Parê dziesi±tków lat temu dziennikarze naukowi, jak nas nazywano, uparcie domagali siê przyzwolenia uczonych na przekazywanie ich osi±gniêæ szerszym krêgom spo³eczeñstwa samodzielnie, tj. nie poprzez podstawianie mikrofonu czy kamery, lecz opowiadanie swoimi s³owami o tym, czego siê dowiedzieli od autorów lub co najmniej uczestników osi±gniêæ. Dzisiaj wydaje siê to bajk± o ¿elaznym wilku, a tym ongi¶ uparcie wojuj±cym nikt nie przypisuje zas³ugi.
By³ to istotny etap w ewolucji popularyzowania. Popularyzowania wiedzy, nie nauki, które to rozró¿nienie jest wa¿ne. Mniej wiêcej do lat siedemdziesi±tych obowi±zywa³o upowszechnianie poprzez media tego, co ju¿ uzgodnione. Istot± nauki jest ci±g³e stawianie pytañ, zatem ostatecznych uzgodnieñ byæ nie mo¿e – nowe teorie obalaj± dotychczasowe albo wch³aniaj± je w szersz± syntezê, dok³adniejszy obraz rzeczywisto¶ci. Przyjê³o siê informowanie spo³eczeñstwa o tym, co chwilowo nie podlega dyskusji, co trafia do podrêczników szkolnych.
Osobniczy rozwój popularyzatorów (w Polsce) postêpowa³ w ¶lad za tym. Skoñczy³y siê roztrz±sania, co nam wolno – w obrêbie ogólnych standardów zawodowych, nieco mo¿e zaostrzonych (nie kwestionowano np. obowi±zku autoryzowania wywiadów z uczonymi). Dosz³o do równouprawnienia publicystyki naukowej, jakkolwiek ta dot±d wywo³uje wzmo¿on± czujno¶æ ¶rodowiska akademickiego – czêsto zasadnie. Dwa lata temu podczas spotkania Fundacji konferencje o nauce (organizuje je co roku FNP), po¶wiêconego relacjom nauki z mediami i jej „medializacji”, us³ysza³am od prowadz±cego obrady prof. Henryka Samsonowicza jednoznacznie twierdz±c± odpowied¼ na pytanie, czy potrzebna jest publicystyka naukowa, tj. opinie wypowiadane o wynikach badañ, ich organizacji, finansowaniu, o osobach uczonych, szko³ach naukowych etc. przez osoby z zewn±trz.
Je¶li mówiê, ¿e w jednostkowych losach dziennikarzy naukowych odzwierciedla siê ca³a historia owych, przedstawionych tu w uproszczeniu, dysput, oporów i zgody, to muszê dopowiedzieæ, jakie warunki trzeba by³o spe³niaæ, ¿eby zyskaæ zaufanie ¶rodowiska naukowego. Proste, ale dzisiaj, w ¶wiecie mediów poddanych regu³om rynku, nie³atwe do spe³nienia. Dziennikarz naukowy musi wiêc zrezygnowaæ z pokus ¶ledczych, zdaj±c siê na to, co uczony zechce mu ujawniæ. Zaufanie zdobywa siê dotrzymywaniem umowy, jak± jest ka¿dy wywiad i ka¿de zbieranie informacji w laboratorium czy w gabinecie. Trzeba z góry poniechaæ upodobañ do ³atwych i czêstych sensacji, choæ nauka przynosi nieustannie sensacyjne wyniki. Trzeba wreszcie liczyæ siê ze ¶rodowiskow± solidarno¶ci±, jaka cechuje ka¿de skonsolidowane i maj±ce wyraziste tradycje ¶rodowisko, w tym przypadku szczególnie odporne na argumenty czysto medialne, jak domniemane oczekiwania odbiorcy i sta³± potrzebê epatowania tego¿. W tym wszystkim, dziennikarz zajmuj±cy siê nauk± znajduje wiele satysfakcji i zyskuje co¶, co nie jest dane np. reporta¿ystom – trwa³± obecno¶æ w¶ród ciekawych ludzi. To ostatnie potwierdzam w³asnym do¶wiadczeniem.
W gwa³townym rozprzestrzenieniu siê mediów elektronicznych, zw³aszcza telewizji, dla popularyzacji wiedzy upatrywano wy³±cznie wielk± now± szansê. Nawet wtedy, gdy medioznawcy i badacze kultury oraz psychologowie zaczêli ostrzegaæ przed ró¿nego rodzaju zagro¿eniami. Zgodnie z paradygmatem zak³adaj±cym, i¿ prawda mo¿e przynosiæ tylko i zawsze dobro. Pojawi³y siê wszak¿e sytuacje, które ów pewnik koryguj± – nie neguj±c konieczno¶ci dociekania prawdy jako pierwszego zadania nauki. Pytanie dotyczy tego, czy wyniki nale¿y upowszechniaæ natychmiast, wtedy gdy zosta³y osi±gniête, i jak szeroko je upowszechniaæ. Opiszê dwa przyk³ady, budz±ce pod tym wzglêdem w±tpliwo¶ci.
Jesieni± ubieg³ego roku w programie Jana Pospieszalskiego Warto rozmawiaæ, nadawanym co tydzieñ przez TVP2, dyskutowano o kryterium ¶mierci. Temat wywo³a³ dominikanin o. Jacek Norkowski, specjalista−neurolog, który od pewnego czasu kwestionuje przyjête w medycynie i obowi±zuj±ce w transplantologii kryterium „¶mierci mózgu”. Powo³uj±c siê na opinie niektórych badaczy amerykañskich twierdzi, i¿ odnotowano przypadki, kiedy po dwukrotnym wykonaniu elektroencefalogramu, który nie wykaza³ aktywno¶ci mózgowej – procedura dzisiaj stosowana – pacjenci wracali do ¿ycia. Nietrudno tak± opini± porwaæ wyobra¼niê widzów, zw³aszcza gdy zilustrowano j± przejmuj±cym przyk³adem, fa³szywym z punktu widzenia medycyny, dziewczynki jakoby „skazanej” na ¶mieræ przez lekarzy w szpitalu, gdzie siê znalaz³a po wypadku, a pó¼niej zrehabilitowanej w innym o¶rodku.
By³am na zorganizowanym pó¼niej w Ministerstwie Zdrowia spotkaniu czo³owych polskich chirurgów i transplantologów, a tak¿e ksiê¿y−profesorów filozofii i etyki z ojcem Norkowskim i dowiedzia³am siê, ¿e nikt nie orzeka³ u owej pacjentki ¶mierci mózgu, zatem ca³a przedstawiona widzom sytuacja by³a zupe³nie inna: po ciê¿kim urazie uda³o siê uratowaæ ¿ycie, a pewnie i zdrowie. O takich rzeczach nale¿y opowiadaæ telewidzom. Nie w tym jednak kwestia mnie interesuj±ca.
Po programie transplantolodzy odnotowali spadek pobrañ narz±dów do przeszczepów – spadek znacz±cy. Potwierdza to wp³yw najpowszechniejszego medium na ludzkie umys³y, ale zarazem ka¿e postawiæ owo trudne pytanie: czy i kiedy wiedza mo¿e szkodziæ? I drugie, pomocnicze: czy i jak popularyzowaæ to, co w nauce stanowi przedmiot dysputy albo sporu? Uczeni−lekarze przekonywali o. Norkowskiego, by swoje w±tpliwo¶ci lub zgo³a przekonania dotycz±ce granicy ¿ycia i ¶mierci og³asza³ w czasopismach naukowych, nie podwa¿aj±c wobec najszerszej publiczno¶ci przyjêtych i przez autorytety medyczne, i przez Ko¶ció³ katolicki standardów.
Sumienie popularyzatora, czy jest naukowcem, czy dziennikarzem, wzdraga siê przed takim ograniczeniem, do którego przezwyciê¿enia, jak pisa³am na pocz±tku, do¶æ d³ugo d±¿yli¶my. My¶lê jednak, ¿e warto siê zastanawiaæ nad tym, jak informowaæ o sprawach przez naukê nie rozstrzygniêtych, które maj± wp³yw na codzienny ludzki los. Ujmuj±c rzecz dobitnie: inaczej anga¿uje nas spór o pocz±tek wszech¶wiata i jego implikacje filozoficzne, inaczej pytanie o to, kiedy mo¿emy orzec ¶mieræ cz³owieka i pobraæ odeñ narz±dy ratuj±ce ¿ycie innym.
Drugi przypadek nasuwaj±cy w±tpliwo¶ci zwi±zane z popularyzacj± wiedzy, to tak¿e przekaz telewizyjny. Tym razem film, zakupiony przez TVP od Francuzów (prod. Catherine Peix), zatytu³owany Czy ¶wiat oszala³?: Sk±d siê wziê³o AIDS? Dla widzów nie znaj±cych d³ugich, zawi³ych antecedencji obraz szalenie ciekawy – dotyczy sensacyjnej hipotezy zwi±zanej z wynalezieniem i zastosowaniem szczepionki przeciwko wirusowi polio przez Hilarego Koprowskiego, uczonego polskiego pochodzenia, pracuj±cego w Ameryce.
Prof. Koprowski przeprowadzi³ w latach 1958−59 masowe szczepienia w Kongu Belgijskim (Zair), a w roku 1959 ofiarowa³ Polsce pierwsz± partiê swojej szczepionki, która jest stosowana do dzi¶ u wszystkich dzieci. Akcje te spowodowa³y wyeliminowanie choroby Heine−Medina zarówno w Afryce, jak w wielu krajach Europy.
