Podró¿e z filozofi± w tle to (na pozór) zbiór zapisków sporz±dzanych w ci±gu kilkunastu lat przez ks. prof. Micha³a Hellera przy okazji jego podró¿y naukowych. Okazj± do ich wydania jest przypadaj±ca w tym roku siedemdziesi±ta rocznica urodzin profesora, filozofa i astronoma, którego w³a¶ciwie na ³amach „Forum Akademickiego” przedstawiaæ nie trzeba. Ka¿dy z dwudziestu kilku rozdzia³ów ksi±¿ki to historia jednej podró¿y, konferencji, spotkania. Ka¿dy jest miniesejem, w którym autor wychodz±c od zwyk³ych zdarzeñ z podró¿y (opisanych z humorem i bogactwem spostrze¿eñ) przechodzi do refleksji nad podstawowymi problemami filozofii, astronomii czy filozofii nauki, napisanej z pozycji, chcia³oby siê powiedzieæ, nie tylko filozofa i naukowca, ale cz³owieka poszukuj±cego, zmagaj±cego siê z trudno¶ciami i czuj±cego. Eseje te ods³aniaj± drug±, zwykle nieogl±dan±, twarz profesora. Niekiedy dziwiê siê, ¿e ja to „wiem”. Jak to jest, ¿e przez tyle czasu „nie wiedzia³em”, a teraz „wiem”? Gdyby tak mo¿na by³o zawsze mieæ w polu ¶wiadomo¶ci wszystko, co siê wie, i mieæ jeszcze miejsce na zwyk³e, codzienne wra¿enia... By³aby to niesamowita przyjemno¶æ.
Prof. Heller w ca³ej swej twórczo¶ci wykazywa³ „tendencje jasno¶ciowe” – niezwyk³± przystêpno¶æ wypowiedzi. W Podró¿ach widzimy ¼ród³a tej przystêpno¶ci: ogromn± pracowito¶æ i sta³y namys³ nad rzeczywisto¶ci±. Spotykamy go notuj±cego na bie¿±co podczas konferencji naukowych, podczas prób zrozumienia granic dyskursu pomiêdzy ró¿nymi ¶wiatami: filozofii i nauki, teologii i nauki, wreszcie wiary – niewiary. Ka¿dy z nas, je¿d¿±cych na konferencje, prze¿ywa podobne sytuacje: granice zrozumienia, zamkniêcie we w³asnych ramach pojêciowych, zachwyt nad cudz± my¶l±, odmienno¶ci± pogl±dów, czasem trudn± do wyobra¿enia, trafno¶ci± sformu³owañ. Prof. Heller umie oddaæ te odczucia.
Ale to ksi±¿ka nie tylko o prze¿yciach naukowca (choæ ten aspekt jest ciekawy nawet z tego powodu, ¿e w codziennym dyskursie naukowym pos³ugujemy siê funkcj± informacyjn± jêzyka, a nie jego funkcj± ekspresywn±). W Podró¿ach pojawiaj± siê liczne kwestie kosmologii i filozofii nauki: problemy wyznaczane tematami konferencji naukowych, w których profesor uczestniczy³: Prawa przyrody a istnienie Boga, Sk±d siê wziê³y prawa fizyki, Modele wszech¶wiata czy w koñcu (ostatni szkic) Ontologia relacyjna. Ogl±d z perspektywy my¶li patrystycznej. Prócz tego, sprawozdania z dyskusji (np. kulisy odbytej w bibliotece G. Mendla w Brnie telewizyjnej dyskusji z Richardem Dawkinsem na temat ewolucji), ale i notatki z wakacji w Sromowcach Ni¿nych, refleksje z dyskusji z ks. Tischnerem, z podró¿y do Moskwy, Japonii, z konferencji w Castel Gandolfo czy konferencji wittgensteinowskich w Kirchbergu.
