± procedury ochronne, wiêc wykorzystuj± wszelkie odstêpstwa i luki. Ich postêpowanie bywa nieprzewidywalne, ale czêsto jest nieporadne, naiwne i w rezultacie ³atwiej odzyskaæ przyw³aszczone przez nich zbiory, kiedy ju¿ uda siê ustaliæ, kto krad³. Jest trudne do wyobra¿enia, ¿eby mogli to byæ przypadkowi ludzie z ulicy, choæ czasem zapewne bywa i tak. Czê¶ciej s± to chyba ci, którzy maj± albo mieli co¶ wspólnego ze znajomo¶ci± starszych zasobów, a tak¿e bibliotek, lub tacy, którzy uzyskali zgodê na wielokrotny dostêp. ¯eby to jednak byli dawni lub obecni pracownicy bibliotek – takich sygna³ów w zasadzie (poza dwoma−trzema) nie ma.
A ju¿ inna sprawa, ¿e identyfikacja sprawców mo¿e byæ niekiedy szokuj±ca. Widocznie pokusa poprawienia sobie egzystencjalnego standardu, nieraz iluzoryczna i naiwna, bywa czasem nie do pokonania. Dlatego tak wa¿ne jest przestrzeganie procedur ochronnych – zawsze.
Amatorscy indywiduali¶ci s± gro¼ni ze wzglêdu na zaskoczenie (nie wiadomo, kto to mo¿e byæ) i ewentualnie przez liczbê. Ale niebezpieczniejsze s± gangi zawodowych z³odziei dzie³ sztuki, zwracaj±ce siê równie¿ ku cennym ksi±¿kom. To na razie jest zapewne rzadko¶æ, bo zyski tu mniejsze ni¿ z innych dzie³ sztuki, a przemyt i pó¼niejsza sprzeda¿ – trudniejsze. Ale ¿ycie uczy, ¿e ju¿ i takie praktyki s±. Je¶li siê rozmno¿± – a sposoby postêpowania zawodowców nie s± przez bibliotekarzy rozpoznane – to na nic zda siê ochroniarska amatorszczyzna. Zw³aszcza ¿e prawie na pewno gangi korzystaj± z konsultacji znawców przedmiotu.
Wydawa³oby siê, ¿e sprzeda¿ kradzionych ksi±¿ek rzadkich jest niewykonalna, ale wystarczy, ¿e wziê³o siê za ni± kilku antykwariuszy w Europie i z³udzenie prys³o. Jest te¿ pytanie, kto je kupi – bo to nie obrazy, a bogatych koneserów jest niewielu. Znamy ju¿ odpowied¼ – by³y przypadki, ¿e kupowa³y je biblioteki. Trudno za³o¿yæ, ¿e wszystkie zarz±dzane przez nieuków i amatorów. Przy niektórych transakcjach musia³a tliæ siê ¶wiadomo¶æ, ¿e towar jest trefny. Równie¿ wystarczy³o, ¿e by³o ich kilka.
Tak wiêc sama bariera etyczna, to ma³o – jest nazbyt dziurawa. Bywa, ¿e nie dzia³a, jakkolwiek powinna.
Powodu do paniki na razie nie ma i lepiej, ¿eby nie by³o. Potrzeba natomiast pe³nej profesjonalizacji ochrony cennych zasobów bibliotecznych. Polega to na wprowadzeniu wszystkich narzêdzi ochronnych razem oraz powierzenia zawodowcom kierownictwa bibliotek. Wtedy mo¿liwo¶ci utraty zbiorów zredukuj± siê do minimum. Potrzeba na to wiêcej ¶rodków ni¿ dot±d, ale w równym stopniu konieczna jest tak¿e ¶wiadomo¶æ, ¿e takie zagro¿enie istnieje.
Coraz wyra¼niej te¿ widaæ konieczno¶æ miêdzynarodowej wspó³pracy w tym zakresie. Zw³aszcza musi nast±piæ ujednolicenie zasad ochrony bibliotecznych archiwaliów i przes³anek prawnych umo¿liwiaj±cych ¶ciganie oraz karanie bibliokrad¼ców, jak te¿ rewindykacji zagarniêtych zasobów – na ca³ym obszarze UE, a jak siê da, to i USA oraz Kanady. Bo przecie¿ kradzione ksi±¿ki nie s± wywo¿one na Wyspy Bahama ani na Seszele.