Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





TZW. podwójna moralno¶æ

Piotr Müldner−Nieckowski

Czytam w³a¶nie ksi±¿kê Anny Bikont i Joanny Szczêsnej „Lawina i kamienie” o wyborach pisarzy w czasach komunizmu. Ksi±¿ka to do po³owy znakomita – pisz± m³odzi krytycy – od po³owy hagiograficzna i w sumie próbuje ratowaæ pamiêæ pisarzy, którzy ulegli komunistycznemu zaczadzeniu. Ju¿ samo s³owo−klucz „zaczadzenie” jest – zdaniem krytyków – ratuj±ce. Autorki u¿ywaj± go tylko po to, ¿eby wybielaæ. Zaczadzony mo¿e byæ odratowany, je¶li mu siê przystawi rurkê z tlenem, a wiêkszo¶æ dosta³a spor± dawkê tego gazu w roku 1956. Wygl±da jednak na to, ¿e wszyscy byli zatruci i nie ma zmi³uj – czytam w pewnej recenzji.

To chyba by³o jednak tak, jak pisz± Bikont i Szczêsna (z pewnymi ma³ymi wyj±tkami, co nie zmienia ogólnej postaci rzeczy). Nie zaczadzeni, ale gracze, niekoniecznie cyniczni, czê¶ciej spanikowani. Nie bezrozumni, ale kalkuluj±cy i nie zawsze kalkuluj±cy ze z³± wol±. Wtedy nie by³o nic z manicheizmu, czego dzisiejsi mentorzy z m³odszego pokolenia w ¿aden sposób nie chc± zrozumieæ. ¯yli¶my w ¶wiecie, w którym pewne rzeczy mog³y siê podobaæ. Podoba³a mi siê na przyk³ad atmosfera pierwszego maja. By³ to dzieñ wolny od szko³y, na podwórku zbiera³a siê czereda trzydziestu ch³opaków i ad hoc powstawa³y trzy dru¿yny pi³karskie. Z miasta dochodzi³y odg³osy ¶wiêta, a ¿e nie ogl±dali¶my tego osobi¶cie, by³a w tym atmosfera niedosiêg³ej tajemnicy. I zawsze s³oneczna pogoda, tak siê sk³ada³o.

Pamiêtam czasy najostrzejszego zamordyzmu stalinowskiego bardzo dobrze. Dni by³y, jak to dni, ca³kiem normalne, mimo ¿e matka mnie i bratu szy³a spodnie z zas³on, buty w kó³ko ³ata³ znajomy szewc, a po chleb stawa³o siê w kolejkach. (Ach, ten zapach pieczywa, który dobywa³ siê z rynsztoka ulicy Grójeckiej, u wylotu Nowoopaczewskiej, pó¼niej Wery Kostrzewy, teraz Bitwy Warszawskiej 1920 roku.)

Kiedy wychodzi³em do szko³y, matka napomina³a, ¿ebym pamiêta³, o czym i co mówi siê w domu, i o czym i jak mówi siê w szkole. Mia³o mi siê to nie myliæ i – nigdy nie myli³o. To wcale nie by³o trudne, by³ to rodzaj gry w chowanego i ciuciubabkê zarazem, w czasie której przez uchylon± opaskê na oczach widzia³o siê ostrzej. Trochê czu³em siê w roli Temidy, która nie jest ca³kiem ¶lepa. Zauwa¿a³em wiêc takie rzeczy, ¿e wydanie przez w³adze zakazu modlenia siê na pocz±tku lekcji najbardziej odczu³y dwie moje serdeczne kole¿anki luteranki i trzecia prawos³awna, bo by³y w mniejszo¶ci, a nie katolicka reszta, i ¿e nasza wychowawczyni, pani Powichrowska, znalaz³a na to sposób. Mawia³a: „Dzisiaj g³o¶no modliæ siê nie bêdziemy”. Dla nas by³ to zabawny sposób na to, co dzieje siê gdzie¶ tam, poza szko³±, kiedy kto¶, tam wysoko, wydaje przepisy, które i tak s± tylko po to, ¿eby by³y. Wiêc nasze gry toczy³y siê w sposób naturalny. Emocje czasem bra³y górê i kiedy hokejowa reprezentacja ZSRR dosta³a ³upnia od Szwedów (pamiêtna Szwajcaria 1953), w szkole zapanowa³a rado¶æ, której nikt nie próbowa³ hamowaæ, ale poza tym przestrzegali¶my regu³ gry, znacznie lepszej i ciekawszej ni¿ dzisiejsze gry komputerowe.

