Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Rody uczone (113)


Zachowa³a siê osobliwa pami±tka – klamerka z dmuchanego z³ota, któr± pono jaki¶ ma³y Ryx, bawi±c siê u stóp króla, zerwa³ mu z trzewika i otrzyma³ w podarunku. Jadwiga dosta³a j± po zdaniu matury.

Tradycja wielu nacji

Magdalena Bajer

Rodzina, któr± pozna³am z opowie¶ci pani prof. Jadwigi Staniszkis, jest wieloetniczna, z czego zapewne bierze siê jej szczególny patriotyzm – ma³o deklarowany, mocno potwierdzany czynami. Z endecko¶ci± niektórych cz³onków i z pomaganiem ¯ydom w czasie wojny przez te same osoby. Sedno duchowego po nich dziedzictwa stanowi „odpowiedzialno¶æ za ten ca³y wspólny region – Europê ¦rodkowowschodni±”.

„Narodowo¶æ jest kwesti± wyboru”

Powtarza to nieraz pani profesor swojemu ojcu, dla którego przynale¿no¶æ narodowa zawsze by³a rzecz± wa¿n±. Jeden z jej pradziadków by³ Litwinem. Uczy³ greki i ³aciny w Mariampolu oraz przewodniczy³ Litewskiemu Towarzystwu Kulturalnemu. Zapamiêtano go w rodzinie jako cz³owieka nastawionego i antymoskiewsko, i antypolsko. ¯ona, Niemka ba³tycka, umieraj±c w po³ogu prosi³a siostrê, by ta po¶lubi³a jej mê¿a, ale przede wszystkim o to, ¿eby syna wychowa³a na... polskiego patriotê.

Ów wymowny argument za tez± o genezie to¿samo¶ci narodowej w tej rozga³êzionej, wielodzietnej w ka¿dym pokoleniu rodzinie, irytuje ojca Jadwigi Staniszkis, ona za¶ wzmacnia tezê, przywo³uj±c grób matki na starych Pow±zkach. Na p³ycie wypisano imiona Paschalisów, którzy w XVIII wieku przywêdrowali z Konstantynopola, a trudnili siê wyrabianiem pasów s³uckich. Otrzymawszy szlachectwo osiedli w niewielkim maj±tku na skraju Puszczy Kampinoskiej.

Z drugiej strony – ci±gle w linii macierzystej – s± Ryxowie, wywodz±cy siê od ochmistrza króla Stanis³awa, tego, który towarzyszy³ mu w ostatnich latach ¿ycia. Zachowa³a siê osobliwa pami±tka – klamerka z dmuchanego z³ota, któr± pono jaki¶ ma³y Ryx, bawi±c siê u stóp króla, zerwa³ mu z trzewika i otrzyma³ w podarunku. Jadwiga dosta³a j± po zdaniu matury.

Po¶ród przodków jest „jaki¶ Wernick”, ksiêgarz z Lipska, przyby³y z armi± napoleoñsk±, którego moja rozmówczyni, na przekór endeckim fobiom, uzna³a za ¯yda. Jest te¿, w linii prostej, dziewiêtnastowieczny literat, historyk i dziennikarz Stanis³aw Rzêtkowski, absolwent Szko³y G³ównej, o którym warto wiedzieæ, ¿e by³ wspó³autorem dwunastotomowej Encyklopedii ogólnej wiedzy lekarskiej.

Obie linie przynale¿± do inteligencji od czasów, jakich siêga ¿ywa pamiêæ rodzinna i obie zwi±zane s± od tego samego czasu z Warszaw±. Cechê wspóln± kolejnych potomków stanowi przekonanie, ¿e wykszta³cenie nale¿y do oczywistych atrybutów ich biografii.