W roku 1992 brytyjski dziennikarz og³osi³ na ³amach „Rolling Stone Magazine” hipotezê wi±¿±c± masowe szczepienia w Kongu z wyst±pieniem epidemii AIDS w Afryce nied³ugo potem. Trzeba wyja¶niæ (zrobi³ to wyczerpuj±co prof. W³odzimierz Zagórski, dyrektor Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, w zwi±zku z protestem Koprowskiego po emisji filmu), ¿e do produkcji szczepionki, co jest niezmiernie skomplikowan± procedur±, u¿ywa siê komórek izolowanych z nerek makaków zielonych. Ma³py te nie s± nosicielami wirusa HIV.
Dziennikarskie oskar¿enie zakoñczy³o siê sprostowaniem, a na ³amach „Science” ukaza³ siê list Hilarego Koprowskiego, zamykaj±cy, jakby siê wydawa³o, sprawê. O¿y³a ona na nowo w roku 1999, tym razem w ksi±¿ce innego dziennikarza Edwarda Hoopera The River. Autor opisa³ do¶wiadczaln± hodowlê szympansów, prowadzon± w Kongu Belgijskim przez wspó³pracuj±cy z Koprowskim zespó³ badaczy. Szympansy – w odró¿nieniu od makaków zielonych – s± nosicielami wirusa HIV mog±cego zaka¿aæ ludzi. Tym razem uczonego oskar¿ono o... pospolit± nieuczciwo¶æ, o to, ¿e byæ mo¿e u¿ywa³ nerek szympansów do produkcji szczepionki. Royal Society powo³a³o komisjê specjalistów, która odrzuci³a zarzuty. Powa¿nym naukowym argumentem okaza³o siê odkrycie, ¿e wirus HIV w ogóle nie zaka¿a komórek nerki u¿ywanych do wytwarzania szczepionki, gdy¿ (upraszczaj±c) jej bia³ka nie posiadaj± odpowiednich do ³±czenia siê z nim receptorów.
Wynalazek Hilarego Koprowskiego i historia zastosowania szczepionki s± pasjonuj±ce same w sobie. Akcja szczepieñ w Afryce stanowi kopalniê tematów do sensacyjnych reporta¿y, podobnie jak dzia³alno¶æ koncernów farmaceutycznych i inne spo³eczne okoliczno¶ci sprawy pozwoli³yby zaspokoiæ najbardziej ¿±dnych wra¿eñ czytelników i widzów.
Popularyzator wiedzy, ten kto upowszechnia osi±gniêcia naukowe, nie mo¿e mieszaæ do tego w±tków spo³ecznych, quasi kryminalnych, sensacji „spoza laboratorium”. Dlatego, ¿e ich wiarygodno¶æ jest inna ni¿ wiarygodno¶æ informacji dotycz±cych istoty odkryæ, tj. dzia³ania praw przyrody, których znajomo¶æ doprowadzi³a do zrozumienia jakiego¶ zjawiska, okoliczno¶ci przeprowadzonego eksperymentu itp. Tak¿e, powiedzia³abym, rodzaj sensacyjno¶ci zwi±zanej z przebiegiem procesów poznawczych, a przede wszystkim z ich efektami, dzia³a na wyobra¼niê i emocje odbiorcy inaczej ni¿ newsy o zbrodniach, wypadkach, oszustwach na wielk± skalê. Mo¿na siê zastanawiaæ, czy to rozró¿nienie przynosi popularyzatorom nauki beneficja, czy te¿ stanowi dolegliw± konieczno¶æ powstrzymywania chêtek. To kwestia upodobañ i tylko we w³asnym imieniu mogê siê opowiedzieæ za pierwszym stwierdzeniem.
Na koniec wypada wróciæ do tytu³owego pytania. Nie ma na nie, naturalnie, jednoznacznej ani definitywnej odpowiedzi. Zakazanym owocem na „drzewie wiadomo¶ci” jest to, co mo¿e przynie¶æ szkodê przez wywo³anie u odbiorców popularnych przekazów strachu – przypadek sporu o granice ¶mierci albo p³onnych nadziei – pochopne informacje o nowych lekach na ciê¿kie choroby. Owocem, po który nie powinni siêgaæ popularyzatorzy, s± tocz±ce siê wokó³ osi±gniêæ nauki spory, jak ten o skutki szczepieñ afrykañskich, nie maj±ce wiele wspólnego z istot± odkrycia, a dotycz±ce, moralnej przede wszystkim, oceny.
Nie uda³o siê dot±d zatrzymaæ ludzkiej ciekawo¶ci przed stawianymi przez ludzi tabu. Na szczê¶cie. Tempo zmian zachodz±cych w ¶wiecie ka¿e jednak zapytaæ, czy z og³oszeniem wszem wobec ka¿dej prawdy ustanowionej na danym etapie rozwoju my¶li nie nale¿y czasem poczekaæ.