O ojcu i matce nie mówi siê ¼le, bo tak nakazuje przyzwoito¶æ. O Stalinie nie mówi siê ¼le, bo tak nakazuje instynkt samozachowawczy. Taka by³a nasza dewiza. A przecie¿ kiedy zabierali naszego ojca do wiêzienia i przes³uchiwano nas, jego dzieci, wia³o groz± nie na ¿arty. Tylko ¿e by³y to jednak zdarzenia – w naszym odczuciu – nadzwyczajne, niecodzienne. Szko³a znowu hucza³a, bo nic nie da³o siê ukryæ, a wie¶ci zwielokrotnia³y siê i budowa³y drugi ¶wiat, ten tragiczny, przypominaj±cy o niedawnej jeszcze wojnie. ¯yli¶my wiêc w dwóch ¶wiatach. O jednym my¶leli¶my z czu³o¶ci± – to by³ ten nasz, w³asny. O drugim mitologicznie – to ten obcy, z którego przenikaj± dzikie wiadomo¶ci. £±czyli¶my te ¶wiaty w sobie. Dla pierwszego mieli¶my jêzyk normalny, przyjazny, naturalny, weso³y. Dla drugiego opracowany, wystudiowany, sztuczny, smutny, taki jak obecna poprawno¶æ polityczna.

Nie s±dzê, ¿eby w ten sposób kszta³towa³a siê jaka¶ podwójna moralno¶æ. Tego w kategoriach etycznych uj±æ siê nie daje, mimo ¿e nawet filozofowie usi³uj± w nas wmówiæ takie podej¶cie. To by³a strategia, a za ni± taktyka, najzupe³niej ¶wiadomie uprawiana i nie przypominam sobie, ¿eby komu¶ pokie³basi³o siê od tego w g³owie. Czasem konieczna by³a powtórka z prawdy, dla od¶wie¿enia (cudowne Radio Wolna Europa, które radyjkiem „Pionier” ³apa³o siê na przemian z muzycznym Radiem Luxembourg), ale to nie zmienia faktu, ¿e i bez tego wiedzieli¶my du¿o. Wiedzieli¶my co i jak nawet wtedy, kiedy Gomu³ka co¶ obiecywa³, a Gierek zapowiada³.

Niektórzy, synowie i córki dzia³aczy partyjnych, starali siê dorównywaæ naszemu poziomowi, i w niejednym, wychowanym nader komunistycznie, zachwiali¶my równowagê „sprawiedliwo¶ci spo³ecznej”. Czym zachwiali¶my? Tym, co mówili¶my w czasie bryd¿a i pokera albo na s³ynnych wycieczkach na glinianki na Okêciu, gdzie rozpijali¶my wino marki „Wino”. Potem te gry sta³y siê trudniejsze, doros³e, ale wci±¿ czu³em, ¿e wpierana we mnie „podwójna moralno¶æ” to poni¿aj±ce wyra¿enie−wytrych, które nie przystaje do rzeczywisto¶ci. Prawdziwa podwójna moralno¶æ pojawia siê dopiero wtedy, kiedy gry nie s± wymagane przez system. Za komuny wyboru du¿ego nie by³o.

e−mail: pmuldner@mp.pl
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje