Klasyczne szko³y pojawi³y siê w staro¿ytnej filozofii greckiej. Zak³adane by³y przez tych filozofów, którzy nie tylko mieli co¶ wa¿nego do powiedzenia, ale tak¿e potrafili skupiæ wokó³ siebie grono uczniów rozwijaj±cych i upowszechniaj±cych ich pogl±dy. Niektórzy z nich okazali siê zreszt± równie wybitni, jak ich mistrzowie, i zak³adali pó¼niej w³asne szko³y. Tak by³o m.in. ze szko³± platoñsk±, nazywan± Akademi± Ateñsk±, oraz z za³o¿on± przez jednego z uczniów Platona – Arystotelesa – szko³± perypatetyck±. W okresie rzymskim wystêpowa³y nadal szko³y filozoficzne, ale ju¿ z dodatkiem „neo” (neostoicyzm, neopitagoreizm, neoplatonizm itd.), oznaczaj±cym w ka¿dym przypadku, i¿ mamy do czynienia z pewn± wtórno¶ci±. W czasach ¶redniowiecza mówi³o siê ju¿ tylko o jednej szkole – scholastycznej (termin scholastikos oznacza tyle, co szkolny), ale nie od dzisiaj wiadomo, ¿e za tym okre¶leniem kryj± siê w gruncie rzeczy ró¿ne kierunki i tendencje wystêpuj±ce w ówczesnej filozofii i teologii. Nie chcê przez to powiedzieæ, ¿e tak naprawdê szko³y w nauce skoñczy³y siê wraz z upadkiem kultury greckiej. Opowiadam siê natomiast za tez±, ¿e ka¿dy czas ma swój typ szkó³, ró¿ni±cych siê zarówno sposobem powstawania, jak i funkcjonowania.
Na pocz±tek jednak kilka zasadniczych w±tpliwo¶ci zwi±zanych z tytu³owym problemem. Pojawiaj± siê one m.in. w pracy zbiorowej Szko³y w nauce (J. Goækowski, A. Siemianowski, 1981). Dotycz± zarówno kwestii ogólniejszych (w tym sensowno¶ci pytania o istnienie w nauce ró¿nego rodzaju szkó³), jak i szczegó³owych. Np. Jerzy Szacki poprzedza pytanie, co to jest szko³a naukowa?, stwierdzeniem, i¿ okre¶lenie to w „jêzyku ¶rodowisk naukowych ma wszelkie znamiona potoczno¶ci”, a w ca³ym opracowaniu termin ten bierze w cudzys³ów. Z kolei Czes³aw S. Nosal, zwracaj±c uwagê na szereg uwarunkowañ powstawania i funkcjonowania szkó³, twierdzi, i¿ w przypadku takich „ma³ych grup spo³ecznych” materia³ dokumentacyjny zawsze jest niekompletny. Najwiêcej w±tpliwo¶ci wi±¿e siê (...) z faktem, i¿ dokumenty interesuj±ce historyka nauki (...) w niewielkim tylko stopniu odzwierciedlaj± klimat ma³ych grup spo³ecznych, nieformaln± strukturê organizacji naukowych itd. W kolejnych opracowaniach podejmowany jest problem istnienia konkretnych szkó³ naukowych w konkretnych naukach. Wypowiadaj±cy siê na ten temat porz±dkuj± oczywi¶cie obraz tych szkó³, ale te¿ uwyra¼niaj± szereg zwi±zanych z t± kwesti± znaków zapytania. Kazimierz Opa³ek, pisz±c o szko³ach w teorii prawa, pyta: czy neutralna organizacja badañ jest ju¿ szko³±, czy ma charakter szko³y naukowej zgrupowanie oparte na podstawach irracjonalnych (...), gdzie przebiega granica miêdzy nimi a sekt±, a tak¿e, czym ró¿ni siê szko³a naukowa od tzw. kierunków czy pr±dów w nauce? Natomiast El¿bieta Pe³ka−Peliñska oraz Jadwiga Grabowska w podsumowaniu swojego wywodu na temat szkó³ w antropologii proponuj± dyskusyjny podzia³ na trzy typy szkó³ – klasyczne („koncentruj± siê wokó³ postaci mistrza”), „oparte na dzia³alno¶ci grupy powi±zanej ideami pozanaukowymi” oraz „oparte na propozycji nowego schematu my¶lowego (nowego paradygmatu)” – dodaj±c, i¿ s± to „typy idealne, mog±ce siê na siebie nak³adaæ”.
Nie bêdê próbowa³ rozstrzygaæ postawionych przez autorów tego opracowania pytañ. Nie ulega jednak dla mnie w±tpliwo¶ci, ¿e potwierdzaj± one tezê, i¿ szko³y w nauce by³y i s± zjawiskiem ró¿norodnym i ró¿norakim (o zró¿nicowanej genezie, granicach i sposobie funkcjonowania). £atwiej oczywi¶cie zorientowaæ siê w tym, co by³o lub jest nazywane szko³± naukow±, ni¿ w tym, co spe³nia mniej lub bardziej wydumany jej wzorzec. Nie mo¿e to oczywi¶cie stanowiæ usprawiedliwienia dla nadu¿ywania tej nazwy. Taka sytuacja ma miejsce np. wówczas, gdy kilku uczonych, podpisuj±cych siê pod wspóln± teori± lub jedynie po³±czonych wspóln± wiar± w jej moc wyja¶niaj±c±, zaczyna mówiæ o szkole, a ci, którzy stanowi± grupê ich wspó³pracowników lub jedynie kibicuj± ich poczynaniom, powtarzaj± to przy ró¿nych okazjach (zamêczaj±c tym wszystkich, którzy do owej teorii maj± stosunek obojêtny lub sceptyczny). Mam nadziejê, i¿ nikt nie poczuje siê ura¿ony t± uwag±. Nie bêdê jednak ukrywa³, ¿e podyktowana jest rzeczywist± sytuacj± istniej±c± w ¶rodowisku filozoficznym, w którym od wielu lat funkcjonujê. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko tyle, ¿e wed³ug mnie szko³a filozoficzna to by³o i jest co¶ znacz±cego nie tylko na lokalnym podwórku, ale równie¿ daleko poza jego granicami.
Przywo³am dwa przyk³ady nowo¿ytnych szkó³ filozoficznych. Pierwsza z nich pojawi³a siê w okresie, gdy filozofia dopiero zaczyna³a uzyskiwaæ wzglêdn± niezale¿no¶æ od ho³duj±cej tradycji teologii oraz od wszystkich osób i instytucji, które czu³y siê zobligowane do obrony owej tradycji. Pocz±tki tej niezale¿no¶ci przypadaj± na XVII stulecie. Proces Galileusza pokaza³, ¿e jeszcze w jego pierwszej po³owie z t± niezale¿no¶ci± by³o krucho, a tych, którzy nazbyt ¶mia³o j± manifestowali, spotyka³y powa¿ne k³opoty. Galileusz, mimo i¿ by³ wybitn± umys³owo¶ci± i niepokornym duchem swoich czasów, nie za³o¿y³ jednak ¿adnej szko³y. Formalnie szko³y nie za³o¿y³ równie¿ inny wielki umys³ tamtego stulecia, Kartezjusz. Faktycznie jednak ju¿ za jego ¿ycia (zmar³ w 1650) mówi³o siê o „kartezjanach”, a nawet zakazywano im publicznego g³oszenia ich „zuchwa³ych” i „bezbo¿nych” tez (takich np., ¿e zwi±zek duszy i cia³a ma charakter „akcydentalny”, a nie „substancjalny”). Rzecz jasna, nie przeszkodzi³o to kartezjanizmowi w zdobyciu silnej pozycji w ¶wiecie filozofii i nauki; do dzisiaj z tzw. l’esprit cartésien kojarzy siê takie wizytówki naukowo¶ci, jak ¶cis³o¶æ, dowodliwo¶æ czy sprawdzalno¶æ twierdzeñ.
Je¶li zatem mo¿na mówiæ o szkole kartezjañskiej (a nie widzê powodu, aby o niej nie mówiæ), to z ca³± pewno¶ci± by³a szko³± innego typu ni¿ te, które zak³adali staro¿ytni mêdrcy czy ¶redniowieczni teolodzy. Jej lider ani nie przechadza³ siê po gajach oliwnych filozofuj±c ze swoimi uczniami, ani te¿ nie brylowa³ na uniwersyteckich katedrach, uwodz±c s³uchaczy finezyjn± ³acin±. Przeciwnie, takich miejsc jak uniwersytety (i uniwersytecka profesura) Kartezjusz unika³ jak zarazy, a ze swoimi faktycznymi i potencjalnymi uczniami rozmawia³ z regu³y korespondencyjnie (dokumentuje to ok. 500 jego listów). W podobny zreszt± sposób udziela³ odpowiedzi na zarzuty „Uczonym Mê¿om” (zainteresowanych tymi odpowiedziami odsy³am do jego Medytacji o pierwszej filozofii). Wiele wskazuje na to, ¿e nie by³ ani typem uczonego−wojownika (który najlepiej siê czuje w bezpo¶rednim zwarciu z przeciwnikiem), ani typem uczonego−nauczyciela (który ma potrzebê nauczania innych), ani nawet uczonego−mentora (który musi koniecznie kogo¶ pouczaæ). Nie przeszkodzi³o mu to oczywi¶cie staæ siê wielkim autorytetem oraz liderem szko³y filozoficznej, a tak¿e symbolem tego, co kojarzy siê z okre¶leniem „modern”.(...)