I jeszcze jeden w±tek: racjonalno¶æ teistycznego spojrzenia na ¶wiat. Jaki¶ czas temu by³oby nie do pomy¶lenia, ¿eby czynnie pracuj±cy naukowcy odwa¿yli siê na zorganizowanie publicznego spotkania z filozofami i teologami, by wspólnie dyskutowaæ o relacjach pomiêdzy teologi± a nauk±. My¶lenie w stylu pozytywistycznym nie tylko szczelnie otacza³o naukow± dzia³alno¶æ, ale wciska³o siê do ka¿dej szczeliny w rygorach naukowej metody. Heller ca³e ¿ycie argumentuje, ¿e stanowisko teistyczne jest nie mniej racjonalne ni¿ agnostyczny scjentyzm czy naturalizm. Dawkins by³ zaskoczony, ¿e nie walczy³em z teori± ewolucji. Podkre¶la³em tylko, ¿e sama ewolucja te¿ wymaga wyja¶nienia. Biolog jest zadowolony, gdy prawa biologii zredukuje do praw fizyki. Ale co ma robiæ fizyk? Mo¿e najwy¿ej prawa fizyki zredukowaæ do matematyki. I co dalej?
Badania naukowe powinno siê prowadziæ wy³±cznie dla zaspokojenia w³asnej ciekawo¶ci – uwa¿a Doreen Kimura, psycholog i neurobiolog. Krytykuje tym samym pewn± naukow± wybiórczo¶æ, która z powodu poprawno¶ci politycznej omija tematy uznane za niestosowne. Nale¿± do nich te, które mog± obraziæ pewne grupy ludzi, np. kobiety czy osoby oty³e.
Wspieraj±c siê wynikami badañ, autorka ksi±¿ki promuje tezê, i¿ w zakresie zdolno¶ci poznawczych, rozumianych jako sposoby rozwi±zywania zadañ, miêdzy kobietami i mê¿czyznami istniej± ró¿nice o pod³o¿u biologicznym. Kimura polemizuje z podej¶ciem socjologów uzasadniaj±cych istnienie owych ró¿nic oddzia³ywaniem ¶rodowiska i wp³ywami wychowawczymi.
Przygotowaniem gruntu do wywodu badaczki jest szkic na temat ewolucyjnie uwarunkowanych ró¿nic miêdzy obu p³ciami. Mamy bowiem za sob± d³ug± historiê podzia³u obowi±zków. Mê¿czy¼ni anga¿owali siê w polowania, specjalizowali siê przy tym w rzucaniu ró¿nego rodzaju przedmiotami. Kobiety g³ównie zajmowa³y siê zbieractwem (pozyskiwanie po¿ywienia) oraz opiek± nad dzieæmi. Kimura uwa¿a, ¿e dzisiejsze ró¿nice poznawcze miêdzy p³ciami maj± ¼ród³o g³ównie w historii ewolucyjnej.
Nastêpnym krokiem do lepszego zrozumienia omawianych zjawisk jest przedstawienie biologicznych ró¿nic miêdzy kobietami i mê¿czyznami. Wreszcie badaczka przechodzi do omówienia konkretnych zdolno¶ci – motorycznych, przestrzennych, matematycznych, percepcji oraz zdolno¶ci jêzykowych. Jaki obraz otrzymujemy? Okazuje siê np., ¿e pod wzglêdem zdolno¶ci motorycznych ró¿nimy siê znacz±co. Mê¿czy¼ni o wiele lepiej sprawdzaj± siê w zadaniach wymagaj±cych trafiania do celu (choæby gra w rzutki) lub przechwytywania przedmiotów. Z kolei kobiety szybciej ni¿ mê¿czy¼ni wykonuj± sekwencje ruchów (przede wszystkim palcami).
Je¶li chodzi o zdolno¶ci przestrzenne, w wiêkszo¶ci testów pewn± przewagê wykazuj± mê¿czy¼ni. W sytuacji poszukiwania drogi kobiety zazwyczaj musz± siê nie¼le napociæ, by trafiæ do okre¶lonego punktu. Jako przedstawicielka s³abej p³ci nieraz narazi³am siê na krytykê, gdy nieudolnie szuka³am jakiej¶ drogi na mapie. Drogie panie, proszê siê nie martwiæ, je¶li by³y¶cie w podobnej sytuacji. Nastêpnym razem warto oddaæ mapê ma³¿onkowi lub koledze i z u¶miechem oznajmiæ, ¿e to jego ewolucja ukszta³towa³a do takich poszukiwañ. Wydaje siê równie¿, ¿e podczas orientacji w terenie mê¿czy¼ni kieruj± siê g³ównie geometrycznymi w³a¶ciwo¶ciami przestrzeni, kobiety za¶ wykorzystuj± charakterystyczne elementy otoczenia.
W testach zdolno¶ci wymagaj±cych rozumowania matematycznego lub rozwi±zywania problemów znów prym wiod± panowie. Panie mog± siê za to pochwaliæ lepszymi wynikami w zadaniach rachunkowych. Je¶li za¶ chodzi o percepcjê, to kobiety wydaj± siê bardziej wra¿liwe na bod¼ce zewnêtrzne docieraj±ce ze wszystkich zmys³ów oprócz bod¼ców wzrokowych. Tu lepsi s± mê¿czy¼ni, kobiety natomiast lepiej szacuj± odleg³o¶æ od przedmiotów, maj± tak¿e lepiej wykszta³con± zdolno¶æ zwan± szybko¶ci± postrzegania umo¿liwiaj±c± szybkie porównywanie. Kobiety tak¿e przewy¿szaj± mê¿czyzn w umiejêtno¶ciach odczytywania wyrazu twarzy i mowy cia³a.
Jak pisze sama autorka, jej ksi±¿ka jest adresowana do wykszta³conego laika. Napisana prostym i zrozumia³ym jêzykiem, stanowi ciekaw± lekturê. Zarówno dla kobiet, jak i mê¿czyzn.
Ksi±¿ka Alana Barnarda otwiera Seriê Antropologiczn± PIW−u. Autorka koncepcji i redaktorka naukowa tej serii Joanna Tokarska−Bakir, pisze w rekomendacji: Nasze nowe propozycje (...) nie tylko odegra³y rolê w historii antropologii, ale wyznaczy³y jej standardy, tym bardziej warte dzi¶ przypomnienia, im bardziej wzrasta cywilizacyjny zamêt i za³amuj± siê tradycyjne kryteria os±du. Antropologia Barnarda jest histori± tej dyscypliny, która – zdaniem autora – rozpoczê³a siê w XVII/XVIII w. wraz z uznaniem „umowy spo³ecznej” za pocz±tek kultury i cywilizacji. Przej¶cie od stanu naturalnego do spo³ecznego, od natury do kultury, to newralgiczny punkt badañ antropologicznych. Barnarda zajmuje jednak przede wszystkim chronologiczne i problemowe uporz±dkowanie teorii antropologicznych. Czyni to w sposób wywa¿ony, a tak¿e z ostro¿no¶ci± uczonego, który wie, ¿e dawne i bardzo dawne idee niekiedy zachowuj± sw± aktualno¶æ wiele dziesi±tków lat po ich sformu³owaniu.
Dzieje my¶li antropologicznej pokazuj±, jak jej odkrycia przenika³y do naszych wyobra¿eñ o ludziach i ¶wiecie. Antropologia ukszta³towa³a w nas umiejêtno¶æ dostrzegania cz³owieka i jego wytworów w wymiarze odmienno¶ci i ró¿norodno¶ci. Barnard uwidacznia nie wszêdzie jeszcze przyjête przekonanie, ¿e antropologia jest czym¶ wiêcej ni¿ wiedz± o tzw. pierwotnych kulturach. Dyscyplina ta rozwija siê wci±¿ jako ci±g odpowiedzi na filozoficzne pytanie: kim jest cz³owiek?
W ksi±¿ce mo¿na znale¼æ przes³anki do stwierdzenia, ¿e antropologia zyskuje status królowej nauk humanistycznych. Co wiêcej, stwarza p³aszczyznê do badañ interdyscyplinarnych. Na historiê antropologii sk³adaj± siê przecie¿ osi±gniêcia m.in.: filozofii, biologii, socjologii, etnografii, filologii, historii, krytyki literackiej. Konstatacje antropologów otwieraj± nowe perspektywy badañ chocia¿by nad literatur±, o czym ¶wiadcz± coraz liczniejsze prace z zakresu „antropologii literatury”.
Barnard konstruuje swój wyk³ad tak, aby dzieje antropologii nie przemieni³y siê w obraz anonimowego procesu intelektualnego. Ka¿da idea ma tutaj swojego, nazwanego z imienia i nazwiska, autora. Zwiê¼le i stosunkowo przystêpnie zosta³y zreferowane teorie m.in.: Frazera, Durkheima, Malinowskiego, Radcliffe−Browna, Boasa, Lévi−Straussa, Geertza. Ponadto w my¶leniu Barnarda relacja mistrz−uczeñ nie jest literack± figur±, lecz realnym uk³adem personalnym, wp³ywaj±cym na dynamikê i jako¶æ poznania naukowego.
Swój wywód autor opar³ na analizie kluczowych teorii antropologicznych, na ewolucjonizmie i dyfuzjonizmie, funkcjonalizmie i strukturalizmie, omawiane s± tak¿e: kognitywizm, relatywizm, feminizm, transakcjonizm itd. Barnard wykazuje, ¿e im bardziej zbli¿amy siê do czasów wspó³czesnych, w tym wiêkszym stopniu antropologia ma k³opot z utrzymaniem w³asnej to¿samo¶ci. Postmodernizm, wobec którego autor jest sceptyczny, stwarza potrzebê propozycji umiarkowanych i synkretycznych. Zamiast negacji dotychczasowych stanowisk, Barnard zg³asza „zgodê na zró¿nicowanie podej¶æ”. Chce on, aby korzystanie z bogactwa teorii antropologicznych by³o uzale¿nione od przedmiotu zainteresowañ. Antropologia bowiem „pielêgnuje d³ugotrwa³± ciekawo¶æ”, odnosz±c siê do dwóch zasadniczych problemów: „zrozumienia natury ludzkiej i badania zró¿nicowania kulturowego”.
Zbigniew Chojnowski
Alan Barnard, Antropologia. Zarys teorii i historii, t³um. Sebastian Szymañski, wstêp Joanna Tokarska−Bakir, Pañstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2006, seria: Seria Antropologiczna.
O Baumanie s³ysza³ chyba ka¿dy, kto choæ trochê interesuje siê socjologi±. Ten ¶wiatowej s³awy filozof urodzi³ siê w 1925 w Poznaniu. W 1939 wyjecha³ do ZSRR. Ostatnie publikacje prasowe informuj± o niechlubnych kartach jego biografii. Od wst±pienia do LWP w 1944 Bauman pe³ni³ funkcjê oficera polityczno−wychowawczego. Z akt IPN wynika równie¿, ¿e w czasie wojny pó¼niejszy pionier postmodernizmu s³u¿y³ w moskiewskiej policji, a w latach 1945−53 by³ oficerem komunistycznych organów bezpieczeñstwa. W nastêpnych latach da³ siê poznaæ jako krytyk komunizmu. W Polsce by³ zwi±zany z Uniwersytetem Warszawskim, po 1968 wyk³ada³ w Tel Awiwie i Hajfie, lata 70. to pobyt w Anglii i praca w uniwersytecie w Leeds.
Zygmunt Bauman jest znany jako jeden z twórców koncepcji postmodernizmu, czyli owej „p³ynnej nowoczesno¶ci”, o której traktuje omawiana ksi±¿ka. Mówi±c skrótowo – w swoim projekcie filozof odrzuca nowoczesno¶æ, której zwieñczeniem by³ holocaust i totalitaryzmy. G³osi m.in. relatywizm, wolno¶æ, rozwi±zania cz±stkowe, dotycz±ce konkretnych problemów, a tak¿e krótkoterminowo¶æ, która dotyka ró¿norodnych sfer ¿ycia, np. relacji miêdzyludzkich.
Autor zg³êbia kilka wa¿nych kategorii – w¶ród nich indywidualno¶æ, czas, przestrzeñ, pracê czy wspólnotê. Przez ich pryzmat kre¶li charakter wspó³czesnego cz³owieka oraz sytuuje go w specyficznym kontek¶cie. Specyficznym, gdy¿ – jak siê wydaje – pogl±dy Baumana, jego ¶wiatopogl±d i do¶wiadczenie historyczne ka¿± mu widzieæ jednostkê w okre¶lony sposób. Nie bez kozery jest on nazywany intelektualnym patronem m³odej lewicy. Dobór fachowej literatury, cytowanych filozofów (nader czêsto spod czerwonego sztandaru), odwo³añ literackich i kulturowych ikon sytuuj± „baumanowskiego cz³owieka” w niepewnym ¶wiecie rozchwianych zasad, gdzie zwi±zki miêdzyludzkie s± kruche, a ludzkie wybory determinowane tymczasowo¶ci± i brakiem zakorzenienia.
Przyk³adem „cz³owieka baumanowskiego” niech bêdzie ten przedstawiony w rozdziale Praca. ¯ycie zawodowe przenika dzi¶ niepewno¶æ – pisze Bauman. Zatrudnienie jest krótkookresowe i niepewne, zasady reguluj±ce drogi awansu zawodowego zatar³y siê lub ci±gle siê zmieniaj±. Wzajemna lojalno¶æ i zaanga¿owanie nie maj± szans na rozwój. Morale pracowników oraz ich motywacja obni¿aj± siê. Bauman porównuje sferê zatrudnienia do pola kempingowego, które mo¿emy w ka¿dej chwili opu¶ciæ, je¶li tylko co¶ nam nie odpowiada. Kapita³ hula jak oszala³y po ca³ym globie, narzucaj±c sw± wolê politykom (szkoda, ¿e socjolog nie szuka odpowiedzi na pytanie, kto tym wszystkim rz±dzi i nakrêca ca³± postmodernistyczn± karuzelê). Elastyczny rynek pracy oznacza „potuln± ludno¶æ, niezdoln± lub niechêtn± do stawiania zorganizowanego oporu decyzjom podejmowanym przez kapita³”. Id¼my dalej – g³ównym ¼ród³em zysków nie s± dzi¶ przedmioty materialne, lecz pomys³y, które trzeba sprzedaæ konsumentom. Dochody zale¿± zatem od liczby konsumentów, a nie od producentów. Konsumpcjonizm ¶wiêci tryumfy.
Diagnoza wspó³czesnego spo³eczeñstwa postawiona przez socjologa jest przygnêbiaj±ca. Cz³owiek „p³ynnej nowoczesno¶ci” zdaje siê w niej pêdziæ ¶lepo ku... No w³a¶nie. Ku czemu? Chyba tylko ku nico¶ci. Czy faktycznie jeste¶my tak zdemoralizowani i opêtani konsumpcj±? Czy to domena sytych spo³eczeñstw, do których uparcie d±¿ymy? Czy mo¿e s± ¶rodowiska, którym zale¿y, by taki styl funkcjonowania opisywaæ, analizowaæ i promowaæ? Odpowied¼ nale¿y do czytelnika.
Ksi±¿ka jest zbiorem wyst±pieñ przedstawionych podczas II konferencji Rozwój e−edukacji w ekonomicznym szkolnictwie wy¿szym. Sk³ada siê z trzech czê¶ci. Pierwsz± stanowi wprowadzenie w problematykê e−edukacji. Przedstawiono w niej kwestiê oceny jako¶ci tego rodzaju kszta³cenia, jego rolê w strategii marketingowej uczelni, a tak¿e w systemie gospodarki opartej na wiedzy. Poruszono tak¿e wci±¿ nieuregulowan± kwestiê prawa autorskiego do kursu e−learningu. Zdaniem M. Kroka, jest on dzie³em najbli¿szym kategorii utworów multimedialnych. Powinien wiêc byæ prawnie chroniony.
E−learning to ró¿norodno¶æ form nauczania z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Niekiedy przypomina tradycyjne kszta³cenie i wymaga jednoczesnego zaanga¿owania nauczycieli i uczniów. Wykorzystuje jednak elektroniczne ¶rodki komunikacji, takie jak czat, komunikator, tele− lub wideokonferencja czy wirtualna tablica. W innej odmianie nie jest konieczne, by tworzyæ pracuj±c± w tym samym czasie grupê, poniewa¿ zdobywanie wiedzy odbywa siê za pomoc± poczty elektronicznej, forum dyskusyjnego, biblioteki e−ksi±¿ek itp. W e−learningu mo¿na stosowaæ ró¿ne ¶rodki – radio, telewizjê, komputer, Internet. Ten tryb nauczania jest coraz popularniejszy w polskich uczelniach. Jednak A. Wodecki przestrzega przed b³êdami, które pope³nia siê podczas wdra¿ania tego systemu w uczelniach. Jednym z nich jest chêæ osi±gniêcia zbyt wielu korzy¶ci: W efekcie autorzy projektu nie maj± jasno sprecyzowanych celów, a jedynie nieprecyzyjne wizje, co z kolei grozi klêsk±, w szczególno¶ci przekraczaniem bud¿etów i terminów. Korzy¶ci z tego systemu kszta³cenia s± bardzo du¿e i warto mieæ ich pe³n± ¶wiadomo¶æ. To nie tylko poprawa wizerunku uczelni, ale równie¿ zwiêkszenie rekrutacji, udzia³ w krajowych i miêdzynarodowych projektach badawczych oraz mo¿liwo¶æ realizacji projektów komercyjnych.
W drugiej czê¶ci znajdziemy propozycje rozwi±zañ technologicznych, metodycznych i organizacyjnych. Przedstawiono tu sposoby i standardy tworzenia materia³ów dydaktycznych, ich rodzaje oraz technologie z nimi zwi±zane. Zawarto tak¿e praktyczne wskazówki na temat wyk³adów on−line, np. R.R. Gajewski z PW wymienia powody, dla których warto zmieniaæ pliki PPT na SWF (m.in. redukuje to wielko¶æ pliku). E−learning to tak¿e komputerowy system egzaminowania, który omówiono z perspektywy studentów. Egzaminy tego rodzaju nie zosta³y przychylnie przyjête przez egzaminowanych. Sprzeciwiano siê m.in. losowaniu dla ka¿dego studenta innych pytañ, choæ ta forma stosowana jest i podczas tradycyjnych egzaminów. Dla niektórych problemem by³o odpowiadanie za pomoc± klawiatury. W wielu niepokój wzbudzi³a po prostu nowa formu³a sprawdzania ich wiedzy, co przyczyni³o siê do wiêkszego stresu. Mo¿na go zmniejszyæ, dostarczaj±c wcze¶niej studentom wersjê testow± programu, by mogli „oswoiæ siê” z tak± form± egzaminu.
Trzecia czê¶æ zawiera praktyczne przyk³ady wdro¿eñ i realizacji projektów e−learningowych, a tak¿e zwi±zane z tym problemy w Wy¿szej Szkole Informatyki i Zarz±dzania w Rzeszowie, SGH i UJ. Porównano tu nauczanie w klasie wirtualnej i tradycyjnej oraz omówiono rolê specjalistów od e−edukacji akademickiej. Zaproponowano tak¿e model wdra¿ania e−edukacji w pañstwowych szko³ach zawodowych.
Eugeniusz Hull – historyk zwi±zany z olsztyñskim ¶rodowiskiem humanistycznym – odkry³, przedstawi³ i skomentowa³ maszynopis Adama Chêtnika Pod niemiecko−hitlerowskim obuchem. Chêtnik, znany jako regionalista, badacz folkloru kurpiowskiego, muzealnik, dzia³acz spo³eczny i polityczny, przedwojenny rzecznik z³±czenia Warmii i Mazur z pañstwem polskim, okaza³ siê ¶wiadkiem i dokumentalist± ¿ycia spo³ecznego Polaków w latach 1940−44.
Zapiski prowadzone przez kurpiowskiego regionalistê na 193 kartach maj± „charakter materia³owy”. Hull sproblematyzowa³, uporz±dkowa³ tematycznie oraz podda³ z lekka krytycznej refleksji historycznej to konspiracyjnie sporz±dzone ¶wiadectwo. Ksi±¿ka jest rekonstrukcj± nie zawsze heroicznego obrazu codziennych zachowañ spo³ecznych mieszkañców Warszawy i czê¶ci Mazowsza. Dziêki faktografii i osobistej znajomo¶ci rzeczy Chêtnika, patrzymy na ¿ycie pod niemiecko−hitlerowsk± okupacj± bez przys³on i pó¼niejszych mitów. Jednak¿e dokumentalista konsekwentnie nie dzieli siê informacjami o w³asnym losie.
Zwraca uwagê ostra ¶wiadomo¶æ Chêtnika, ¿e celem restrykcji hitlerowskiego systemu okupacyjnego by³o upodlenie i moralno−fizyczne wyniszczenie narodu polskiego. Wiedza ta by³a tym bardziej bolesna, ¿e autor Pod niemiecko−hitlerowskim obuchem by³ narodowcem, ale równie¿ cz³owiekiem wyczulonym na wszelkie przejawy naruszenia godno¶ci osobistej.
Znana jest praktyka ³apanek, rozstrzeliwañ, wywózek na przymusowe roboty do Niemiec lub obozów koncentracyjnych. Dokumentalista jednak wskazuje na negatywne zachowania Polaków, które nie pasuj± do stereotypu mêczeñstwa: „Na skutek niemieckiej propagandy, a przede wszystkim powszechnego niedostatku i wprost gro¼by g³odu, zdarza³y siê dobrowolne zg³oszenia do pracy w Niemczech”.
Adam Chêtnik dotyka³ zdarzeñ historycznych, które po 1945 r. lub dopiero wspó³cze¶nie s± przedmiotem sporów (ich tre¶æ i temperatura rzutuj± na odzyskiwanie pamiêci i to¿samo¶ci w dobie Polski suwerennej i demokratycznej). Na kartach jego ksi±¿ki zdawkowo lub szerzej przewijaj± siê fakty dotycz±ce: kolaboracji Polaków z okupantem, Jedwabnego i w ogóle z³o¿onych relacji miêdzy ¯ydami a w³adz± radzieck±, Holocaustu, „wielkanocnego ¿ydowskiego powstania” w getcie warszawskim czy wreszcie powstania warszawskiego.
Narodowe pogl±dy Chêtnika nie oznaczaj±, ¿e dostrzega³ on jedynie Polaków katolików. Wspó³odczuwaj±co rejestrowa³ prze¶ladowania ludzi. Odnotowa³ m.in. Polaków wyznania ewangelickiego, którzy nie przyjêli statusu volksdeutscha, a w zamian tracili maj±tki, wolno¶æ lub ¿ycie.
Na podstawie dokumentalnych zapisów Chêtnika omawia Hull rozmaite mechanizmy obronne spo³eczeñstwa polskiego, zmuszonego do trwania „pod niemiecko−hitlerowskim obuchem”. Instynkt samozachowawczy wzbudza³ nie tylko potrzebê zbrojnego organizowania siê. Warszawiacy i mieszkañcy okolic stolicy wytworzyli formy ¿ycia (religijnego, obyczajowego itd.), które pozwoli³y zachowaæ polsk± to¿samo¶æ, ale jednocze¶nie przetrwaæ biologicznie. Nieocenion± rolê odegra³ „okupacyjny humor”, który nabra³ znaczenia czynu patriotycznego.
Mo¿na siê zastanawiaæ, dlaczego Chêtnik zaniecha³ dopracowania swej dokumentacji, gromadzonej przez kilka lat z nara¿eniem ¿ycia. Jeden z powodów tkwi w jego pogl±dach, które nie licowa³y z „racj± stanu” Polski Ludowej.