Prof. dr hab. in¿ Micha³ Kleiber (ur. 1946) jest specjalist± z zakresu mechaniki i informatyki. Ukoñczy³ studia na Wydziale In¿ynierii L±dowej PW (1968) oraz matematykê na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW (1971). Doktorat 1972, habilitacja 1978, prof. nadzwyczajny 1984, prof. zwyczajny 1989. Zajmuje siê mechanik±; nieliniow±;, metodami numerycznymi oraz zastosowaniem symulacji komputerowych w badaniach. Jest autorem b±d¼ wspó³autorem ponad 200 prac naukowych oraz 6 ksi±;¿ek. Laureat wielu nagród (m.in. Nagrody FNP 2001 w zakresie nauk technicznych). Liczne stypendia i sta¿e zagraniczne. Wieloletni pracownik, a od roku 1995 dyrektor Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN. Jest doktorem h.c. Politechniki Lubelskiej, Politechniki Krakowskiej oraz Politechniki w Darmstadt. W latach 2001-05 minister nauki. Obecnie spo³eczny doradca ds. nauki Prezydenta RP, a od grudnia 2006 prezes PAN.
Jest Pan w ostatnich latach jednym z najwa¿niejszych ludzi w polskiej nauce: badacz ze znacz±cymi sukcesami, w tym nagrod± FNP, dyrektor najwiêkszego instytutu Polskiej Akademii Nauk, tak¿e przewodnicz±cy rady dyrektorów instytutów, przez cztery lata minister nauki, a obecnie prezes PAN i spo³eczny doradca Prezydenta RP. Do tego jeszcze przedstawiciel Polski w Europejskiej Radzie Badañ Naukowych, która rozdysponowuje unijne miliardy na badania. Co, Pana zdaniem, decyduje o takich sukcesach w nauce: szczê¶cie, talent, pracowito¶æ?
– Wszystkie te elementy s± wa¿ne, mo¿e w nieco innej kolejno¶ci: zdolno¶ci, pracowito¶æ, szczê¶cie. To ostatnie g³ównie w aspekcie osób, z którymi dane nam by³o wspó³pracowaæ, szczególnie na pocz±tku kariery, czyli naszych naukowych mistrzów. Wa¿ne s± tak¿e rzetelno¶æ i energia w dzia³aniu oraz umiejêtno¶æ rozpoznawania tego, co wa¿ne dla rozwoju uprawianej dyscypliny i odwaga podejmowania na tej podstawie strategicznych dla siebie decyzji. Zapewne w pewnym stopniu posiadam niektóre z wymienionych cech, ale nie mnie o tym mówiæ. I jeszcze drobna uwaga – nie jestem w Europejskiej Radzie Badañ przedstawicielem Polski, a jednym z 22 wybranych cz³onków – uczonych z krajów Unii. W gronie tym s± jedynie trzy osoby pracuj±ce w tak zwanych nowych krajach unijnych – mo¿na mieæ tylko nadziejê, ¿e taki niewielki udzia³ przedstawicieli krajów naszego regionu w tym bardzo wa¿nym gremium nie w pe³ni odpowiada ich potencja³owi naukowemu.
Jak to siê sta³o, ¿e minister lewicowego rz±du zosta³ doradc± prezydenta Lecha Kaczyñskiego, któremu daleko do lewicowo¶ci? Nauka jest ju¿ wolna od wp³ywu polityki?
– Zaistnia³a sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna i nie ukrywam, ¿e sprawia mi satysfakcjê. Nigdy nie by³em cz³onkiem ¿adnej partii i my¶lê, ¿e pe³ni±c sw± funkcjê rz±dow± w sposób jednoznaczny udowodni³em, i¿ mo¿na byæ bezstronnym, nie anga¿uj±cym siê w spory polityczne ministrem nauki. Sprawa niezale¿no¶ci nauki od polityki ma w dzisiejszym ¶wiecie wielk± wagê, nie tylko dla rozwoju nauki, i cieszê siê, ¿e moja skromna osoba sta³a siê niejako argumentem w sprawie autonomii nauki. S± oczywi¶cie problemy i decyzje, które ocieraj± siê o politykê – choæby kwestie etyczne w badaniach biomedycznych – ale nawet o nich mo¿na mówiæ w sposób bezstronny, z pe³nym poszanowaniem naukowego racjonalizmu. Ka¿dy z nas ma swoje pogl±dy polityczne – ja tak¿e, w pewnych sprawach bardzo zdecydowane – ale my¶lê, ¿e w dzia³alno¶ci publicznej na rzecz nauki nale¿y siê powstrzymaæ od ich artykulacji i kierowaæ siê innymi racjami.
Czy po wyborze na prezesa Akademii nadal bêdzie pe³ni³ Pan funkcjê doradcy prezydenta?
– W tej sprawie nic siê nie zmieni³o, nadal jestem spo³ecznym doradc± Prezydenta. Staram siê przekazywaæ Prezydentowi moj± wizjê nowoczesnej Polski, której sednem jest szeroki dostêp do rzetelnej edukacji na wszystkich poziomach, silny sektor badañ naukowych i konieczno¶ci tworzenia systemowych rozwi±zañ na rzecz innowacyjnej gospodarki.
Jako minister nauki mia³ Pan szansê znacz±co wp³ywaæ na zmianê systemu prowadzenia badañ. Przekszta³cenia by³y du¿e – rolê Komitetu Badañ Naukowych przejê³a Rada Nauki, ale ju¿ tylko jako organ doradczy ministra, a nie decyzyjny. Czy jest Pan z tego okresu zadowolony i czy wszystko, co mo¿na by³o na tamtym etapie zrobiæ, zosta³o zrobione?
– Jestem cz³owiekiem, który ma wysokie wymagania nie tylko w stosunku do wspó³pracowników, ale i do siebie. Oczywi¶cie nie mam poczucia, ¿e zrobi³em wszystko, co trzeba by³o zrobiæ. Jednak wed³ug mnie zmiany, które wprowadzili¶my, by³y w pe³ni uzasadnione. Stan, który mamy w tej chwili, po ewentualnych dalszych modyfikacjach i uzupe³nieniach, jest zal±¿kiem nowoczesnego modelu prowadzenia badañ naukowych. Do wa¿nych modyfikacji systemu, wprowadzonych ustaw± w 2005 roku zaliczam, miêdzy innymi: wypracowanie mechanizmów w³±czaj±cych sektor B+R w ca³okszta³t problematyki funkcjonowania pañstwa, w tym w jego politykê gospodarcz±; zró¿nicowanie procedur przyznawania ¶rodków na badania poznawcze i prowadzone w kontek¶cie zastosowañ; stworzenie formalnych mo¿liwo¶ci pozyskiwania ¶rodków na badania z europejskich funduszy strukturalnych; utworzenie w ramach Rady Nauki Komitetu Polityki Naukowej i Naukowo−Technicznej, z³o¿onego z wybitnych uczonych, z po raz pierwszy sformu³owanym zadaniem strategicznego my¶lenia o rozwoju naszej nauki; modyfikacjê systemu oceny projektów badawczych podwy¿szaj±c± jako¶æ merytorycznej debaty nad nimi; stworzenie mo¿liwo¶ci powo³ywania interdyscyplinarnych zespo³ów tematycznych w ramach Rady Nauki; wybór w bardzo konkurencyjnym trybie pewnej liczby badawczych Centrów Doskona³o¶ci, badawczo−rozwojowych Centrów Zaawansowanych Technologii oraz utworzenie przemys³owych Platform Technologicznych, wspomagaj±ce pó¼niejsze decyzje o finansowaniu ambitnych, interdyscyplinarnych projektów; a wreszcie mo¿liwo¶æ finansowania tak zwanych projektów rozwojowych, ukierunkowanych na zastosowania w gospodarce, zw³aszcza w sektorze ma³ych i ¶rednich przedsiêbiorstw.
Niew±tpliwie jednym z najistotniejszych elementów w¶ród wprowadzonych rozwi±zañ by³o te¿ utworzenie Krajowego Programu Ramowego. Czy ma on szansê znacz±co kszta³towaæ politykê naukow± pañstwa?
– Za jego pomoc± wprowadzili¶my po raz pierwszy w Polsce czytelny system wyznaczania preferowanych obszarów badawczych, a w ramach ka¿dego z nich – priorytetowych kierunków badawczych. Takich, które stwarzaj± najwiêksze szanse na osi±gniêcie prawdziwych sukcesów poznawczych przez polskich uczonych b±d¼ innowacyjnych sukcesów rynkowych przez polskie przedsiêbiorstwa. Trzeba podkre¶liæ, ¿e system preferencji badawczych nie powinien dotyczyæ badañ prowadzonych w uczelniach, które s³u¿± podnoszeniu jako¶ci procesu edukacyjnego – potrzeby te przes±dzaj± o konieczno¶ci tworzenia szans badawczych wszystkim nauczycielom akademickim, niezale¿nie od ich specjalno¶ci. Dopiero po zaspokojeniu tych potrzeb mo¿na mówiæ o nierównomiernym finansowaniu poszczególnych dyscyplin badawczych wed³ug ustalonych priorytetów. Ich wyznaczenie jest zadaniem trudnym, wykonywanym rozmaicie w ró¿nych krajach. Omówienie sposobu zastosowanego u nas wymaga³oby oddzielnego potraktowania. Powiedzmy wiêc tylko, ¿e czê¶ciowo wykorzystano do tego zaawansowane procedury prognozowania rozwoju nauki i technologii znane pod angielskojêzyczn± nazw± foresight, propozycje otrzymane od instytucji badawczych, gospodarczych, rz±dowych i samorz±dowych, opinie licznych ekspertów, opracowania Komisji Europejskiej itd. A tak¿e, czy raczej przede wszystkim, stanowisko wspomnianego wy¿ej Komitetu Polityki Naukowej.
Bêd±c cz³onkiem Europejskiej Rady Badañ, której g³ównym zadaniem jest opracowanie i wdro¿enie nowego systemu finansowania badañ poznawczych z bud¿etu Komisji Europejskiej, stwierdzi³em z satysfakcj±, ¿e wiele rozwi±zañ, które Rada przyjê³a jako podstawê zmian, odpowiada temu, co trzy lata temu wprowadzili¶my w Polsce. Na przyk³ad zasada, ¿e we wszystkich sprawach dotycz±cych finansowania nauki uczeni powinni mieæ mo¿liwo¶æ wyra¿enia swojego stanowiska, ale g³os ostateczny, to jest formalne prawo do podejmowania finalnych decyzji, powinien le¿eæ po stronie tych, którzy odpowiadaj± za realizacjê bud¿etu (w UE – Komisji Europejskiej, u nas – rz±du), oczywi¶cie przy spe³nieniu warunku, ¿e ca³y proces decyzyjny jest w pe³ni jawny. Z prawem do decyzji ³±czy siê bowiem zawsze odpowiedzialno¶æ za jej podjêcie wobec tych, którzy finansuj± dane przedsiêwziêcie, czyli wobec spo³eczeñstwa. W systemie KBN−owskim znalezienie odpowiedzialnego za decyzje by³o de facto niemo¿liwe. Obecnie Rada Nauki opiniuje wszystkie decyzje ministra – przypomnijmy, ¿e w KBN tak nie by³o – ale to minister ma prawo podejmowaæ decyzje ostateczne. Minister musia³by mieæ jednak bardzo silne argumenty, aby podj±æ decyzjê inn± ni¿ rekomenduje mu Rada. Mo¿e to zrobiæ, ale musi to mocno uzasadniæ – racjami pañstwa. Nie wyobra¿am sobie, ¿eby prawo to by³o nadu¿ywane, a dotychczasowe do¶wiadczenia potwierdzaj± moje przekonanie. Przy okazji nale¿y wspomnieæ, ¿e rozwi±zanie, o którym tu mówimy, wprowadzono w istocie rzeczy ju¿ w roku 1999, d³ugo przed moim przyj¶ciem do resortu, w trakcie nowelizacji ustawy z roku 1991. Wprowadzono wtedy zasadê, ¿e minister mo¿e wetowaæ decyzje KBN, co skutkowa³o wprawdzie ponownym rozpatrywaniem sprawy przez Komitet, ale przy zgodnym stanowisku strony rz±dowej bez mo¿liwo¶ci odrzucenia weta. Ja sam zg³osi³em weto raz przez cztery lata mojego urzêdowania – w stosunku do wniosku o zaprzestanie finansowania projektu dotycz±cego tak zwanego niebieskiego lasera. W trakcie ponownego rozpatrywania sprawy przez KBN moje stanowisko uzyska³o pe³ne poparcie.
A czego nie uda³o siê zrobiæ w tamtym okresie?
– Na pewno nie uda³o siê dokonaæ prze³omu w ¶wiadomo¶ci polityków, a przede wszystkim w ¶wiadomo¶ci spo³eczeñstwa, co do wa¿no¶ci spraw nauki i wielko¶ci nak³adów na ni±. Nadal s± one ra¿±co niskie w stosunku do krajów wysoko rozwiniêtych, nie tylko w wielko¶ciach bezwzglêdnych – mo¿na dostaæ zawrotu g³owy, je¶li siê je zestawi – ale tak¿e jako odsetek PKB. Nie uda³o siê te¿ zmieniæ w tych sprawach ¶wiadomo¶ci mediów, które niechêtnie siêgaj± po dyskusje o sprawach powa¿nych, a gotowe s± podchwyciæ nawet b³ahe kwestie, je¶li maj± posmak sensacji czy afery. Jestem ostatni± osob±, która odradza³aby wykrywanie i piêtnowanie afer, bo to wa¿ne dla oczyszczenia ¿ycia publicznego, ale uwa¿am, ¿e to jest czê¶æ, a nie ca³o¶æ misji mediów. U nas, w przeciwieñstwie do innych krajów – mam w tej sprawie du¿o osobistych do¶wiadczeñ z pobytów zagranicznych – nie ma powa¿nej debaty, jakim pañstwem chcemy byæ za 10 czy 15 lat. W¶ród tysiêcy rozmów, jakimi czêstuj± nas media, nie pamiêtam chyba ¿adnej na temat udzia³u Polski w europejskim podziale pracy i pytania, jakich w zwi±zku z tym powinni¶my kszta³ciæ studentów lub jakie znaczenie ma wprowadzanie nowych, opracowanych u nas technologii do gospodarki. To s± kwestie, które w cywilizowanym ¶wiecie stanowi± fundament debaty publicznej. U nas nie ma ich w ogóle. Praprzyczyna jest oczywi¶cie spo³eczna – nie jeste¶my w pe³ni ¶wiadomi znaczenia terminu nowoczesno¶æ, a politycy i media, zajêci bie¿±c± walk± polityczn±, nie pomagaj± nam tego zrozumieæ. Przysz³o¶æ nie kojarzy siê w naszym kraju, niestety, w powszechnym odbiorze z systemem edukacji, badaniami naukowymi, systemem innowacji czy nowymi technologiami.
Obejmuje Pan funkcjê prezesa PAN w momencie trudnym dla Akademii. W czerwcu ubieg³ego roku urzêduj±cy prezes prof. Andrzej Legocki, choæ by³ jedynym kandydatem, nie zdoby³ mandatu do kierowania Akademi± przez nastêpne cztery lata. Trwa dyskusja nad nowym systemem finansowania i powo³aniem Narodowego Centrum Badañ i Rozwoju oraz Agencji Badañ Podstawowych, i w zwi±zku z tym rol± instytutów PAN. Jak Pan widzi rolê Akademii w najbli¿szych latach?
– Polska Akademia Nauk to trzy obszary dzia³alno¶ci: 80 placówek naukowych, korporacja 350 wybitnych uczonych oraz oko³o 100 komitetów naukowych. Jednostki Akademii to w znakomitej wiêkszo¶ci instytuty dobre i bardzo dobre, posiadaj±ce najczê¶ciej pierwsz± kategoriê w ocenie parametrycznej. Uwa¿am jednak, ¿e aby mieæ prawo do prowadzenia badañ w systemie pozauczelnianym, bez zadañ bezpo¶rednio zwi±zanych z innowacyjno¶ci± gospodarki, co jest cech± placówek badawczych PAN, trzeba byæ bardzo dobrym nie tylko w¶ród polskich instytucji naukowych, ale tak¿e w skali ¶wiatowej. W zwi±zku z tym zamierzam wprowadziæ bardzo surowe zasady oceny wewnêtrznej instytutów Akademii. Je¶li na przyk³ad jaki¶ instytut przez lata nie dochowa³ siê mistrza, prawdziwego autorytetu naukowego, to nawet je¶li ma wysok± kategoriê ministerialn±, nie sposób nie zastanowiæ siê nad jego przysz³o¶ci±. Przy wszystkich zmianach zachodz±cych w sposobie prowadzenia badañ prawdziwa nauka ci±gle koncentruje siê wokó³ wybitnych, uznanych uczonych. Podobnie jest ze wspó³prac± miêdzynarodow±. Udokumentowana zdolno¶æ do prowadzenia wspólnych badañ z czo³owymi – podkre¶lam: czo³owymi – instytucjami na ¶wiecie jest, wed³ug mnie, wa¿nym argumentem na rzecz wspierania takich badañ z naszego bud¿etu. Jest te¿ oczywi¶cie kwestia wieku kadry. Tworzenie perspektyw awansu naukowego dla najzdolniejszych m³odych ludzi to, byæ mo¿e, najlepsza metoda oceny szans rozwojowych placówki badawczej. Obni¿anie siê ¶redniego wieku pracowników danej placówki jest w pewnym sensie dobrym, zintegrowanym wska¼nikiem jej efektywno¶ci pracy, ¶wiadczy bowiem w istocie o jej umiejêtno¶ci zdobywania ¶rodków na badania, systemie kszta³cenia doktorantów, poziomie atrakcyjnej badawczo wspó³pracy zagranicznej bêd±cej naturalnym magnesem dla m³odych, jako¶ci zarz±dzania i determinacji w odm³adzaniu kadry. Jestem zwolennikiem systemu, w którym nie pe³ni siê funkcji administracyjnych po osi±gniêciu wieku emerytalnego. Sprawa ta dotyczy te¿ cz³onków Akademii – nie jest tajemnic±, ¿e ¶rednia wieku jest tu wysoka. Oczywi¶cie nie wchodzi w grê formalne ograniczenie wieku wybieranych uczonych, by³by to element niedopuszczalnej dyskryminacji osób starszych. Jestem natomiast zwolennikiem wprowadzenia kategorii cz³onka−seniora, obejmuj±cej tych, którzy przekroczyli 75 rok ¿ycia i, nie trac±c nic ze swoich uprawnieñ, nie byliby liczeni do limitu 350−osobowego sk³adu korporacji. Otworzy³oby to drogê do wyboru wielu m³odszych kolegów, co jest absolutnie niezbêdne, je¶li Akademia ma skutecznie pe³niæ funkcjê nadzoru merytorycznego w stosunku do placówek. Nie mówi±c ju¿ o nadzorze administracyjnym.
A kwestia funkcjonowania instytutów Akademii w kontek¶cie maj±cych powstaæ dwóch agencji badawczych?
– Zak³adam, ¿e przygotowywane obecnie ustawowo Narodowe Centrum Badañ i Rozwoju bêdzie de facto agencj± finansowania badañ stosowanych. W zamierzeniu jego dzia³alno¶æ ma skoncentrowaæ fundusze na du¿ych, priorytetowych projektach badawczych. Wed³ug mojej niepe³nej wiedzy, druga agencja mia³aby finansowaæ badania poznawcze. Z ca³± ¶wiadomo¶ci± u¿ywam tego terminu, a nie okre¶lenia badania podstawowe, poniewa¿ jest on nieco szerszy i odpowiada angielskiemu frontier science, czyli badania na granicy poznania. Instytuty Akademii s± oczywi¶cie ¿ywotnie zainteresowane zakresem dzia³alno¶ci tych nowych struktur.
I jeszcze kilka dalszych uwag na temat przysz³o¶ci placówek badawczych PAN. Mimo ich niew±tpliwie bardzo wysokiej pozycji w hierarchii polskiej nauki, potwierdzanej opini± ministerstwa w ka¿dej kolejnej procedurze oceny jednostek naukowych, funkcjonowanie placówek wymaga udoskonaleñ. O czê¶ci z nich wspomnia³em ju¿ poprzednio – placówki Akademii musz± aspirowaæ do najwy¿szych standardów miêdzynarodowych, zarówno je¶li chodzi o tematykê badañ, jak i o udokumentowany poziom uzyskiwanych rezultatów. Oznacza to, miêdzy innymi, tak¿e to, ¿e tematyka uprawiana z mniejszym czy wiêkszym powodzeniem kilkadziesi±t lat temu niekoniecznie musi byæ kontynuowana dzisiaj. Musimy wreszcie wprowadziæ w ¿ycie system, który pozwoli na skuteczne uruchamianie w placówkach PAN nowych, obiecuj±cych kierunków badañ i stopniowe wygaszanie kierunków o mniejszym dzisiaj potencjale poznawczym. Musimy tak¿e nauczyæ siê stwarzaæ lepsze warunki tworzenia zespo³ów badawczych dla m³odych, najzdolniejszych uczonych. Sprawa przyspieszenia rozwoju naukowego generacji naszych 30−letnich, najbardziej obiecuj±cych uczonych jest, wed³ug mnie, kluczem do poprawy sytuacji polskiej nauki. Sprawy powi±zañ instytutów PAN z uczelniami nawet tu nie poruszam. Moje plany w tym zakresie s± bardzo rozleg³e, ale wola³bym o tym opowiedzieæ po dokonaniu pierwszych uzgodnieñ i podjêciu pierwszych decyzji. Z tych i wielu innych powodów w placówkach musi zostaæ wprowadzony bardziej efektywny system zarz±dzania, zdolny do rzeczywistej koordynacji i stymulowania interdyscyplinarnych badañ prowadzonych w ró¿nych placówkach, lepiej uwzglêdniaj±cy rolê dysponenta pieniêdzy bud¿etowych, to jest ministerstwa i Rady Nauki, sprawny w zdobywaniu pozabud¿etowych ¶rodków na badania, otwarty na ¶rodowisko akademickie i umo¿liwiaj±cy przep³yw kadr pomiêdzy Akademi± i uczelniami, dba³y o rozwój kadry, zapewniaj±cy skuteczny i konsekwentny nadzór merytoryczny nad prowadzonymi badaniami, zdolny do odwa¿nych decyzji restrukturyzacyjnych. Propozycjê systemu zarz±dzania placówkami uwzglêdniaj±cego te wymogi niebawem przedstawimy publicznie.
Pomówmy teraz o komitetach. Odgrywaj± one wa¿n± rolê w swoich ¶rodowiskach naukowych, natomiast szerzej ich g³os jest ma³o s³yszalny.
– Przypomnijmy, ¿e ponad 70 procent ich sk³adu stanowi± uczeni spoza Akademii, g³ównie z uczelni wy¿szych. W swoim wyst±pieniu programowym nie wykluczy³em mo¿liwo¶ci podjêcia przez komitety pewnej roli w systemie oceny i rozdzia³u pieniêdzy na badania poznawcze. Obecna liczba komitetów i ich relatywnie w±ski charakter dyscyplinowy uniemo¿liwiaj± takie dzia³anie. Aby sta³o siê to realne, nale¿a³oby stworzyæ nowy system oko³o 20 komitetów interdyscyplinarnych (zespo³ów ekspertów). Ta liczba jest nieprzypadkowa i nawi±zuje do bardzo, wed³ug mnie, ciekawego rozwi±zania przyjêtego przez Europejsk± Radê Badañ Naukowych. Nie wykluczam, ¿e w porozumieniu z ministerstwem bêdê chcia³ zaproponowaæ takie rozwi±zanie.
A co z korporacj±? Jej g³os jest tak¿e s³abo s³yszalny.
– To prawda. Jednym z g³ównych zadañ, jakie chcia³bym postawiæ przed korporacj±, jest uzyskanie si³y i wiarygodno¶ci w debacie publicznej. Z jednej strony mamy, w du¿ej mierze uzasadnione, aspiracje co do naszego miejsca w ¶wiecie, a z drugiej robimy o wiele za ma³o, aby te aspiracje realizowaæ. Gdzie¶ w tyle g³owy ko³acze siê nam to, czego nas uczono na lekcjach historii – ¿e bogactwo narodów buduje siê przez stulecia – i to, wraz z nieszczêsn± histori± powojennych 45 lat, podcina nam skrzyd³a. Tymczasem dzi¶ jest ju¿ inaczej. Je¶li spojrzymy na Hiszpaniê, Portugaliê czy Grecjê z jednej strony, a na Finlandiê czy Irlandiê z drugiej, to pamiêtajmy, ¿e 30 lat temu wszystkie one mia³y PKB na g³owê mieszkañca równy oko³o 70 procent ówczesnej ¶redniej unijnej. Dzi¶ Portugalia i Grecja s± ci±gle na poziomie owych 70 procent, ale Hiszpania ju¿ na poziomie 100 procent, a Irlandia i Finlandia – 130 procent! Jaki st±d wniosek? ¦wiat siê tak zdynamizowa³, ¿e poprzez m±dr± politykê, która musi mieæ wsparcie spo³eczne, mo¿na w ci±gu ¿ycia jednej generacji wykonaæ niewyobra¿alny skok cywilizacyjny. Los nastêpnego pokolenia, naszych dzieci, a ju¿ na pewno wnuków, jest literalnie w naszych rêkach. My tak¿e mamy szansê na do¶cigniêcie bogatych krajów, a nawet, jak Finlandia czy Irlandia, na wyprzedzenie ich w ci±gu na przyk³ad 30 lat. To oczywi¶cie tylko szansa. Albo j± wykorzystamy, albo – koncentruj±c siê wy³±cznie na bie¿±cej walce politycznej – stracimy.
Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