Dziadek lekarz i dziadek rolnik

Kazimierz Bruno Rzêtkowski, urodzony w 1870 roku, syn wspomnianego literata i Tekli Paschalisówny, studiowa³ medycynê w Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim oraz za ró¿nymi granicami, uzyskuj±c dyplom doktora wszech nauk lekarskich w roku 1917 w Uniwersytecie Jagielloñskim. Profesorem zwyczajnym zosta³ dwa lata pó¼niej w Warszawie, gdzie odt±d do ¶mierci (1924) pracowa³.

Prof. Rzêtkowski zorganizowa³ nowoczesne placówki lecznicze w warszawskich szpitalach Wolskim i ¶w. Ducha, z którymi wspó³pracowa³a kierowana przezeñ klinika uniwersytecka. Redagowa³ czasopisma lekarskie, uprawia³ popularyzacjê wiedzy medycznej. Od roku 1919 by³ cz³onkiem zwyczajnym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Ma w dorobku pionierskie prace, w tym kilka ksi±¿ek z zakresu endokrynologii klinicznej i kardiologii, która wyodrêbnia³a siê za jego czasów z interny.

By³ w³a¶cicielem pierwszego w Warszawie elektrokardiografu (zapamiêta³am to, bo mój ojciec mia³ pierwszy taki aparat w miêdzywojennym Lwowie). Zajmowa³ siê równie¿ laboratoryjn± diagnostyk± chorób zaka¼nych, co zw³aszcza po pierwszej wojnie ¶wiatowej mia³o du¿e znaczenie praktyczne. Zmar³ przedwcze¶nie zaraziwszy siê gru¼lic± od pacjenta. Jadwiga Staniszkis wie od babki, ¿e trumnê profesora wystawiono na balkonie Pa³acu Kazimierzowskiego – tym samym, gdzie ona w roku 1968 przemawia³a w gronie strajkuj±cych studentów.

Dziadek Witold Teofil Staniszkis, znany jej tylko z opowiadañ, by³ pos³em Narodowej Demokracji przez wszystkie kadencje Sejmu Drugiej Rzeczypospolitej. W rozmowach z babk±, jedn± z pierwszych absolwentek historii sztuki krakowskiej Alma Mater, która nigdy nie pracowa³a zawodowo wychowuj±c pi±tkê dzieci, przewija³o siê oczekiwanie, ¿e wnuczka ¶mielej pokieruje swoim losem, ¿e bêdzie osob± samodzieln±.

Witold Staniszkis zawodowo zajmowa³ siê agronomi± po ukoñczeniu SGGW, gdzie krótko przed wojn± zosta³ profesorem. Specjalizowa³ siê w genetyce ro¶lin, która by³a wówczas „pierwsz± lini±” nauk rolniczych. Wspólnie z W³adys³awem Grabskim, pó¼niejszym premierem, wówczas przewodnicz±cym Towarzystwa Ziemian ziemi kutnowskiej, za³o¿y³ na pocz±tku ubieg³ego wieku pod Kutnem eksperymentalne gospodarstwo do selekcji nasion ro¶lin. W Polsce niepodleg³ej sta³o siê wzorcow± stacj± hodowli ro¶lin, jedn± z najnowocze¶niejszych w Europie i eksportowa³o nasiona do ró¿nych krajów, g³ównie na wschód. Pani profesor z nut± wdziêcznego dla dziadka podziwu mówi, ¿e dzie³o jego ¿ycia przetrwa³o komunizm, choæ miewa³o okresy podupadania. Kilka lat temu z ojcem i stryjem uczestniczy³a w uroczysto¶ci wmurowania kamienia upamiêtniaj±cego za³o¿ycieli placówki, ci±gle hoduj±cej cenne krzy¿ówki ro¶lin – dzisiaj g³ównie ozdobnych – i wysy³aj±cej nasiona za granicê. Jest w tym potwierdzenie sensu tej postawy, jaka w rodzinie dominuje i trwa, a nakazuje w ka¿dych warunkach robiæ to, co siê uzna³o za warto¶ciowe, p³ac±c, je¶li trzeba, wysok±, choæ nie ka¿d±, cenê.

Witold Teofil Staniszkis zgin±³ w Auschwitz. Przedtem, gdy Niemcy utworzyli getto, organizowa³ pomoc, g³ównie dzieciom. W pamiêtnikach Adama Czerniakowa, prezesa Rady ¯ydów, s± zapiski mówi±ce o rzeczowym, jakkolwiek podszytym irytacj±, wzajemnym uznaniu przeciwników politycznych i „zawieszeniu ró¿nic wobec celu dla tych ludzi nadrzêdnego”.

My¶li w cieniu czynów

Kazimierz Bruno Rzêtkowski

Wa¿nym rysem rodzinnej tradycji jest „mieszczañski pozytywizm”. Czterej stryjowie, wujowie i dalsi krewni pani profesor mieli w wiêkszo¶ci wy¿sze wykszta³cenie, ale nie zaprz±tali siê „ruchem my¶li, obserwowaniem ¶wiata, tylko chcieli pozostawiæ materialny ¶lad”.

Ojciec, który ma 98 lat i zachowa³ jasno¶æ umys³u, opowiada z dum±, ¿e na S³u¿ewcu w Warszawie stoi trybuna, któr± on zaprojektowa³ przed wojn±, jako swoj± pracê dyplomow±, po czym kierowa³ budow± tego wówczas bardzo nowoczesnego obiektu. Jako student budownictwa wodnego pracowa³ przy wznoszeniu Gdyni. Dzia³aj±c po wojnie w antykomunistycznym podziemiu, ukrywa³ siê do roku 1946, nastêpnie za¶ z rodzin± wyjecha³ do Gdañska, gdzie zosta³ jednym z za³o¿ycieli biura odbudowy portu. Aresztowano go tam w roku 1948 na sze¶æ lat, a¿ do pa¼dziernikowej odwil¿y. Wyszed³szy z wiêzienia wróci³ do pracy in¿ynierskiej, ³±cz±c j± z zajêciami akademickimi. Zrobi³ doktorat, habilitacjê, wyk³ada³ w Politechnice Warszawskiej do emerytury.

Matka, Maria z Rzêtkowskich, przed wojn± ukoñczy³a prawo i pierwsz± aplikacjê odbywa³a w towarzystwie „Ratujmy niemowlêta” – udzielaj±cym prawnej pomocy kobietom wychowuj±cym dzieci. W powojennym Gdañsku natychmiast zaczê³a dzia³aæ w Lidze Kobiet, rozwi±zuj±c zupe³nie podobne problemy.

Córka z podziwem mówi o jej niezwyk³ej, nieraz mêcz±cej dla najbli¿szych, energii. W czasach g³êbokiego komunizmu pani Maria pojecha³a do Rzymu i z pomoc± znajomego z tamtejszej Stacji Polskiej sporz±dzi³a listê zamordowanych w Katyniu adwokatów, któr± uda³o siê opublikowaæ w prawniczym pi¶mie „Palestra”. Nigdy nie nale¿±c do partii (nikt z rodziny nie nale¿a³), utraciwszy w okresie stalinizmu uprawnienia adwokackie, zosta³a radc± prawnym Zjednoczenia Przemys³u Okrêtowego. W tej roli negocjowa³a w Moskwie warunki sprzeda¿y polskich statków, odwa¿nie broni±c naszych interesów. Zdaniem córki, by³a „za twarda... dla siebie”, choæ w przeciwieñstwie do niej, znajdowa³a czas np. na „pierwsze niedziele”, kiedy schodzili siê wspólni znajomi rodziców z ró¿nych epok ich ¿ycia, o ró¿nych orientacjach i przynale¿no¶ciach. Jedn± z d³u¿szych epok by³ okres poznañski, przed ostatecznym powrotem do Warszawy w latach sze¶ædziesi±tych.

„Kompletna antyideologiczno¶æ” powodowa³a ocenianie ludzi indywidualnie, z perspektywy tego, co zrobili i robi±, nie tego, co my¶l± i za czym siê opowiadaj±, jakkolwiek to ostatnie nie by³o bez znaczenia.

Dwaj stryjowie byli... szwole¿erami. „Konno walczyli z czo³gami” w 39 roku i ca³± wojnê przesiedzieli w oflagu. Jeden z nich, architekt, wróciwszy z emigracji w Ameryce w wieku osiemdziesiêciu kilku lat, zaprojektowa³ pomnik Pañstwa Podziemnego, stoj±cy przed gmachem Sejmu. Drugi, in¿ynier w³ókiennictwa, zaraz po wojnie zabra³ siê do odbudowywania przemys³u w³ókienniczego w £odzi. Pani profesor uwa¿a ten pozytywizm á la Wokulski za istotny rys swojej rodzinnej schedy, jakkolwiek go nie kontynuuje.

Wybory z buntu

Wybra³a takie studia, jakich nie by³o w Poznaniu i pojecha³a na socjologiê do UW. Brat podobnie wybiera³ handel morski w Sopocie. Na ró¿nych decyzjach ¿yciowych czwórki dzieci ci±¿y³ bunt przeciwko endeckim pogl±dom starszego pokolenia, które przewa¿y³ ostatecznie tragiczny wojenny los dziadka, choæ wiadomo by³o, ¿e ta endecko¶æ jest „abstrakcyjna”, nie motywuje czynów.

Zaanga¿owanie przysz³ej pani profesor w marcu 68 roku by³o, jej zdaniem, stymulowane tym samym sprzeciwem, który wywo³ywa³ k³ótnie z ojcem, sk³aniaj±c j± do wyg³aszania gor±cych pochwa³ awansu spo³ecznego mas, powszechnego dostêpu do szkó³ itp. Wyrzucono j± ze sta¿u asystenckiego, mimo ¿e po rozwodzie sama wychowywa³a dziecko. Przesiedzia³a blisko rok w wiêzieniu. Potem pracowa³a m.in. w Centrum Doskonalenia Lekarzy, w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, uzyskawszy doktorat wyró¿niony nagrod± im. Stanis³awa Ossowskiego.

Dalsza kariera naukowa przebiega³a w¶ród szykan ze strony w³adz, trudno¶ci z otrzymywaniem paszportu i licznych publikacji na Zachodzie. W sierpniu 1980 roku zosta³a doradc± strajkuj±cych stoczniowców.

Od roku 1992 Jadwiga Staniszkis jest profesorem zwyczajnym. Pracuje w UW oraz w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Wyk³ada w Wy¿szej Szkole Biznesu w Nowym S±czu. Wielokrotnie wyje¿d¿a³a, jako visiting professor, do ró¿nych o¶rodków naukowych. Ma w dorobku liczne ksi±¿ki traktuj±ce o istotnych zjawiskach i procesach cywilizacyjnych, jak postkomunizm czy globalizacja.

Przypisuje sobie pierwiastek anarchiczny i niechêæ do autorytetów. Inaczej ni¿ jej rodzice i krewni – nie jest spo³ecznikiem. – Opisujê ¶wiat i moje ksi±¿ki s± ¶ladem, jaki zostawiam.

W jej pokoleniu wszyscy maj± wy¿sze wykszta³cenie. M³odszy brat jest wziêtym informatykiem, choæ studiowa³ handel morski – po doktoracie, a jego ¿ona znanym architektem, projektantem i wyk³adowc± Politechniki Warszawskiej. Siostra jest profesorem matematyki we w³oskim uniwersytecie w Udane, jej syn studiuje medycynê. Najm³odszy brat skoñczy³ studia w Kanadzie i po ¶mierci matki wróci³ do Polski.

Córka pani profesor zrobi³a doktorat z matematyki w Ameryce, ale zajmuje siê trójk± dzieci, które po babce wziê³y wiarê w to, ¿e je¶li siê pragnie co¶ zrobiæ, trzeba zacz±æ to robiæ. – Maj± nies³ychany apetyt na ¶wiat. Umiej± przegrywaæ i potem graj± lepiej. To chyba te¿ rodzinne.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje